W parkach i ogrodach
Plan ogrodu pożogowskiego, domena publiczna

16 minut czytania

/ Muzyka

W parkach i ogrodach

Marcin Dymiter

Czasami udawało mi się rejestrować minutę lub dwie wolne od hałasu, kiedy nagle ogród odzyskiwał głos, gdy tuż przy uchu słyszałem ruch liści, przelatującą muchę, skradającego się lisa

Jeszcze 4 minuty czytania

„Nadejdzie dzień, w którym człowiek
będzie musiał walczyć z hałasem
tak nieubłaganie jak z cholerą i dżumą”
Robert Koch

W 1937 roku król Leopold i jego matka, królowa Elżbieta, zaprosili Ludwiga Kocha na nagrania do ogrodów de Laeken w Belgii. Ten niemiecki twórca nagrań terenowych mieszkał już wówczas w Anglii, dokąd uciekł przed nazistowskim reżimem. Rok przed otrzymaniem tego zaproszenia, dzięki pomocy wybitnego biologa Juliana Huxleya, Kochowi udało się zainteresować brytyjskiego wydawcę Harry’ego Witherby’ego „książką dźwiękową”, która ukazała się pod znamiennym tytułem „Songs of Wild Birds”Koch specjalizował się w rejestracji ptasich głosów, których miłośniczką i prawdziwą znawczynią okazała się również belgijska królowa. Po latach Koch wspominał tę wyjątkową sesję dźwiękową w książce „Memoirs of a Birdman” (1955), zwracając szczególną uwagę na trudy uchwycenia piękna głosu ptaków.

Pod nieobecność królowej pracowałem nad nagraniami od świtu do zmierzchu. Po kilku tygodniach kowalik przyzwyczaił się do mikrofonu i – jak mi się zdaje – zarejestrowałem cały wachlarz jego odgłosów i śpiewów. Nagrałem także dwanaście różnych odgłosów bogatki zwyczajnej; w kolejnych latach usłyszałem ich jeszcze więcej. Oczywiście moja praca całkowicie uzależniona jest od pogody, więc wielokrotnie musiałem przerywać nagrywanie nie tylko przez deszcz, lecz także przez słaby wiatr, który szeleścił liśćmi – przez wzmacniacz ich dźwięk jest głośniejszy i całkowicie zagłusza odgłosy ptaków (przeł. Katarzyna Kaszorek).

Autor bogato opisuje wszelkie zawiłości i problemy, ale też sukcesy w pozyskiwaniu nagrań. W rozdziale trzecim sporo miejsca poświęca technicznym kłopotom towarzyszącym mu w czasie pracy:

Gdy kolejnego dnia skoro świt przechodziłem przez park, zaniepokoiło mnie ciężkie dudnienie dochodzące od położonej jakieś pięć lub sześć kilometrów dalej Brukseli. Odwróciłem się do mikrofonu, ale miałem wątpliwości, czy zdołam nagrać jakikolwiek odgłos ptaka. Miejsca, które wcześniej wybrałem do nagrywania, okazały się niewystarczająco wygłuszone, więc byłem zmuszony poszukać terenu bardziej osłoniętego od fali dźwięków dochodzących z miasta. Nawet gdy takie znalazłem, było oczywiste, że aby nagrać ptaki, trzeba podejść z mikrofonem naprawdę blisko.

Powtarzam po Kochu pytanie: dokąd iść dziś z mikrofonem, jak odnaleźć teren bez wszechobecnego dudnienia? Parki posiadają zazwyczaj swoje regulaminy, a wśród nich zapis, żeby nie hałasować. Problem w tym, że przepisy dotyczące zachowania ciszy nie są traktowane serio. Dla przykładu: kawiarnie emitują muzykę przez głośniki umieszczone na zewnątrz, chociaż istnieją regulacje dotyczące odtwarzania w przestrzeni publicznej. A jednak osoby upominające się o ich respektowanie są postrzegane jako podejrzane i często osamotnione w swoich staraniach. Skąd taka pobłażliwość wobec hałasu?

