Albert Cossery, „Szyderstwo i przemoc”

Albert Cossery, „Szyderstwo i przemoc”

Zofia Zaleska

Burzliwe konflikty i zmiany polityczne w Tunezji, Egipcie i innych sąsiednich krajach sprawiły, że przypomniano sobie o twórczość Cossery'ego, która brzmi dzisiaj niemal proroczo

Jeszcze 2 minuty czytania

W jednej ze scen filmu Federica Felliniego „Wałkonie” paczka przyjaciół przejeżdża samochodem obok pracującej na poboczu grupy ludzi. Mijając ich, jeden z jadących autem mężczyzn wychyla się przez otwór w dachu i radośnie pokazuje im obraźliwy gest. Robotników żart młodych darmozjadów nie bawi; doceniłby go za to zapewne pisarz Albert Cossery. W swoich książkach stworzył pokaźną galerię podobnych do włoskich wałkoni niebieskich ptaków, leni oraz wielbicieli wszelkiej draki.

Cossery urodził się i dorastał w Kairze, lecz jego prawdziwym domem był Paryż, gdzie przeprowadził się w połowie lat 40. ubiegłego wieku. Przez ponad sześćdziesiąt lat zamieszkiwał skromny pokój w jednym z tamtejszych hoteli i był stałym bywalcem kawiarni w Saint-Germain-des-Prés. Przyjaźnił się m.in. z Camusem, Queneau, Genetem, Gréco i Tzarą. „Sympatią darzył wyłącznie włóczykijów, czuł się dobrze jedynie w towarzystwie ludzi ekscentrycznych, nieskrępowanych pracą, swobodnie rozporządzających własnym czasem” – ta charakterystyka jednego z bohaterów wydanej właśnie w polskim przekładzie powieści Cossery'ego zatytułowanej „Szyderstwo i przemoc” pasuje jak ulał do samego pisarza. Cossery był znanym uwodzicielem oraz zatwardziałym apologetą lenistwa i słodkiego nieróbstwa, co okazało się doskonałą strategią życiową – dożył bowiem sędziwego wieku. Choć swoje książki pisał po francusku, ich akcję umieszczał zawsze w Egipcie albo innych państwach arabskich. Przedstawiał perypetie najróżniejszych lekkoduchów zajmujących się głównie obnażaniem bufonady i hipokryzji autokratycznej władzy oraz wykpiwaniem próżnego blichtru wielkiego świata. Poza Francją jego buntownicza proza do niedawna znana była nielicznym. Sytuacja ta uległa zmianie po wybuchu arabskiej wiosny. Burzliwe konflikty i zmiany polityczne w Tunezji, Egipcie i innych sąsiednich krajach sprawiły, że przypomniano sobie o twórczość Cossery'ego, która brzmi dzisiaj niemal proroczo.

Albert Cossery, „Szyderstwo i przemoc”. Przeł.
Mateusz Kwaterko, W.A.B., Warszawa, 193 strony,
w księgarniach od marca 2013
Historia opisana w tomie „Szyderstwo i przemoc” rozgrywa się w bliżej niezidentyfikowanym arabskim mieście, rządzonym przez okrutnego gubernatora. Nierówną walkę z tyranem podejmują: konstruktor latawców, ubogi nauczyciel i szemrany kupiec. Przewodzi im dandysowaty, apodyktyczny osobnik o imieniu Heykal, o którym dowiadujemy się między innymi, że „skończył trzydzieści dwa lata, nie zhańbiwszy się pracą”. Strategia spiskowców jest nietypowa – chcą obalić władzę za pomocą kpiny i wyrafinowanego szyderstwa. W tym celu przygotowują i rozwieszają w mieście plakaty, które w absurdalny i groteskowy sposób wychwalają gubernatora. Rewolucja à rebours działa na nerwy policji, ale także prawdziwym opozycjonistom, którzy obawiają się, że takie wygłupy popsują im reputację. Ich niepokój nie jest całkiem nieuzasadniony. Członkowie paczki Heykala tylko pozornie dążą do tego samego celu co przeciwnicy władzy. Szarganie wszelkich autorytetów jest dla nich przede wszystkim pretekstem do znakomitej zabawy, a ewentualny upadek gubernatora – powodem do niepokoju o przyszłe rozrywki. „Wolę tyrana ośmieszonego niż martwego. Dłużej dostarcza przyjemności” – stwierdza Heykal, czym doprowadza do szału rewolucjonistę Tahera. W sporze między zaciekłym bojownikiem a anarchizującym dandysem Cossery opowiada się naturalnie po stronie tego ostatniego. Postać Tahera irytuje zapiekłością i brakiem dystansu. W głoszonej przez niego trosce o gnębiony, głodujący lud pobrzmiewa fałsz –  najważniejszy jest dla niego on sam i chwalebna rola, jaką wyznaczył sobie w obaleniu reżimu. To „zbawiciel zamurowany w swym egoizmie”, w swej nienawiści i zaciętości równie nieprzewidywalny, co władca, którego pragnie zniszczyć. Śmiertelna powaga, z jaką Taher podchodzi do swej misji, w oczach Heykala (oraz Cossery'ego) czyni go postacią groteskową i niebezpieczną. Okrutników i tyranów nie należy zabijać, ale wyśmiewać; traktując ich poważnie i odpowiadając agresją na generowaną przez nich przemoc, umacniamy bowiem tylko ich władzę i prestiż – przekonuje pisarz.

