Tak bym chciał znowu Cię zobaczyć
fot. ingeborg-bachmann.cc

9 minut czytania

/ Literatura

Tak bym chciał znowu Cię zobaczyć

Agata Pyzik

To okropności wojny połączyły Ingeborg i Jacka, i okropności wojny ich rozłączą. Dla Bachmann koniec wojny oznacza wyzwolenie z więzów nazistowskiej dyscypliny. Dla Hamesha – staje się tylko potwierdzeniem własnego wykorzenienia

Jeszcze 2 minuty czytania

„Tak bym chciał znowu Cię zobaczyć, ująć Twoją małą rączkę, porozmawiać o trudnych czasach, może najtrudniejszych, jakich ludziom przyszło doświadczyć” – pisze do 20-latki, Ingeborg Bachmann, 26-letni Jack Hamesh, a właściwie Jakob Chamish, wiedeński Żyd i brytyjski żołnierz, osierocony i ocalały z Zagłady w jednym z tzw. Kindertransportów do Anglii w 1938 roku. List jest pisany z Tel Awiwu, dokąd niezmiernie niechętnie Hamesh wyjechał i opuścił swoją austriacką przyjaciółkę, po kilku miesiącach stacjonowania w biurze aliantów ds. ludności cywilnej w jej rodzinnym Klagenfurcie. To okropności wojny ich połączyły i okropności wojny ich rozłączą, choć nie będzie to nieszczęśliwy romans, przynajmniej ze strony Bachmann, która nie potrafiła odwzajemnić uczuć romantycznego, choć tak głęboko doświadczonego wiedeńczyka. Dla Bachmann koniec wojny będzie oznaczał wyzwolenie z więzów okropnej nazistowskiej szkoły i dyscypliny, możliwość odkrywania siebie i nowego powojennego świata i odbudowywania go. Dla Hamesha – będzie tylko potwierdzeniem jego wykorzenienia, niemożności powrotu do paradoksalnie rodzinnej Austrii, i podkreślonej nieszczęśliwą miłością konieczności wyboru nowego życia, i co najważniejsze, nowego miejsca na ziemi, bo, jak pisze, „człowiek musi żyć”.

Ta korespondencja i dziennik przychodzą do nas niespodziewanie, w ostatnich latach wydawcy nie rozpieszczają nas pod względem nowych tłumaczeń – mamy wznowienie najważniejszej powieści Bachmann, „Maliny”, i podwójny numer „Literatury na Świecie” sprzed kilku lat, poświęcony korespondencjom jej twórczości z poezją Paula Celana. Mamy też bolesną miłosną korespondencję Celana i Bachmann, dla której obecna publikacja może być niespodziewanym aneksem. Bachmann daremnie i nieszczęśliwie kochała niedostępnych, mgławicowych mężczyzn. Życie prywatne tej kluczowej dla powojennej literatury europejskiej postaci często przebiegało pod znakiem niewłaściwych wyborów, depresji i utraty. Bachmann, córka oficera Wehrmachtu, głęboko przeżywała udział Austrii w nazizmie i Holokauście, a jej poczucie winy za rolę rodaków w Zagładzie dramatycznie rozegrało się szczególnie w jej związku, a potem przyjaźni z Celanem.

Ingeborg Bachmann, „Dziennik wojenny z listami od Jacka Hamesha”Ingeborg Bachmann, „Dziennik wojenny z listami od Jacka Hamesha”. Przeł. Małgorzata Łukasiewicz, Czarne, 96 stron, w księgarniach od marca 2015Ale zanim Ingeborg napisze cokolwiek, zanim stanie się poetką i autorką „Maliny”, zanim zakocha się w Celanie, zanim zawrze białe małżeństwo z homoseksualnym kompozytorem Hansem Wernerem Henzem i niezbyt szczęśliwy związek z pisarzem Maxem Frischem, jest właśnie rok 1945, Bachmann ma 18 lat i przebywa w pogranicznym Klagenfurcie, tuż obok włoskiej i jugosłowiańskiej granicy. Do Austrii wkroczyli alianci, jej ojciec ma status zaginionego (najpewniej jest jeńcem w amerykańskim obozie dla nazistów), a dalszy los rodziny Ingeborg jest niepewny. W biurze Field Security Section poznaje brytyjskiego żołnierza pochodzenia żydowskiego, Jacka Hamesha. To spotkanie wywrze decydujący wpływ na młodziutką pisarkę, pozwoli jej szybciej wyzwolić się z ideologicznych okropieństw, naleciałości paskudnego drylu wywieranego na młodych austriackich dziewczętach i odciąć się od nazistowskiego społeczeństwa. Stanie się potem jedną z orędowniczek moralnego odrodzenia Austrii, choć nigdy w sensie prostej dydaktyki, ale raczej poprzez kwestionowanie języka poetyckiego i literackiego, sproblematyzowanie relacji pisarza z jego materiałem i z historią, która powraca na kartach jej najważniejszych powieści z cyklu „Todesarten” (Rodzaje śmierci), czyli „Malinie” i „Przypadku F.”.

