Dystopia, czułość i sport
Tomasz Bąk / fot. Agnieszka Cytacka

Dystopia, czułość i sport

Joanna Mąkowska

W poezji Tomasza Bąka to, co nowe, wyłania się z ryzykownych i nieoczywistych połączeń, remiksowania stylów i form, intensywnej pracy wyobraźni połączonej z pracą konceptualną

Jeszcze 4 minuty czytania

W 2021 roku Tomasz Bąk wydał aż trzy książki poetyckie: „O tu, jestem”, „Playbook” i „XXI. Nagi wodnik w śródmieściu”. Lista nagród i nominacji przyznanych Bąkowi od jego debiutu w 2011 roku jest długa i imponująca, co wcale nie dziwi, bo konsekwentnie udają mu się rzeczy trudne do osiągnięcia w poezji. Eksperymentuje i myśli formą, ale nie wpada w sztywne ramy formatu; nie pisze „tysiąc któregoś poematu awangardowego”, choć z tradycji awangardy umiejętnie czerpie. Płynnie przechodzi między stylami, poetykami i rejestrami językowymi, a z tego rytmicznego ruchu wyłania się to, co nowe. A przy tym potrafi połączyć formę i politykę w sposób, który nie odtwarza tysiąc którejś dyskusji o estetyce i zaangażowaniu, za to zabiera nas „w podróż do miejsca, / w którym przymiotnik «polityczny» / nie służy za obelgę”.

W rozmowie o eksperymentowaniu „Patrz, czy się złamie” Bąk porównuje pracę nad formą poetycką do tańca: „Można wypróbowywać formy klasyczne albo można próbować wytańczyć sobie przyszłość. Można podążać za rytmem albo coś tam robić pomimo rytmu, można nawet nie tańczyć wcale – i to także mógłby być interesujący literacki eksperyment”. „XXI. Nagi wodnik w śródmieściu” przypomina taki eklektyczny taniec, który czerpie z różnych form. 21 części o strukturze przypominającej sonet składa się na poemat o miastach w czasach kryzysu ekologicznego, miastach na skraju zatopienia i już zatopionych, przez które przepływa „stylem powszechnie uznawanym za lekko rozpaczliwy” surrealistyczna figura wodnika. Bąk remiksuje różne style, łącząc własne wizje przyszłości z modernistyczną tradycją futurystyczną. Jako motto posłużył mu cytat z poematu „Nagi człowiek w śródmieściu” z 1919 roku, autorstwa czołowego polskiego futurysty Anatola Sterna: „Będą się odbijać w twej źrenicy przez wieki / Cienie tamtych, dziwnych ludzi, i ptaków, i kwiatów – / I będziesz śnił, mieszkaniec Atlantydy dalekiej, / O wybuchu, co ją wyłoni – i wróci cię światu”. Bąk wchodzi w dialog ze Sternem – „Na szukanie Atlantydy może zabraknąć dnia” – i wplata fragmenty jego tekstu w swój poemat, dalej go futuryzując:

– (oto błądzę już nagi, smukłe swoje ciało
poddając spojrzeniom lepkim lamp naokół,
aż dopóki przecudownie mi się nie zachciało
sposągowieć brązowo, wdarłszy się na cokół,
w jednym z licznych śródmieści Bangkoku
nurkując zapamiętale, ekstatycznie krążąc wokół,
wraz z niezbędnym tlenem wytracając spokój

Tomasz Bąk, „XXI. Nagi wodnik w śródmieściu”. WBPiCAK, 36 stron, w księgarniach od grudnia 2021Tomasz Bąk, „XXI. Nagi wodnik w śródmieściu”. WBPiCAK, 36 stron, w księgarniach od grudnia 2021

Dynamiczna przestrzeń miejska ucieleśniająca proces modernizacji, który fascynował dwudziestowiecznych futurystów, zmienia się u Bąka wraz z postępującą katastrofą klimatyczną. „Nagi wodnik” wtapia się w rytm i ruch miasta, z tym że jest to miasto w kryzysie, miasto tonące. Jednocześnie Bąk wypróbowuje sposób frazowania kojarzący się z romantyzmem, od którego futuryści się odżegnywali:

– Zanurzyłem swe dłonie w mleczne gwiazd odmęty,
pragnąc, by me ramiona dzień i noc okuły,
dzień i noc w konstelacji fali pojedyncze korpuskuły
wyłuskiwałem, licząc, że da się przenieść
prawidła nowoczesnej teorii monetarnej na fizykę

Poemat Bąka jest dialogiczny, a podmiot liryczny często zwraca się ku zewnętrzu, ku innym. Czasem pyta wprost – „Kiepsko pływam, a ty?”; czasem zaprasza do podjęcia wysiłku wyobrażania sobie końców świata – „...czy przesuwając porty / w głąb lądu, spychając historię w wartki nurt / mglistej przyszłości, a pamięć uznając za pracę, / czy pod poziomem morza zachowa się tożsamość?”. Zamiast profetycznych czy moralizatorsko-dydaktycznych tonów, jakich nie brakuje w dyskusjach o antropocenie, w „Nagim wodniku” znajdziemy precyzyjne punktowanie absurdów rzeczywistości ekonomicznej: „Zakasłując na śmierć konkurencję, krztusząc się / to powietrzem, to wodą, stoimy po kolana, / by bronić węgla jak bioróżnorodności”. Choć katastrofa jest już nieuchronna i pewnie zaraz zatoniemy, idziemy w zaparte, broniąc status quo. Bąkowi udaje się uchwycić ten moment, gdy poczucie bezradności w obliczu ignorancji jest już tak silne, że najlepszym mechanizmem obronnym okazuje się śmiech.

Postapokaliptyczne wizje przyszłości planety spotykają się tutaj z poetyką absurdu i „topielczym” humorem. Jak trafnie ujął to Bąk w rozmowie z Zuzanną Salą: „Można być wieszczem i być śmiesznym, można być standuperem i zmuszać do refleksji”. W „Nagim wodniku” dominuje właśnie futurystyczno-dystopijny stand-up, który uruchamia wyobraźnię, celnie punktując związki między niesprawiedliwością ekologiczną a ekonomiczną: „Na balu na Titanicu nie może zabraknąć ubogich, choć ich rola nie została jeszcze jasno zdefiniowana… Przyniosą na tacy gwóźdź programu, którego nigdzie i nigdy nie będą mogli skosztować?”. Skutki kryzysu ekologicznego dotykają najbardziej najuboższych, ale pozostają oni zapomniani i ignorowani, a „o niesieniu ciężaru mówią zwykle ci, którzy żyją z dywidend, / których stać na plan z a, b i c, / dla których koniec świata jest szansą, a nie końcem świata”. I choć to oni ponoszą największą odpowiedzialność za stan naszej planety, to „[j]ak złapać państwo/miasto/korpo za emisję jak za rękę, i dokąd je doprowadzić, skoro zewsząd wdziera się woda?”.

logoNagroda Literacka m.st. Warszawy

Nagroda Literacka m.st. Warszawy, którą otrzymał Andrzej Stasiuk za „Przewóz”, jest jedną z największych nagród literackich w Polsce. Nagrody przyznawane były dotąd w czterech kategoriach: proza, poezja, literatura dziecięca oraz książka o tematyce warszawskiej. W jubileuszowej 15. edycji, od 2022 roku, zadebiutowała nowa kategoria: komiks i powieść graficzna. W przypadku literatury dziecięcej, a także komiksu i powieści graficznej nagradzani są również ilustratorzy i ilustratorki. Nagrody wynoszą 30 tys. zł, nagrodę pieniężną w wysokości 5 tys. zł otrzymują także nominowani we wszystkich kategoriach.

Szczególnym wyróżnieniem jest tytuł warszawskiej twórczyni/warszawskiego twórcy, przeznaczony dla pisarek i pisarzy w szczególny sposób związanych z Warszawą. Otrzymują oni nagrodę w wysokości 100 tys. zł. Fundatorem i organizatorem nagrody jest miasto stołeczne Warszawa. 

