Motywy i pinezki
Bob May / Flickr CC BY-NC-SA 2.0

22 minuty czytania

/ Literatura

Motywy i pinezki

Rozmowa z zespołem Wolnych Lektur

W podręcznikach, testach są fragmenty książek, które pochodzą z Wolnych Lektur. Bardzo nas to cieszy, tylko jeśli jesteśmy tacy niezbędni temu systemowi, to czemu nie jesteśmy finansowani?

Jeszcze 6 minut czytania

BARBARA KLICKA: 1 czerwca 2023 roku Wolne Lektury wysłały do subskrybentów newslettera wiadomość z informacją o złej sytuacji, w jakiej znalazła się największa w Polsce biblioteka internetowa. Piszecie: „Nasza sytuacja jest fatalna i stale się pogarsza. Od początku tego roku ze wspierania Wolnych Lektur zrezygnowało już 10% darczyńców – rozumiemy doskonale, że inflacja skłania do obcinania wydatków. Jednocześnie mimo naszych bezustannych prób nie udało nam się uzyskać stabilnego finansowania biblioteki ani od Ministerstwa Kultury, ani Narodowego Centrum Kultury, ani Narodowego Instytutu Wolności”. Wolne Lektury założone zostały w 2007 roku. Jaka była myśl założycielska? Jaka wtedy, w 2007 roku, przyświecała temu projektowi idea i jak ona się potem zmieniała w czasie?
ALEKSANDRA SEKUŁA:
Na samym początku idee były dwie. Po pierwsze, żeby stworzyć podręczny zestaw tekstów, z którego nauczyciele mogliby korzystać przy prowadzeniu lekcji. Chodziło o to, żeby nauczycielka nie musiała się zastanawiać, czy dostępny w internecie tekst to nie jest jakaś jego dziwna, niesprawdzona wersja i czy prawo autorskie pozwala z niej korzystać. Więc wolność dostępu i dbałość o tekst. Równolegle rozwijał się pomysł, żeby Wolne Lektury były miejscem, gdzie można powiedzieć ,,sprawdzam” wobec różnych obiegowych nawiązań do literatury czy filozofii. Słyszysz np. ,,Platon powiedział coś tam”. Taaak? A gdzie? A w jakim kontekście? Chodziło o to, żeby móc się tego dowiedzieć bez wyprawy do czytelni i wypisywania rewersu w dwóch egzemplarzach.
MARIA ŚWIETLIK:
Pierwotnym pomysłem były Wolne Podręczniki. Chodziło o to, że skoro mamy teraz narzędzia technologiczne, które pozwalają na tworzenie podręczników w formie e-booków (dawno, dawno temu – przypominam – mówiło się, że system edukacji zapewni każdemu uczniowi dostęp do laptopa), to dzieciaki powinny te podręczniki otrzymywać za darmo. To były czasy, w których podręczniki były absurdalnie drogie. Wolne Podręczniki miały zapewnić dobrej jakości materiały edukacyjne, oczywiście zgodne z podstawą programową, wykorzystujące nowe technologie w sposób, który sam w sobie będzie edukacyjny i angażujący. Pomysł na Wolne Lektury był początkowo poboczny, bo w tych podręcznikach miały być oczywiście fragmenty lub całe utwory literackie i to w związku z tym powstała platforma, na której były one udostępniane.
Aleksandra
: Od początku jednak wiedzieliśmy, jeśli chodzi o Wolne Lektury, że nie ma sensu robić czegoś częściowo, że jeżeli coś robimy, robimy to dobrze. Czyli tak, żeby było do wykorzystania dla wszystkich – dla dzieci, ale nie tylko dla nich. Że to nie będą fragmenty tekstów – bo wiadomo, że do podręczników bierze się wypisy z tekstów, czasem nawet urywki wierszy – tylko żeby to zawsze była całość. Nie jeden wiersz, tylko tom, nie fragment utworu, tylko cały.