Pacyfistyczne przekonania i zabawne pomysły szyderczej bandy nie powinny nas zmylić – ci wielbiciele żartów także są bardzo poważni i nieustępliwi. Mimo niewątpliwej sympatii, z jaką odmalowuje ich autor, w miarę czytania książki członkowie barwnej grupy Heykala zaczynają wydawać się równie antypatyczni co zacietrzewieni zamachowcy. Rzeczywistość jest dla nich widowiskiem godnym jedynie kawału i drwiny, a inni ludzie to łajdacy, głupcy i nudziarze. W niechęci do wszystkich, którzy nie podzielają ich przekonań, bywają szalenie aroganccy i bezlitośni. Wychwalają joie de vivre, ich śmiech jest jednak mocno podtruty przez pogardę dla świata. Trudno smakować życie, gdy wciąż trzeba uważać, aby nie zdradzić się z uczuciem, które mogłoby narazić nas na bezlitosną drwinę ze strony przyjaciół. Dlatego bohaterowie „Szyderstwa i przemocy” skrzętnie ukrywają wszelkie emocje. Obawę o chorą matkę czy tkliwość wobec jednonocnej kochanki maskują udawaną obojętnością. Szykowana przez grupę absurdalna rewolucja okazuje się nieudana nie tylko z powodu działań ponurego Tahera. Anarchizujący śmiech w wykonaniu szyderców zmienia się w przymus wiecznej kpiny. A ta – zamiast burzyć i przynosić wyzwolenie – więzi i zatruwa równie silnie, jak fanatyzm zwolenników zamordowania tyrana.  

W książce Cossery'ego bardziej niż naturalna dla wszelkich kpiarzy arogancja przeszkadza   co innego: bijący z jej stron mizoginizm. Obśmiewanie i obnażanie głupoty władzy to zabawa tylko dla mężczyzn, kobiety są z niej wykluczone. Już na początku czytamy, że „dzielenie się z kobietą równie subtelnymi rozkoszami nie wchodziło w rachubę. Samice były całkowicie nieczułe na ów rodzaj wytrawnego dowcipu”. Kobiety pojawiają się w tomie w charakterze głupiutkich nimfetek, miłosnych trofeów lub dzieciatych magier. Mogą budzić żądze, rozczulenie, są użyteczne w zdobywaniu informacji, na koniec jednak zawsze zostają sprowadzone do roli afektowanych, próżnych, głupich stworzeń i potraktowane z pogardą. Tego obrazu nie usprawiedliwia fakt, że Cossery pisał swą książkę w latach 60., w epoce, gdy tak nakreślone relacje z kobietami mogły ujść płazem. Dzisiaj dowcipy bohaterów o tym, że żony starzeją się szybciej od samochodów, zdecydowanie trącą myszką, a rewolucja w wykonaniu mężczyzn, którzy nie lubią kobiet, nie pociąga, nawet jeśli ma charakter najzabawniejszej, najbardziej wymyślnej i najszlachetniejszej draki.