W roku 2022 laureatami i laureatkami zostali:
– Andrzej Stasiuk, „Przewóz” (proza)
– Tomasz Bąk, „O, tu jestem” (poezja)
– Błażej Brzostek, „Wstecz. Historia Warszawy do początku” (książka o tematyce warszawskiej)
– Katarzyna Jackowska-Enemuo (tekst), Marianna Sztyma (ilustracje), „Tkaczka chmur” (literatura dziecięca)
– Wanda Hagedorn (tekst), Ola Szmida (ilustracje), „Twarz, brzuch, głowa” (komiks)
– Piotr Sommer (warszawski twórca)

Z eksperymentów Bąka wyłania się nowego rodzaju poetyka dystopijna, która obrazuje „pojezierza absurdu” w czasach kapitałocenu, gdy „nawet apokalipsa nie jest egalitarna”. Pod tym względem „Nagi wodnik” przywodzi na myśl opowiadanie „Monstro” Junota Díaza, pisarza dominikańskiego pochodzenia mieszkającego w Stanach Zjednoczonych. U Díaza apokalipsa klimatyczno-pandemiczna toczy się na Haiti, z kolei u Bąka perspektywa jest globalna: „Aleksandria, Bandżul, Bangkok, Bombaj, Boston, / Dżakarta, Gdańsk, Ho Chi Minh, Lagos, Londyn. / Manila, Meksyk, Neapol, Nowy Jork, San Francisco, / Sydney, Szanghaj, Szczecin, Wenecja”. Lista jest długa, a sam proces tworzenia archiwum – katalogowania i dokumentowania katastrof – stanowi także sposób radzenia sobie z poczuciem utraty kontroli.

„Nagi wodnik” nie ma złudzeń: nawet w tym tonącym świecie, gdzie dowodów na rychłą apokalipsę nie brakuje, choćby dlatego, że już trwa w innych miejscach, wciąż dobrze się ma życie w zaprzeczeniu i fanatyczne trzymanie się przywileju: „Dużo musiało się zmienić, żeby wszystko zostało tak samo, już czas, by wkroczyło realne jak fala powodziowa”. Może wtedy otworzymy oczy? Pod wodą? Może żeby nowy porządek był możliwy, musi dojść do totalnej dezintegracji? Bąk sprawnie łączy surrealizm i realne, dystopię i konkret, bo koniec końców jesteśmy egoistami i może przemówi do nas na przykład taka wizja: „Czeka nas pizza zimna i rozmoknięta”. Wybrzmiewają tutaj także gawędziarskie tony, jak w tysiąc którejś rozmowie o apokalipsie na papierosie podczas przerwy w pracy. Bo zwykłe życie toczy się dalej, a w nim jest też przestrzeń na to, co pozwala wytrwać – bliskość, intymność, czułość:

ale zanim podam ci ogień,
całuję cię w czółko
jakby świat nigdy miał się nie kończyć i cóż, nie kończy się
i cóż, nie kończy się,
patrz, te ciężarówki muszą coś dokądś,
te zakłady pracy muszą jeszcze kiedyś,
ponadto – dopóki ty jesteś,
jaki tam koniec świata,
wszystko do poskładania.

W ostatniej części ten dystopijny poemat płynnie przechodzi w wiersz o czułości w czasach kryzysów. I bardzo dobrze, że robi się eksperymentalno-lirycznie. Zresztą takie misterne sploty między zwykłym życiem w kryzysowej rzeczywistości i ekonomią, polityką i miłością czy rutyną i wyobraźnią widoczne są również w tomie „O, tu jestem”. To książka o ciekawej strukturze, złożona z dwóch osobnych, ale przeplatających się sekwencji wierszy. Choć obszerna, poszczególne wiersze są minimalistyczne i oszczędnie operują słowem. Jak w imagizmie, forma jest skrótowa, bez ornamentów, a w centrum znajduje się obraz poetycki jako emocjonalno-intelektualny asamblaż:

W doskonałej, skrzącej listopadem sepii
przez skrzyżowanie przetacza się kołtun deszczu.

