Zapiski śpiewaczki
Helsinki, fot. Tapio Haaja/Unsplash

11 minut czytania

/ Literatura

Zapiski śpiewaczki

Rozmowa z Katarzyną Szal

W Finlandii jest wielu poetów, którzy piszą prozę poetycką, ale Anja Erämaja jest w tym gronie wyjątkowa. Łączy smutek i humor z surrealizmem, dociera tekstem w zaskakujące miejsca. Tworzy absurdalne puenty, które nie są żadnym podsumowaniem – mówi tłumaczka fińskiej poezji

Jeszcze 3 minuty czytania

MAGDALENA CZUBASZEK: Może zamiast mówić „dzień dobry”, zapytam za Anją Erämają: „Jak tam twoje poczucie dramatyzmu?”.
KATARZYNA SZAL: Takich momentów jak ten jest sporo w „Zapiskach śpiewaczki”.

Takich, czyli jakich?
Żartobliwych, a jednocześnie depresyjnych, smutnych. Jest, na przykład, wiersz, w którym rozpoczyna się różne czynności, ale ich nie kończy, bo nie starcza motywacji. Na dokończenie makijażu czy opróżnienie pułapki na ryby.

W tym „poczuciu dramatyzmu” zobaczyłam zupełnie co innego: rodzaj poziomicy, która mierzy zdolność jednego człowieka do słuchania drugiego.
Poezja Erämai jest przede wszystkim poezją otwartą. Nie ma dobrych i złych interpretacji. Autorka unika w swoich tekstach definiowania do końca, nadawania stałych, konkretnych znaczeń. Nie chce zamykać kierunków czytania. I dlatego to dobra poezja, moim zdaniem.

Rzeczywiście zmusza do zaangażowania.
Ta poezja wymaga zaangażowania i skupienia. Czytelnik musi być skupiony na tym, co czyta, bo autorka co rusz zmienia kierunek, w którym go prowadzi. Kiedy już mu się wydaje, że czyta o jednym, okazuje się, że jednak o czymś zupełnie innym.

A czyta się jej wiersze gładko, choć są pełne zwrotów akcji, wolt i uciekającego rytmu.
To ani wiersze, ani piosenki. Zarzucano tej poezji, że jest mało poetycka, niezdefiniowana. Erämaja kwitowała tę krytykę uśmiechem. Nieokreśloność formy nie stanowi dla niej żadnego problemu. Nie zależy jej na zgodności z terminami literackimi, tylko na swobodnym, nieskrępowanym pisaniu. I to jest główna siła jej tekstów.

Szczerość?
Otwartość. Po co cokolwiek nazywać? W Finlandii jest wielu poetów, którzy piszą wiersze prozatorskie czy – jak się raczej mówi w Polsce – prozę poetycką. Ale Anja Erämaja jest w tym gronie wyjątkowa. Łączy smutek i humor z surrealizmem, odległymi skojarzeniami. Dociera tekstem w zaskakujące miejsca. Tworzy absurdalne puenty. Choć jej puenty nie są żadnym podsumowaniem, konkluzją. Poetka zmusza czytelnika, by gdzieś przeskoczył. Zmienił tor myślenia.

Jeden przykład: „W ciągu dnia odpuszczam sobie. Idę wybrać pieniądze z odkrytą twarzą, jest w tym ryzyko. Raz pijak przystanął i zapytał, kim jestem. Ja? Wróciłam do domu i rozłożyłam karty: szóstka trefl”.
Takie przeskoki myślowe są w różnych miejscach. Nie zawsze na końcu wiersza, ale często właśnie tam. Wolty i zmiany kierunków. Autorka zaprasza w ten sposób czytelnika do zabawy. Do myślenia – szukania znaczeń, interpretacji.

Katarzyna Szal

Ur. 1979, tłumaczka i propagatorka literatury fińskiej w Polsce. Ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. Pracę doktorską z zakresu polsko-fińskich przekładów literackich obroniła w Finlandii. Współpracuje głównie z „Twórczością”. Obecnie mieszka we Francji.

Frazy spadają trochę z zaskoczenia, na przykład: „pada deszcz facetów”.
To kolejne nawiązanie do piosenki. Tomik nie bez powodu nosi tytuł „Zapiski śpiewaczki”. W wielu wierszach, w większości z nich, pojawiają się odniesienia do piosenek, fińskich i anglojęzycznych. W tym utworze, zatytułowanym „Proszę zadzwonić ponownie”, pobrzmiewa znane „It’s Raining Men”.

