Berlin, techno i technoturyści

Berlin, techno i technoturyści

Piotr Tkacz

Książka „Zagubieni w dźwięku” pełna jest niedoróbek, ale wielbicieli kultury techno na pewno ucieszy, bo jest to pionierska publikacja na naszym rynku

Jeszcze 1 minuta czytania

„Zagubieni w dźwięku” to opowieść o Berlinie, muzyce techno i związanej z nią kulturze. Tobias Rapp skupia się na wydarzeniach najnowszych, choć nieraz wraca też do lat 80. i 90. Zastrzega na wstępie, że nie chciał pisać podręcznika historii, bo teraźniejszość jest bardziej interesująca. Oczywiście to, co opisał, siłą rzeczy stało się już historią (choć nie zawsze zamkniętą), a zdawanie relacji z zachodzących zmian jest niemałą wartością tej książki. Bardzo ciekawa jest część dotycząca Mediaspree, także fragmenty o charakterze rysów historycznych, jak te dotyczące klubów M25, Tresor, Watergate czy Berghain.  

Pewien problem może stanowić pomieszanie różnych sposobów opowiadania: reportaży, wywiadów, osobistych refleksji i wspomnień. Książka traci przez to na spójności, w dodatku znalazły się w niej dwa rozdziały innych autorów (Alexisa Waltza i Antona Waldta). Choć nie jest obszerna, robi wrażenie przegadanej, pewne uwagi i spostrzeżenia powracają w niej kilkukrotnie. Rapp przypomina opisywane przez siebie osoby, które, napotkane w klubie, zagadają nas na śmierć. Czasem wydaje się, że autor snuje opowieść dla samej przyjemności, jaką z tego czerpie. Jakby zapomniał o własnym spostrzeżeniu: „książka to jedno, impreza to drugie”. Co jakiś czas dodaje kolejne elementy do zbioru imprezowiczów, których charakteryzuje przez zawód i miejsce pochodzenia – gdybyśmy jeszcze nie zorientowali się, jak bardzo międzynarodowe jest środowisko związane z techno. Przywołuje nic niewnoszące anegdoty o mniej lub bardziej ekscentrycznych zachowaniach w klubach.

Tobias Rapp, „Zagubieni w dźwięku”.
Fundacja Kultural Kolektiv, 300 stron, Kraków 2013
To wszystko można by jeszcze wytrzymać – po prostu autor wybrał styl prowadzenia narracji, który nie każdemu musi odpowiadać, ale można się do niego przyzwyczaić. Niestety, swoje dodało nie najlepsze tłumaczenie. Kuleje zwłaszcza terminologia muzyczna – a tej jest tutaj niemało. Mamy więc „aranżatora” zamiast „aranżera”, czytamy też o programach, „które pozwalają mieszać ze sobą cyfrowe utwory”, a nie – „miksować”. Oczywiście tłumaczka nie musi się orientować we wszystkich zawiłych szczegółach i technikach, ale miała wsparcie redaktorki i konsultanta. To chyba oni powinni zadecydować, które terminy przekładać z angielskiego, a które zostawić w oryginale. Niech już nawet będą nieszczęsne „eventy”, ale skoro tłumaczyć „nagrywaj” („record”), to czemu nie „play” („odtwarzaj”)? Dlaczego raz są „beaty”, a w innym miejscu „electrobity”? Czemu zostawiać „deepness”, które nie jest określeniem stylistycznym, a oznacza po prostu „głębię”? Można się spierać, czy „praktyka zwana edycją” nie powinna zostać po prostu „editem”. Sprawę mógłby rozwiązać przypis wyjaśniający, czym jest taka „edycja”; przydałoby się zresztą kilka przypisów dotyczących mniej znanych zespołów czy artystów. Jednak nic nie usprawiedliwia błędu takiego, jak na stronie 239, gdzie czytamy: „Robert Henke zbudował sobie cały kontroler do swojego monopulpitu”. Ów tajemniczy „pulpit” to w oryginale „Monodeck” – wystarczy wpisać to słowo w Google, by trafić na stronę Henkego, z której dowiemy się, że sprzęt ów jest kontrolerem MIDI, wykorzystywanym podczas występów Henkego pod pseudonimem Monolake.

Chciałbym z czystym sumieniem móc napisać, że to tylko detale, które nie wpływają na odbiór całości. Problem w tym, że jest ich za dużo. Z własnego doświadczenia wiem, że nie jest łatwo pisać o tej muzyce lub przekładać teksty związane z nią, właśnie ze względu na liczbę anglojęzycznych terminów, które nie mają odpowiednika w polszczyźnie. Można je jednak próbować tłumaczyć opisowo albo przeszczepiać na grunt języka polskiego i objaśniać w komentarzach czy przypisach.

Osoby zainteresowane tematem, czy to od strony muzycznej, czy kulturowej, mimo wszystko powinny sięgnąć po tę książkę, bo jest to rzecz pionierska na naszym rynku.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.