LESZEK KOŁAKOWSKI:
Mistrz

Marcin Król

Mistrz nie jest nauczycielem. Jest twórcą własnych norm i wzorów, których nikt nie jest w stanie powtórzyć, ale które dają poczucie kierunku, w jakim powinno się dążyć

Jeszcze 1 minuta czytania

Powtarzamy, że Leszek Kołakowski był naszym mistrzem. Co to jednak znaczy? Kim jest mistrz? I na czym polega oddziaływanie mistrza na innych?

Mistrz stanowi punkt odniesienia. Innymi słowy, mistrz wyznacza wzory i standardy. Brzmi to prosto, ale ten mechanizm dalece prosty nie jest. Bo przecież normy, wzory i standardy ustalamy dla wielu działań i efektów tych działań, czyli wszelakich produktów, w tym produktów intelektualnych. Ustalić normy i standardy można arbitralnie lub zgodnie ze zdrowym rozsądkiem i pozostaje tylko ich przestrzegać. Praca doktorska musi spełniać pewne normy, które można w kilku zdaniach określić. Do sformułowania takich norm nie jest jednak potrzebny mistrz.

Mistrz jest potrzebny do tego, żeby określić normy i standardy praktycznie nie do określenia, takie, które wykraczają poza zwyczajne regulacje. Mistrz jest bowiem twórcą własnych norm i wzorów, których nikt nie jest w stanie powtórzyć, spełnić tak jak on, ale które dają tym, którzy mają kontakt duchowy z mistrzem, poczucie kierunku, w jakim powinni dążyć. Mistrz w tym rozumieniu nie jest nauczycielem. Nauczyciel ma skłonić uczniów do możliwie najlepszego spełniania standardów, mistrz natomiast nikogo do niczego nie zmusza, nie uczy, tylko jest. Zaś sama jego obecność może dla niektórych stanowić okazję do myślenia i pracowania tak, by zbliżyć się do mistrza.

Leszek Kołakowski fot. Krzysztof GierałtowskiTak właśnie było w przypadku filozofii Leszka Kołakowskiego. Oczywiście, Kołakowski był także nauczycielem, kiedy prowadził wykłady z historii filozofii, seminaria czy translatoria (łacińskie). Był nauczycielem znakomitym – na wykładach i translatoriach – i mniej znakomitym, co zrozumiałe, kiedy uczniowie – w trakcie seminarium magisterskiego – mieli sami się do jego poziomu dostosować. Miałem, mieliśmy wówczas kilku bardzo dobrych nauczycieli i wiele im zawdzięczam: nauczyłem się dyscypliny myślenia, metod prowadzenia pracy badawczej czy formułowania pytań. Jednak nie wszyscy byli równocześnie mistrzami.

Czasem błędnie przypisuje się mistrzowi rolę charyzmatyczną. Tymczasem oddziałuje nie osoba mistrza, lecz jego myśl. Leszek Kołakowski był bardzo ciepłym i spokojnym człowiekiem. Nie miał w sobie nic ani z przywódcy, ani z trybuna ludowego lub duchowego guru. Mistrzem był wtedy, kiedy pisał i czasem, kiedy mówił.

W pewnym rozumieniu mistrz jest przerażający, gdyż jego obecność i nasza świadomość tego, że znajdujemy się wobec mistrza, działają paraliżująco. Wiemy bowiem, że nigdy nie będziemy mistrzami, że mistrz jest niedościgły. Jeżeli jednak ktoś pozostanie przy takim przekonaniu, to nieuchronnie albo musi się zbuntować przeciwko mistrzowi, albo zarzucić uprawiane przez siebie zajęcie. Oba rozwiązania są niemądre, gdyż mistrz jest dla nas, jeżeli dobrze pojmiemy jego rolę dla naszego myślenia, darem Bożym.

Wytycza przed nami kierunek i jeżeli potrafimy w tę stronę podążyć, to już wystarczy. Jednym uda się więcej, drugim mniej, ale nasze myślenie będzie zupełnie inne niż to pozostające na poziomie przekazanym przez nauczycieli. Mistrz ponadto skłania nas do odwagi i do podejmowania intelektualnego ryzyka, do formułowania czasem prostych, ale dobitnych poglądów. Mistrz przecież nie zastrzega się nieustannie, nie jest podobny do tak wielu wyrobników filozofii, którzy powtarzają, że z jednej strony jest tak, ale z drugiej inaczej. Nie chcą ryzykować stanowczego oglądu, obawiają się nade wszystko krytyki.

Mistrz się nie boi, nie przejmuje się też specjalnie opiniami innych na temat swoich tekstów czy myśli. Leszek Kołakowski, podobnie jak na przykład W.H. Auden, nie czytał recenzji ze swoich książek. Bardzo natomiast pracowicie i wielokrotnie wracał do swoich poglądów. Gdyż mistrz ma zawsze kilka zasadniczych tez czy pytań, do których przez całe życie wraca. Nie szuka chaotycznie i wszędzie, lecz dokładnie wie, czego potrzebuje i gdzie szukać. Nie zawsze znajduje, ale zawsze to on panuje nad tematem, nad myślami, a nie, jak to bardzo często bywa w przypadku wyrobników, to myśli nad nimi panują i popychają ich chaotycznie w najrozmaitszych kierunkach. W przypadku Leszka Kołakowskiego dobrze wiemy, jakie tematy dominowały w jego twórczości i jakie pytania powtarzał z uporem. Wiemy, chociaż podążyć jego drogą nie potrafimy, bo droga mistrza jest zawsze tajemnicza. I dlatego, kiedy mistrz odchodzi, pozostajemy tak bardzo osamotnieni.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.