Maria Świetlik
Dyrektorka do spraw rozwoju Wolnych Lektur, odpowiada za strategiczne programy, w tym przede wszystkim program fundraisingu, czyli pozyskiwania darowizn od indywidualnych darczyńców. Zajmuje się wspieraniem rozwijania narzędzi IT do zarządzania 6 tys. e-booków czy zmianą strony internetowej na bardziej użyteczną dla osób z dysfunkcjami czytania. Prowadzi też monetyzację, czyli wprowadzanie Wolnych Lektur na platformy dystrybucji, takie jak Legimi, Audioteka czy YouTube – można tam czytać i słuchać e-książki, a WL dostają część wpływu z abonamentu lub reklam. Pracuje w Wolnych Lekturach od trzech lat, ale z fundacją jest związana od 2012 roku, pracowała wtedy w projekcie Prawo Kultury, który zajmował się ochroną praw użytkowniczek i użytkowników.

Paulina Choromańska
Wiceprezeska fundacji, współpracę rozpoczęła w 2011 roku jako praktykantka. Jest też redaktorką techniczną i koordynatorką projektów; w zarządzie od 2019 roku. Dba o finanse fundacji, o budżety, rozliczenia, pisze wnioski. Część czasu poświęca na koordynowanie projektów i inne działania, jak promocja biblioteki. W małym sześcioosobowym zespole, jakim jest fundacja, każdy robi więcej niż jedną rzecz – na tyle, na ile mu czas pozwala.

Aleksandra Sekuła
Kierowniczka literacka i redaktorka naczelna biblioteki Wolne Lektury, stworzyła zespół redaktorów, którym obecnie kieruje, prowadzi szkolenia edytorskie w ramach praktyk studenckich, koordynuje pracę wolontariuszy. W Wolnych Lekturach od samego początku, tj. od 2007 roku: pamięta wszystkich, którzy przez lata na fundacyjnym balkonie wymyślali Wolne Lektury, ich idee i marzenia, które uparcie, krok po kroku WL starają się realizować.

Radek Czajka
Programista, czuwa nad całą infrastrukturą, która służy do udostępniania tych książek i pracy nad nimi. W Wolnych Lekturach z przerwami od 2010 roku.

