Postdramatyczny teatr środka
fot. Dmitri Matjev

5 minut czytania

/ Teatr

Postdramatyczny teatr środka

Witold Mrozek

W „Lokis” Twarkowski podaje litewskim widzom koktajl z atrakcji ze skandalizującą historią w tle. Strategie kojarzone z „laboratorium”, „eksperymentem” czy „poszukiwaniem” stają się narzędziami nowego teatru popularnego

Jeszcze 1 minuta czytania

To wileński hit – donosili ci, co już widzieli. Faktycznie, widownię Lietuvos nacionalinis dramos teatras zalewają entuzjastyczne tłumy, a spektakl został uznany przez litewskich krytyków za najważniejsze wydarzenie 2017 roku.

Jak na spektakle duetu Łukasz Twarkowski / Anka Herbut, „Lokis” (premiera we wrześniu 2017) jest zaskakująco fabularny i poukładany, dużo w nim opowiadania historii, mało ekscentrycznych odjazdów. Inaczej niż w niepokojącym, baśniowym przedstawieniu „Grimm. Czarny śnieg” w śp. Teatrze Polskim we Wrocławiu, które mnie zachwyciło; albo też w krakowskim „Akropolis”, którego chyba nie zrozumiałem i które mnie przerosło.

Owszem, w wileńskim przedstawieniu narracja przeskakuje, cofa się w retrospekcjach, wreszcie – zamyka w wieńczącej spektakl konstrukcyjnej ramie. Jednak służy ona, powikłanej co prawda, ale nietrudnej do zrekapitulowania opowieści. Jej głównym wątkiem jest historia francuskiego muzyka Bertranda Cantata, który w wileńskim hotelu zamordował swoją kochankę, aktorkę Marie Trintignant – 1 sierpnia 2003 roku; za zabójstwo z zamiarem ewentualnym litewski sąd skazał go na osiem lat, przeniesiony do francuskiego więzienia artysta odsiedział cztery. „Lokis” – eklektyczny, wielkoformatowy i nieco męczący, ponadtrzygodzinny spektakl z tekstem łączącym fabułę z esejem – ma być opowieścią o namiętności, o tajemniczej skłonności do okrucieństwa skrytej w człowieku. Swój tytuł „Lokis” wziął od francuskiej noweli Prospera Mériméego z 1869 r. o polskim szlachcicu z Litwy, o którym chłopi powiadają, że poczęty przez niedźwiedzia ma się rzekomo w niedźwiedzia przedzierzgać, i którego wybranka staje się jego domniemaną ofiarą. W 1970 r. zekranizował tę prozę Janusz Majewski.

Anka Herbut Lokis, reż. Łukasz Twarkowski.  Lietuvos nacionalinis dramos teatras, premiera 14 września 2017Anka Herbut „Lokis”, reż. Łukasz Twarkowski. Lietuvos nacionalinis dramos teatras, premiera 14 września 2017Twarkowski i Herbut chętnie korzystają z rozmaitych teatralnych nawiasów: czy to powitanie na początku przedstawienia aktorów jako realizatorów (wcielają się w Herbut czy Twarkowskiego, odniosłem – może mylne – wrażenie, że publiczność zabieg ten kupiła), czy rozpoczynająca rekonstrukcja wydarzeń z miejsca zbrodni; czy „reżyserowane” na scenie ujęcie z „Colette, une femme libre”, dwuodcinkowego miniserialu, w którym (u matki-reżyserki) Trintignant zagrała swoją ostatnią, tytułową rolę.

Spektakl Twarkowskiego jest bardzo „filmowy”; i nie chodzi tu o to, że dużo dzieje się na ekranie. Patronem „Lokisa” mógłby być David Lynch – reżyser od wizualnych obsesji, powikłanych narracji i kampu. Byłby to jednak jakiś smutny Lynch, bo niemal pozbawiony cechującej późniejszą jego twórczość autoironii i groteskowego poczucia humoru.

 „Obraz jest wszystkim”, powtarzają napisy na kręcącej się nad sceną, dominującej tę rzeczywistość  płaszczyźnie ekranu, efektownie unoszącej się jako ruchoma biała płaszczyzna – zatem pełniącej również autonomiczną funkcję w oderwaniu od domyślnego przeznaczenia. Mimo tej obietnicy, w praktyce dostajemy projekcje z wnętrza hotelowego pokoju-kontenera albo sekwencje found footage, w których sekwencje aktorskie przeplatają się z ujęciami atakujących drapieżników, bodaj tygrysów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w poprzednich produkcjach duet Twarkowski/Herbut stosował medium wideo bardziej świadomie i ciekawiej niż w „Lokis” (autorem projekcji jest Jakub Lech). 

fot. Dmitri Matjev

Trudno mi nie patrzeć na to przedstawienie jako na mieszankę stylów i strategii, które w ostatnich latach podbiły polskie sceny. „Dziwne” jazdy kamery i robotyczne gadżety z Garbaczewskiego, „reżyserowane” sceny aktorskich „prób” czy „improwizacji” jak u Lupy/Borczucha (ale obecne też we wrocławskim „Kliniken” reżysera „Lokis”). Twarkowski podaje litewskim widzom koktajl z atrakcji; teatralny show typu „światło i dźwięk” ze skandalizującą historią w tle. Strategie kojarzone z „laboratorium”, „eksperymentem” czy „poszukiwaniem” stają się narzędziami nowego teatru popularnego, by użyć dwóch najbardziej zajechanych krytycznoteatralnych kalek, używanych z reguły przeciwstawnie – „postdramatycznego teatru środka”. Jeśli nawet nie daje mi to artystycznej satysfakcji – to jako zjawisko kulturowe ta coincidentia oppositorum jest intrygująca.