Klasyczne uniformy
Georg Kroneis, fot. Arjan Spannenburg

9 minut czytania

/ Muzyka

Klasyczne uniformy

Marcin Bogucki

Jak wytłumaczyć popularność berlińskich koncertów Classic Meets Fetish? Oczywiście może chodzić o kontrast – połączenie uduchowionej muzyki klasycznej oraz subkultury BDSM celebrującej ciało i seksualność. Czy dałoby się jednak znaleźć cechy wspólne tych dwóch światów?

Jeszcze 2 minuty czytania

Muzyka klasyczna i subkultura skórzaków – trudno wyobrazić sobie odleglejsze od siebie światy. Udaje się je w cudowny sposób połączyć na organizowanym co roku koncercie z serii Classic Meets Fetish. Odbywa się on z inicjatywy Tyrone’a Rontgangera przy okazji europejskiej odsłony festiwalu Folsom skupiającego środowisko BDSM i miłośników skór. Od roku 2016 koncerty goszczą w protestanckim kościele Dwunastu Apostołów na Schönebergu – to kolejny cud możliwy do spełnienia tylko w gejowskim centrum Berlina. W tym roku wydarzenie powróciło we wrześniu po wymuszonej pandemią dwuletniej przerwie.

Fetyszowy dress code obejmuje tu zarówno publiczność, jak i wykonawców. Muzycy klasyczni porzucają muchy i krawaty na rzecz innych strojów: jasnych dżinsów i skórzanych kamizelek narzuconych na gołe ciało, uprzęży, ciężkich butów, białych podkoszulków, dresów, w końcu zaś całych lateksowych i skórzanych uniformów.

Sposób podejścia organizatorów do repertuaru można określić jako dziewiętnastowieczny – utwory grane są nie zawsze w całości, czasem pojawiają się transkrypcje oryginalnych kompozycji na inne instrumentarium. Naczelną zasadą koncertów jest jednak różnorodność stylistyczna i wykonawcza: od fortepianu solo po zespół wokalny z towarzyszeniem skrzypiec i organów. Nie oznacza to, że nie można odnaleźć w doborze repertuaru pewnej myśli programowej. Patronem tegorocznej edycji był Tom of Finland – ikona nie tylko środowiska fetyszowego, lecz sztuki gejowskiej w ogóle, wybrany oczywiście ze względu na tematykę prac skupiających się na hipermęskich wizerunkach ciała. Ukłonem w stronę artysty były utwory kompozytorów nordyckich.

Występ rozpoczął się od klasycznego hitu łączącego w sobie liryzm i wirtuozerię, czyli pierwszej części Koncertu a-moll op. 16 Edvarda Griega w wykonaniu Grega Winna w wersji na fortepian solo. Nie mogło zabraknąć na koncercie także Jeana Sibeliusa, narodowego kompozytora fińskiego – zagrano dzieło, które niezbyt często gości na estradach: Classic Meets Fetish, Berlin, 9 września 2021Classic Meets Fetish, Berlin, 9 września 2021Trio smyczkowe g-moll (Strad Williamson – skrzypce, Janeks Niklavičs – altówka, Alexandru Ioan – wiolonczela).

Obok podziału na znane i nieznane kolejną linią porządkującą program była dawne i nowe. W wykonaniu gambisty Georga Kroneisa zabrzmiały utwory dwóch najważniejszych twórców z Wysp Brytyjskich piszących na lutnię na przełomie XVI i XVII wieku: Johna Dowlanda i Tobiasa Hume’a. Intymna „Galiarda króla Danii” autorstwa Dowlanda skontrapunktowana została żartobliwą pieśnią „Tobacco”, w której drugi z kompozytorów – dodajmy: żołnierz najemny z zawodu – przeprowadził analogię między miłością a tytoniem. Utwór śpiewany był przez Kroneisa na stojąco z violą przewieszoną przez ramię i zaśpiewem kojarzącym się bardziej z knajpianą niż dawną muzyką. Kompozycja ta idealnie wpisywała się w kontekst festiwalu Folsom. Przy okazji każdej edycji festiwalu urządzane są także wieczory degustacyjne, podczas których pali się cygara.


Naturalny pogłos kościoła został wykorzystany podczas wykonania dwóch kolejnych utworów o zupełnie odmiennym charakterze: monumentalnego Preludium i fugi D-dur BuxWV 139 Dietricha Buxtehudego (Martin L. Carl na organach) oraz dzieła, którego nie trzeba nikomu przedstawiać – „Spiegel im Spiegel” Arvo Pärta na skrzypce i fortepian (duet Williamson i Winn). Na koncercie zabrzmiały nie tylko kompozycje świeckie – MConsort razem z Williamsonem i Carlem wykonali jedną z pieśni religijnych Simona Breua z op. 64 „O selig Haus”. Niemiecki hymn został wkomponowany między dzieła twórców rosyjskich: „Skowronka” Michaiła Glinki w opracowaniu fortepianowym Bałakiriewa oraz dwa utwory Sergiusza Rachmaninowa, „Walc” i „Romans”. To kompozycje niemalże akrobatyczne – przytuleni do siebie muzycy muszą wykonać prawdziwy taniec dłoni (Stuart Ellam, Matt Long i Greg Winn przy jednej klawiaturze). 