Problem komplikuje się o tyle, że pejzaż dźwiękowy jest zmienny, poddany procesom i przekształceniom miast i trudno uznać, co jest jego stałym elementem poza samym hałasem. Dlatego w dość łatwy sposób można naruszać delikatne połączenia bioróżnorodności czy soundscape terenów zielonych. A może to niewypowiedziana obawa wobec ciszy, której manifestacją stają się zgiełk i kakofonia? Kulturowa opozycja cisza–hałas, która mieści w sobie chęć odpoczynku oraz ludyczne marzenia i sny o zabawie, jest jak tykająca bomba. Widać to szczególnie w parku. Jego krucha atmosfera opiera się na założeniu, że korzystający z zielonej przestrzeni będą w podobny sposób myśleć o miejscu i jego funkcji.

W stronę cichych parków

Sięgam do myśli innego Kocha – Roberta, naukowca, mikrobiologa, noblisty, którą uczyniłem mottem tekstu. Jego prognoza łączy się z przesłaniem i programem organizacji non profit Quiet Parks International. To grupa miłośników ciszy, prężnie działająca w mediach oraz na polu edukacji, dążąca do propagowania idei cichych parków oraz w rezultacie powstawania wyjątkowych miejsc – zbalansowanych środowisk dźwiękowych. Punktem wyjścia tych działań jest szacunek do otoczenia, terytorium, które nie jest definiowane tylko i wyłącznie z jednego, antropocentrycznego punktu widzenia. Wśród wielu szlachetnych inicjatyw i aktywności moją szczególną uwagę wzbudził projekt Urban Quiet Parks.

Na stronie internetowej Fundacja Quiet Parks objaśnia, czym są parki ciszy: „To obszary przyrodnicze w pobliżu miast lub w miastach, które oferują mieszkańcom miast kulturowo istotne doświadczenia związane z ciszą”. To klarowne, precyzyjne i zarazem wystarczające wyjaśnienie celów, jak i wskazanie źródła działań. Ile informacji o miejscu i społeczności zawiera głośno wypowiedziane pragnienie ciszy, marzenie o miejscach, w których należy powstrzymać się od generowania hałasu, zakłóceń związanych z wyobrażeniem o formie spędzania wolnego czasu.

Zastanawiam się, gdzie są takie miejsca. Najpierw należy przedostać się przez gąszcz ulic i chodników, mostów, podjazdów, parkingów, wybrnąć z ulicznej pętli samochodów i przedostać się przez nasyp, wał ziemny do ciemnej doliny. Iść na północ, pozostawiając za sobą resztki dźwięków, które jak błoto przylepiają się do ucha. Nie należy wracać tam myślami. Kiedy intensywność miejskich dźwięków maleje, myśli zaczynają skręcać w stronę miejsca utopii. Czy możliwość usłyszenia szerokiej panoramy dźwięków jest wytworem wyobraźni, wyobrażeniem takiego miejsca, czy jednak momentem wytchnienia od hałasu i przejścia w inne już terytoria? Wyjście z miasta, poza hałas, jest dla ucha tym, czym dla ciała detoks. Czy uda się znaleźć takie miejsce?

François-Philippe Charpentier, Plan nowych kanałów i ozdób wokół Fontanny w Nismes, domena publicznaFrançois-Philippe Charpentier, Plan nowych kanałów i ozdób wokół Fontanny w Nismes, domena publiczna

Czytam dalsze informacje ze strony internetowej: „Świat, który oferuje ciszę wewnątrz i na zewnątrz. Świat, w którym każdy ma codzienny dostęp do ciszy i możliwości słuchania dźwięków natury. Świat, w którym doświadczenie ciszy natury jest bezpośrednio związane z wewnętrzną ciszą, spokojem i radością istnienia. Kiedy ratujemy ciszę, ratujemy wszystko inne”. Świat chyba od dawna jest miksturą cisz i hałasów oraz stanów pośrednich, ale słowa o ratowaniu ciszy rezonują. A może właśnie ta prostota wypowiedzi odsłania pragnienia i niedobory tego zjawiska w skomplikowanym organizmie świata, w relacjach fauny, flory, kultury i technologii stworzonych ludzką ręką? Wśród innowacji związanych z uzupełnianiem przez człowieka różnych niedoborów nadal nie doszło do powstania suplementu ciszy.

