NIENAWIŚĆ: Wściekłość, gniew, pogarda
rys. Zhenya Oliinyk

12 minut czytania

/ Obyczaje

NIENAWIŚĆ: Wściekłość, gniew, pogarda

Andrzej Leder

Zwykle myśli się o pogardliwej nienawiści jako o sile wyłącznie destrukcyjnej. Może jednak być inaczej. Przez wieki otwarcie wyrażana nienawiść i pogarda odgrywały kluczową rolę w tworzeniu i podtrzymywaniu zbiorowych imaginariów

Jeszcze 3 minuty czytania

Kontekstem dla rozróżnień, nienawiści, wściekłości, gniewu, pogardy będzie tu dla mnie wojna w Ukrainie – mniej wydarzenia, bardziej towarzyszące im stany ducha. Stany ducha, które jak się domyślam, panują wśród trzech, co najmniej, zbiorowych aktorów tego dramatu: Ukraińców, Rosjan i Polaków. Perspektywą zaś, która pozwoli mi podjąć próbę rozróżniania, będzie teoria emocjonalności Sartre’a. Jest to bowiem jedyna teoria, która nadaje dyskursywną treść afektywnemu fenomenowi w jego najprostszej, elementarnej wersji. Czyli – daje dobrą teorię uczuciom.

Sartre uważa, że emocja to bezpośredni wyraz nastawienia człowieka do świata jako całości. Jego ulubionym przykładem jest gniew; w gniewie człowiek, postawiony wobec wyboru nie do zniesienia, bezradny wobec tego wyboru, unicestwia cały świat i czyni go nicością, złem, czarną otchłanią. Wybuch gniewu przemija szybko, w jego miejsce wyłania się inny stan, zaś oczyszczony przez gniew świat jawi się w zupełnie nowej postaci.

Sartre lubił stany gwałtowne i zalewające myśl, bowiem jego punktem wyjścia była czysta świadomość, w której to, co jest, jest mocno i niewątpliwie. Co jednak, gdy gniew nie znajduje ujścia, nie może wybuchnąć i musi zaczaić się gdzieś w otchłaniach psychiki? Czy tu właśnie znajdujemy trop nienawiści?

*

Reakcją Ukraińców na brutalną napaść na pewno był gniew. Gniew gwałtowny, pozwalający zmobilizować siły w walce pierwszych dni wojny, pozornie beznadziejnej, toczonej przeciw „drugiej armii świata”, jednostkom spadochronowym przenoszonym na lotnisko w Hostomlu pod Kijowem, zagonom pancernym prącym od północy i południa… Ten gniew unicestwiał, pozwalał spadkobiercom kozackiej zuchwałości, uzbrojonym w pancerfausty i dziecięce drony, rozbijać unieruchomione w kilometrowych kolumnach czołgi, zabijać dziesiątkami ogłupiałych rosyjskich „żołnierzy” i obronić wielkie miasta, stolicę, Charków, Odessę. Jego ekspresją jest na pewno „idi na chuj, ruskij korabl’” z Wężowej Wyspy…

Ale potem przyszła Bucza. Co stało się z gniewem, gdy oczy spojrzały na bezbronnych, zastrzelonych, leżących na ulicach? Gdy odkryto kazamaty z ofiarami tortur? Gdy zaczęto wykopywać trupy w czarnych workach? Gniew przeszedł we wściekłość. Musimy więc zadać pytanie, czym właściwie, na poziomie fenomenologicznym, różni się gniew od wściekłości? Wściekłość przecież również unicestwia świat, zalewa go jednolitą czarną mazią. Choć może wściekłość bardziej kojarzyć można z czerwoną, eksplodującą, krwawą barwą, nie z czernią…

Sto lat po zabójstwie Gabriela Narutowicza w numerze specjalnym „Dwutygodnika” podejmujemy próbę namysłu nad współczesnymi formami i przejawami nienawiści: klasowej, sieciowej, indywidualnej i wspólnotowej. Przyglądamy się najważniejszym wątkom współczesnych hate studies, a także obrazom, wizualnym zapisom hejtu. Wracamy do lat 20. XX wieku, aby lepiej zrozumieć współczesne lata 20. Wreszcie, piórami ukraińskich autorek zadajemy pytania o nienawiść w kontekście ataku Rosji na Ukrainę.

Dom Spotkań z Historią w Warszawie zaprasza w 100. rocznicę zabójstwa Gabriela Narutowicza na cykl wydarzeń pod hasłem „Niezgoda na nienawiść”.

