Clarice nad Wisłą

33 minuty czytania

/ Literatura

Clarice nad Wisłą

Michał Lipszyc

W świecie portugalskojęzycznym, a w pewnej mierze i w anglojęzycznym, Lispector ma dziś status pisarki kanonicznej i miejsce w kulturze popularnej, jej podobizna widnieje na brazylijskich T-shirtach i znaczkach pocztowych

Jeszcze 8 minut czytania

„Przypuszczam, że rozumienie mnie nie jest kwestią inteligencji, lecz czucia, nawiązania kontaktu... Albo to kogoś rusza, albo nie rusza” ­– rzuca Clarice Lispector podczas jedynego wywiadu, jakiego udzieliła dla telewizji. To zarazem jedyny zachowany dokument, który uwiecznił ją na taśmie filmowej ­– w lutym 1977 roku, czyli w roku jej śmierci. Banalność tej refleksji zostanie unieważniona, gdy zmierzymy się z przepastnym, nader osobnym i poniekąd z zasady niespójnym i chaotycznym dziełem brazylijskiej autorki. Jej totalna swoboda, jeśli chodzi o prowadzenie (lub nieprowadzenie) narracji, umowność akcji i tematu, składnię, podmiot literacki, spójność tekstu, postaci bohaterów i przynależność do jakiejkolwiek epoki (która jest w istocie jawnym brakiem przynależności), sprawia, że czytelnik albo to skrajnie osobiste, autonomiczne i autoterapeutyczne pisarstwo kupi w całości, jako pewien świat i pewną metodę, albo – kupi tylko legendę.

On-Ona znajdował się już na szczycie, i ona ucieleśniała się w nim, a on ucieleśniał się w niej. Androginiczna krzyżówka stanowiła istotę tak przerażająco piękną, tak straszliwie oszałamiającą, że zgromadzeni nie byli w stanie jej od razu dostrzec, podobnie jak człowiek, który przyzwyczajając się do ciemności, dopiero po jakimś czasie zaczyna rozróżniać poszczególne kształty.

W górę zbocza sunęła zbieranina mężczyzn, kobiet, gnomów, karłów i chochlików niczym trupa martwych bogów. […] Z ust ściekała im gorzka ślina, tłusta i oleista, i nieświadomie oddawali mocz. Kobiety, które niedawno rodziły, ściskały gwałtownie swoje piersi i z ich brodawek tryskało czarne, tłuste mleko. Kobieta z całej siły splunęła mężczyźnie w twarz; jej cierpka ślina spłynęła mu po twarzy aż do ust: łapczywie oblizał wargi.
(„Gdzie byliście w nocy”)

W polszczyźnie proza Lispector wykluwa się z wielkim opóźnieniem, na raty, fragmentarycznie i w bólach. Najpierw, w 1987 roku, dziesięć lat po ukazaniu się oryginału, wyszła po polsku jej ostatnia (z wydanych za życia) powieść, „Godzina gwiazdy” (przeł. Anna Hermanowicz-Pałka, Wydawnictwo Literackie). Dwa lata później „Literatura na Świecie” (11/12, 1989) zamieściła trzy opowiadania z tomu „Więzy rodzinne” (1960) w przekładzie Krystyny Sabik; w 2007 w serii Biblioteka Iberyjska wydawnictwa UW ukazała się antologia opowiadań brazylijskich „Intymność i inne sfery”, zawierająca jedno opowiadanie Lispector, „Ukryte szczęście”, z tomu pod tym samym tytułem (1971); w 2011 „Literatura na Świecie” (nr 1–2) opublikowała fragment debiutanckiej powieści „W pobliżu dzikiego serca” (1943) w przekładzie Agnieszki Dideńko oraz trzynaście opowiadań pochodzących z tomów „Więzy rodzinne”, „Ukryte szczęście”, „Gdzie byliście w nocy” (1974) i „Droga krzyżowa ciała” (1974) w przekładzie Michała Lipszyca. A teraz właśnie ukazał się nakładem wydawnictwa W.A.B. zbiór wszystkich opowiadań Lispector w przekładzie Wojciecha Charchalisa. Tym samym brazylijska autorka o żydowsko-ukraińskich korzeniach zyskała, w istocie po raz pierwszy, niemal pół wieku po śmierci, szansę bardziej rzetelnego i powszechnego zaistnienia w świadomości polskich czytelników; ostatecznie została u nas też otwarta droga do publikacji jej najważniejszych powieści.

Clarice Lispector, „Opowiadania wszystkie”. Przeł. Wojciech Charchalis, W.A.B., 592 strony, w ksiegarniach od października 2019Clarice Lispector, „Opowiadania wszystkie”. Przeł. Wojciech Charchalis, W.A.B., 592 strony, w księgarniach od października 2019Ten rozłożony na dziesięciolecia, długi i przerywany poród w Polsce sprawia, że recepcja Lispector jest obciążona pewnym ryzykiem, jak to bywa w przypadku twórców, których sława, ugruntowana uprzednio na Zachodzie, zwłaszcza tym anglojęzycznym (co stanowi zwykle warunek importowania towaru nad Wisłę), dociera do nas wcześniej niż samo dzieło. Kto najpierw słyszy o wielkości, roli, prekursorstwie Lispector i o wielkiej modzie na nią, a dopiero potem ma szansę przeczytać po polsku któryś z jej tekstów, wytypowany do przeniesienia na nasz rynek wydawniczy plus minus losowo, może się czuć zagubiony, bezradny, być może czasem podnosząc zarzut nieuzasadnionego hermetyzmu czy pretensjonalności. Trudność zasadnicza, dla jednych pozorna, dla innych faktyczna, polega na tym, że pisarka nie uznaje żadnej ustalonej konwencji ani żadnej granicy – także tej między banalnością i elitaryzmem myśli – a nieraz jedyną logiką, jaką dałoby się wyłonić z jej tekstu, jest logika snu. Dodajmy, że poziom komplikacji bądź eksperymentacji w powieściach jest znacznie wyższy niż w opowiadaniach, nieraz względnie tradycyjnych formalnie.

W świecie portugalskojęzycznym, a w pewnej mierze i w anglojęzycznym, Lispector ma dziś status pisarki kanonicznej i miejsce w kulturze popularnej, jej podobizna widnieje na brazylijskich T-shirtach i znaczkach pocztowych, a dzięki mrocznej potędze internetu rozpowszechniana jest w całkiem dowolny sposób poprzez fragmenty, chwytliwe cytaty, kompilacje „myśli i aforyzmów” i efektowne opinie o niej, przytaczane z upodobaniem przez krytyków i wydawców: „Najważniejszy twórca żydowski od czasów Kafki” (Benjamin Moser, autor biografii Lispector „Why this World”), „Niezwykła osoba, która wyglądała jak Marlene Dietriech, a pisała jak Virginia Woolf” (Gregory Rabassa, amerykański tłumacz), „Ona jest lepsza niż J.L. Borges” (Elisabeth Bishop, amerykańska poetka i tłumaczka Lispector na angielski), „Byłaby Kafką, gdyby Kafka był Żydówką. Byłaby Rilkem, gdyby Rilke był brazylijskim Żydem urodzonym na Ukrainie. Byłaby Rimbaudem, gdyby Rimbaud był matką i dożył pięćdziesiątki. Byłaby Heideggerem, gdyby Heidegger umiał przestać być Niemcem” (Hélène Cixous, francuska pisarka i filozofka feministyczna). Bardziej powściągliwy i przez swoje uogólnienie bardziej precyzyjny był brazylijski poeta Carlos Drummond de Andrade, który po śmierci autorki napisał: „Clarice była obca na tej ziemi i przeszła przez świat tak, jakby w środku nocy przybyła do nieznanego miasta ogarniętego generalnym strajkiem komunikacji” oraz „Clarice przybyła z jednej tajemnicy / I odeszła ku kolejnej”.

Kategorię „tajemnicy” pielęgnowała i stosowała, z pewnością także w celach samoobronnych, sama Clarice. Kiedy w 1946 roku dwudziestosześcioletnia pisarka zawadziła podczas podróży służbowej z mężem, brazylijskim dyplomatą, wówczas wicekonsulem w Neapolu, o Egipt, gdzie miała możliwość obejrzeć najsłynniejsze zabytki kraju, napisała w liście do przyjaciela: „Widziałam piramidy, sfinksa – jakiś muzułmanin czytał mi z dłoni na «pustynnych piaskach» i orzekł, że mam czyste serce... Jeżeli chodzi o piramidy, sfinksa, piastry – wszystko to jest w absolutnie koszmarnym guście. […] Jest problem z odczuciem czegokolwiek, co nie zostałoby objaśnione przez przewodnika”, a wspominając po latach tę wizytę, dopisała: „Nie rozszyfrowałam sfinksa, ale on mnie też nie rozszyfrował”. W jednym miejscu pisze: „Jestem tak zagadkowa, że sama siebie nie rozumiem”, w drugim zaś: „Moja tajemnica polega na tym, że nie mam żadnej tajemnicy”.