Szczególny przypadek pewnego ogrodu

Od wielu miesięcy odwiedzałem pewien ogród. Śledziłem przemiany pór roku, kapryśnej pogody, palącego lata, jesieni, która nie chciała porzucać długich dni, i zimy studzącej krajobraz wyglądający niczym kompozycja z wysuszonych roślin. Wiosna, na którą się czeka jak na nowość, zmianę, kiedy chłód z wolna ustępuje. Chodziłem alejkami, oglądając wysokie drzewa, spędzałem godziny na nagraniach, czekając na odpowiedni moment, który wciąż był nieuchwytny. Nieustanny warkot samochodów, uporczywy, mocniejszy niż w mieście. Nie dało się usłyszeć żadnych treści przyrody. Nocą ciężarówki ciągnęły długi ogon hałasu, pozbawiając ogród możliwości wybrzmienia, jego swoistych dźwięków. W ciągu dnia odległe głosy pił elektrycznych, dmuchaw spalinowych, traktorów, wiejskiego warkotu w doskonały sposób zanurzały niemal cały park w hałasie.

Stoję pośród drzew, w środku nocy, mam włączoną latarkę czołową, wpatruję się w diody rekordera, które wskazują nieustanną obecność dźwięków. Czekam na ciszę. To nie są radykalne amplitudy, a ich ciągły ruch jest jak niezauważalna obecność. Pośród trzystuletnich lip, wiązów i grabów zrozumiałem, że praca nagrywającego to studium interwałów miejsca, badanie obszarów aktywności dnia i nocy i próba ich uchwycenia. Nagrania stają się lustrem, odbijając to, co słyszalne. Niczym autoportret składający się z płynnych linii, ale także bruzd, niedoskonałości, które chciałoby się schować, lecz z drugiej strony może właśnie one są tym stemplem niepowtarzalności? Dostrzegłem pewne możliwości pracy z nagraniami terenowymi, które w tej szczególnej sytuacji należy traktować jak algorytm, porządkujący i objaśniający dźwiękowe relacje. Dopiero wtedy zaczął się moment rozpoznania zagadki interwałów. Udawało mi się rejestrować minutę lub dwie wolne od hałasu, zgiełku, szumu, kiedy nagle ogród odzyskiwał głos, gdy tuż przy uchu słyszałem ruch liści, dźwięk pracy pszczół, przelatującą muchę lub dźwięk skrzydeł synogarlicy nad moją głową. Zdarzało mi się również usłyszeć przysiadającego na gałęzi ptaka lub skradającego się lisa. Zaznaczałem ze skrupulatnością na dźwiękowych wykresach doby, chwile, momenty, sekundy.

Ogród nie ma strefy buforowej, a brak linii demarkacyjnej między przestrzenią parku i otoczeniem powoduje, że hałas wnika i mości sobie przestrzeń. W nagraniach hałas nie jest duchem ani drugim dnem, to właśnie dźwięk parku jest zjawą – słowa Roberta Kocha stały się trafną przepowiednią. Dźwiękowa substancja ogrodu i adekwatne do przestrzeni dźwięki pojawiają się tylko na moment. W tym wypadku cisza to możliwość usłyszenia czegoś odpowiedniego dla danego miejsca. Ogród swoją formą, różanymi labiryntami i alejkami cieszy głównie oko, jest manifestacją form i kolorów. Praca ogrodnika koncentruje się także na tym, by nadać kwiatom, krzewom i drzewom atrakcyjny wygląd, dbać o egzystencję roślin. Nie istnieje jednak żaden ogrodnik ciszy, który dbałby o odpowiedni poziom głośności, usuwał hałasy, tak jak w zaplanowanym ogrodzie usuwa się chwasty. W tym znaczeniu ogród nie jest zbalansowany, a to, co widać, i to, co słychać, tworzy kontrast. Rozbieżność, rozdźwięk, implozję tych światów.