Podejrzewam, że po to, by odróżnić gniew od wściekłości, musimy obiekt uczucia, świat unicestwiany w ruchu emocji, obdarzyć pewnymi cechami osobowymi. Gniew bowiem, nawet jeśli unicestwia świat, nie pozbawia go godności. Innego stojącego naprzeciw, atakowanego w gniewie, mogę nadal na swój sposób szanować… Inaczej jest z wściekłością. W paroksyzmie wściekłości nie tylko unicestwiam i odrzucam to, co naprzeciw, odbieram też temu godność. Wściekłości towarzyszy swoiste mściwe oburzenie: jak to, coś takiego w ogóle jest możliwe?! Nie tylko unicestwiam to, co naprzeciw, ale odwetowo odbieram temu wszelkie prawo do istnienia; to nigdy nie miało prawa istnieć i nigdy już istnieć nie powinno…

Kiedy taka wściekłość staje się permanentnym, długotrwale działającym stanem ducha, zamienia się w nienawiść. Ta nie wstrząsa świadomością w gwałtownych wybuchach, jest zimna. Działa skrycie i przewlekle, deformuje wszystko, co jej oddziaływaniem objęte; każdy przedmiot myśli, każdy symbol, znak czy figurę. Każdego człowieka. W odróżnieniu od wybuchu wściekłości nienawiść jest więc długotrwałą dyspozycją. Skupia się na różnorodnych obiektach, które w wyobraźni, w dyskursie, we wspólnotowych rytuałach są poniżane i okaleczane, ale nie są ostatecznie unicestwiane. Demonstracje, w czasie których „jeb… się” tych lub tamtych. Stadionowe spektakle, gdzie wspólnie wykrzykiwane pieśni obracające w pył wyobrażenia wrogów. Ale też badania naukowe, zmieniające żywe istoty w „materiał” wiwisekcji. Czy egzotyzujące opisy, jawiące ludzi i całe społeczności w sposób budzący mieszaninę litości i pogardy.

*

Żeby zrozumieć stosunek Rosjan do Ukraińców, a w każdym razie stosunek do Ukrainy znaczącej części rosyjskich elit, trzeba wyjść właśnie od pogardy. Wystarczy wsłuchać się we wszystko, co wybrzmiewa w pogardliwym określeniu „chochoł” czy „chachły”. Ukraiński czub, zamieniony w symbol tego, co w Polsce nazywa się „wiochą”. Pamiętam, gdy pewna przedstawicielka moskiewskiej inteligencji, skądinąd sympatyczna i światła osoba, na pytanie, czy nie wybiera się gdzieś poza Moskwę, na przykład do Ukrainy, odpowiedziała z autentycznym zdumieniem „…a na szto mnie k chachłam jechat’?”. Co przetłumaczylibyśmy: „a po co mam na tę wiochę jechać?”.

Jak pogarda ma się do stanów, które analizujemy? Pogarda jest utrwaloną nienawiścią, ale pozbawioną żywego i aktywnego elementu mściwości. Pogarda jest nienawiścią zmurszałą i pokrytą pleśnią. Można podejrzewać, że często w podłożu ma swoiste, przekształcone poczucie winy. Jeśliby się czegoś takiego domyślać w stosunku rosyjskich elit do Ukraińców, to w tle może tkwić wyparta świadomość potwornej zbrodni, jakiej stalinowski aparat – od którego, w prostej linii, wywodzą się dzisiejsi władcy Rosji – dopuścił się w latach 1931–1933, prowokując Hołodomor, Głodomór, głodową śmierć wielu milionów ludzi w Ukrainie. Akt ludobójczy, mający złamać opór ukraińskich chłopów wobec bolszewików.

Zwykle myśli się o pogardliwej nienawiści jako o sile wyłącznie destrukcyjnej. Może jednak być inaczej. Przez wieki otwarcie wyrażana nienawiść i pogarda odgrywały kluczową rolę w tworzeniu i podtrzymywaniu zbiorowych imaginariów. We wszystkich kulturach pogarda wobec tych, którzy są w hierarchii społecznej niżej, przemieszana z lękiem i uwielbieniem wobec tych wyżej była dla wielu podstawową namiętnością i stanowiła główne źródło satysfakcji. Dzięki takiej dystrybucji emocji stabilizowała hierarchiczne porządki społeczne, które – trzeba o tym pamiętać – w ludzkiej historii dominowały. Zaczynając od świata helotów i spartiatów, przez kobiety oraz osoby o odmiennej seksualności w prawie wszystkich kulturach patriarchalnych, a kończąc na powszechnej w naszej cywilizacji pogardzie tych, którzy dysponują bogactwami, materialnymi czy kulturowymi, wobec tych, którym ich brak.

Więcej, doświadczanie pozytywnych i negatywnych przeżyć, których źródłem było miejsce w hierarchii, stanowiło i stanowić nadal może oś, wokół której buduje się całe społeczne doświadczenie i porządek. Tam, gdzie poza wyobrażonymi hierarchiami ludziom towarzyszy materialna nędza, namiętności wynikające z walki o pozycję zastąpić mogą wszystko inne i nadawać ludzkiemu życiu istotny sens. Łaska stojących wyżej i możliwość pogardzania tymi, co poniżej, łączą się, kształtując skomplikowane i bogate struktury znaczeń. I rosyjskie społeczeństwo, tak to epoki carów, jak stalinowskiej dyktatury, w dużym stopniu zbudowane było właśnie w oparciu o imaginaria o takiej strukturze. Dlatego tak łatwo Putinowi przywołać tego upiora do życia.