Ostentacyjne wymykanie się definicjom i etykietkom, programowa pogarda wobec jakichkolwiek ograniczeń w myśleniu i akcie twórczym, gdzie sam język, wraz z jego „regułami”, traktowany jest poniekąd umownie i z lekceważeniem jako tylko jedno z ułomnych narzędzi sztuki, w przypadku Lispector szło w parze ze swoistym zniesieniem granic osobowości w perspektywie osób, które chciałyby jej przypisać konkretny wizerunek społeczny. W efekcie począwszy od lat 60., twórczość Brazylijki skwapliwie anektują jako ideologicznie „swoją” zarówno egzystencjaliści, jak teoretycy postmodernizmu, kulturowej tożsamości płci i feminizmu; zarówno zwolennicy ezoteryki, jak środowiska LGBT, a także ci, którzy za fundament tego pisarstwa chcą uważać żydowską myśl religijną z naciskiem na doktrynę kabalistyczną. W wywiadach chroniła sferę osobistą i często odpowiadała wymijająco, aż jeden z poirytowanych dziennikarzy następująco streścił poglądy renomowanej już wówczas autorki: „Nie wiem, nie znam się, nigdy o tym nie słyszałam, nie zdawałam sobie sprawy, to nie moja dziedzina, trudno to wyjaśnić, nie wiem, nie myślę, nigdy nie słyszałam, nie znam się, nie, nie ma, nie sądzę”. Jak pisze w biografii Lispector Benjamin Moser: „W tej próżni informacyjnej zaczęła się plenić cała mitologia. Ktoś, kto czyta relacje na jej temat z różnych etapów jej życia, z trudem może uwierzyć, że dotyczą tej samej osoby. Kwestie sporne są niebagatelne. Przez pewien czas uważano, że «Clarice Lispector» to pseudonim, a prawdziwe imię autorki zostanie ujawnione dopiero po jej śmierci. Niejasna też była kwestia miejsca i daty urodzin. Kwestionowano jej narodowość i tożsamość mowy ojczystej. Jeden autorytet zaświadczy, że miała prawicowe poglądy, drugi wykaże, że była komunistką. Ktoś będzie się upierał, że była żarliwą katoliczką, choć w istocie była Żydówką. Co pewien czas krąży plotka, że była lesbijką, lecz inna plotka głosi, że tak naprawdę była mężczyzną”.

xxxClarice Lispector około roku 1960 / fot. Paulo Gurgel Valente

Aura tajemniczości w przypadku Lispector jest tym ciekawsza, że jej ziemski żywot, ze stosownym ciągiem faktów i dat, jest solidnie udokumentowany przez biografów, między innymi dzięki obfitej korespondencji z przyjaciółmi i opublikowanym wspomnieniom jej siostry Elise, również pisarki. Jako żona dyplomaty, dziennikarka i, z czasem coraz słynniejsza, awangardowa prozaiczka, której książkowy debiut w 1943 roku („W pobliżu dzikiego serca”) poeta Lêdo Ivo określił „najwspanialszą powieścią, jaką kiedykolwiek kobieta napisała po portugalsku”, Lispector w dojrzałym życiu pełniła stosunkowo prestiżowe funkcje, obracając się wśród znanych osób świata sztuki i polityki i korzystając ze względnych przywilejów brazylijskiej wyższej klasy średniej.

W roku 1937 siedemnastolatka z imigranckiej rodziny wstąpiła na prestiżowy Wydział Prawa Uniwersytetu w Rio de Janeiro i była jedną z pierwszych kobiet, które go ukończyły; była też jedną z pierwszych w Brazylii kobiet zajmujących się dziennikarstwem – już na studiach zaczęła pisać dla rządowej agencji prasowej i gazety „A Noite”, później prowadząc też w innych pismach, pod pseudonimem, kolumny z poradami dla kobiet, o modzie, stylu życia itp. W roku 1943 otrzymała brazylijskie obywatelstwo i poślubiła dyplomatę Maury’ego Gurgela Valente; kolejne piętnaście lat spędziła poza granicami Brazylii, zależnie od tego, jaką placówkę przydzielono akurat mężowi: w Neapolu we Włoszech, Bernie w Szwajcarii, Torquay w Anglii, Waszyngtonie w USA, w międzyczasie rodząc dwóch synów, a także pisząc i publikując kolejne prozy, aż w 1959 roku porzuciła męża i wróciła z dziećmi do Rio, gdzie mieszkała już do końca życia. W 1961 ukazała się jej powieść „A macã no escuro”, wcześniej przez pięć lat odrzucana przez wydawców – wewnętrzny filozofujący monolog bohatera Martina, który, przekonany, że zabił żonę, ucieka w głąb brazylijskiej prowincji. W 1964 wydano jedną z jej najgłośniejszych książek, „A paixão segundo G.H.”, w której znana tylko z inicjałów bohaterka G.H. po zwolnieniu służącej usiłuje sama wysprzątać mieszkanie, zabija drzwiami od szafy karalucha i w efekcie doznaje „utraty indywidualności”. Akcja, czy raczej antyakcja, osiąga kulminację w chwili, gdy z martwego karalucha odpada pancerzyk i ukazuje się jego białe ciałko, które G.H. zjada. Mottem książki jest cytat z Bernarda Berensona, który Clarice przytacza też w rozmowie ze słynnym brazylijskim kompozytorem Antôniem Carlosem (Tomem) Jobimem, którą jako dziennikarka przeprowadziła w roku 1971 dla gazety „Jornal do Brasil”: „Pełne życie to być może takie, które kończy się tak głęboką identyfikacją z «nie-ja», że nie ma już «ja», które mogłoby umrzeć”.

Lispector otarła się o śmierć w 1966 roku – po zażyciu środka nasennego zasnęła z zapalonym papierosem w palcach, wywołując w mieszkaniu pożar. Odniosła poważne obrażenia twarzy, nóg i była bliska amputacji prawej dłoni, która pozostała częściowo bezwładna. W roku 1967 opublikowała książkę dla dzieci, „O mistério do coelho pensante” („Tajemnica myślącego królika”), i zaczęła pisać cotygodniowe kroniki dla gazety „Jornal do Brasil”. Rok później ukazała się jej druga książka dla dzieci, „A mulher que matou os peixes(„Kobieta, która zabiła ryby”), oraz powieść „Uma Aprendizagem ou O Livro dos Prazeres” („Nauka lub księga przyjemności”) o miłości między nauczycielką z podstawówki, Lóri, i nauczycielem filozofii Ulissesem. W roku 1973 wyszła przyjęta entuzjastycznie przez krytykę powieść „Água Viva” („Żywa woda”), wewnętrzny dialog między bezimiennym narratorem „ja” i bezimiennym „ty”.

W roku 1975 autorka została zaproszona na Pierwszy Światowy Kongres Czarownictwa w Bogocie. Na konferencji odczytano po angielsku jej opowiadanie „Jajko i kura”. Później autorka w rozmowie z dziennikarką skomentowała ten epizod następująco: „«Jajko i kura» to zagadkowy tekst i rzeczywiście jest w nim coś okultystycznego. To głęboka, trudna opowieść. Dlatego wydaje mi się, że publiczność, bardzo mieszana, byłaby szczęśliwsza, gdybym wyciągnęła królika z kapelusza. Albo gdybym wpadła w trans. Słuchaj, nigdy w życiu takich rzeczy nie robiłam. Moja inspiracja nie bierze się z tego, co nadnaturalne, lecz z pracy na podświadomości, która wypływa na powierzchnię jako swoiste objawienie. Poza tym nie piszę po to, aby komuś sprawiać satysfakcję”.

xxxxfot. Vicente de Mello

W roku 1977 ukazała się „Godzina gwiazdy”, historia o biednej stenotypistce – tak biednej, że „jadła tylko hot-dogi” – imieniem Macabéa ze stanu Alagoas (czyli tego samego, do którego rodzina Lispector dotarła po opuszczeniu Ukrainy) zagubionej w chaosie Rio de Janeiro. Powieść została złożona przez autorkę i Olgę Borelli – najbliższą przyjaciółkę i zaufaną asystentkę autorki w ostatnich latach jej życia – z notatek i fragmentów zapisanych na luźnych skrawkach papieru. Tuż po publikacji „Godziny gwiazdy” autorka trafiła do szpitala, gdzie wykryto u niej nieoperowalnego raka jajników. Zmarła 9 grudnia, w przeddzień swych pięćdziesiątych siódmych urodzin.

Rankiem w kuchni na stole widzę jajko. Spoglądam na jajko tylko jednym spojrzeniem. Natychmiast pojmuję, że nie da się widzieć jajka. Widzenie jajka nigdy nie zachodzi w teraźniejszości: ledwo ujrzę jajko, a już staje się to widzeniem jajka trzy tysiące lat temu. – W tej samej chwili, kiedy się widzi jajko, obraca się to we wspomnienie jajka. – Widzi jajko tylko ten, kto już je widział. – Kiedy się jajko widzi, jest już na to za późno: jajko widziane, jajko stracone. [...]
Widzenie jajka jest niemożliwe: jajko jest ponadwidzialne, tak jak są częstotliwości ponaddźwiękowe. Nikt nie jest w stanie widzieć jajka. Czy pies widzi jajko? Tylko maszyny widzą jajko. Dźwig widzi jajko. – Kiedy byłam pradawna, jajko przysiadło na moim ramieniu. – Miłości do jajka też nie da się czuć. Miłość do jajka jest ponadzmysłowa. Ludzie nie wiedzą, że kochają jajko. – Kiedy byłam pradawna, nosiłam w sobie jajko i chodziłam na palcach, aby nie rozlać ciszy jajka. Kiedy umarłam, ostrożnie wyjęli ze mnie jajko. Było jeszcze żywe. – Zobaczyć jajko mógłby tylko ten, kto widział świat. Tak jak świat, jajko jest oczywiste.
Jajko już nie istnieje. Jak gwiazda, która świeci, mimo że już jej nie ma, jajko jako takie przestało istnieć. – Jesteś doskonałe, jajko. Jesteś białe. – Tobie poświęcam początek. Tobie poświęcam ten pierwszy raz.
Jajku poświęcam naród chiński.[...]
Przez moje oddanie wobec jajka zapomniałam o nim. Moje niezbędne zapomnienie. Moje zapomnienie interesowne. Bo jajko to pewien unik. Wobec mojej zaborczej adoracji mogłoby się wycofać i już nigdy nie wrócić. Ale gdyby było zapomniane... Gdybym zdobyła się na to poświęcenie, aby żyć tylko własnym życiem i zapomnieć o jajku. Gdyby było niemożliwe... Wówczas, wolne, delikatne, bez żadnego przesłania dla mnie, może któregoś dnia jeszcze przypłynie z kosmosu do mojego okna, które od zawsze trzymam otwarte. I o świcie zacznie lądować nad naszym budynkiem. I wpłynie spokojnie do kuchni. I rozjaśni ją moją bladością.
(„Jajko i kura”)