Tomasz Bąk, „O, tu jestem”. WBPiCAK, 110 stron, w księgarniach od września 2021Tomasz Bąk, „O, tu jestem”. WBPiCAK, 110 stron, w księgarniach od września 2021

W „O, tu jestem” znajdziemy punkty styczne z „Nagim wodnikiem”, na przykład nawiązania do kryzysu ekologicznego, ale Bąk inaczej tutaj eksperymentuje i wypróbowuje inne formy. Wiersze pracują przede wszystkim na poziomie wizualnym – „geometrią dni powszednich”, kształtami, kolorami, odcieniami:

Płomienna szarość, jawna przemoc
meteorologiczna w kraju długim na pół,
a szerokim na ćwierć, ale aspirującym,
w swym perfekcyjnym kształcie sztabki węgla.

Poprzez pracę obrazami Bąk potrafi też oddać złożoność stanów afektywnych: „zachodni / wiatr niesie drobinkę paniki we wciąż zaspane oko”. W „O, tu jestem” wyczuwalny jest czuły sceptycyzm, bo choć „statystycznie, jesteśmy bezradni”, to mimo wszystko miewamy nadzieję na zmianę:

Rozmowa z jakby częściej wybieranym numerem,
zaproszenie w ruiny, z których widać
jak zza jednego wzgórza wyłania się następne,
i następne, jakbyśmy mieli w sobie jakąś pewność,
że jeszcze kroczek, jeszcze roczek, jeszcze zmiana adresu,
kilka kartonowych pudeł w czeluściach bagażnika
i wreszcie przywiozą nam to wyczekiwane jutro,
obficie nawoskowane, od pierwszego właściciela.

W ruinach nadal marzymy. Tylko czy to „obficie nawoskowane” jutro kiedyś przyjdzie? Czy zmiana jest jeszcze możliwa? I kto ją wywalczy? Czy zrobi to – co ciekawe, w ostatniej części „Nagiego wodnika” Bąk używa tej samej frazy – „młodoliteracki komunizm z obficie nawoskowanym pianinem?”. Albo „analityczni oprawcy rzepy, / któraś z agend Unii Europejskiej?”. Podmiot „Nagiego wodnika” stawia sprawę tak: „śmiem wątpić”.

W „O, tu jestem” na pierwszy plan wybija się czuły sceptycyzm. Czasem pobrzmiewa też afirmacja, czasem „Gruch!, wszystkie pozycje / z pozycji afirmacji”. Zbiór jest zbudowany na wieloznacznościach i sprzecznościach: „kiedy mówię, że należy skończyć z czułością, / cały jestem twój”. Czułość wyłania się też z rutyny i powtarzalności, z których utkane są „dni rozwieszone na światłowodzie jak pranie” i z uważnego patrzenia, jak w wierszu „Blue Collar Privilege”:

Oglądać przez pięć dni w tygodniu
ciemny, łysiuteńki park o 5:37,
a potem raz jeszcze, chwilę po trzynastej,
równie łysy, choć bardziej wyeksponowany.

Imaginistyczne wiersze o poruszającej precyzji kontrastują z nieco mniej udanymi wypiskami ze strumienia świadomości: „Sądząc po zawartości śmietników, / żyjemy w dość zamożnym społeczeństwie”, które bardziej przypominają komentarze rzucone mimochodem podczas rozmowy. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę, jak Bąk remiksuje rejestry językowe, być może jest to kolejna próba rozszczelnienia hermetycznego języka poetyckiego.

Tomasz Bąk, „Playbook”. Wydawnictwo Warstwy, 72 strony, w księgarniach od września 2021Tomasz Bąk, „Playbook”. Wydawnictwo Warstwy, 72 strony, w księgarniach od września 2021

Taką próbę Bąk podejmuje w tomie „Playbook”: konceptualnej grze z poetyckimi dykcjami i wyobrażeniami o poezji. Z poezją kojarzą się różne tematy, ale raczej nie jest to koszykówka, a Bąk po mistrzowsku splata lirykę z NBA, eksperymenty językowe z „ligoczułością”. Co łączy te światy? Między innymi „strzelisty zabieg stylistyczny!”. Podobnie jak w tańcu i literaturze, o których Bąk mówił w przywołanym wywiadzie, w koszykówce mamy do czynienia z różnymi technikami i eksperymentami. Choć jak wiadomo: „boiska nie czekają na nasze wiersze”, „poezja koszykarzy to czysty playbook”.