Anja Erämaja nie zawsze była poetką, prawda?
Najpierw była piosenkarką. Pisze też książki dla dzieci i sztuki teatralne. Zajmuje się fotografią. To artystka wszechstronna, która ciągle występuje na scenie.

Skąd więc zwrot ku poezji?
Była zmęczona piosenkowym rygorem, tekstami pisanymi pod muzykę, które muszą mieścić się w linijce. Wiersze, w formie, jaką dla nich wybrała, dają jej więcej swobody, o którą jej chodziło.

A pani jak odkryła jej teksty?
Studiowałam w Finlandii literaturę tego kraju i oczywiście natknęłam się też na wiersze Erämai. Kiedy pojawiła się możliwość wzięcia udziału w konkursie translatorskim Europejski Poeta Wolności, znajomy dziennikarz, który razem ze mną pojawi się wiosną na festiwalu, mi o nich przypomniał. Na szczęście, bo to świetna poezja.

Co panią do niej przekonało?
Zabawa językiem, połączenie precyzji ze swobodą, nonszalancją. Metoda pisania Anji nawiązuje do techniki strumienia świadomości i gry w skojarzenia. Lubię obecne w tej poezji kontrasty. Pewnie też dlatego, że sama jestem pełna sprzeczności, które w jakiś dziwny sposób harmonijnie współistnieją w moim charakterze.

Według opisu z okładki tomik jest opowieścią o dystansowaniu się wobec społecznych konwenansów. Z jakimi stereotypami rozprawia się poetka?
Z wszelakimi. Wydaje mi się, że Anja Erämaja pokazuje przede wszystkim, że świat jest bardziej złożony, niż się często wydaje, zwłaszcza tym, którzy podchodzą do niego mniej refleksyjnie niż autorka tomiku. Poetka traktuje wszelkie schematy z kpiącym uśmiechem i przymrużeniem oka. Także te związane z płcią, czy ktoś jest kobietą, mężczyzną czy osobą trans. Bycie w świecie ma dla niej przede wszystkim wymiar indywidualny.

Anja Erämaja, „Zapiski śpiewaczki”. Przeł. Katarzyna Szal. Instytut Kultury Miejskiej w Gdańsku, książka dostępna od stycznia 2024Anja Erämaja, „Zapiski śpiewaczki”. Przeł. Katarzyna Szal. Instytut Kultury Miejskiej w Gdańsku, książka dostępna od stycznia 2024Pisze o chodzeniu po sklepach w przetłuszczonych włosach i bez zrobionego oka.
W Finlandii kobiety chyba nigdy nie przejmowały się wyglądem na zakupach. To jeden z niewielu znanych mi krajów, gdzie można wyjść na ulicę w piżamie albo w ogóle bez ubrania i nie zrobić na nikim większego wrażenia. Finlandia to w końcu kraj sauny, gdzie nagość jest czymś naturalnym. Nie wiem też, czy feminizm stanowi najistotniejszy kierunek odczytywania tej poezji.

Rozsadzanie norm chyba zawsze budzi ludzką ciekawość?
Myślę, że Anja Erämaja wolałaby uniknąć szufladkowania. To nie ona nazwała swoją poezję buntowniczą czy feministyczną, tylko ktoś, kto tak odczytał jej teksty. Ona pisze to, na co ma ochotę. Nic więcej ani mniej. Porzuca pozy. Nie stara się być taka czy owaka.

Ma pani na koncie tomik „Biała burza przebudzenia” młodego poety Erkka Filandera i kilka wierszy Joahnny Venho z tomu „Przepowiednia”. Jak na ich tle wypadają „Zapiski śpiewaczki”?
Moim zdaniem „Zapiski śpiewaczki” są trudniejsze do tłumaczenia. Poezja Anji Erämai nie operuje obrazem, jak debiutancki tomik Filandera, a przynajmniej nie przede wszystkim, przez co – w połączeniu z zabawą abstrakcyjnymi skojarzeniami – sensy stają się mniej stabilne. Nie ma punktów odniesienia, których tłumacz może się trzymać. Wszystko jest bardziej płynne, zmienne, ruchome.

U Filandera i Venho wracamy na ziemię, prosto do natury. Czy to częsty motyw w fińskim wierszu?
W literaturze fińskiej natura jest obecna cały czas. Nie jako trend czy prąd literacki. Choć oczywiście znajdą się autorzy, którzy wybiorą inny temat. Przyroda zajmuje tak ważną pozycję w literaturze fińskiej ze względu na to, że jest ona bardzo ważnym składnikiem całej kultury fińskiej. Natura stanowi po prostu nieodłączną część Finlandii. Mówimy o bardzo małym narodzie, ledwie pięciomilionowym, zamieszkującym duże terytorium. W skrócie: mało ludzi, dużo natury. Stosunek do niej Finowie mają więc specyficzny. Na pewno bardziej zażyły niż w Polsce, i pełen respektu. Nic więc dziwnego, że natura jest też wszechobecna w literaturze, często jako pełnoprawna bohaterka.

