Czułość dźwięku
Daniel Mendoza / CC BY-NC-ND 2.0

9 minut czytania

/ Muzyka

Czułość dźwięku

Piotr Tkacz

Większość ASMR-owej społeczności zgodnie twierdzi, że szeptane filmiki znakomicie sprawdzają się jako sposób na wyciszenie, pomoc w zasypaniu albo wprowadzaniu w stan medytacji. Dość szybko pojawiły się głosy, że mają one też swój ładunek erotyczny

Jeszcze 2 minuty czytania

Na YouTube znajdziemy ich mnóstwo. Kilku lub kilkunastominutowe filmy przedstawiają proste, wykonywane starannie i z wielką uwagą czynności. Wiele z tych klipów opiera się na odgrywaniu określonych sytuacji: wizyta w spa, u fryzjera, kosmetyczki, psychologa, lekarza (np. czyszczenie uszu). Pojawiają się też bardziej zaskakujące: odgrywanie sekretarki, check-in w hotelu, otwieranie konta w banku, zakupy w sklepie zielarskim, czy zupełnie zbijające z tropu – zabawa w porwanie lub seryjnego zabójcę.

W ASMR (autonomous sensory meridian response), bo tak nazywa się to internetowe zjawisko, najważniejsza jest jednak strona dźwiękowa. Delikatny głos, szept, nieokreślone odgłosy wydawane buzią, dmuchanie, głaskanie, czesanie, mycie włosów, golenie, drapanie, szuranie, robienie makijażu, odpakowywanie przedmiotów, masaż. Filmy nagrywane w naturze i wykorzystujące jej odgłosy (np. chodzenie po śniegu). Zwykły szept nagrywany jest z tak bliska, że zaczyna brzmieć nienaturalnie.  


Pierwsze zetknięcie z ASMR powoduje zazwyczaj wrażenie obcowania z czymś, co przekracza znane formy i schematy percepcyjne. Co zarazem nie epatuje, tylko pozostaje wycofane, zredukowane, nie narzuca się. Wymaga jednocześnie skupienia, poświęcenia uwagi.
„To odmiana estetyzmu. To jeden ze sposobów postrzegania świata jako fenomenu estetycznego. Tym samym chodzi w nim nie o piękno, ale o stopień sztuczności i stylizacji”. Choć Susan Sontag pisała o zjawisku kampu, wydaje się, że jej słynny esej równie dobrze mógłby odnosić się do ASMR.

ASMR bierze się przeważnie z przetworzenia jednej rzeczy w inną. Dochodzi do tego dzięki wykorzystaniu technologii. Podstawowym zabiegiem jest nagrywanie binauralne – wykorzystuje się tutaj dwa mikrofony rozmieszczone w odległości odpowiadającej oddaleniu od siebie ludzkich uszu, często montuje się je na tzw. „sztucznej głowie”. Dzięki takiej technice rejestracji uzyskuje się złudzenie przebywania w danej przestrzeni. Jednak efekt ten zostaje zachowany tylko podczas odbioru na słuchawkach, co oczywiście dodatkowo potęguje wrażenie intymności i bliskiej relacji z nadawcą (zwanym w środowisku ASMRtist).

Głowa albo mikrofon zresztą pojawiają się też w samych filmach. Omawiana w nich może być również sama technologia i sytuacja nagrywania, jego jakość, np. tutaj, gdzie autorka ubolewa, że film jest zaledwie w 1080p, a nie w 4K, a także szczegółowo instruuje, jak eksplorować możliwości tego wideo nakręconego w technologii 360. Zdarza się też, że autorzy przepraszają za niedoskonałości techniczne, wyjaśniają, że dopiero uczą się obsługi sprzętu. ASMR ma zapewne coś wspólnego z fetyszyzmem, a zwłaszcza z fetyszyzmem technologicznym. Odwołajmy się ponownie do Sontag: ASMR karmi się miłością emanującą z różnych przedmiotów i stylów zachowania.

ASMR bierze wszystko w cudzysłów. W filmach z tego nurtu mamy do czynienia z pozornie zwykłymi, codziennymi sytuacjami. Są one jednak zarejestrowane w niemal laboratoryjnych warunkach, profesjonalnie obramowane i wypreparowane, opakowane jak produkt i podane do konsumpcji. Taka teatralizacja doświadczenia odsuwa na bok jakąkolwiek głębię, za to podsuwa pod nos samą esencję powierzchni. Oferuje w zupełności bezpieczną sytuację, w której odbiorcę nic złego nie spotka, a także iluzję osobistej więzi, coś tylko dla twoich oczu (a przecież dostępnego dla wszystkich, z licznikiem obejrzeń pod spodem). Jest to konsekwentnie estetyczne doświadczanie świata. Realizuje się w nim zwycięstwo „stylu” nad „treścią”, „estetyki” nad „moralnością”.

W jakiś sposób odnosi się do sposobu uwodzenia, polegającego między innymi na wykonywaniu przesadnych, dwuznacznych gestów oraz zmanierowanym zachowaniu, które można interpretować dwojako: jedno znaczenie jest dla wtajemniczonych, drugie dla niewtajemniczonych.