Tak jak w grze koszykarzy dojrzeć można ślady stylów innych graczy, w wierszach Bąka znajdziemy wariacje na temat poetyk innych twórców. Te rozgrywki, w których Bąk eksperymentuje jednocześnie z językiem koszykówki i różnymi dykcjami poetyckimi, odbywają się w „wypisach” z głównie polskich poetów, choć jest tutaj i William Carlos Williams, i nie-poeta Charles Dickens. We fragmencie ze Szczepana Kopyta: „idea koszykówki / żywi się ciałem, jego mięśniem i kością”. U Świetlickiego: „znajduję ślad twego łokcia na mym żebrze”. A u Ważyka: „sprzęgnij mi ramiona jak dwa wiersze w dystych”. „Playbook” to dynamiczna książka poetycka, w której w ruchu są ciało, tekst i forma, a historia NBA przeplata się między innymi z wariacjami na temat Dickensowskiej „Opowieści wigilijnej”, w której Bąk punktuje społeczno-ekonomiczne absurdy:

jedynym dniem, w którym wszyscy ludzie, mężczyźni, kobiety i dzieci,
otwierają dobrowolnie serca, cieszą się, radują,
zapominają o różnicy majątku i stanowiska,
i widzą tylko w bliźnich braci i towarzyszy podróży
na drodze do wieczności – perorował Bugs,
co His Airness skwitował krótkim:
– Jezu, komunizm.

Podobnie jak język poetycki, język koszykówki też potrafi być hermetyczny, ale Bąk wprowadza w „Playbooku” ciekawe rozwiązanie – serię 198 szczegółowych przypisów opracowanych przez Waldemara Mazura. Jest to rozwiązanie rzadko spotykane w poezji i kojarzy się raczej z artykułami naukowymi. W wierszach Bąka przypisy pełnią podobną funkcję jak gra rejestrami językowymi we wcześniej omawianych tomach – otwierają tekst, pozwalając niewtajemniczonym otrzeć się o historię NBA i koszykarską terminologię. Jak czytamy w pierwszym przypisie: „Playbook to poradnik zawierający zbiór zagrywek i strategii, z których drużyny mogą korzystać w trakcie meczu. Cechą charakterystyczną playbooka w koszykówce jest jego strona graficzna, która składa się z obrysu boiska oraz symboli graficznych, w tym strzałek, które mają wskazywać ruchy poszczególnych graczy”. Przypisy stanowią tutaj playbook do czytania eksperymentalnych wierszy liryczno-koszykarskich, pozostawiając nam jednocześnie swobodę: można się w nie wczytywać, traktując je jako integralną część wierszy, a można ignorować. Można przeskakiwać z jednego na drugi, wracając do tekstu głównego. Podobnie jak w playbooku koszykarskim, u Bąka ważną rolę odgrywa strona graficzna ze strzałkami, które dodatkowo wprowadzają ruch na linii wiersze–przypisy. „Playbook” to też koszykarski taniec na stronie.

Wszystkie trzy książki, które Bąk wydał w 2021 roku, pokazują, że eksperymenty mogą mieć różne oblicza, a innowacja nie polega na przepisywaniu awangardowych skryptów. U Bąka – już od czasów debiutu – to, co nowe, wyłania się z ryzykownych i nieoczywistych połączeń, remiksowania stylów i form, intensywnej pracy wyobraźni połączonej z pracą konceptualną. W zbiorze „3 Summers” z 2016 roku kanadyjska poetka Lisa Robertson pisze tak: „Innowacja to nie cecha – chcę, żebyś naprawdę w to wierzył / Prawda jest taka, że wszystko, co nie jest poezją, mnie nudzi”. Poezja Bąka konsekwentnie nie nudzi, bo innowacja nie jest w niej pozą, tylko pracą.

loga

Tekst powstał we współpracy z miastem stołecznym Warszawą, fundatorem i organizatorem Nagrody Literackiej m.st. Warszawy.