Botoks i detoks

9 minut czytania

/ Literatura

Botoks i detoks

Natalia Sajewicz

Wanda Hagedorn pisze, że „Twarz, brzuch, głowa” to jej intymna rewolta. Ale komiks narysowany przez Olę Szmidę ukazuje się w momencie, w którym kobiece barykady naprawdę powstają

Jeszcze 2 minuty czytania

Czy to już? „Po trzydziestym roku życia pojawiają się pierwsze zmarszczki statyczne i bruzdy, a skóra twarzy zaczyna opadać. To czas, kiedy warto zacząć korzystać z liftingujących zabiegów medycyny estetycznej” – podaje portal medonet.pl. Czyli to już, bo jestem grubo po trzydziestce. Co prawda wszyscy mi mówią, że młodo wyglądam. No właśnie, ci wszyscy. Gdyby nie oni, czy poświęcałybyśmy godziny na depilację, makijaż, risercz najnowszych trendów i czy to obciach kupić sobie takie buty? Ci cholerni wszyscy i ich osądzające spojrzenie, przez które bohaterka komiksu Wandy Hagedorn i Oli Szmidy „Twarz, brzuch, głowa” wpada w panikę i pułapkę.

Twarz

Ją zachować najtrudniej. Wiele z nas oglądało chociaż raz w życiu zdjęcia PRZED i PO celebrytek, które przeszły operacje plastyczne. Hagedorn i Szmida w pierwszym rozdziale przedstawiają krwawy kawał historii z życia Wandy, skupiając się na fazie W TRAKCIE. Botoks, pot i ślina leją się strumieniami, są też momenty dramatyczne, mrożące zmarszczki na twarzy, są zabawne autoironiczne teksty, jest strach egzystencjalny. To wszystko Szmida przedstawia bez owijania w bawełnę. Zmarszczki są głębokie, siniaki sine, a krew czerwona. Kobiece ciało, zarówno nagie, jak i ubrane, narysowane jest bez idealizacji, ale nie przygniata nachalnym realizmem.

Hagedorn, jak poprzednio, jest autentyczna w swoich rozterkach „kobiety w średnim wieku” i zdeklarowanej feministki. Czy godzi się bowiem, by niosąc kaganek feminizmu do krajów rozwijających się, poddawała się presji patriarchalnego porządku i dyscyplinowała swoje ciało tak, by wpisywało się w akceptowalne ramy? Czy tłumaczenie, że korzystanie z możliwości współczesnej medycyny estetycznej to akt subwersywny, dający kobiecie władzę nad własnym ciałem, jest przekonujące? „Wstydzę się, że się wstydzę” – pisze Hagedorn, uwikłana, jak wiele kobiet, w meandry własnej próżności i wgrane nam wszystkim patriarchalne schematy. Odczuwając chęć wyzwolenia się z nich i wcielenia w życie ideału radykalnej feministki, doświadcza strachu przed wyrzuceniem poza margines młodości i produktywności.

Brzuch

To miejsce nie mniej ważne, bo symboliczne. Zaokrąglenie tej część ciała u kobiety jest społecznie akceptowane, kiedy jest ewidentną oznaką dobrze spełnionego obowiązku reprodukcyjnego. Brzuch możesz mieć w ciąży, a poza tym, jeśli przypadkowo odbiega od smukło-wiotkiego ideału, masz go zdyscyplinować, czyli zlikwidować dzięki ćwiczeniom lub wciągnąć do zdjęcia. Nie można niestety żyć na permanentnym wdechu, więc naszej bohaterce pozostaje katowanie brzucha brzuszkami.

Wanda Hagedorn, Ola Szmida, „Twarz, brzuch, głowa”. Kultura Gniewu, 240 stron, w księgarniach od stycznia 2021Wanda Hagedorn, Ola Szmida, „Twarz, brzuch, głowa”. Kultura Gniewu, 240 stron, w księgarniach od stycznia 2021Wizja totalnego potępienia kobiet niesmukło-wiotkich w wersji Oli Szmidy przywodzi na myśl „Sąd Ostateczny” Boscha. Zastępy płaczących grubasek skazane na męki piekielne po lewicy i smukłe, opromienione łaską piękności po prawicy wszechmocnego Karla Lagerfelda. Dyktatorzy mody – ci reprezentanci opresyjnego porządku – nie mogą się obyć bez swoich policjantów, a w dużej mierze policjantek. Jak zauważa autorka, to my mówimy koleżankom, siostrom, matkom, by inaczej się ubrały, zaczęły ćwiczyć, przeszły na dietę lub „nie psuły sobie buzi” okularami. Roszcząc sobie prawo do paternalistycznego dawania tak zwanych dobrych rad, wpędzamy bliskie osoby w kompleksy na całe życie.

Kiedy już natomiast kobiecy brzuch staje się brzuchem potencjalnej matki, dobre rady stają się wręcz nakazami. Hagedorn wspomina zajęcia w szkole rodzenia, gdzie kobiety były instruowane, jak powinny zachować się w czasie „dzieckocentrycznego” porodu. Jest to bowiem swoisty sprawdzian wytrzymałości na ból, który należy zaliczyć w milczeniu, żeby nie przestraszyć potomka. Po tym „największym życiowym teście” ciało kobiety jest „zdewastowane przez reprodukcję”, ale tak, tak, dzięki dobrodziejstwom medycyny estetycznej można je naprawić. Jak wiele innych kobiet, autorka określa poród jako najbardziej traumatyczne doświadczenie w swoim życiu, kolejne, które uświadomiło jej, jak bardzo kobiecy głos jest – dosłownie i w przenośni – uciszany.

