Stary, dobry Auden
W. H. Auden / Burns Library, Boston College

Stary, dobry Auden

Dariusz Sośnicki

Skoro późnemu Audenowi zbyt dobrze się powodzi, za bardzo jest zaprzątnięty sobą i konformistyczny, to pewnie ideałem byłaby poezja oddająca głos sponiewieranym przez kapitalizm, zaangażowana w sprawy ludzkiej wspólnoty i buntownicza

Jeszcze 3 minuty czytania

Chciałoby się sparafrazować Tomasza Różyckiego: Kiedy zaczynałem przekładać Audena, nie wiedziałem jeszcze... Czego nie wiedziałem? Ano tego, że tak często będę musiał wyjaśniać, co mną powodowało. Dlaczego Auden dzisiaj? Po twórczych zapożyczeniach Miłosza, po przekładach Rymkiewicza i Barańczaka? Czy chcemy jeszcze poezji w stylu Miłosza, Rymkiewicza i Barańczaka? A skoro już Auden, to dlaczego późne wiersze? Przecież wszyscy wiedzą, że dobre są tylko te wczesne. Jeśli jednak późne, to czy nie można było dokonać lepszego wyboru? Po co dawać w całości długi, nierówny cykl, którego głównym przesłaniem (och, te nudne przesłania późnego Audena) jest pochwała dobrze urządzonego domu na prowincji, daleko, bardzo daleko od spraw tego świata? Gdyby chociaż poeta musiał wziąć na ten dom kredyt, a potem stracił pracę w korporacji, ale gdzie tam – kupił go za pieniądze z nagrody literackiej; gdyby miał taki kaprys, mógłby kupić nawet trzy, bo nagroda była wysoka. Zatrudniony zaś był podówczas na Uniwersytecie Oksfordzkim i do pracy jeździł kilka razy w roku.

Mało tego, tak wygodnie urządzony poeta pała wyraźną niechęcią do obcych, a „swoich” nieustannie poucza, jak należy się w  j e g o  domu zachowywać. Używa przy tym języka rodem z kruchty, dziękczyni i prawi o Miłości, jakby po życiu pełnym przygód chciał w świętym spokoju doczekać końca i miękko wylądować na tamtym świecie. Nie pisze co prawda w tej sprawie listu do papieża, ale pewnie tylko dlatego, że kościół anglokatolicki papieża nie uznaje.

Wystan Hugh Auden, „W podziękowaniu za
siedlisko”
. Przeł. Dariusz Sośnicki, Biuro Literackie 
56 stron, w księgarniach od września 2013
Obraz poezji odpowiadającej na wezwania naszego czasu, jaki wyłania się z tych zastrzeżeń, nie jest zaskakujący. Skoro późnemu Audenowi zbyt dobrze się powodzi, za bardzo jest zaprzątnięty sobą i konformistyczny, to pewnie ideałem byłaby poezja oddająca głos sponiewieranym przez kapitalizm, zaangażowana w sprawy ludzkiej wspólnoty i buntownicza; jeżeli stary poeta mówi językiem nadto przezroczystym, nasyconym chrześcijańską symboliką, a jego wiersz ma skłonność do układania się w regularne linijki i strofy, to wygląda na to, że potrzeba dziś w Polsce mowy ciemnej i nieokiełznanej, wiersza uwolnionego od starych mitów i rygoru formy, skrzącego się od pomysłów.

Rozumiem te oczekiwania i nie mam nic przeciwko wierszom, które potrafiłyby im sprostać. Nie mogę się jednak zgodzić na wykluczenie z państwa poezji twórców, którzy czerpią z innych źródeł i co innego chcą osiągnąć. Zwłaszcza jeśli są to postaci tak wybitne jak Auden. Jego przypadek jest zresztą szczególny, bo do rozpowszechnienia opisanego ideału poezji w sporej mierze przyczyniła się jego własna, wczesna oczywiście twórczość. Już za życia miano mu za złe, że nie potrafi być ciągle młody i zbuntowany. Czasy się zmieniają, a ideał poezji zgodnej z duchem czasu trwa w najlepsze. I oto stary Auden po raz kolejny pada ofiarą Audena młodego. A wszystko dzieje się w odległej Polsce, czterdzieści osiem lat od publikacji tomu „About the House”, pięćdziesiąt trzy lata po słynnej recenzji Philipa Larkina „Co się stało z Wystanem?”, w której Larkin z całego dorobku Audena ocalił tak naprawdę tylko wiersze z końca lat 20. i z następnej dekady.