Oczywiście, nie dotyczy to tylko Rosji. Polski świat folwarczny był bardzo podobnie ukształtowany i podobnie przesycony resentymentalną pogardą. Stąd ciążenie ku Rosji jego dzisiejszych polskich pogrobowców.

Wiemy też, że gdy spotka się z oporem i buntem, zmurszała pogarda łatwo zamienia się w żywą wściekłość i zimną nienawiść. Znakomicie pokazała to Hannah Arendt, opowiadając o francuskiej rewolucji. Gdy „zdemaskowano już hipokryzję i ukazano światu cierpienie, do głosu doszła nie cnota, lecz wściekłość ujawnionego zepsucia z jednej i wściekłość nieszczęśliwych z drugiej strony” („O rewolucji”). W rosyjskiej reakcji na opór i waleczność Ukraińców można doskonale dostrzec ową „wściekłość ujawnionego zepsucia” zdemaskowanej hipokryzji. W gruncie rzeczy ujawniła się ona już w 2014 roku, gdy Majdan wypędził kremlowską „onucę”, Janukowycza. Wściekłość zdemaskowanej hipokryzji spowodowała, że Rosjanie tak powszechnie poparli zajęcie Krymu i „Noworosji”. 

*

W Polsce nienawiść, która ożywiła się w wyniku wydarzeń 24 lutego, jest od dawna zapisana w najgłębszych kodach kultury. „Iść na Moskala”, „kacapy” czy prawie neutralne – ale jednak – „ruski” to sformułowania, które przenikają do naszego imaginarium prawie równocześnie z „kto ty jesteś? Polak mały…”. Mają one wszystkie pogardliwy charakter, są więc nienawiścią nieco zmurszałą, jednak ostatnie lata obudziły ją na nowo; katastrofa Smoleńska i kłamstwa Macierewicza, a jednocześnie agresywność Putinowskiej Rosji i wojny przez nią toczone współgrają, by ten gen uaktywnić.

Jednak to, co zdarzyło się w ciągu ostatniego roku, ma szczególny charakter i stanowi taki sposób jawienia się nienawiści, który w swej istocie – pozornie – jest jej zaprzeczeniem.

Reakcją bowiem na rosyjską agresję, zmuszającą miliony Ukraińców, a przede wszystkim Ukrainek i ich dzieci, do ucieczki ze swojego kraju, była fala życzliwości, wyrażająca się w masowo udzielanej pomocy. Polacy udzielali gościny, pomagali finansowo, przekazywali dary. Ukraińskie rodziny mieszkały w polskich domach i hotelach, często przywożone z granicy na miejsce polskimi samochodami, prowadzonymi przez właścicieli tych domów czy hoteli.
I było to wspaniałe. Autentycznie.

Kroplę dziegciu wrzucił w tę beczkę psycholog społeczny Janusz Czapiński. Stwierdził bowiem, że jego zdaniem polski zryw ma charakter resentymentalny, jest bowiem napędzany nienawiścią do Rosji. Dopóki Rosja prowadzi wojnę w Ukrainie, dopóty Polacy będą jej ofiarom pomagać. Jakże to, mogłoby powiedzieć wiele osób, autentyczną życzliwość, pozytywne uczucia, którymi obdarowaliśmy naszych ukraińskich braci i siostry, ktoś będzie sprowadzał do nienawiści?

Spróbujmy jednak pozostać przy tej hipotezie. Wytłumaczyć to zjawisko może nam znowu pomóc Sartre, z odgrywającym istotną rolę w jego filozofii pojęciem „złej wiary”. Na czym polega zła wiara? Otóż jeśli kogoś strasznie nienawidzimy, a nie bardzo chcemy się do tej nienawiści przyznać, egzaltujemy się życzliwością, wręcz miłością do kogoś innego, pozostawiając w zupełnym zapomnieniu, a wręcz poniżeniu, tego, kogo nienawidzimy. Ta strategia jest szczególnie widoczna, jeśli te dwa obiekty ze sobą walczą albo po prostu rywalizują. I o tym zapewne mówił Czapiński. Im głębiej tkwi w nas nienawiść do Rosji, tym większa egzaltacja pomocą Ukraińcom.

Sądzę, że ten rodzaj złej wiary może tłumaczyć coś jeszcze. Wielu Polaków straumatyzowanych jest tym, jak bardzo podzielone i wzajemnie nienawidzące się są dwa wielkie „plemiona” polskiego narodu politycznego. Polacy źle znoszą otwarty konflikt z innymi Polakami. Czują się nim poniżeni i niepokoi ich skala nienawiści, którą odczuwają „ci inni”, ale może jeszcze bardziej – którą odczuwają oni sami. Chcąc więc uciec od tego skażonego wizerunku samych siebie, „rzucili się” na pomoc ukraińskim uchodźcom z ową błogosławioną egzaltacją, która choć płynąca w części ze złej wiary, przyniosła wiele dobrego.

Nie wiemy tylko, jak długo ten mechanizm będzie jeszcze działać.