Historia, której nie było:  projekt Sokurowa

Historia, której nie było:
projekt Sokurowa

Krzysztof Świrek

Konfrontacja z filmami Sokurowa jest gorzkim doświadczeniem, bo ostatecznie prowadzi do bezsilności

Jeszcze 2 minuty czytania

Zeszłoroczną nagrodę dla „Fausta” na festiwalu w Wenecji komentowano zarazem z uznaniem, jak i sceptycznie: kiedy jedni pisali o genialnym, gęstym dziele, inni wskazywali na nużącą pozę i mętne sugerowanie sensu. Te dwie reakcje po jednym z największych sukcesów międzynarodowych Aleksandra Sokurowa nie są konwencjonalnym rozstrzałem opinii, pojawiającym się w przypadku reżyserów osobnych (albo: ekscentrycznych). Można je potraktować zupełnie poważnie, jako punkt wyjścia do refleksji nad innymi filmami reżysera.

 

Ułatwia ją box DVD, który niedawno pojawił się w sklepach. Na czterech płytach znajdziemy filmy trudniej dostępne, a już bardzo dla autora „Molocha” charakterystyczne. Debiut „Samotny głos człowieka” (1979), planowany jako dyplom na WGIK, czekał na premierę blisko dekadę. Groteska „Smutna obojętność”(1983) także nie od razu pojawiła się w kinach. Na lepszy czas trafiły „Dni zaćmienia” (1988), ekranizacja prozy braci Strugackich. Zestaw zamyka dzieło z dojrzałego okresu, czyli „Cielec” (2001) – drugi w tetralogii o ludziach władzy (otwartej przez wspomnianego „Molocha”, kontynuowanej „Słońcem” i zamykanej właśnie „Faustem”), czyli kluczowym cyklu rosyjskiego reżysera.

„Samotny głos człowieka”, reż. Aleksander Sokurow

Sokurow niewątpliwie dysponuje dystynktywnym stylem. Już debiut wyznaczył pewne ścieżki, którymi reżyser będzie podążał w innych filmach. Chyba najwyraźniejszym w pierwszym kontakcie z filmami Sokurowa jest charakterystyczna struktura narracji, w której następstwo ściśle związanych scen jest zastąpione przez szereg epizodów. W „Samotnym głosie człowieka” (na podstawie prozy Andrieja Płatonowa) Sokurow zdaje się testować wytrzymałość widza na fragmentaryczny sposób opowiadania. Żołnierz wracający z wojny domowej ponownie spotyka swoją dawną miłość. Dziewczyna kiedyś była dla niego niedostępna – syn stolarza nie mógł marzyć o pannie z dobrego domu. Po wojnie rzeczy mają się inaczej – ona została sama i musi szukać oparcia. Młodzi pobierają się; rzeczywistość wspólnego życia ma się jednak nijak do dawnych marzeń, co okazuje się być może jeszcze trudniejsze, niż wcześniejsza świadomość porażki.

Fabularny materiał filmu rozpisany jest na trzy postaci – powracającego z frontu Nikitę, mieszkającą w opustoszałym rodzinnym domu Lubow i ojca; całość zdarzeń i najważniejsze sceny dialogowe można opowiedzieć w ramach etiudy. Ale właśnie ograniczoność historii pozwala realizatorom na intensywną pracę nad znalezieniem wizualnych odpowiedników dla sposobu, w jaki Nikita przeżywa swoją sytuację. Powrót do domu jest dla bohatera powrotem do marzeń, które rewolucja unieważniła. Jest też powrotem nieudanym – mężczyzna nie będzie mógł żyć bez przeczucia porażki, katastrofy i ostatecznego końca miejsca, w którym marzył o lepszym życiu. Nieliczne zdarzenia są więc wplecione w sieć wspomnień, gorączkowych majaczeń i charakterystycznych „pustych scen”, podczas których były żołnierz przemierza uliczki i drogi otaczające wieś.

 

Aleksander Sokurow. Box DVD („Dni zaćmienia”,
„Smutna obojętność”, „Samotny głos człowieka”,
„Cielec”, w sprzedaży od marca 2012.
Podobne poczucie pustki powraca jako stały element filmowej rzeczywistości w filmach Sokurowa. W „
Smutnej obojętności” reżyser opracowuje wątki sztuki G. B. Shawa. W domu wiecznie pijanego „kapitana” gromadzą się jego córki i znajomi, wszyscy powiązani siecią miłosnych intryg i konfliktów. Aktorzy odtwarzają raczej figury, niż pełnoprawne postaci, a kolejne sceny mają silnie farsowy charakter; dużo ważniejsza jest przedzielenie kolejnych scen przez archiwalne ujęcia z frontu I wojny światowej. Także motyw muzyczny, złożony z kilku bez końca powtarzanych dźwięków, podkreślający uporczywość, z jaką w kołowrocie zdarzeń uparcie powraca to samo – nieistotność i pozorowanie życia.

 

Na tle obu tych filmów „Dni zaćmienia” wyznaczają zmianę proporcji. W tym filmie wydarzenia nie są zamknięte w klaustrofobicznej przestrzeni (zastępuje ją całe miasto, traktowane jako symboliczny obraz „odmiennego świata”), przez szereg epizodów przewija się cały korowód postaci. I tutaj jednak zdarzenia należące do czasu fabularnego są przedzielane bezczasowymi ujęciami, przypominającymi dokumentalną obserwację.