Okej, ale ta myśl, przyświecająca matkom i ojcom założycielom, ewoluowała przez lata, prawda? I też trochę się zmieniły warunki, na przykład duża część zasobu Wolnych Lektur jest dostępna w Librusach. Pamiętam, jakie na mnie wrażenie zrobiło, kiedy się o tym dowiedziałam. Wasza platforma nie udostępnia może podręczników, ale stała się trwale umocowaną w systemie pomocą szkolną. Jak myślicie o Wolnych Lekturach dzisiaj – czy to jest zbiór nadal stricte edukacyjny? Czy jego rola się zmieniła?
PAULINA CHOROMAŃSKA:
W pierwszej kolejności zawsze myślimy o uczniach i uczennicach, którzy muszą mieć dostęp do lektur. Kiedy zmienia się lista lektur szkolnych, od razu działamy i uzupełniamy zasoby pod tym kątem. Tak było na przykład w zeszłym roku czy dwa lata temu – weszło kilka nowych tytułów i my szybko zadziałaliśmy, żeby te teksty wrzucić, tak by były dostępne dla uczniów. Oni rzeczywiście intensywnie korzystają z naszych zasobów. Ostatecznie pokazała nam to pandemia – nasze wyniki skoczyły w skali roku o ponad pięćdziesiąt procent, a w tych pierwszych dniach, kiedy pozamykano biblioteki, dwukrotnie. Planując działania na kolejne lata, też myślimy w pierwszej kolejności o uczniach. Od niedawna nagrywamy również audiobooki z myślą o tych, którzy mogą tylko słuchać albo mają problemy ze skupieniem się na tekście pisanym. Ale lista lektur jest bardzo ograniczona. Udostępniamy również inne teksty, które są w domenie publicznej. Odpowiadając na twoje pytanie – nie, nie jest to już stricte edukacyjna biblioteka, poszliśmy w trochę inne kierunki. Przez ostatnie dwa, trzy lata uzupełniamy nasz zasób o klasyczny reportaż, pamiętniki, szeroko pojętą literaturę faktu, kryminały czy fantastykę. Mamy Conan Doyle’a, Edgara Allana Poego, w tym roku wydamy m.in. Charlotte Brontë, Marka Twaina. Staramy się więc publikować klasyczną literaturę popularną, dla dorosłego czytelnika.
Aleksandra: Nie tylko dzieciom i ich rodzicom brakuje pieniędzy na zakup książek. Paulina powiedziała o nowych projektach, ale od początku staramy się udostępniać wartościową literaturę, jeśli jest w domenie (np. tłumaczenia Boya, czyli kanon literatury francuskiej od „Pieśni o Rolandzie” po Prousta, albo przekłady Witwickiego, czyli dzieła Platona). Przy tym porównujemy tłumaczenia z oryginałem, zestawiamy dawne i nowe wydania, staramy się, na ile jest to w naszej mocy, odzwierciedlać choćby w przypisach lub w samym opracowaniu współczesny stan badań. Naszymi odbiorcami są uczniowie i to widać: kiedy kończy się rok szkolny, spadają statystyki wejść na stronę, a potem 1 września, bum, znów rosną. To dosyć wymowne. Ale Wolne Lektury to też miejsce, w którym czyta się utwory niezależnie od celu edukacyjnego. Nasi odbiorcy kończą kiedyś szkoły, ale ciągle klikają, żeby sprawdzić, co się dzieje na Wolnych Lekturach. A tam na przykład kolekcja współczesnej poezji, to coś, bardzo cenny nabytek. Nie wiem, czy wolno tu powiedzieć, że jesteś współtwórczynią tej kolekcji...

Poza rozmówcami do zespołu fundacji należą: Jarosław Lipszyc – prezes fundacji od 2007 roku, współpomysłodawca Wolnych Lektur.
Monika Kępska – od 2021 roku fundraiserka fundacji. Dzięki jej wieloletniemu doświadczeniu w tym zakresie WL pozyskały ok. 130 nowych darczyńców. W 2022 roku została kierowniczką biura fundacji, a od 2023 roku szkoli się na redaktorkę techniczną.
Aleksandra Kopeć-Gryz – do fundacji trafiła w 2015 roku jako praktykantka. Obecnie jest redaktorką techniczną biblioteki i koordynatorką wolontariatu i programu praktyk, z którą rocznie współpracuje nawet kilkanaście osób.
W skład zespołu redaktorek i redaktorów wchodzą: Wojciech Kotwica, Elżbieta Sekuła, Ilona Kalamon, Marianna Czabator. Dzięki nim tak dobrze czyta się książki WL – są to osoby z wieloletnim doświadczeniem w pracy z tekstem, wszechstronną wiedzą i kompetencjami potrzebnymi do fachowej edycji i opracowania merytorycznego tekstów, pochodzących często z wydań sprzed stu lat.

Chyba wolno. Albo kolekcja literatury jidysz w przekładach Michała Friedmana, w której udostępnienie też byłam zamieszana. Myślę, że teraz jest moment na to, abyście podali trochę liczb, bo na mnie na przykład robią one wrażenie. Przypominam, że mowa jest o małej fundacji, w której pracuje sześć osób i która działa od 2007 roku. Ile tekstów jest udostępnionych na Wolnych Lekturach?
RADEK CZAJKA:
W bazie mamy 6590 tekstów, książek – jako zebranych tomów – jest 2,5 tysiąca.

