Miękki przymus
Edward Hopper / The Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork

Miękki przymus

Marcin Król

Przedmiotem badań Norberta Eliasa jest historyczna zmiana nazywana „cywilizowaniem”. Jednak myliłby się ten, kto by sądził, że zmiana ta przyjmuje formę postępu

Jeszcze 2 minuty czytania

Choć w ostatnich latach życia Norbert Elias (1897-1970) został uznany za jednego z wielkich socjologów XX wieku, po lekturze ostatnio opublikowanego przekładu „O procesie cywilizacji” mam wrażenie, że jednak nie znamy, a co najmniej nie próbujemy się ustosunkować do jego teorii zmiany społecznej. Wprawdzie wymieniona książka ukazała się pierwszy raz po polsku już w 1980 roku, ale w formie skróconej i to tak nieszczęśliwie, że pominięto większość przykładów, a pozostawiono uogólnienia, co odbiera pracy Eliasa większość jej smaku. A jej lektura jest obowiązkowa, bo wywodów Eliasa nie da się streścić.

Jak najważniejsza książka Eliasa zmieniła nasze myślenie o jednostce i społeczeństwie? Przede wszystkim Elias znosi klasyczny podział, który dla socjologii jest, był i zapewne będzie kluczowy – właśnie podział na jednostkę i społeczeństwo. Myśli równocześnie w kategoriach socjologicznych, historycznych oraz psychologicznych, a współczesnej socjologii stawia zarzut podstawowy: socjologia zmiany społecznej izoluje od zmian w duchowości czy psychice jednostki i vice versa. Istotnie, socjologia zamknęła się na historię oraz wyróżniła psychologię społeczną jako rzekomo specjalną formę podejścia do badań z pogranicza psychologii i socjologii. A to jest dla Eliasa nie tylko nonsensowne, ale po prostu nienaukowe. Nie ma takich bytów osobnych jak jednostka i społeczeństwo, i nie ma ich poza historią (tu Eliasowi bliski był Florian Znaniecki).

Norbert Elias, „O procesie cywilizacji”.
Przeł. Tadeusz Zabłudowski, Kamil
Markiewicz, W.A.B., Warszawa, 648 stron,
w księgarniach od grudnia 2011
Przedmiotem badań nad  cywilizacją jest historyczna zmiana, nazywana przez Eliasa „cywilizowaniem”. Jednak myliłby się ten, kto by sądził, że zmiana ta przyjmuje formę postępu. Elias wprawdzie ma nadzieję, że kiedyś dojdzie do pełnego „ucywilizowania”, ale poświęca tej nadziei tylko jeden akapit w ogromnej pracy. A w rozmowie opublikowanej niedługo przed śmiercią, kiedy już stał się sławny, powiada wprost: „Kiedy mówimy o procesie cywilizowania, nie mamy na myśli faktu, że jesteśmy cywilizowani. Daleko nam do tego. Mamy na myśli dokonywanie się zmian. Staramy się znaleźć zaspokojenie naszych emocjonalnych pożądań i potrzeb w taki sposób, że cieszymy się przyjemnym podnieceniem, starając się nie ranić innych, nie stosując przemocy wobec innych i nie tracąc nad sobą kontroli oraz nie naruszając naszej godności, a zarazem nie poddając się nudzie. Tego byśmy chcieli, ale jeszcze bardzo daleko nam do takiego stanu. Problem ten nie został jeszcze rozwiązany”.

Opis Eliasa, opis przemian i cywilizowania przypomina tezy Tomasza Hobbesa, a wręcz stanowi dowód na ich poparcie. Rzadko zdarza się, by socjolog miał tak wiele do powiedzenia na tematy filozoficzne, a ściślej na temat filozofii politycznej. Kiedy czytamy Eliasa, zaczynamy lepiej rozumieć, dlaczego koncepcja Hobbesa cieszyła się w drugiej połowie XX wieku tak wielkim zainteresowaniem filozofów polityki i cieszy się nim do dzisiaj. Elias przekształca hipotezę Hobbesa (nie wspominając o nim ani razu) dotyczącą stanu natury (pamiętamy sławne: „człowiek człowiekowi wilkiem”) w opis socjologiczno-historyczny stosunków społecznych, w tym zachowań i wyobrażeń jednostki w czasach średniowiecznych. Ma stanowczy pogląd na ludzką naturę: jesteśmy powodowani afektami, popędliwi i nieskłonni poddawać się kontroli, o ile nie zostaniemy do tego zmuszeni czy to przez własną roztropność, czy to przez rozmaite formy miękkiego przymusu zewnętrznego. W średniowieczu miękki przymus nie istniał, więc przymus czysto fizyczny był najczęściej stosowaną formą zdobycia fortuny albo zaspokojenia i przyjemności. Ludzie tych czasów – jak błyskotliwie zauważa Elias – mieli poczucie, że wciąż zajmują się albo straszliwą przemocą fizyczną, albo ascezą, co pokazują malarskie wyobrażenia Sądu Ostatecznego oraz piekła. Potem obyczaje stopniowo podlegają zmianom; cywilizujemy się, ale jest to proces powolny i w znacznej mierze wymuszony przez zmianę społeczną. Kiedy Elias opisuje obyczaje towarzyszące jedzeniu i innym czynnościom codziennym, podaje liczne przykłady książek, które służyły wskazaniu właściwego zachowania i stanowiły swoiste podręczniki dla młodzieży z wyższych sfer – włosy nam stają dęba na głowie. Nie będę wiele cytował, tylko jeden przykład: Erazm z Rotterdamu w książeczce poświeconej dobrym obyczajom radzi, że jeżeli w czasie uczty musimy zwymiotować, co uważa za naturalne, to powinniśmy to czynić za siebie, a nie na stół.

Co się takiego stało, że wydobyliśmy się z tej – jak dziś sądzimy – niecywilizowanej formy życia? Hobbes za jedyne rozwiązanie uważał powstanie społeczeństwa politycznego, które przez wiele instytucjonalnych i nieformalnych form działania zmusza ludzi do bycia cywilizowanymi i do zaniechania przemocy fizycznej. Ten przymus wcale nie został przyjęty z wrogością, bo ludzie zamiast dzikiej wolności uzyskali bezpieczeństwo gwarantowane przez cywilizację. Kiedy Elias analizuje rozwój państwa oraz systemu podatkowego zauważa, że są to także formy przymusu, ale takiego, który stopniowo coraz bardziej gwarantuje jednostce zabezpieczenie przed bezpośrednim zagrożeniem fizycznym. Jednak – jak u Hobbesa – zawsze grozi nam cofnięcie przemian cywilizacyjnych i nie ma żadnego powodu, by uważać, że ludzie cywilizowani są lepsi od niecywilizowanych. Są bezpieczniejsi i inni, ale – podkreślmy raz jeszcze – nie ma mowy o żadnej formie postępu.

Jednak koszty ucywilizowania są poważne. Ludzie uwewnętrzniają konflikty, a nowe obyczaje, które są rezultatem podziału pracy i rozwoju przemysłowego, a wobec zaniknięcia klasy wyższej (czyli arystokracji), sprawiają, że wszyscy są coraz bardziej podobni do siebie. W ogóle fakt, że wszyscy muszą pracować, stanowi całkowitą nowość cywilizacyjną.

Proces cywilizowania jest zatem, co dzisiaj niektórzy socjologowie zaczynają zauważać, procesem mnożenia instytucji formalnych i nieformalnych. Jesteśmy poddani ich władzy i musimy się z tym pogodzić. Od Hobbesa różni jednak Eliasa przekonanie, że decyzja podjęcia trudu cywilizowania (się) nie miała – jego zdaniem – charakteru racjonalnego. Norbert Elias kpi sobie z tych wszystkich, którzy w dziejach dostrzegają realizację zamiarów rozumu (zwłaszcza z Hegla). Proces cywilizowania potoczył się sam i nikt nie miał nad nim kontroli. Co ważniejsze, tak również będzie w przyszłości – proces dalszego cywilizowania będzie się toczył bez naszej kontroli i popełniamy zasadniczy i niebezpieczny błąd, kiedy sądzimy, że jesteśmy w stanie wpłynąć na ten proces za pośrednictwem naszych racjonalnych koncepcji i planów. Nie wynika z tego jednak, że proces ten ma charakter irracjonalny, a tylko, że jest poza naszą kontrolą. Według Eliasa, wielki proces cywilizowania porównać można z fenomenami przyrody. Wiele o nich wiemy, ale zarazem mamy na nie bardzo nikły wpływ.

Norbert Elias uczy nas tego, co najważniejsze – że rozumieć nie znaczy móc racjonalnie zmieniać. A przecież wciąż jesteśmy ofiarami takiego błędnego sposobu myślenia.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.