Kiedy w poprzednich filmach archiwalia były potrzebne jako element refleksji nad rozciągliwym i pustym czasem, w
Dniach zaćmienia” kluczowy jest motyw obcości. Historia Dimy, rosyjskiego lekarza wysłanego na odległą placówkę w Turkmeńskiej Republice Rad, od pierwszej do ostatniej sceny na różne sposoby przywołuje motyw wrzucenia w obcą przestrzeń, w świat niezrozumiały i odległy. W pewnych scenach temat ten nabiera odcienia metafizycznego, jak w onirycznej rozmowie Dimy ze zmarłym znajomym (leżący na prosektoryjnym stole trup przypomina bohaterowi o granicach zakreślonych wokół każdej osoby). W innych jest zwykłym przywołaniem nieporozumienia, jak w epizodycznej scenie muzycznego konkursu. Jeden z miejscowych zespołów zaczyna występ, a siedząca za stołem członkini jury przez chwilę próbuje poruszać w takt pieśni głową, po czym zrezygnowana i znudzona przewraca oczami. Dima nie chce swojej obcości zauważać, ale potwierdza ją kiedy w codziennych relacjach poszukuje kontaktów jedynie z innymi Rosjanami. Od miejscowych „odbija się”, niezdolny do nawiązania kontaktu.

Na tle tych trzech filmów, „Cielec” wskazuje na inny etap pracy reżysera, w którym poszukiwania zostają zastąpione przez konsekwencję kilku kluczowych środków. To film pozbawiony efektów znanych z poprzednich filmów (łączenie taśmy barwnej i monochromatycznej, wstawki archiwalne, długie partie „wizyjne”). Jednak zdyscyplinowana całość służy podobnym rezultatom. Opowieść o ostatnich dniach Lenina, uwięzionego w otoczonej przez lasy daczy i zbyt słabego, by przedłużać jakiekolwiek wpływy, podana jest w podobnej tonacji.

W filmie Sokurowa właściwie nie ma historii, nie ma wydarzeń, które mogłyby tworzyć biograficzną opowieść. Pozostaje rejestracja nieistotnego czasu, w której ujawnia się kluczowe w wewnętrznym monologu bohatera uczucie zawodu i przegranej. Nawet centralna dla filmu scena wizyty Stalina, odpowiednio przygotowana przez nastrój oczekiwania i słowa jednego z oficerów o tym, że „pojawi się ktoś bardzo ważny”, przypomina ostatecznie pozbawioną werwy parodię politycznego spotkania. Stalin przyjeżdża zwyczajnie obejrzeć przeznaczone Leninowi miejsce odosobnienia. Na pytania i sugestie Lenina, próbującego ostatkiem sił wybadać sytuację na szczytach władzy, odpowiada ironicznymi unikami, by wyjechać po krótkim obchodzie domu.

Gdyby spojrzeć na te cztery filmy i poszukać jednej spajającej je perspektywy, jakiejś dominanty oferowanego nam spojrzenia, to ujawnia się owa podwójność, którą przywołałem w początkach tekstu. Niewątpliwa biegłość Sokurowa i bogactwo jego filmów ostatecznie grzęźnie w niemożności. Wszystkie te filmy przywołują poczucie straty, które odsyła jedynie do bezwartościowych miraży, które pozostały po wielkiej katastrofie. Tą katastrofą był wiek XX, którego pierwszym aktem była nieprzytomna rzeźnia I wojny światowej, a żenującym finałem proces, który w języku socjologicznej analizy władzy nazywano „zwijaniem (sowieckiego) imperium”.

 

Co pozostało z tego wieku? Niezrozumienie świetnie działającego, ale bezsensownego mechanizmu niszczenia, pogrążającego całe narody w apatii („Smutna obojętność”), porażka projektów emancypacyjnych, które zamiast nadawać nową dynamikę, wyrzuciły część Europy poza nawias historycznego procesu (jak w „Samotnym głosie...”), nieczytelne mechanizmy biurokratycznej gry o władzę przedstawione w „Cielcu”. Ostatnim aktem XX-wiecznej historii, o którym opowiadają „Dni zaćmienia”, jest krępujące poczucie nieadekwatności i braku języka. Po całej historycznej grze pozostało przygnębiająco niewiele.

Konfrontacja z filmami Sokurowa jest gorzkim doświadczeniem, bo ostatecznie prowadzi do bezsilności. Na ten aspekt jego filmów reagują chyba ci krytycy, którzy wypominają autorowi „
Fausta” artystowską pozę, która więcej sugeruje niż daje. Projekt Sokurowa, choć przygotowuje widza na wielkie odkrycie, pozostawia go rozumiejącego mniej, a nie więcej. Pozostaje oczywiście pytanie, czy jest to wina reżysera, czy materiału, który zgodnie z suwerenną decyzją uznał za własny. Może jednak coś w XX wieku się wydarzyło, ale w filmach twórcy „Dni zaćmienia” nie może się ujawnić.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.