Pakt faustowski

Pakt faustowski

Agata Pyzik

Marci Shore o współczesności bezpośrednio nie pisze, interesuje ją rozgryzienie mitów przeszłości. Jej eseje są szczególnie cenne ze względu na brak uwikłania w polskie wojny ideologiczne

Jeszcze 2 minuty czytania

Marci Shore, młoda (rocznik ’72) historyczka amerykańska i badaczka wschodnioeuropejskiego i żydowskiego zaangażowania w komunizm, odważnie przepisuje polską historię na nowo. W czasie, kiedy powracają rozmaite polskie zmory, jak skrajna prawica, antysemityzm, nacjonalizm – i przy braku opracowań nowej historii intelektualnej Polski w XX wieku – jej książki stają się rzadkim źródłem wiedzy o tym okresie. Shore zainteresowana jest pisaniem historii, a nie krzepiących opowieści czy powielaniem antykomunistycznych stereotypów. Kontekst jej pisania to amerykańska „miękka lewica”, chociaż jak mówiła na jednym ze spotkań w Warszawie, jej zainteresowanie wschodnioeuropejskim marksizmem wzięło się z młodzieńczego buntu i fascynacji możliwością silnego zaangażowania się w idee. 

Shore interesuje historia intelektualna i intelektualiści w starciu z historią, niewiele uwagi poświęca oddolnemu ruchowi robotniczemu czy biografiom proletariackich komunistów. W „Kawiorze i popiele”, jej pierwszej książce, temat stanowiły wybory intelektualistów i artystów żydowskich w XX-leciu międzywojennym, głównie poetów: Wata, Jasieńskiego, Stawara, Ważyka, Słonimskiego (czy nieżydowskich, jak Broniewski). Eseje zgromadzone w „Nowoczesności jako źródle cierpień” rozszerzają tę perspektywę na działaczy państwowych, Polaków pochodzenia żydowskiego, którzy w latach 20. i 30., zaangażowani w komunizm, stali się przedstawicielami aparatu państwa i współwinnymi represji. Psychoanalityczny tytuł ma pełne odzwierciedlenie w treści, autorka używa pojęcia „romansu rodzinnego marksizmu” i przywołuje Freuda jako jedną z postaci istotnych dla wykorzenionych Żydów.

 Życiorysy i wybory pokolenia, które zakładało komunizm w Polsce, Adolfa i Jakuba Bermanów, Michała Mirskiego, Szymona Zachariasza czy Grzegorza (Hersza) Smolara stają się kanwą większej historii i bardziej ogólnych, filozoficznych wniosków na temat tożsamości żydowskiej w XX wieku. „Nowoczesność jako źródło cierpień” to zbiór publikowanych w ciągu kilkunastu lat esejów, które nigdy nie zostały opublikowane w wersji książkowej po angielsku.

Marci Shore, „Nowoczesność jako źródło cierpień”.
Przeł. Michał Sutowski, Krytyka Polityczna, Warszawa, 
242 strony, w księgarniach od listopada 2012 
Wydana przez Krytykę Polityczną książka zaczyna się rozdziałem o awangardzie. Jak pisze w „Stalinie jako dziele sztuki” (napisanym jeszcze w czasie trwania ZSRR, w 1987 r.), książce bliskiej Shore, rosyjski historyk sztuki Borys Groys, awangarda, która miała tworzyć nowego człowieka, chciała zmieniać nie tylko estetykę, ale i świat sam – i to ją „zgubiło”. Groys twierdzi między innymi, że pokolenie zaangażowanych w bolszewizm awangardzistów było tym samym, które potem dopomogło, i to z pełną świadomością, w budowaniu „totalnego” aparatu państwa i miało swój daleki, niebezpośredni udział w zbrodniach stalinizmu. Owszem, Żydom z wielu dodatkowych powodów mogło jednak zależeć na zmianie świata, i choć wielu z nich dołączyło do politycznej i artystycznej awangardy, to podczas późniejszych nagonek za stalinizmu owo uproszczenie, antysemicko utożsamiające wszelki „formalizm” i wcześniejsze, rewolucyjne frakcje partii komunistycznej z opcją żydowską było z całą świadomością używane przez piewców nowego, socrealistycznego stylu. Ze względu na dużą populację żydowską w Polsce, było wielu komunistów, którzy byli Żydami. Był Bund, podłączony do lewicowej, trockistowskiej frakcji PPS, lewicowi syjoniści, którzy byli marksistami, i KPP, która była zdelegalizowana. 

Kwestia najważniejsza w książce Shore to rozliczenie się z mitem „żydokomuny”. Poruszamy się tutaj pomiędzy wieloma odcieniami szarości, czytelnik niekoniecznie musi być na to przygotowany. Obecne pokolenie reanimujące wspólnotę żydowską w Polsce to w wielu przypadkach potomkowie pokolenia żydowskich komunistów, którzy często odrzucają tę tradycję. Ciekawa dyskusja na temat tego dziedzictwa miała miejsce na łamach pisma „Jidełe” ponad 10 lat temu, a Marci Shore napisała o tym tekst. Idea „żydokomuny” głosi, że istnieje specjalny związek pomiędzy żydami a komunizmem, i jest z założenia rasistowska.