Druga część koncertu także rozpoczęła się od hitu – „Tańca z szablami” Arama Chaczaturiana na organy solo (ponownie Carl), prym szybko zaczęli wieść jednak ponownie kompozytorzy z północy: dwóch Duńczyków (Carl Nielsen i Niels Gade), Norweg (Grieg) i Fin (Sibelius). Ash Hodge i Stuart Ellam MConsort i Martin L. Carl, fot. Arjan SpannenburgMConsort i Martin L. Carl, fot. Arjan Spannenburgwykonali pierwszą część ciekawego neoklasycznego Koncertu fletowego FS 119 Nielsena w wersji z fortepianem, Williamson, Ioan i Winn zaprezentowali zaś dwie części z romantycznego zbioru „Novelletten” op. 29 Gadego. Przerywnikiem był kolejny hymn protestancki „O store gud” pochodzący ze Szwecji, spopularyzowany jednak jakoHow Great Thou Art” z tekstem Stuarta Hine’ego (MConsort z Carlem przy fortepianie). Resztę wieczoru wypełniła najsłynniejsza kompozycja Griega, czyli I suita „Peer Gynt” op. 46, w której każda z części opracowana została na inny skład. Na finał zabrzmiał utwór, bez którego trudno byłoby wyobrazić sobie ten koncert – poemat symfoniczny „Finlandia” op. 26 Sibeliusa w wersji fortepianowej w wykonaniu Matta Longa. Nie był to jednak koniec, na bis wykonana została piosenka „Für mich, soll’s rote Rosen regnen” gejowskiej ikony Hildegard Knef z udziałem wszystkich artystów przy niemałej pomocy publiczności.

Koncerty z serii Classic Meets Fetish są jedną z ciekawszych inicjatyw popularyzujących muzykę poważną. O tym, że publiczność składała się nie do końca z amatorów klasyki, mogły świadczyć brawa – dla melomanów jasne jest, że każde wyjście innego składu artystów wymaga przywitania muzyków oklaskami, podczas tego wieczoru momentom tym towarzyszyły dość nieśmiałe owacje. Na koniec jednak rozentuzjazmowana publiczność zgotowała artystom brawa na stojąco. Trzeba przy tym dodać, że choć w niecodziennych strojach, występują tu profesjonalni muzycy – nie ma tu miejsca na amatorkę, poziom wykonawczy jest naprawdę wysoki, a dobór repertuaru oryginalny (jak często w polskich filharmoniach pojawia się twórczość Nielsena?).  

Georg Kroneis, fot. Arjan Spannenburgkościół 12 Apostołów, fot. Arjan Spannenburg
fot. Arjan Spannenburg


Jak jednak wytłumaczyć popularność Classic Meets Fetish (jednego dnia dwa wyprzedane koncerty – popołudniowy i wieczorny)? Oczywiście dochodzi tu do głosu siła kontrastu – egzotyczne połączenie uduchowionej muzyki klasycznej oraz subkultury fetyszowej celebrującej ciało i pozytywne podejście do seksualności.


Czy nie da się jednak znaleźć cech wspólnych tych dwóch światów? W obu można odnaleźć grę między władzą i poddaniem oraz element negocjacji tych granic: zarówno po stronie wykonawców, jak i publiczności. Na ile muzycy powinni być twórczymi interpretatorami, na ile zaś niewolnikami partytury (słynna Werktreue, poddańcza wierność dziełu, to jeden z muzykologicznych fetyszy)? Na ile artyści związani z wykonawstwem muzyki dawnej mają prawo do eksperymentu, na ile zaś są zobowiązani dochować wierności praktyce wykonawczej poprzednich epok (fetyszem w tym przypadku jest słowo „autentyczność”)? Przy odrobinie dobrej woli element masochistyczny można dostrzec nawet w poddaniu się przez publiczność reżimowi filharmonicznemu: w konieczności zachowania przez kilkadziesiąt minut ciszy i skupienia, przyjęciu w tym czasie niezbyt komfortowej pozycji, w końcu w ubraniu, któremu daleko do wygody dresowej podomki.

Tyrone Rontganger, inicjator i producent koncertu, fot. Arjan SpannenburgTyrone Rontganger, inicjator i producent koncertu, fot. Arjan Spannenburg

Najciekawiej wygląda jednak kwestia obowiązującego stroju – do tej pory większość orkiestr ubrana jest w jednolite kreacje. Zakrawa to na paradoks, że dzieła będące wytworem indywidualnej ekspresji i za nią hołubione wykonywane są przez ustandaryzowany wizualnie zespół: z reguły są to fraki będące najwyższym stadium ściśle sformalizowanego eleganckiego dress code’u. Podobnie jest jednak w przypadku fetyszyzmu – to właśnie uniform daje możliwość realizacji osobistych potrzeb. Choć dla wielu melomanów może to zabrzmieć jak bluźnierstwo, koncerty Classic Meets Fetish uświadamiają, że muzykę klasyczną można śmiało zaliczyć do fetyszy kultury zachodniej, i to zarówno jeśli chodzi o negatywne, jak i pozytywne konotacje słowa na „f”. Jest to świat niszowy, którego zrozumienie wymaga nie tylko znajomości konwencji, ale też poddania się ściśle określonym regułom. Dla osób spoza środowiska jest on łatwym celem żartów, dla osób wciągniętych do niego – miejscem dającym satysfakcję nieporównywalną z innym doświadczeniem.

Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL (Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych)