Skarga

Joanna Tokarska-Bakir

W „Tercecie metafizycznym” cytowała zdanie Levinasa, że po śmierci nie możemy spodziewać się przyrostu wiedzy. Jak błędne jest to mniemanie, widać już na drugi dzień po śmierci Barbary Skargi

Jeszcze 2 minuty czytania

Dopóki ktoś taki żyje, traktuje się go jak część natury. Jakby był „myślącym drzewem” albo „myślącym kamieniem” z wiersza Herberta, niezbędnym dla fundamentu, ale niewidocznym. Dopiero gdy zniknie, wyrwa po nim zaczyna świecić.

Chcę zapisać to zdanie czystą wdzięcznością, a już słyszę, jak włącza się w chór nieszczerych lamentów na pogrzebie krajowej humanistyki. Odchodzą ostatni, którzy oparli się socjologicznej reedukacji[1] i politycznej rekultywacji[2]: najpierw Tischner, potem Kołakowski, teraz Skarga. Barbarzyński obyczaj wycinania drzew przy polskich drogach – bo jak wiadomo największym zagrożeniem są w Polsce stare drzewa –  tajemniczo przeniknął tymczasem do akademii. Tylko status pomnika przyrody może dziś kogoś w Polsce uratować.

fot. Mariusz KubikPolski ogród nauk ma być nagle raczej francuski niż angielski. Dwieście lat i starczy: bez pozytywizmu, za to z gospodarką rynkową w tle, humanistyka ma stać się wreszcie prawdziwie naukowa, a rozum – instrumentalny. Humanista nie powinien być zapatrzonym w siebie darmozjadem. Powinien dążyć do celów szerszych: do wzrostu ekonomicznego, postępów obronności, inżynierii społecznej, zbiorowej lub jednostkowej terapii. A już szczególnie nie powinien zajmować się zjadaniem własnego ogona, to jest demaskacją tego, co aktualnie – niemądrze i przejściowo – nazywa się rozumem.

Filozofia Barbary Skargi zawsze żywiła się przekorą i na niekompetencję tego dzisiejszego rozumu była szczególnie wrażliwa. „Chodzi więc o tożsamość cywilizacji europejskiej, narodu, danych grup itp. Konferencje na ten temat następują jedna po drugiej. Jednakże debaty nad owymi pojęciami z punktu widzenia ich aktualności kulturowej i społecznej gubią właściwy im sens, a może nawet świadomie od niego abstrahują. Tymczasem są to pojęcia metafizyczne i od analizy metafizycznej należało by rozpocząć dyskusje nad nimi”[3]. Nie rozrzewniałyby nas dziś te słowa, gdybyśmy w szkole uczyli się filozofii.

Zbigniew Herbert napisał gdzieś, że los jest obcą siłą, z którą ani paktować nie można, ani jej skruszyć. Barbara Skarga należała do tych, którzy zamiast wygrażać pięścią niebu, dorastają do losu. Wewnętrznie zaakceptowany, przestaje być gwałtem. Staje się źródłem siły. Sama z pewnością nie rozpoznałaby się jednak w tym opisie. „Czy dotykanie spraw ostatecznych – co było pani udziałem – zubaża i niszczy, czy też przeciwnie – wzbogaca?” – pytano ją w jednym z wywiadów. „Niszczy i upokarza – odpowiadała. – Pod każdym względem. Fizycznym i psychicznym. Odziera z godności. Cierpienie nie wzbogaca. I nie uszlachetnia. Jest niesłychanie groźne dla człowieka. Trzeba mieć trochę szczęścia, żeby przetrwać”[4].

Nie wiadomo, co w jej przypadku było szczęściem. Możemy się tylko domyślać, że bardzo szczęściu pomogła, kierując się w stronę filozofii, nauki niepraktycznej, która wielu uratowała życie. Jak napisał inny uratowany, „w gruncie rzeczy cała sprawa polega na wyborze, na prostym akcie woli. Uklęknąć. Potem już samo idzie. Asymiluje człowiek ciało obce, utożsamia się z nim. I właściwie najczęściej jest to sprawa przypadku – spędzania pewnej ilości godzin nad książkami pewnego typu. W podobny sposób zostaje się lekarzem lub elektrotechnikiem”[5].