O narodzinach jej jako pisarki jest króciutki, jednak nasycony znaczeniami, dziennik z końca wojny. Jeszcze przed spotkaniem z Hameshem Bachmann zawzięcie czyta zakazane w nazistowskiej szkole lektury, Rilkego, Baudelaire'a i Hofmannstahla. W pierwszej części dziennika zdaje sprawę ze swojego oporu wobec nazistowskiej propagandy. Przebywa w znienawidzonym seminarium nauczycielskim, do którego poszła, aby uniknąć „służby pracy Rzeszy” w Polsce, gdzie nie byłoby już ucieczki przed wykonywaniem rozkazów. W Klagenfurcie nadal może zdezerterować – odmawia kopania rowów. Niezmącony faszyzm szkolnych urzędników, uczennic, nawet w obliczu widocznej katastrofy, bardziej nawet, niż odrażający, wydaje jej się szaleńczy i niedorzeczny. Na miasto spadają już bomby, trwają wielogodzinne alarmy, dla Ingeborg tylko wzmagające poczucie absurdu. Znajome rodziny giną, Inge nie ma wieści, co się dzieje z jej własną. Stara się zapomnieć o śmierci, ucieka ze stęchłych bunkrów, próbuje czytać, „spisuje” w głowie testament, opala się nad jeziorem z koleżanką, odkurza lalki z dzieciństwa. Starzy naziści tracą głowy i biegają chaotycznie po ulicach.

Druga część dziennika to spotkanie z „Jackim”, który początkowo w ogóle nie zwrócił jej uwagi, wydał się „niski i raczej brzydki”. Ale gdy zagaduje ją i całuje w rękę, jest tak zmieszana, że wspina się nocą na jabłonkę i z płaczem przysięga sobie, że „już nigdy nie umyje tej ręki”. Już w wieku 18 lat jej pisarstwo ma klarowność i intensywność charakterystyczne dla późniejszych krótkich próz. Dla Bachmann spotkanie z Hameshem było więc potrójnie ważne: stanowiło możliwość ostatecznej ucieczki przed ideologią, potwierdzało jej wybory etyczne i przygotowywało grunt pod życie „po”, kiedy to wszystko się już skończy.

Dwójka oddaje się wielogodzinnym rozmowom o literaturze i świecie: dla niej to szok, że może o tych rzeczach rozmawiać i że ktoś tak wiele wie; dla niego to powrót do przeszłości w Austrii, którą wyparł, również w niedowierzaniu, że Inge ocaliła swój umysł przed propagandą. Podsuwa jej Marksa i Adlera, młoda Inge czyta „Kapitał”. Miasteczko szepcze o niej, że „prowadza się z Żydem”, a ona im na przekór robi to coraz bardziej ostentacyjnie. „To najpiękniejsze lato mojego życia i choćbym dożyła setki, pozostanie najpiękniejszą wiosną i latem”, pisze, „Będę studiować, pracować, pisać! Żyję, przecież żyję!”. Już wtedy zdaje sobie sprawę, jak bardzo powinna być wdzięczna, że mimo popełnionych przez rodaków czynów można nadal żyć i snuć plany; że każdy dzień jest jak darowany cud. Choć to młodzieńcze uczucie wielokrotnie się potem u niej skomplikowało – od poezji, gdzie artykułowała niepokój wobec win niedawnej przeszłości, do powieści, gdzie postaci i problemy z tych najwcześniejszych lat wojennych powracają, choć znacznie literacko przekształcone: postać ojca nazisty powraca w „Malinie”, podobnie jak jej związek z Celanem, a znajomość z Hameshem zostaje przywołana w „Przypadku F.”, choć nie wprost. To nie była historia miłosna, ale Bachmann chciała o niej jakoś opowiedzieć. By nie pisać bezpośrednio o swoim przyjacielu, obdarzyła bohaterkę, ocalałą z Holocaustu Franzę, wspomnieniem miłości do angielskiego oficera, co było tak naprawdę epizodem z życia jej klagenfurckiej przyjaciółki.

Latem 1945 Ingeborg jeszcze nie wie, jak trudne, a w końcu niemożliwe będzie się z tym wszystkim pogodzić, choć zdaje się to przeczuwać Jack, starszy i bardziej doświadczony. To on i jego wnikliwe listy do Bachmann są główną materią tej książki. Nie tylko zaakceptował, ale pokochał niedawnych nazistów w Klagenfurcie, całą rodzinę Inge, nawet jej ojca, i pozostał z nimi w najcieplejszych stosunkach. To, że Inge nie odwzajemnia jego uczucia, obraca tę historię w coś znacznie bardziej bolesnego: potwierdza tylko ostatecznie, że dla Jacka nie ma powrotu do Austrii. Ta droga zachowania tożsamości zasymilowanego, europejskiego Żyda została dla niego ostatecznie zamknięta. Kiedy dociera do Palestyny, jest nieszczęśliwy, a ideologia nowego państwa żydowskiego początkowo do niego nie dociera, mówi, że „żyje w innym świecie”. Czuje się kompletnie wykorzeniony i zawieszony w próżni, przyznając, że to uczucie jest gorsze od najgorszych rzeczy, które spotkały go podczas wojny. Listy wypełnia trudna do opisania samotność, Jack pragnie, by Inge wyczytała ją z jego słów, nawet jeśli na powierzchni są to zaledwie zdawkowe opisy izraelskiej rzeczywistości. Niczego nie oczekuje, poza skreśleniem przez nią kilku słów. Pragnie się odmiany jego losu i ona w końcu nadchodzi, kiedy Jack akceptuje swoje nowe miejsce jako ojczyznę, choć trochę razi nas jego brak zrozumienia dla położenia lokalnej ludności, którą dziwacznie nazywa „Arrabami”. Im bardziej się w nową rzeczywistość wtapia, tym mniej osobiste stają się te listy, choć nadal widoczne jest w nich wyczulenie na cokolwiek, co Bachmann może pomyśleć o nim i jego nowym życiu. Korespondencja zamiera w 1947 roku. Jack Hamesh, jak odkryto w toku detektywistycznej pracy redaktora tomu, Hansa Hollera, ożenił się w Izraelu, miał dwóch synów, zmarł w 1967, sześć lat przed nią. Choć temat Zagłady krąży nad jej twórczością, Bachmann nie znalazła słów na opisanie tej znajomości, nie zachowały się też jej listy. Ta dwójka nigdy więcej się nie spotkała.