Wydaje się, że w przypadku Lispector biograficzne początki – faktyczne i wyobrażone – są ważniejsze od trajektorii tzw. dorosłego życia. Przyszła na świat w rodzinie kupca o intelektualnych ambicjach, Pinchasa Lispektora i Mani Krimgold, na Podolu, w tej samej krainie, która dała światu między innymi Nachmana z Bracławia i Baal Szem Towa, wielkich twórców chasydyzmu. Oddajmy głos biografowi, który znowu nawiązuje do Kafki: „Wyłoniła się ze świata wschodnioeuropejskich Żydów, świata świętych mężów i cudów, który doświadczył już pierwszych zapowiedzi zagłady. Przeniosła to żarliwe powołanie religijne ginącej społeczności w nowy świat, świat, w którym Bóg był martwy. Tak jak Kafka rozpaczała, ale w przeciwieństwie do Kafki w końcu wyruszyła na bolesne poszukiwanie Boga, który ją porzucił. Zdawała relację ze swoich poszukiwań kategoriami, które jak u Kafki z konieczności odnosiły się do porzuconego przez nią świata, opisując żydowską duszę mistyczną, która choć wie, że Bóg umarł, prawem paradoksu przenikającego całe jej dzieło, i tak jest zdecydowana Go odnaleźć”.

Urodziłam się na Ukrainie, w kraju moich rodziców. Urodziłam się w wiosce Czeczelnik, tak małej i nieważnej, że nawet jej nie ma na mapie. Kiedy byłam u matki w brzuchu, rodzice byli w drodze do USA lub Brazylii; wtedy nie byli jeszcze zdecydowani. Zatrzymali się w Czeczelniku, abym się mogła urodzić, po czym kontynuowali podróż. Dotarłam do Brazylii, gdy miałam zaledwie dwa miesiące.

Tak naprawdę w czasie, gdy cała rodzina, uciekająca przed ogromną falą pogromów przewalającą się przez porewolucyjną Rosję, dotarła wreszcie po dwuletniej podróży do drobnego miasta Maceió w północnowschodniej Brazylii, Chaja Pinchasowna Lispektor, bo tak się jeszcze wtedy nazywała, miała już ponad rok. Po co ta niewinna manipulacja na własnej przeszłości? Zdaniem Mosera „Clarice chciała po prostu spisać na nowo historię swoich narodzin”. Wśród jej prywatnych zapisków jest zdanie: „Wracam do miejsca, w którym się urodziłam. Ideałem byłoby wrócić do małego miasteczka w Rosji i urodzić się w innych okolicznościach”. Zdaniem wielu krytyków kwestia pochodzenia, analizowanie go i fantazjowanie o nim jest w twórczości Lispector problemem centralnym. Niedługo przed podjęciem przez rodziców przyszłej pisarki decyzji o emigracji, podczas jednego z pogromów na Podolu matka Clarice została zgwałcona i zarażona syfilisem. Od tej pory coraz bardziej podupadała na zdrowiu; kiedy rodzina dotarła do Brazylii, była już sparaliżowana. W roku 1930, gdy dziewięcioletnia Clarice uczyła się w Colégio Hebreo-Idisch-Brasileiro w mieście Recife – szkole, gdzie prócz zwyczajnych przedmiotów uczono też hebrajskiego i jidysz – jej mama zmarła. Poczucie winy najmłodszej z trzech córek i waga, jaką przywiązywała do niezwykłego tła własnego poczęcia, nie dają się lekceważyć, bez względu na to, ile jest w nich prawdy, a ile autokreacji, która stała się przecież faktycznym źródłem tego, co autorka po sobie zostawiła i z czego słynie. Chociaż odniosła się do tego problemu wprost dopiero w 1968 roku, na dziewięć lat przed śmiercią: „Moje poczęcie zostało zaplanowane w tak piękny sposób. Moja mama była już chora, a powszechny przesąd głosił, że ciąża może wyleczyć kobietę z choroby. Zostałam zatem stworzona celowo – z miłością i nadzieją. Tyle że nie zdołałam wyleczyć mamy. I ta wina ciąży na mnie do dzisiaj: poczynając mnie, wyznaczyli mi pewną misję, a ja ich zawiodłam. Tak jakby liczyli na mnie w okopach na wojennym froncie, a ja zdezerterowałam. Wiem, że rodzice wybaczyli mi to, że urodziłam się na darmo i że zawiodłam ich wielką nadzieję. Ale ja sobie wybaczyć nie umiem. Po prostu chciałam cudu – aby moje narodziny uzdrowiły mamę”.

xxxxxClarice Lispector i Tom Jobim / Domena publiczna, Arquivo Nacional Collection

Najbliżej miejsca swoich narodzin Lispector znalazła się w roku 1962, kiedy jej były mąż, awansowany na ambasadora Brazylii, został obsadzony na placówce w Warszawie, a Clarice zgodziła się go odwiedzić z synami. Podczas jej pobytu w Polsce jeden z radzieckich oficjeli zaproponował pisarce wycieczkę do Czeczelnika, ale stanowczo odmówiła. Z jej późniejszych zapisków wynika jednak, że ta chwila geograficznej bliskości nie była bez znaczenia: „Pamiętam pewien wieczór, w Polsce. W domu jednego z sekretarzy ambasady wyszłam sama na taras. Wielki czarny las poruszająco wskazywał mi drogę na Ukrainę. Poczułam zew. Rosja też mnie miała. Ale należę do Brazylii”.

Co mnie wzywało, obłęd czy rzeczywistość?
Życie mściło się na mnie, a zemsta polegała tylko na powracaniu, na niczym więcej. Każdy obłęd polega na tym, że coś powraca. […] Potem, jak po potopie, dryfuje na powierzchni szafa, człowiek, okno, trzy walizki. I to mi się wydało piekłem, to rozbicie archeologicznych warstw człowieczeństwa.
Piekłem, bo świat nie miał już dla mnie ludzkiego znaczenia, i człowiek nie miał już dla mnie ludzkiego znaczenia.
Bez krzyku spojrzałam na karalucha.
– Mamo, zabiłam życie, i nie ma ramion, które przyjęłyby mnie teraz i w godzinę osamotnienia naszego.
Dobrze mi było w piekle, smakowałam przelaną przez siebie białą krew. Karaluch to w istocie mama. Już nie jest ideą karalucha.
– Mamo, ja tylko sobie chciałam zabić, ale spójrz, co rozbiłam – rozbiłam powłokę! Zabijać nie wolno także dlatego, że rozbija się wtedy powłokę i zostaje się z samą pulpą życia. Z wnętrza powłoki wyłania się tłuste białe serce i teraz obcuję z ropną posoką, mamo...
(„Pasja według G.H.”)

Jeżeli chodzi o rozbieżności w opiniach współczesnych na temat Clarice, ciekawa jest też kwestia jej oczytania bądź erudycji. Kiedy w 1943 roku dwudziestodwuletnia autorka zadebiutowała (jeśli nie liczyć wydrukowanego wcześniej w prasie opowiadania „Triunfo”) powieścią „W pobliżu dzikiego serca”, niektórzy krytycy, może nie potrafiąc przyjąć faktu, że młoda osoba, w dodatku płci żeńskiej, o własnych siłach podjęła się tak śmiałej penetracji ludzkiej świadomości w nieznanej dotąd w Brazylii formie literackiej, zarzucali jej inspirowanie się prozą Jamesa Joyce’a, Virginii Woolf i Prousta. Clarice odparła, że pisząc książkę, autorów tych jeszcze nie znała (kiedy później ich poznała, stwierdziła, że Woolf ją drażni, a Joyce nudzi). Tytuł powieści, zaczerpnięty z „Portretu artysty w wieku młodzieńczym” Joyce’a, zasugerował jej – być może także w celach „marketingowych” – znajomy krytyk. Nieraz deklarowała, że nie jest intelektualistką. Na początku lat 60. w jednym z wywiadów stwierdza: „Nie chodzi tylko o to, że brak mi kultury i erudycji; chodzi o to, że te sprawy mnie nie interesują. Kiedyś tego żałowałam, ale dzisiaj już nie próbuję udokumentować samej siebie, bo uważam, że literatura to nie literatura, lecz życie, przeżywanie”. Elizabeth Bishop, która spędziła w Brazylii piętnaście lat życia, w roku 1962 napisała w liście do przyjaciół: „Ale znalazłam jedną współczesną postać, którą lubię – mieszka w Rio, tuż obok nas. Z początku nie chciałam jej czytać, sądząc, że mi się to nie spodoba, a teraz okazuje się, że bardzo lubię nie tylko jej opowiadania, ale i ją samą. Ma cudowne imię – Clarice Lispector (rosyjskie). Jej dwie lub trzy powieści chyba nie są takie świetne, ale krótkie opowiadania są niemal dokładnie takie, jak wyobrażałam sobie zawsze opowiadania o Brazylii – czechowowskie, nieco mroczne i fantastyczne […]”. Rok później ta sama Bishop pisze do Roberta Lowella: „[Clarice] to najbardziej nieliteracka autorka, jaką kiedykolwiek poznałam; jak to się mówi «nigdy nie zagląda do książki» – nigdy nie zdołałam ustalić, aby cokolwiek przeczytała – myślę, że jest «pisarzem samoukiem», jakby malarzem naiwnym”.

Wiadomo jednak, że Clarice odebrała solidne wykształcenie, a dzięki pełnionym funkcjom znanej pisarki, dziennikarki i żony dyplomaty umiała się poruszać w tak zwanych sferach i znała biegle kilka języków. Ze wspomnień znajomych pisarzy i krytyków wynika, że zdarzało jej się prowadzić wyrafinowane rozmowy o Nietzschem i Spinozie, zatem wydaje się, że jej programowe lekceważenie „intelektualizmu” i erudycji jako wartości samej w sobie brało się z dumy, przekory i poczucia własnej wartości, a przede wszystkim z uznania autonomii samodzielnego myślenia za wartość najwyższą i niezbywalną. Na porównanie jej w którejś z recenzji do Sartre’a zareagowała tak: „Moje mdłości są inne niż sartre’owskie, bo jako dziecko nie znosiłam mleka i niemal nim wymiotowałam, kiedy ktoś mi je wmuszał. Sączyli mi do ust sok cytrynowy. Chcę powiedzieć, że wiem całym ciałem i całą duszą, co to są mdłości. I one nie są sartre’owskie”.

Wszechpotężny chciał dostać na śniadanie duński kawior, aby roztrzaskiwać ostrymi zębami drobne kuleczki. Należał do klubu rotarian, do masonerii i do Diner's Club. Przestrzegał ekstrawaganckiej zasady, aby nigdy nie jeść rosyjskiego kawioru: miał to być sposób na pokonanie potężnej Rosji.
(„Gdzie byliście w nocy”)

Wiadomo też, że w pewnym okresie życia Clarice czytała sporo tekstów żydowskich mistyków, choć nie wiadomo, jakie dokładnie. Motywy charakterystyczne dla głównego tekstu Kabały, księgi Zohar – seksualność jako sfera bliska pierwotnemu życiu Boga, mistyczne utożsamienie Boga z Nicością, rozwój języka jako proces życia w Bogu – przewijają się przez całe dzieło Lispector, lecz jest to raczej wynik pracy jej umysłu wywodzącego się z określonej tradycji intelektualnej niż konkretnych lektur. W powieści „Maçã no escuro” można znaleźć i przewrotną alegorię boskiej kreacji biblijnej – tu człowiek stwarza Boga – i zamierzoną lub nie aluzję do Golema (hebr. „bezkształtny”), glinianego sztucznego człowieka z folkloru środkowoeuropejskich Żydów, którego postać przywołuje też etymologię słowa adam („człowiek”), wywodzonego od adom („czerwony”; od koloru gliny, z której Bóg ulepił człowieka) lub, częściej, od adamah („ziemia”). Golem ożywiany był mocą słowa modlitwy, rozumiał mowę ludzi, choć sam mówić nie umiał i nie wolno mu było opuszczać domu, w którym używany był jako sługa. Z czasem rozrastał się i zagrażał domownikom, a wtedy ścierano mu z czoła pierwszą literę boskiego imienia i roztapiał się, stając na powrót gliną.

Martim, bohater „Jabłka w ciemności”, którego tożsamość autorka przyrównuje do kamienistej ziemi, z początku nie umie mówić, a Vitória, właścicielka farmy, na której Martim się schronił, używa go jako pomocy domowej, i nie wolno mu tej farmy opuszczać. Kiedy opanowuje ludzką mowę, zyskuje przewagę nad pozostałymi mieszkańcami domu i w efekcie Vitória pozbywa się go z farmy. Martim stwarza Boga poprzez słowo. Sam stworzony jest przez grzech – formatywny akt domniemanego mordu na żonie – po czym ten grzesznik stwarza Boga, przez co zyskuje odkupienie.

Wówczas w swoim zbolałym ciele stworzył Boga. Człowiek w ciemności był stwórcą. W ciemności zawiera się wielkie umowy. Kiedy Martim powiedział „O Boże”, poczuł w piersiach pierwsze brzemię ulgi.
Wiedział, że kiedy zmierzy się z tym, co stworzył, będzie się musiał zredukować, aby móc zmieścić się w świecie; zredukować się tak, by móc stać się synem Boga, którego stworzył, bo tylko tak może doznać miłosierdzia. „Jestem niczym” – i w ten sposób tajemnica mogła go pomieścić.
– Zabiłem, zabiłem! – wyznał w końcu.
(„Jabłko w ciemności”)

Pokonywanie pozornych granic wyobraźni w umysłowych spekulacjach i w akcie pisania, rozbijanie pozornie ustalonych związków między oznaczającym i oznaczanym, szukanie „tego” (bądź, jak kto woli, „Jego”) poprzez nieskrępowaną alchemię słów, kruszenie pozornie przesądzonego społecznie i kulturowo układu ról płciowych – wszystko to u Lispector krąży i zawadza o pojęcie strachu, który jest tu zarazem punktem wyjścia i dojścia; zawadą, pokusą i źródłem poszukiwań.

Bodaj najczęściej powtarzające się w prozie Clarice figury i najczęściej konstruowane przez nią scenografie własnych krucjat intelektualnych to zarówno antynomie i transgresje kulturowej tożsamości płci, jak świat zwierzęcy, pełniący funkcję lustra, w którym odbija się świat ludzki, a także immanentnej „drugiej strony” człowieczeństwa. Czasem wszystkie te motywy – zwierzęcości, strachu w akcie twórczym i gry rolami płci – łączą się ze sobą.

