Dupa i dusza

Łukasz Maciejewski

Walerian Borowczyk najpierw pokazał Polsce (rozebranej i ubranej), że animacja jest sztuką, a następnie pokazał światu (rozebranemu), że filmowy Eros jest seksualny

Jeszcze 1 minuta czytania

Walerian Borowczyk to reżyser, którego podziwiają David Lynch, Terry Gilliam i bracia Quay, ale którego twórczość jest w Polsce niemal nieznana. Trzeba to nadrobić. Okazja w końcu się nadarzyła. Kluczowe filmy Borowczyka z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku: „Opowieści niemoralne” (1974) i „Bestia” (1975), właśnie ukazały się na DVD.

„Opowieści niemoralne”, reż. Walerian
Borowczyk
(Agencja Artystyczna MTJ, 2009)
Każdy zna swojego Borowczyka. Dla miłośników animacji jest przede wszystkim współtwórcą „polskiej szkoły”; kinomani z szacunkiem wspominają jego uwodzicielski slalom pomiędzy kiczem, orgią i pięknem; z kolei miłośnicy stylowego porno dobrze wiedzą, że w filmach „Boro” zawsze było parno. No i wszyscy zadowoleni.

Borowczyk najpierw pokazał Polsce (rozebranej i ubranej), że animacja jest sztuką, a następnie pokazał światu (rozebranemu), że filmowy Eros jest seksualny, a kino erotyczne może być taką samą dziedziną sztuki, jak filozoficzna rozprawa. Dusza i dupa w kinie Waleriana Borowczyka siadywały zawsze w tej samej ławie. Zmieniały się tylko konfiguracje.

„Bestia”, reż. Walerian Borowczyk
(Agencja Artystyczna MTJ, 2009)
Ogier chce zapłodnić klacz. Jest podniecony, miota się po wybiegu. Koń jest bestią, która nie potrafi zapanować nad chucią. Scenę kopulacji koni ogląda przez okno śliczna i niewinna panienka, Lucy Broadhurst, która rezyduje w położnym w puszczy dworze. Lucy patrzy na konie i sama czuje się klaczą. Śni, że obrośnięta bestia najdosłowniej pokrywa ją w leśnej głuszy, następnie dziewczyna zaczyna się masturbować. Za pomocą róży… Tak zaczyna się „Bestia”, jeden z najsłynniejszych filmów Waleriana Borowczyka. Wulgarne? Prymitywne? Perwersyjne? Myślę, że przede wszystkim jednak nonkonformistyczne i radykalne. W swoich najciekawszych filmach Borowczyk przecierał bowiem szlaki dla wszystkich twórców campowych, awangardowych i nieprawomyślnych. Zestawiał ciało – ciemiężone, zbrukane i tęskniące – z pożądaniem, często także chorym i niespokojnym. Nie bał się ani jednego, ani drugiego.

Jego kino było zawsze seksualne, ale realizując wybitne filmy w rodzaju „Za murami klasztoru” czy „Goto”, Borowczyk udowodnił, że o wiele bliżej mu do perwersji spod znaku Markiza de Sade czy bolesnego, metalicznego wyrafinowania Jeana Geneta niż do śmietnika pornografii. Boro był bowiem przede wszystkim pornografem intelektu. Dlatego spotkanie – tym razem na DVD – ze światem Erosa z logo Borowczyka jest przeżyciem intelektualnym, nie erotycznym. Przypomina złapane w locie migawki z życia – bujnego i tajemniczego. Oto kobiety w dezabilu i męskie – owłosione – offy. Zwierzęta i ludzie. Witajcie w (naszym) ZOO.