Bardzo kiepska orkiestra dęta

Michał R. Wiśniewski

Przesłuchując zasoby specjalnych efektów dźwiękowych udostępnionych przez BBC, czuję się jak archeolog z obcej planety badający pozostałości ludzkiej cywilizacji

Kiedy przeczytałem wiadomość, że BBC otworzyło swoje archiwa z dźwiękami, instynktownie zareagowałem jak przystało na prostego nerda – w wyszukiwarkę projektu BBC Sound Effects wpisałem słowo „TARDIS”. Nie można być fanem brytyjskiego sci-fi i na hasło „BBC” i „efekty dźwiękowe” nie pomyśleć najpierw o charakterystycznym dźwięku wehikułu do podróży w czasie i przestrzeni z serialu „Doktor Who”. Ale wyszukiwarka nic nie znalazła – nie znalazła też niczego, gdy wpisałem tytuł serialu. No tak, to przecież archiwum radiowe, a nie telewizyjne. Szesnaście tysięcy dźwięków, używanych przez BBC od lat 20. zeszłego wieku, które można sobie pobierać i używać zgodnie z licencją do celów prywatnych, edukacyjnych i badawczych.   

BBC Sound Effects

Ale byłem już nastawiony na podróż w czasie, więc wpisałem słowo „future”. No future – jedynie trzy sample zawierające „futures”, taki instrument finansowy. Trzy nagrania z londyńskiej giełdy, „London Sugar Futures Market (rec. 1985)”, przecudny szmer kapitalizmu ze złotych czasów Margaret Thatcher. To nawet ciekawsze niż odgłosy robotów – zaklęte w plikach .wav kawałki przeszłości, z których można by zrobić intro do piosenki Pink Floyd.

Skoro nie wyszło z czasem, spróbowałem z przestrzenią. Hasło „space” okazało się strzałem w dziesiątkę. Można posłuchać elektronicznych odgłosów z gry „Space Invaders”, nagrań ze startu statków kosmicznych NASA czy syreny alarmowej z kosmodromu. Start rakiet – Titan 3, Apollo 4, Apollo 16. Dawne czasy, kiedy kosmos obiecywał przyszłość i przygodę. I kosmitów o niecnych zamiarach. Kilka dźwięków składa się na historię inwazji z innej planety. Kosmiczna fantazja o kosmicznej bitwie, ataku maszyny dezintegrującej, karabinach laserowych, teleporterach i przelatujących obok meteorach i spodkach kosmicznych. 47 sekund słuchowiska „Obca kapsuła ląduje, wysuwa cztery nogi i odchodzi”. „Obca kapsuła ląduje w bagnie”. Czerstwe efekty ze starych syntezatorów, a zaraziły mnie czarnymi myślami o końcu naszej cywilizacji. Czy udało się odeprzeć inwazję kosmitów?

Moja wyobraźnia była wciąż zestrojona z brytyjską fantastyką naukową, więc pomyślałem o książce „Autostopem przez galaktykę” Douglasa Adamsa. Tytułowy przewodnik zawiera opisy i pożyteczne porady dla kosmicznych podróżników, w tym opisy planet. Gdy nasza planeta zostaje zniszczona przez flotę Vogonów, jedyny ocalały sprawdza hasło „Ziemia” – i znajduje króciutkie podsumowanie: „W zasadzie niegroźna”. Co by z nas zostało, gdyby nagle wszystko wybuchło i jedyną pamiątką było archiwum efektów dźwiękowych BBC? I zaraz po tej myśli, wczuwając się nieco w bohaterów mojej powieści „God Hates Poland”, poczułem przypływ uczuć patriotycznych. Nie „Ziemia”, ale „Polska”. Co zostałoby z Polski?

Poland

„Poland”. Jedenaście nagrań.

I na dzień dobry polskość najbardziej, polskości esencja: „Church bells and village band outside church (Poland) during harvest festival celebrations, bells, chat, brass band (very bad) makes circuit of church playing hymn and returns”(„Kościelne dzwony i wiejska orkiestra pod kościołem (Polska) podczas dożynek, dzwony, rozmowy, orkiestra dęta (bardzo kiepska), okrąża kościół, grając pieśń, i wraca”). 324 sekundy najbardziej polskie, przaśne, ludowe.

Reszta polskich archiwów jest wielkomiejska. Aula opery przed występem, rozmowy oczekujących widzów. Restauracja w Warszawie, gwar, stuk sztućców i odległa muzyka (można sobie puszczać do obiadu, jeśli ktoś się czuje samotny). Bar mleczny, jak wyżej, tylko bez muzyki, sztućce i ciamkanie. Poczekalnia na dworcu autobusowym, odgłosy kroków, głosy, w tym dziecięce. Dom handlowy w Warszawie. Targowisko w Warszawie, głosy po polsku i rosyjsku. Sukiennice, echo. Rynek w Krakowie, dzwony i hejnał przytłumiony odgłosami turystów. Ulica w Warszawie. I na koniec powrót na prowincję, ale wciąż stolica, zimowa, Polski. Zima w Zakopanem, konie dzwoniące dzwoneczkami. Tyle z nas zostanie. Dzwony, dzwoneczki, hejnał i bardzo kiepska orkiestra dęta.

Londyn został rozpisany na 498 nagrań. Francja – 62. Chiny – 42.

„Kiedy włączamy radio w nowojorskim hotelu i słyszymy Elvisa śpiewającego «Heartbreak Hotel», rzadko uderza nas osobliwość tej sytuacji – że nieżywy człowiek śpiewa” napisał kiedyś William Gibson, a ja od tej pory każdy nagrany głos traktuję jak cyfrowego ducha. Co się stało z tymi maklerami z londyńskiej giełdy, handlującymi opcjami na cukier w 1985? Może niektórzy zaćpali w pogoni za ideałem stylu życia yuppies, a może zmienili branżę i są farmerami w jakiejś cichej angielskiej wiosce.

Cofam się w przeszłość. Nagrania sprzed pięćdziesięciu lat. Listopad 1968. Dwu– i trzyletnie dzieci bawiące się w przedszkolu, piszczące zabawki, śmiechy i głosy, jeszcze we własnych dziecięcych językach. Zanim nauczą się angielskiego. Zanim skończą szkoły. Zanim zostaną maklerami w City. 

Zanim zniszczą świat.