Niewielu traktowało filozofię równie poważnie jak ona. Na pewno nie Max Scheler, który zapytany, czemu nie przestrzega wysławianych przez siebie cnót, odrzekł, że drogowskazy nie chodzą szlakami, które wskazują. Na pewno nie owi profesorowie metafizyki, o których Lew Szestow napisał, że w odróżnieniu od „dzikusów”, niewierzących w nieśmiertelność duszy, ci, choć przykładni chrześcijanie sławiący życie wieczne, z pewnością nie udzieliliby pożyczki umierającemu. W swojej powadze filozoficznej Barbara Skarga naśladowała nie tyle „dzikusów”, ile swojego profesora, Henryka Elzenberga, który poznanie wartości łączył z moralnym nakazem realizacji we własnym życiu.

W wywiadach, a podobno także w rozmowach odsłaniała to, czego nigdy nie ujawniłaby w filozoficznej prozie. Cała jej twórczość, tak zdystansowana i wolna od egzaltacji,  przesycona była pragnieniem nieobarczania sobą czytelnika. Zabierała głos tylko wtedy, gdy była w pełni sobą, taką, jaką być chciała. Człowiek uważny wyczuwał jednak też wiele w niedomówieniach, w tym, na co sobie nie pozwalała. Tym większy budziła podziw, im więcej się tam zgadywało. Bo „nietrudno być uskrzydlonym, gdy ma się wiarę Platona, ale widzieć w świecie bryłę materii, mieszkać w nim jak na cmentarzysku, i tu skrzydłom nie pozwolić się zwichnąć, w tym sztuka”[6] (Zbigniew Herbert).

Henryk Elzenberg, którego serdeczny ślad rozpoznać można w całej jej twórczości, uważał, że życie jest dlatego tak straszną pułapką, że równie straszno jest je opuszczać, jak pozostawać w nim bez końca, i naiwnymi nazywał chrystianizm i te religie, które „widzą tylko jedną stronę tej sprawy”. Jest tylko jedno wyjście, uważał: nauczyć się chcieć nieżycia (co nie musi znaczyć nicości), Innego, które się po nim otwiera, a przy tym z życia w owo nieżycie przejść jak najłagodniej, bez wstrząsu, jeśli się da ominąć po prostu fakt własnej śmierci[7]. Po życiu tak ciężkim jak jej własne, to jedno, jak słyszymy, przyszło Barbarze Skardze bez trudu.

Wielkość nauczycieli polega na tym, że bez strachu, z miłością pozwalają rosnąć ludziom wokół siebie. Dziełem Barbary Skargi oprócz książek byli też ludzie. Są wśród nich filozofowie wielkiej klasy, a jeśli ktoś nie wie, o kim mowa, niech ma tylko do siebie o to pretensję. Obyśmy nie przypomnieli sobie o nich dopiero, gdy ich także zabraknie.


[1] Patrz reforma Instytutu Filozofii i Socjologii PAN w Warszawie.
[2] Patrz ostatnio „list czternastu” z PAU i kwietniowy memoriał Instytutu Slawistyki PAN w sprawie utrzymania nauk humanistycznych w strukturach PAN.
[3] Barbara Skarga, „Tożsamość i różnica. Eseje metafizyczne”, Kraków 1997.
[4] „Człowiek to nie jest piękne zwierzę. Z prof. Barbarą Skargą rozmawia Jacek Kurski”, „Gazeta Wyborcza”, 17/4/2004.
[5] Zbigniew Herbert, Henryk Elzenberg, „Korespondencja”, redakcja i posłowie Barbara Toruńczyk, Warszawa 2002, s. 33.
[6] Tamże, s. 159.
[7] Tamże, s. 152.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.