Zakładamy, że istnieje odpowiednia – czyli prosta – relacja między intencją a wykonaniem. Większość ASMR-owej społeczności zgodnie twierdzi, że filmy znakomicie sprawdzają się jako sposób na wyciszenie, pomoc w zasypaniu albo wprowadzaniu w stan medytacji. Dość szybko pojawiły się też głosy, że mają one swój ładunek erotyczny. Wyodrębnił się nurt ASMRotica, zaczęto mówić o whisper porn. No właśnie, bo niby przecież chodzi o bodźce, najczęściej dźwiękowe, a w filmach widzimy (choć wcale nie musiały być ukazane) młode, atrakcyjne, umalowane dziewczyny (mężczyźni autorzy ASMR zdarzają się, choć są w zdecydowanej mniejszości) w zasadzie wdzięczące się do kamery. A takie filmy jak powyższy z absurdalnie wielkim fallicznym mikrofonem na pierwszym planie wydają mi się bardzo dwuznaczne, wcale nie muszą prowadzić do uspokojenia i wyciszenia.

Przez to wyjątkowe skupienie na jednej czynności bohaterki i bohaterowie filmów ASMR wprowadzają też napięcie. Chociaż wiemy, że przecież nic się tutaj nie wydarzy, w tym sensie, że kolejna minuta nie przyniesie nic nowego, nic spektakularnego, żadnych zwrotów akcji, a też być może żadnego rozwiązania, kulminacji, czy choćby zakończenia, to chyba jednak trochę tego oczekujemy. Dla mnie taka koncentracja, oddanie jednej czynności jest czymś trochę niepokojącym, sprawia, że czuję się nieswojo. Jednocześnie fascynuje mnie to całe obramowanie, sposób i forma podania.

ASMR-owa wrażliwość znajduje szczególne upodobanie w słabości oraz wielkiej przesadzie. Słabość najczęściej objawia się jako delikatność, a przesada nie jest od razu dostrzegalna, gdyż dotyczy codziennych, prostych czynności i wyraża się w staranności w ich wykonywaniu.


Dla odbiorcy powszechna dostępność nie bruka przedmiotów jego uwielbienia, bo nauczył się posiadać je w wyjątkowy sposób. ASMR przekracza odrazę przed reprodukcją. W nieprzebranym gąszczu internetu, który cechuje nadmiar i anonimowość, znów ktoś zwraca się bezpośrednio do ciebie (w sposób dający do zrozumienia zażyłość), poświęca ci całą swoją uwagę, patrzy prosto w oczy (choć mniej biegli nadawcy zerkają też na ekran kamery, żeby sprawdzić, jak wypada nagranie), jest blisko, jest tu tylko dla ciebie. Niebywale przyjemne i coraz rzadsze uczucie w naszych zabieganych, multitaskingowych czasach. Może więc dobrze, że ci, którym brakuje atencji w życiu, mogą otrzymać porcję takiego przeżycia, klikając.

Jednocześnie ASMR wpisuje się chyba w szerszy nurt ponownego doceniania zwykłego życia, uważności, prostych przyjemności, baczenia na detale, jak również dowartościowywania się, motywowania, afirmacji. Z drugiej strony blisko mu też do filmów vlogerek testujących i polecających, np. produkty kosmetyczne, albo Koreańczyków filmujących swoje niekończące się posiłki, by ci, którzy jedzą samotnie, mogli czynić to w ich towarzystwie.


ASMR jest c z u ł y. Choć ta czułość przejawia się czasem na niecodzienne sposoby. Nic dziwnego więc, że stał się przedmiotem parodii. Tutaj znajdziemy zabawny przykład z naszego podwórka, wydobywający rzeczy niespodziewane z na pozór oczywistego stereotypu. Jak w przypadku muzyki vaporwave, tu też bywa, że trudno określić, czy autor sobie żartuje, czy jest aż tak poważny, że popada w śmieszność (wspominany wyżej ASMR o seryjnym zabójcy).

Zjawisko stało się też inspiracją dla artystów zainteresowanych estetyką internetu, którzy wykorzystują formę ASMR do innych celów. W „ASMR Charlie Rose Barbershop Role Play” Craiga Kellera słyszymy zupełnie nieASMRowy głos, ale jest to tylko jeden z elementów wielopiętrowej układanki.

Utwór „Lonely at the Top”, który Holly Herndon stworzyła we współpracy z Claire Tolan zdecydowanie różni się stylistycznie od reszty albumu „Platform”. Usłyszałem go, zanim zetknąłem się z ASMR. Jak mówi Herndon: „Zainteresowało mnie w ASMR, jak te niezwykle domowe dźwięki, którymi ludzie dzielą się za pośrednictwem internetu, fizycznie wpływają i poruszają obcych ludzi. Uważam to za naprawdę piękne”.

Swoją drogą, to intrygujące, że więcej muzyków nie sięga po ASMR. Dźwięki obecne w tych filmach, drobne, delikatne, niemuzyczne (jak choćby te powstające przez smyranie pędzelkiem mikrofonu), kojarzyć się mogą z twórczością Bernharda Güntera, niektórych artystów wydających w jego wytwórni Trente Oiseaux, czy też zaliczanych do nurtu microsound. Umiłowanie tego co małe i atmosfera intymności przypomina z kolei twórczość Rolfa Juliusa. Natomiast niestandardowe dźwięki wydawane buzią przywodzą na myśl arsenał środków japońskiej improwizującej wokalistki Ami Yoshidy.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.