Kończę nagrania, jest późno. Powietrze jest chłodne, pełne pyłów i zapachu palonego plastiku. Przestrzeń parku wydaje się wciąż możliwa, lecz to istotne, aby widzieć w parku czy ogrodzie kompletny świat, dbać o bliskie otoczenie, zmniejszając emisję hałasu. Wtedy miejsce przemówi własnym głosem, a ogród lub park staną się „terenem bardziej osłoniętym od fali dźwięków dochodzących z miasta”. Odwiedzałem ogród przez wiele miesięcy, aby nagrywać fragmenty dźwiękowej rzeczywistości, łapać chwile, urywki, gdy ogród przemawia swoim językiem, by wyłuskać z hałaśliwego potoku realne kształty, znaczenia, puls tak odmienny od wszystkiego, co trwało wokół. Interwały, w których na ułamek pojawia się cisza, są jak zamazany krajobraz, efekt zmęczenia, iluzja. Nie wiadomo, gdzie ukrywa się ten prawdziwy dźwięk, a co jest już fantazją.

Może odpowiednim obrazem dla tych dociekań o trwałości dźwięków jest scena z filmu François Ozona „Frantz”. Anna, bohaterka filmu, mówi do napotkanego na cmentarzu nieznajomego: „Dawno zapomniany odgłos, szum wiatru w liściach. Właśnie dlatego tu jestem”.

Trzeci krajobraz

Czy myśląc o ciszy, należy kierować się w stronę rubieży, nieużytków oddalonych od centrów miast, w wolne miejsca „dzikiej” natury? Może właśnie brak małej architektury, oświetlenia, ławek, placów zabaw, wszelkich udogodnień i rewitalizacji jako filozofii poskramiania natury daje nadzieję, że w takich miejscach odnajdziemy zbalansowane środowisko akustyczne? Gilles Clément w „Manifeście trzeciego krajobrazu” pisze:

Azyle różnorodności składają się z ogółu opuszczonych terenów, rezerwatów i pierwotnych zbiorowisk. (…) Teren opuszczony wywodzi się z terenu niegdyś użytkowanego. Jego pochodzenie bywa rozmaite: rolne, przemysłowe, miejskie, turystyczne itd. Określenia „teren opuszczony” i „ugór” są synonimami.

Może właśnie tam, w zakamarkach, chaszczach, leniwie meandrujących rzekach warto szukać cichych miejsc? Miejsc niedobrych do fotografowania się „na łonie natury”. Popularność i masowość zmieniają je w niemal martwe punkty na turystycznych mapach. Być może odpowiedzią i ostoją środowiska jest właśnie trzeci krajobraz?

trzeci krajobraz, fot. Marcin DymiterTrzeci krajobraz, fot. Marcin Dymiter

Tymczasem począwszy od XVIII wieku, powoli otwierały się drzwi parków i ogrodów. Rewolucja we Francji zradykalizowała proces uspołeczniania terenów zielonych. Pojawiały się promenady, kultura spaceru i nowe formy spędzania wolnego czasu, ten proces wiódł od dawnej ekskluzywności dostępnej tylko dla elit do współczesnej inkluzywności i nieograniczonej dostępności ogrodów czy parków. Stały się one istotną częścią miejskiej architektury, jej cieniem i oddechem od zgiełku. Park to miejsce, gdzie zderzają się różne wyobrażenia na temat spędzania wolnego czasu. Jak w soczewce koncentrują się tam problemy poszanowania przestrzeni wspólnej, szacunku wobec innych użytkowników i ogólnych zasad, dzięki którym zachowujemy coś na kształt dobrych relacji. Chociaż na pierwszy rzut oka nie jest to łatwo dostrzegalne, parki bywają terenem eksperymentu, społecznym laboratorium, w którym przez kolizje mogą powstawać wypracowane na nowo wspólne zasady, ale także mogą rodzić się uprzedzenia, konflikty i wrogość. Ważnym elementem, który rozbraja potencjalne eksplozje, może być właśnie cisza, szacunek dla chwil, w których możemy usłyszeć własny oddech, miarowy puls, kosa na drzewie i wiele innych fenomenów pejzażu, na co dzień przygniecionych hałasem. Tereny zielone są tymczasowym schronieniem, domem dla innych gatunków.

Idee głoszone przez Quiet Parks wypowiadał dużo wcześniej na międzynarodowym forum Witold Lutosławski. Polski kompozytor był inicjatorem uchwały potępiającej pogwałcenie wolności osobistej i prawa każdego człowieka do ciszy, którą w 1969 roku ogłosiła Międzynarodowa Rada Muzyczna UNESCO:

Potępiamy jednogłośnie nieakceptowalne naruszanie wolności osobistej i prawa każdego człowieka do ciszy, z powodu bezprawnego wykorzystania, w miejscach prywatnych i publicznych, nagranej lub nadawanej muzyki. Prosimy Komitet Wykonawczy Międzynarodowej Rady Muzycznej o zainicjowanie prac badawczych w środowiskach medycznych, naukowych i prawnych, bez pomijania aspektów artystycznych i edukacyjnych, i zaproponowanie UNESCO i wszystkim odpowiednim władzom przyjęcie ustalonych norm, które położą kres temu bezprawiu.

Ryciny Johanna Augusta Corvinusa, Nikolausa Mettela i Balthasara Setlezkyego wg rysunków Salomona Kleinera przedstawiające ogród i menażerię z wiedeńskiej rezydencji Eugeniusza Sabaudzkiego, domena publicznaRyciny Johanna Augusta Corvinusa, Nikolausa Mettela i Balthasara Setlezkyego wg rysunków Salomona Kleinera przedstawiające ogród i menażerię z wiedeńskiej rezydencji Eugeniusza Sabaudzkiego, domena publiczna

Symbolicznie można uznać te zmagania za walkę prowadzoną pomiędzy hałasem a ciszą, lecz to chyba bardziej zniuansowana batalia – może przede wszystkim chodzi właśnie o miejsce dla ciszy w relacjach społecznych, w języku, w świadomości? Znowu przytoczę fragmenty tekstu ze strony Quiet Parks: „Cisza niesie ze sobą kulturowo istotne doświadczenia”Czy jesteśmy gotowi, aby rozmawiać o takim doświadczeniu, umiejętnie stwarzając przestrzeń do dialogu?

Cisza pozwala zrozumieć sens słów, zdań i wypowiadanych treści. Bez niej ciężko byłoby się porozumiewać, bo gwarantuje rytm i oddech wypowiedzi. Nadmierny hałas i przebodźcowanie dźwiękowe mogą stać się źródłem nieporozumień i zakłóceń w komunikacji. Czy bombardowani hałasem, reklamami, rozrywką, dyskretnie, lecz nieodwołalnie, żegnamy się z własną wrażliwością? Mówimy coraz głośniej i już bez wątpliwości. Cisza przynosi ostrość i klarowność słyszenia. To podstawowy etap dla dalszego procesu, czyli słuchania  możliwości rozpoznawania i rozumienia audialnego otoczenia i zestrajania się z nim.

W porze letniej przyglądam się terenom zielonym. Miejsca relaksu kurczą się, robi się tłoczno, wręcz ciasno i coraz głośniej. Może to dobry moment, aby zadać pytanie: co usłyszymy w parku?

*

Tekst powstał w ramach „Laboratorium badań nad szczęściem. Życie po komfortocenie”, artystyczno-badawczego projektu, sieciującego młodych ludzi ze środowiskami nauki, sztuki, dizajnu, technologii, przedsiębiorczości i szukającego rozwiązań, jak uwolnić się od komfortocenu i żyć w sposób bardziej zrównoważony oraz szczęśliwy. Projekt jest realizowany przez Goethe-Institut, Fundację Bęc Zmiana, Zentrum für Kunst und Urbanistik w Berlinie, przy wsparciu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, Fundacji im. Heinricha Bölla w Warszawie, m.st. Warszawy. #pokomfortocenie