Czy to dlatego w jednym z wywiadów powiedziała pani, że wiersze prozatorskie fińskich autorów często trudno od siebie odróżnić?
Nie tyle powiedziałam, co zacytowałam fińskiego autora, znawcę współczesnej fińskiej poezji. Stwierdził on, że teksty dzisiejszych poetów w Finlandii często trudno od siebie odróżnić. Chodziło mu przede wszystkim o prozatorską formę wiersza, która od jakiegoś czasu króluje w Finlandii.

Katarzyna SzalKatarzyna Szal

Czy sama praca nad przekładem była dla pani też zabawą?
Oczywiście – zabawą przede wszystkim. Tłumaczenie literatury nie jest dla mnie pracą zarobkową, traktuję je dzisiaj wyłącznie hobbystycznie. I bardzo się z tego cieszę, bo przywróciło mi to utraconą gdzieś podczas długich studiów literackich radość… pisania. Choć ta hobbystyczna praca nad przekładem stanowiła też spore wyzwanie: poezja Anji jest właściwie nieprzekładalna, jak przystało na twórczość opierającą się na zabawach językiem i skojarzeniami. Niektóre wiersze, genialne w języku fińskim, po polsku traciły dużą część swojej siły. Oddanie ducha oryginalnego tekstu wymagało też często stworzenia w języku polskim trochę innego wiersza, sporej dawki kreatywności.

Z czym musiała się pani siłować?
Niektóre słowa po fińsku mają kilka różnych znaczeń, z których każde było przez poetkę sprytnie wykorzystane w wierszu. Po polsku dane słowo oczywiście nie będzie już tym samym. Uruchomi inne konteksty i skojarzenia. W tym sensie poezja jest ogólnie nieprzetłumaczalna. Nie da się stworzyć w innym języku wiersza, który byłby odpowiednikiem oryginału jeden do jednego.

Niektóre słowa pani zostawia, jak „Skrool!”. Próbowałam je zgooglować, ale mi się nie udało.
To słowo też nie jest jednoznaczne. Nawiązuje do trącania się kielichami, do skandynawskiego „Skål!”, znanego od czasów wikingów. Ale odnosi się też do pływania kraulem, jak przyznała sama autorka.

Występuje ono w wierszu o weselu i deszczu. Poetka, którą pani tłumaczy, ciąży w stronę antropologii codzienności. Szuka znaczeń tam, gdzie, wydawałoby się, wcale ich nie ma. Trochę jak filozofka Jolanta Brach-Czaina, tylko nie z taką poważną miną.
Możliwe, choć – znów – myślę, że autorka wolałaby uniknąć klasyfikowania. Ja podobnie. Jako tłumaczka jedynie pokazuję możliwe drogi odczytań, staram się – o ile mogę – nie zamykać żadnej z nich, bo takie jest moje rozumienie tej poezji. Ale rzeczywiście zawiera ona sporo codzienności, zwykłego życia kobiety śpiewaczki i sytuacji, które się jej przytrafiają. I nie powinno dziwić, że poetka dostrzega w zwykłych rzeczach coś niezwykłego, czego ktoś mniej wrażliwy pewnie by nie zobaczył.

A czego pani szuka? Bo rozmawiamy po polsku, na co dzień mieszka pani we Francji, a w swoim wolnym czasie tłumaczy fińskie wiersze.
Tak, obecnie mieszkam we Francji i mówię głównie po francusku i po angielsku. Zawodowo funkcjonuję w międzynarodowym środowisku; zdarza mi się też używać fińskiego i polskiego. Posługuję się więc na co dzień wszystkimi językami, jakie znam. Ale jakiś czas temu, podczas studiów doktoranckich, mieszkałam właśnie w Finlandii. Lubię mieszkać w różnych krajach – i w ten sposób je zwiedzać. Nie jako turystka, ale jako mieszkanka. Interesuje mnie głębsze – niż to „turystyczne” – poznawanie kultury.

Cykl tekstów wokół tłumaczeń i tłumaczy publikowany jest we współpracy z Instytutem Kultury Miejskiej w Gdańsku – organizatorem Gdańskich Spotkań Literackich „Odnalezione w tłumaczeniu” oraz festiwalu Europejski Poeta Wolności.