Ta, która nocą krzyczała „Ja czekam, czekam!”, rankiem, całkiem rozczochrana, odezwała się do mleka, które stało w rondlu na gazie:
– Dorwę cię, świnio! Chcę zobaczyć na własne oczy, jak wycinasz mi numer i się gotujesz; całe moje życie to czekanie! To jasne, że jeśli choć na chwilę spuszczę mleko z oka, ta świnia wykorzysta okazję, zagotuje się i wykipi. Jak śmierć, która nadchodzi właśnie wtedy, kiedy człowiek się jej nie spodziewa.
(„Gdzie byliście w nocy”)

W prozie Lispector niemal wszechobecna jest perspektywa kobieca i kwestia dramatycznego bądź komicznego oscylowania ludzkiej/zwierzęcej samicy między aspiracją do wolności lub roli autonomicznego twórcy i zniewoleniem przez społeczno-kulturowy układ. Marta Peixoto, jedna z głównych, obok Hélène Cixous, badaczek wątków genderowych w jej prozie, pisze: „W większości opowiadań dyskretny obserwator udziela spojrzenia, które definiuje protagonistów. Ich zmagania obserwowane są ambiwalentnym, ironicznym okiem, które na przemian wywyższa je i poniża, oscylując między współczuciem i pogardą. Ta oscylacja jest wyraźna zwłaszcza w opowiadaniach, gdzie prowadzona przez Lispector analiza kobiecej siły osiąga rejestr parodystyczny. W «Kurze», opowiadaniu przywołującym motyw nieudanej ucieczki od niewolących ról wychowywania potomstwa i uległości, ograniczenia kobiecej roli nabierają ostrości karykatury. Dylemat kury, jak u kobiet, które reprezentuje, polega na opozycji między niezależnością i misją dbania o przychówek. Kobieta może wybrać jedną z tych ról, ale nie obie”.

Raz na jakiś czas – coraz rzadziej i rzadziej – znowu przypominała kurę, która wyprężyła się kiedyś na goncie, na tle nieba, gotowa nieść światu orędzie. W takich chwilach napełniała płuca stęchłym kuchennym powietrzem i gdyby samicom dane było piać, może by nie piała, ale odczuwałaby znacznie większą radość. Mimo to nawet wówczas obraz jej pustej głowy w niczym się nie zmieniał. Podczas ucieczki i podczas spoczynku, podczas znoszenia jajka i podczas dziobania kukurydzianego ziarna pozostawała głową kury – taką samą, jaka została ukształtowana u zarania dziejów.
Aż któregoś dnia zarżnęli ją i zjedli, i znów mijał rok za rokiem.
(„Kura”)

Ziemski żywot nie oszczędził Lispector bólu: powikłana kwestia „korzeni” i historia rodzinna naznaczona poczuciem winy, nieudane małżeństwo, okresy depresji i samotności i towarzyszące im używki, schizofrenia wykryta już w dzieciństwie u pierwszego syna, Pedra, wypadek, który ją okaleczył, i przedwczesna śmierć na raka. Dzisiaj wydaje się sprawą nieistotną, czy i jak bardzo pisarka była „szczęśliwa” czy „nieszczęśliwa” (kiedy?), „sławna” czy „niesławna” (gdzie?), „oczytana” czy „nieoczytana” (w czym?). Można chyba przyjąć, że od dziecka była czymś zarówno przygnieciona, jak obdarzona, i że to, co od początku miała w głowie – w prapamięci, podświadomości, w ojczyźnie myśli wolnej – było i tak ważniejsze niż wszystko, co mogło się jej kiedykolwiek przydarzyć na ziemi. Pisanie wydaje się u niej koniecznością niezbędną do przetrwania – nie biologicznego, lecz jako wolnej istoty, cząstki całości, która zastrzega sobie prawo do ciągłego szukania, zadawania pytań, używania liter i słów do symulacji boskiego tworzenia jako najwyższego przywileju i obowiązku, prawo do eksploracji niezbadanych przestrzeni własnego umysłu, w którym odbijają się uniwersalne megapuzzle większego umysłu centrali. W jej bezkompromisowym badaniu, jakie rzeczy są, a nie jakimi się nazywają, w porywaniu się na kolejne eskapady w głąb podświadomości, w nieskrępowanej spekulacji intelektu, szukaniu nowych funkcji dla słów, w wyzwaniach rzucanych raz po raz widzialnemu światu materii, jest zarówno niewinność dziecka, jak duma i odwaga boskiego demiurga. I dlatego może wiecznie powracać, nie jak obłęd, lecz jak szukanie prawdy, i na zawsze pozostać taka, jak brzmi jej prawdziwe, dziecięce imię, odzyskane po śmierci i wykute na nagrobku cmentarza żydowskiego w Rio de Janeiro: Chaja, czyli Żywa.

Jeśli nie wskazano inaczej, teksty źródłowe w przekładzie autora eseju.