Wanda Hagedorn, Ola Szmida, „Twarz, brzuch, głowa”Wanda Hagedorn, Ola Szmida, „Twarz, brzuch, głowa”

Głowa

W ostatnim rozdziale Hagedorn usiłuje uporać się z ogarniającymi ją frustracją i gniewem. Głowa jej komiksowego alter ego jest bowiem na skraju eksplozji. Okazuje się, że przeprowadzka z PRL-u do „lepszego świata” w Australii nie umożliwiła jej ucieczki od patriarchatu. Owszem, wyzwoliła ze specyficznej mieszanki katolicko-peerelowskiej mentalności, ale uświadomiła jej, że opresyjny model świata rządzonego przez białych, bogatych i heteroseksualnych (przynajmniej oficjalnie) mężczyzn jest wszechobecny. Wszędzie unoszą się toksyczne opary patriarchatu i mizoginii. To mężczyźni tłumaczą nam, nieświadomym, niedouczonym, niezrównoważonym, nielogicznym, niedoświadczonym i rozhisteryzowanym istotom, o co w tym świecie chodzi.

Hagedorn przytacza pochodzącą z początków XX wieku listę powodów, z których kobiety były zamykane w domach dla obłąkanych. Wśród nich znajdziemy m.in. upadek z konia, roztrzęsienie nerwów, fizyczną deformację, histerię lub fakt, że kobieta za dużo czyta (sic!). Chciałoby się myśleć, że to czasy słusznie minione, ale współczesny mizoginistyczny dyskurs stosuje dosłownie te same argumenty. Greta Thunberg to przecież rozhisteryzowana i, co gorsze, nieatrakcyjna dziewczyna. Chyba spadła z konia. A ty, młoda studentko reżyserii, lepiej już teraz zrozum, że albo sztuka, albo pieluchy, jak uświadomił młodą Wandę pewien „znany reżyser”.

Wanda Hagedorn, Ola Szmida, „Twarz, brzuch, głowa”Wanda Hagedorn, Ola Szmida, „Twarz, brzuch, głowa”

Hagedorn zdaje sobie sprawę z tego, że jej problemy mogą wydawać się błahe w porównaniu z sytuacją kobiet zmagających się nie tylko z patriarchalną kulturą, ale też biedą, rasizmem i wykluczeniem. Jest świadoma, że reprezentuje tzw. pierwszy świat” kiedy wspomina o swojej pracy z kobietami w Indiach lub Nigerii. Mieszka w Australii, gdzie Aborygeni to nadal grupa dyskryminowana, a kobiety aborygeńskie należą do wykluczonych podwójnie. „Twarz, brzuch, głowa” tylko te problemy sygnalizuje, bo jest w końcu memuarem – traktującym o osobistym doświadczeniu białej wykształconej kobiety z klasy średniej, reprezentantki „zachodniej cywilizacji”. Ten światły i postępowy świat, jak zwraca uwagę autorka, to jednak miejsce, w którym kobiety są nadal gwałcone i mordowane w miejskich parkach.

Pozostaje tylko wykrzyknąć za Moną Eltahawy „FUCK THE PATRIARCHY!”. Jestem pewna, że Wanda Hagedorn niosłaby taki karton na demonstracjach Strajku Kobiet. Na początku swojej historii pisze, że nie widzi w pobliżu żadnej barykady, na której mogłaby stanąć, i dodaje, że „Twarz, brzuch, głowa” to jej intymna rewolta. Myślę jednak, że komiks ukazuje się na polskim rynku w historycznym momencie, w którym te barykady naprawdę powstają. Wiele kobiet, i to coraz młodszych, uświadamia sobie, jak bardzo patriarchat w sprzężeniu z państwem może wpłynąć bezpośrednio na ich życie. Lektura komiksu Hagedorn i Szmidy może sprawić, że te mniej przekonane przestaną zarzekać się, że one to feministkami nie są.

Wanda Hagedorn, Ola Szmida, „Twarz, brzuch, głowa”Wanda Hagedorn, Ola Szmida, „Twarz, brzuch, głowa”

Forma komiksu sprawia, że skomplikowane teorie genderowe zostają podane „w pigułce”, dalekiej od akademickiego żargonu. Roi się w nim od popkulturowych odwołań, ale też nawiązań do klasyków, takich jak Simone de Beauvoir, Susan Sonntag, Julia Kristeva, Michel Foucault. Rysunki Oli Szmidy są żywe, z fajnie przedstawionym ruchem, czasem nieco karykaturalne, co dobrze podkreśla ironiczny wydźwięk pewnych wątków. Ograniczenie kolorów do dwóch głównych wychodzi komiksowi na dobre. Artystka używa jednak szerszej palety w miejscach, które tego wymagają, akcentując pewne elementy lub przetykając książkę kolorowymi kadrami lub rozkładówkami. Może tylko momentami narracja jest zbyt przeładowana tekstem – zyskałaby, gdyby czasem zrezygnować ze słów na rzecz rysunku. Bo słów jest tu dużo, tak jakby autorka nie doceniała nieco czytelniczek i starała się wszystko dokładnie wytłumaczyć. Nie przeszkadza to jednak w czerpaniu przyjemności z czytania tego „memuaru graficznego”, bo efekt współpracy Hagedorn i Szmidy jest bardzo udany. Wierzę, że po komiks sięgną nie tylko kobiety i kiedyś wszyscy spotkamy się na tej demonstracji, której jeszcze nie było.

Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL (Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych).