Tyś Pchła
rys. Gwendal / Flickr CC

Tyś Pchła

Jan Gondowicz

Nikt lepiej od Pchły Szachrajki, ślicznej i pełnej wdzięku amatorki bolesnych żartów, nie wciela mentalności warszawskiej. Toż to uosobienie warszawskiego hipstera!

Jeszcze 1 minuta czytania

Tyś pchła, tyś pchła
Mnie do miłości tej!

Z dawnej operetki

W angielskim Bristolu stanęły właśnie cztery pierwsze – z ponoć siedemdziesięciu – figury psa Gromita, bohatera kreskówki „Wallace i Gromit”. Nie wszystkim się podobają. W swoim czasie mają zostać zlicytowane na rzecz dziecięcego szpitala. W związku z tym zapytano mnie dziś z radia, jakie postacie zwierzęce, zaczerpnięte z kultury popularnej i w liczbie osiemdziesięciu sztuk, mogłyby stanąć w Warszawie. Warszawa, jak wiadomo, miała już krowy, jelenie i pegazy, i nawet nieźle to zniosła, lecz tym razem chodziło o zwierzę stanowiące jej symbol.

Nie sądźcie – odpowiedziałem – że po linii najmniejszego oporu zaproponuję złotą kaczkę lub bazyliszka. Moja idea jest oryginalna, a zaczerpnięta z twórczości pisarza, o którym znów się mówi. I to przez całe życie związanego z Warszawą. Nie bez znaczenia jest też, że właśnie w tej chwili patrzę przez okno w jego dawne okna. Jednym słowem, mam na myśli Jana Brzechwę i jego rewelacyjną Pchłę Szachrajkę. Nikt lepiej od tej Pchły, ślicznej i pełnej wdzięku, a zarazem lubującej się w bolesnych żartach, nie wciela mentalności warszawskiej. Na dodatek Pchła jest rodem z Błonia, a więc to warszawianka, jak wszyscy, przyjezdna. Wkręcona w warszawską elitę, ze swoim kultem mody, Pchła to arcywzór współczesnego hipstera. Słowo to, jak wiadomo, oznacza osobę o ironicznym stylu bycia i akcentowanej indywidualności, która wyraża się przez celebrowanie stroju i ekscentrycznych zainteresowań. Jej główne zajęcie polega na plotkach, a istnieje po to, by życie było bardziej kolorowe. Czysta Pchła! Przechodząc przez plac Trzech Krzyży czy plac Zbawiciela, których ogródki kawiarniane zaludniają Pchły, zachodzę w głowę, czemu nikt nie wpadł na pomysł nazwania imieniem Pchły Szachrajki lokalu. Ludziom tak brak pomyślunku! Można by więc poustawiać z osiemdziesiąt Pcheł – połowę w okolicach modnych, a drugą połowę w miejscach, które odznaczają się tym, że jeśli się w nich czegoś nie postawi, niebawem staną tam repliki baniastogłowego Małego Powstańca. Mogła by się tym zająć Bogna Świątkowska z Fundacji Bęc Zmiana – sama Pchła par excellence.

Przypominam, że pod koniec wiersza Brzechwy Pchła powiada: „Tutaj każdy mnie obmawia, / Trudno. Jadę do Wrocławia!”. Nie pozwólmy jej na to. Wrocław ma już swoje wszechobecne ohydne krasnale. I to mu powinno wystarczyć. 

5 VII 2013 


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.