Jaką część lektur szkolnych można znaleźć w waszych zbiorach?
Paulina:
W tej chwili mamy już prawie wszystkie tytuły z domeny publicznej, które są na liście lektur szkolnych, ponad 90% – brakuje nam około 30 tytułów głównie dlatego, że nie ma polskich przekładów w domenie lub są one zbyt słabej jakości.
Aleksandra
: Mamy „Baśnie” Andersena czy ,,Doktora Dolittle” (specjalne tłumaczenie dla WL, bo nie było go w domenie), ale i inne lektury dla szkół, jak ,,Księga dżungli” Kiplinga, ,,Król Maciuś Pierwszy” Korczaka czy ,,Słoń Birara” Ossendowskiego, zostały ostatnio dodane do listy. Mamy ,,Bogurodzicę” i ,,Proszę państwa do gazu” Borowskiego, najważniejsze dzieła Kochanowskiego, Krasickiego, Mickiewicza, Słowackiego, Norwida, Sienkiewicza, Prusa – brzmi znajomo, prawda?
Maria:
Wyzwanie polega na tym, że część lektur szkolnych – takich jakAlicja w Krainie Czarów” czy „Ania z Zielonego Wzgórza” – w oryginale jest w domenie publicznej, natomiast polski przekład albo nie trafił jeszcze do domeny (bo tłumaczyły je osoby, które zmarły mniej niż 70 lat temu), albo, owszem, trafił, ale jego jakość my oceniamy jako niesatysfakcjonującą. W związku z tym od dwóch lat robimy zbiórki wśród dorosłych czytelników Wolnych Lektur, dzięki którym zamawiamy nowe tłumaczenia. W ten sposób został dla nas na nowo przełożony m.in. „Mały Książę”, „Doktor Dolittle”, a już za chwilę publikujemy „Rok 1984”.

Maria ŚwietlikMaria Świetlik, fot. Patrycja Dołowy

Wróćmy do statystyk: wiecie, jaki procent waszego zbioru to lektury szkolne?
Paulina
: Około dwustu tekstów, czyli kilka procent.

A ile audiobooków jest w waszych zasobach?
Radek:
Ponad tysiąc tekstów w tej chwili ma u nas audiobooki.

I ilu macie użytkowników w skali roku?
Radek
: W zeszłym roku 6,5 miliona unikatowych użytkowników. Czyli mamy więcej użytkowników, niż jest w Polsce uczniów, bo ich są 4 miliony. Taka typowa, codzienna odwiedzalność w tygodniu szkolnym, w tej chwili, to 40–50 tysięcy osób dziennie.
Aleksandra
: Wiecie co, właśnie do mnie dotarło, że na każdego z nas tu pracujących przypada milion osób. Jedna osoba pracuje dla miliona użytkowników.

Radek CzajkaRadek CzajkaA jak wygląda kwestia waszej obecności w polskim systemie edukacji?
Maria:
Moja córka pisała ostatnio test ósmoklasisty, robiłyśmy dużo takich próbnych arkuszy w domu. W niemal wszystkich tych testach są fragmenty książek, które pochodzą z Wolnych Lektur, jest podane źródło. W podręcznikach szkolnych tak samo. Oczywiście, uważam to za nasz wielki sukces i bardzo nas to cieszy, tylko przychodzi taka refleksja, że no dobrze, to jeśli jesteśmy tacy niezbędni temu systemowi, to czemu nie jesteśmy finansowani?
Radek:
Nasze teksty i audiobooki trafiają do systemów typu Scholaris, na strony rządowe, edukacyjne i zależy nam na tym, aby do rodziców i odbiorców docierała też informacja, że to nie jest coś, co tam jest, bo jest, bo rząd dał, tylko że to bierze się z pracy organizacji społecznej.
Paulina:
Rzeczywiście jest tak, że jesteśmy w wielu miejscach, jesteśmy na stronach tworzonych przez różne jednostki administracji publicznej. Nasze zasoby są na stronie lektury.gov.pl, która była inicjatywą jeszcze ministra finansów i rozwoju Mateusza Morawieckiego. Wzięliśmy udział w wielu godzinach spotkań i rozmów z osobami nagle oddelegowanymi do tego projektu – do tego została zaangażowana inna jednostka publiczna – i nie dostaliśmy za to ani złotówki. Nie ma takiej refleksji, że ktoś to robi, że to się nie dzieje samo.
Maria:
Serwis lektury.gov.pl – szacuję – w 90% składa się z tekstów zaciągniętych z Wolnych Lektur. Czyli pomysł był taki, że rząd powie: to my teraz fundujemy dzieciom darmowe lektury. Tymczasem wziął materiały wytworzone przez organizację pozarządową, która nie dostała w tym projekcie ani złotówki wsparcia, po czym pan Morawiecki został premierem, projekt został porzucony i absolutnie nic z tego nie wynikło.
Paulina:
Choć podlegamy oficjalnie pod ministra właściwego ds. edukacji, to żaden dotychczasowy minister od początku istnienia tej biblioteki nie był zainteresowany udzieleniem nam stałego finansowego wsparcia.
Maria:
Nasze książki są udostępniane przez biblioteki publiczne – to jest kolejny duży sukces Wolnych Lektur. Jeżeli ktoś chce sobie wypożyczyć e-book, korzystając ze zwykłej, osiedlowej biblioteki, to z dużą dozą prawdopodobieństwa trafi na zasoby wyprodukowane przez Wolne Lektury.
Aleksandra:
I my się z tego cieszymy!

Na Wolnych Lekturach można też znaleźć kilka – nazwijmy to – udogodnień cyfrowych, które pomagają użytkownikom zarówno edukacyjnym, jak i nieedukacyjnym poruszać się po zbiorach oraz trochę je uatrakcyjniają. Mam tu na myśli na przykład „motywy” i „pinezki” możliwe do zrealizowania jedynie w środowisku cyfrowym. Opowiedzcie, proszę, coś więcej o tych rozwiązaniach.
Radek:
Wolne Lektury nigdy nie były projektem typu „zeskanuj i opublikuj”, to nigdy nie polegało na tym, że bierzemy gotowe książki i tylko wrzucamy je do internetu. Zawsze, od samego początku, bardzo dbaliśmy o wartość dodaną. Uwspółcześnienie – według opracowanego przez naukowców standardu – i przypisy to jest jedna rzecz. Takim wczesnym dodatkiem, który nie wiem, czy uatrakcyjniał, ale jakoś sprawiał, że można było wykorzystać to cyfrowe środowisko, były tak zwane motywy, które pomagają uczniom przygotować materiał wstępny, żeby na przykład napisać wypracowanie na zadany temat.
Aleksandra:
To narzędzie pozwala tematycznie przeszukiwać zbiory biblioteki. Zaczęliśmy od takich typowych szkolnych motywów, ale szybko rozszerzył się ich zbiór. Teraz można u nas znaleźć nie tylko motyw śmierci w poezji romantycznej, ale też na przykład fragmenty oznaczone motywem ,,pozycja społeczna” czy „brud”, pozwalające na refleksję antropologiczną czy socjologiczną o tekstach.
Radek:
Ja pamiętam, że to na początku było kontrowersyjne, spotykaliśmy się z głosami szkolnych polonistów (literaturoznawców być może bardziej), którzy uważali, że za bardzo ułatwiamy uczniom zadanie, to znaczy, że uczeń powinien wykonać kwerendę w bibliotece, przejrzeć te teksty i sam znaleźć te fragmenty i że my mu podajemy to na tacy. Że to niszczy ten zamysł edukacyjny. My wyszliśmy z założenia, że nie, że po to mamy narzędzia cyfrowe, aby z nich korzystać i że to jest rozwijające również dla ucznia, żeby mógł znaleźć te rzeczy, które go interesują w danym kontekście, na dany temat i go opracować. Nie dostaje wypracowania – dostaje materiał źródłowy.

Aleksandra SekułaAleksandra Sekuła

A pinezki?
Radek:
Pinezki były pomysłem, by wykorzystać kontekst internetu. Fakt, że tekst wyświetlany jest na urządzeniu, które jest w sieci, pozwala mi na wyświetlenie mapy okolicy, po której porusza się bohater, uzupełnienie wiadomości o nieznanych zwierzętach, roślinach czy miejscach. To mogą być odnośniki do Wikipedii, zdjęcia. Jeśli ktoś czyta u nas „W pustyni i w puszczy”, to będzie miał na przykład szansę dowiedzieć się, że na powstanie Mahdiego można patrzeć z różnych perspektyw.
Paulina:
W zeszłym roku wdrożyliśmy też narzędzie ułatwiające uczniom zapoznawanie się z tekstem, czyli synchronizację tekstu z wersją audio – po przejściu do tekstu na stronie Wolnych Lektur można słuchać audiobooka i jednocześnie śledzić tekst.
Maria:
I tu ważnym dla nas wsparciem są pieniądze z państwowego funduszu rehabilitacji osób niepełnosprawnych. Dzięki temu możemy rozwijać bibliotekę, by była jeszcze dogodniejsza dla uczniów niewidomych, słabowidzących, ale też z dysleksją, ADHD, ze spektrum neuroróżnorodności. Nagrywamy kolejne lektury szkolne i powieści dla dzieci i młodzieży i jednocześnie rozwijamy oprogramowanie, bo to połączenie audiobooka z e-bookiem pozwala dzieciakom z problemami uwagi przebrnąć przez lekturę szkolną. Wszyscy dyskutują o problemach wynikających np. z dysleksji i ADHD, my jesteśmy chyba jedyną organizacją w Polsce, która przekłada to na konkretne rozwiązania dla uczennic i uczniów – darmowe i wolne.

Paulina ChoromańskaPaulina ChoromańskaAle prowadzicie też działalność, która wykracza daleko poza bycie po prostu platformą udostępniającą teksty. Nazwałabym to działalnością wydawniczą, inspirującą powstawanie całkiem nowych tekstów. Powiedzcie, co tutaj zrobiliście w ostatnim czasie i właściwie dlaczego zdecydowaliście się pełnić również taką funkcję.
Paulina:
Myślenie o tej działalności pozaedukacyjnej, poza wydawaniem tego, co mamy w domenie publicznej, zaczęło się mniej więcej w latach 2015 i 2016, kiedy – z tobą na pokładzie – zaczęliśmy pozyskiwać prawa do polskiej poezji współczesnej. Udało nam się wtedy kupić prawa do dwudziestu tomów wierszy. Później tę kolekcję rozszerzyliśmy, łącznie mamy teraz około 35 książek. Kolekcja nazywa się „Wiersz wolny”, cały czas jest dostępna na stronie.
Kiedy mamy możliwość, staramy się wynagradzać autorów za to, że zgadzają się na tę wolną licencję i przekazywanie nam praw. Ale byli też tacy autorzy, którzy po prostu się do nas zgłosili i oddali nam swoje książki, na przykład Piotr Janicki i kilkoro innych.
Potem pomyśleliśmy o tym, żeby na Wolne Lektury wrzucać teksty pisane specjalnie dla nas. Zaczęliśmy od współpracy z Pawłem Sołtysem, który napisał dla nas opowiadanie, potem były teksty Julii Fiedorczuk, Sylwii Chutnik, Justyny Bargielskiej, Magdaleny Tulli, teksty dla dzieci Joanny Papuzińskiej. Ostatnią odnogą tej działalności są tłumaczenia. Jest trochę lektur szkolnych, których przekłady zamawiamy, kiedy oryginał tekstu jest już w domenie publicznej.
Radek: Mówimy tutaj o różnych odnogach działalności WL, ale dla nas tak naprawdę od początku jest jasne, że to, co budujemy, to jest instytucja wolnej kultury. Chodzi o to, żeby literatura bez ograniczeń mogła poszerzać zasób wspólnych dóbr kultury.

To jaki jest powód, że Wolne Lektury, które stały się częścią państwowego systemu edukacji oraz rozległym źródłem wiedzy, z której korzystają uczniowie, instytucje, ale też zwykli czytelnicy, nie mają żadnego stałego finansowania?
Maria:
W ogóle nie istnieje nic takiego jak stałe finansowanie czy stała dotacja dla organizacji pozarządowych. Po wielu latach udało się wywalczyć granty wieloletnie i instytucjonalne, czyli nie takie na projekt, tylko na to, aby instytucja w ogóle mogła funkcjonować. Te konkursy istnieją od pięciu lat. My startujemy dosłownie w każdym konkursie, w którym jesteśmy w stanie się zmieścić z naszą działalnością. Co roku większość naszego czasu pracy poświęcamy z Pauliną na to, żeby wymyślić, jak wpisać się w regulaminy konkursów i jednocześnie nie rezygnować z realizacji naszych celów. To bywa bardzo karkołomne, ale kreatywności nam nie brakuje. Niestety, z roku na rok dostajemy coraz mniej tzw. punktów strategicznych i oceny organizacyjnej.
Na początku swojego istnienia Wolne Lektury były wysoko na liście priorytetów kolejnych ministrów kultury, od kiedy ministrem kultury został pan Gliński, zainteresowanie wspieraniem Wolnych Lektur spada. Nie mamy żadnych informacji, dlaczego tak się dzieje, możemy tylko spekulować. Wiemy, że nasze wnioski są bardzo wysoko oceniane merytorycznie – dostajemy karty oceny, natomiast tam, gdzie ministerstwo przyznaje tak zwane punkty „strategiczne”, zawsze brakuje nam jednego punktu, żeby dostać dofinansowanie. Choć w tym roku zdarzyło się nawet, że mieliśmy więcej punktów niż fundacje, które dostały pieniądze...
Paulina: Jako organizacja, która działa w oświacie, podlegamy bezpośrednio ministrowi edukacji narodowej – nie ministrowi kultury. Żaden minister edukacji nie był przez 15 lat zainteresowany tym, żeby wesprzeć nas finansowo, pomóc nam działać. Za każdym razem, kiedy ministerstwo obejmuje ktoś nowy, piszemy do niego pismo, proponujemy spotkanie. I te pisma na ogół pozostają bez odpowiedzi, czasem spotyka się z nami ktoś inny, kto nie jest decyzyjny, a potem sprawa po prostu zamiera. Nie dostaliśmy z Ministerstwa Edukacji nawet złotówki na utrzymanie biblioteki.
Radek: Ja myślę, że to jest trochę pokłosie „błędu” polegającego na tym, że Wolne Lektury nie zaczęły się jako projekt politycznego postulatu budowy instytucji z finansowaniem publicznym, tylko jako działanie grupy ludzi, która zakasała rękawy i zaczęła po prostu robić coś, bo uznała, że to jest potrzebne.
Aleksandra: Nie wiem, czy to nie wskazuje na jakąś taką trwałą cechę polskiej kultury – jeśli ktoś coś daje za darmo, to znaczy, że jest głupcem, frajerem, więc po prostu bierze się, co daje, i gwiżdże na niego.
Maria: W jednej trzeciej domów w Polsce nie ma ani jednej książki, nie licząc podręczników szkolnych, co jakiś czas przez media przewija się lament, że ludzie nie czytają – jednocześnie projekt, który realnie odpowiada na ten problem, dostarczając do każdego zakątka Polski darmowe, dobrej jakości książki, umiera. Prosimy o wsparcie Wolnych Lektur nawet niewielką wpłatą, bo bez was sobie nie poradzimy.