Ważnym, choć tylko zarysowanym elementem analizy Shore jest także idea „nie-żydowskiego żyda”, z którego wywodzi się internacjonalizm. Podpisywali się pod nim zarówno komuniści i bundowcy. Deutscher, który po wyrzuceniu z partii komunistycznej na początku lat 30. ucieka przed Holocaustem do Anglii i staje się historykiem totalitaryzmu i biografistą (m.in. Trockiego i Stalina), w napisanym już po wojnie eseju „Non-jewish Jew” pisze, powołując się na Spinozę, Heinego, Marksa, Różę Luksemburg czy Freuda, o żydowskiej „tradycji zrywania z tradycją”. Prześladowani przez nietolerancję narodową i religijną, Żydzi musieli nauczyć się żyć na granicach. Stąd poczucie płynności własnej tożsamości – według Deutschera, Żydzi zdolni są do jej przekroczenia i widzenia rzeczywistości jako czegoś płynnego. Rzeczywistość jest przedmiotem potencjalnych zmian. Stąd też poczucie tragiczności. „To śmierć polskiego żydostwa uczyniła Tuwima Żydem”, który pisał w liście do matki zamordowanej w sanatorium w Otwocku: „Więc z dumą będziemy nosić tę rangę, wszystkie inne zaćmiewającą, rangę Żyda polskiego, my cudem i przypadkiem pozostali przy życiu. Z dumą? Może raczej z dumą i żrącym wstydem. Bo przypadła nam ona za nie naszą chwałę”. Tej płynności można również przypisać to, jak różnych wyborów dokonywali.

A mieli oni bardzo różne życiorysy, część z nich była inteligenckiego, część proletariackiego pochodzenia. Siedzieli w więzieniach, byli na Syberii, organizowali opór w getcie (Smolar był komisarzem partyzantki w Mińsku), po Powstaniu Warszawskim założyli z ocalałymi antyfaszystowski Centralny Komitet Żydów w Polsce, w którym początkowo opcje syjonistyczna i komunistyczna współistniały. Przez cały ten czas byli animatorami życia żydowskiego i prowadzili czasopisma. Część z nich z czasem wyjechała do Izraela, jednak mimo to czuli się mocno związani z Polską.

Niektórzy działacze żydowscy przeżyli wojnę w Moskwie, wielu uciekło do Ameryki. Wielu przeżyło, bo siedziało w Berezie lub Brześciu. Pytani po latach, powtarzali przede wszystkim jedno: perspektywa gułagu była pod każdym względem lepsza od krematorium. Dlaczego więc ci, którzy przeżyli, zdecydowali się na zakładanie komunizmu w Polsce? Mieli dwie możliwości: wiedzieli, że Polska będzie tak czy inaczej kolonią radziecką, mogli więc zachować „czystość ideologiczną” i wyemigrować do Londynu (razem z arystokracją i wieloma nie do końca im przyjaznymi środowiskami) albo zawrzeć faustowski pakt, współpracować z winnymi Katynia i Powstania Warszawskiego – biorąc pod uwagę to, co się stało w ‘39 i w ’44 roku, to była ich jedyna szansa. Niektórzy, jak Marek Edelman, członek Bundu walczący w powstaniu w getcie, wycofali się z jakiejkolwiek działalności politycznej aż do powstania Solidarności.

Zmarła niedawno Teresa Torańska w słynnej książce „Oni” starała się poznać motywacje pokolenia, które zakładało w Polsce socjalizm, otrzymała jednak nie do końca satysfakcjonujące odpowiedzi. Po 1989 roku, kiedy można już było dowolnie interpretować historię, historycy w Polsce dość jednoznacznie potępili przynależność polskich intelektualistów do wszelkich odmian socjalizmu. Shore o współczesności bezpośrednio nie pisze, interesuje ją rozgryzienie mitów przeszłości, jednak w kontekście obecnych dyskusji. Jej eseje są szczególnie cenne ze względu na brak uwikłania w polskie wojny ideologiczne. Nie da się jej od razu przyporządkować do żadnej frakcji, zwłaszcza, że stara się oddać całą złożoność wyborów (albo w ogóle złożoność dziedzictwa totalitaryzmu w Europie wschodniej, czego dotyczy „Smak popiołu”). Częściowo podziela fascynację swoich bohaterów myślą lewicową i marksistowską, jednak całkowicie się pod nią nie podpisuje. Jej podejście można określić jako liberalno-lewicowe. Jej obsesję stanowi określenie powodów angażowania się Żydów w lewicowość – wbrew obiegowym opiniom, że „jak wszyscy wiemy”, przyniosło ono więcej szkody niż pożytku.

Pewnym przyczynkiem do wyjaśnienia wyborów bohaterów książki Shore może być okoliczność, że o ile członek partii komunistycznej w Wielkiej Brytanii nie ryzykował niczym i mógł spokojnie wierzyć w nieistnienie wypaczeń stalinizmu, Polski komunista z Łodzi – jeśli w ogóle przeżył wojnę – musiał albo uciekać, albo zgodzić się na faustowski pakt. Była to różnica miedzy teorią a praktyką.