Dajmy na chwilę spokój dawnym sporom. Proponuję spojrzeć na „W podziękowaniu za siedlisko” w oderwaniu od innych wierszy Audena i zawiesić wyobrażenia na temat idealnej poezji naszych czasów. Wtedy zamiast opowieści o artystycznej i życiowej kapitulacji dostaniemy erudycyjny poemat, którego motywem przewodnim jest ludzkie „ja” i jego osadzenie w najbliższym mu otoczeniu: ciele i domu. Rzecz precyzyjnie zaplanowaną i wykonaną. Błyskotliwą intelektualnie i formalnie różnorodną. Poetycką opowieść, w której mamy konkretny dom i konkretnego mieszkańca dzielącego się z nami swoim życiem, ale także poemat, który co rusz każe nam patrzeć na swych bohaterów z pespektywy historycznej, antropologicznej czy eschatologicznej.

Znalezienie klucza do tego poematu nie jest takie trudne, Auden podaje nam go właściwie na tacy w dwóch pierwszych, „programowych” wierszach, po których następuje dziesięć kolejnych, po jednym na każde pomieszczenie w domu przy Hinterholz 6 (dziś Audenstrasse) w austriackim Kirschstetten. W końcówce prologu, zatytułowanego „Narodziny architektury”, czytamy: „By poczuć się urażonym / przez śmierć, żeby wytworzyć sobie / drugą naturę że świątyni albo grobowca, stworzenie / musi znać sens słowa  J e ś l i”. W ten sposób poeta podsumowuje wywód na temat specyfiki ludzkich budowli, które – przy całym szacunku dla znakomitych „murarzy i cieśli”, których spotykamy w świecie zwierząt – jako jedyne zasługują na miano architektury.

W kolejnym wierszu, tytułowym, sugeruje, że historia architektury jest w istocie historią ludzkich wyobrażeń na temat idealnego ciała. Nasze siedziby z różnych epok, począwszy już od prehistorycznych jaskiń i kurhanów (w porządku symbolicznym grobowce są ludzkimi siedzibami), „dają pojęcie o ciele, jakie ktoś w swym mniemaniu / powinien był mieć, w przeciwieństwie / do tego, które otrzymał od Matki”. Główną przyczyną rozziewu między cielesną rzeczywistością a architektonicznym ideałem jest niezmienność ludzkich kształtów, które nie potrafią dostosowywać się do różnych aktywności swego mieszkańca. „Cokolwiek / by [człowiek] robił, na co nabrał ochoty // księgowość, błazenada, wznoszenie modłów, seks, / na stanie ma jedną powłokę, przez co okrywa wstydem / Jego Wysokość Ja”.

O ile pierwsza myśl może się wydać cokolwiek oczywista, to druga jest po prostu rewelacyjna, i bardzo Audenowska: spada na nas jak grom z nieba (ciemnego) i rozjaśnia rozległe połacie poematu. Jeśli jej nie przeoczymy, to nie ma mowy o czytaniu „W podziękowaniu za siedlisko” jako prostego opisu nowo nabytego i urządzonego domu. Powtórzmy, na jednym z wielu planów książka pozostanie takim opisem, ale rzeczy najlepsze intelektualnie i poetycko dziać się będą tam, gdzie na ten plan nakładają się inne. Jak łatwo się bowiem domyślić, poeta wpisuje swą austriacką nieruchomość w symboliczny porządek architektury, a na uniwersalne pragnienie ludzkiego Ja, aby dla swych różnych aktywności posiadać różną formę, patrzy z własnej, jak najbardziej jednostkowej perspektywy.

Pracownia, piwnica, strych, WC, łazienka, kuchnia, pokój gościnny, jadalnia, sypialnia, salon – dziesięć pomieszczeń domu, dziesięć postaci idealnego ciała, dziesięć kolejnych wierszy cyklu. I taka właśnie kolejność. Wygląda na to, że praca dla Jego Wysokości Ja Wystana Hugh Audena jest aktywnością najważniejszą. To wokół niej organizuje swoje życie. Wiersz „Jaskinia wytwórczości”, który o pracowni i pracy opowiada, to zarazem elegia dla przyjaciela poety, zmarłego w 1963 roku Louisa MacNeice’a. Elegia nieco egocentryczna, jak przyznaje sam autor, pisana rozległą frazą, pełna historycznych dygresji i uwag na temat sztuki poetyckiej. Kilkakrotnie wygłaszając tu swoje pisarskie credo, Auden dopowiada, z czym czytelnik „W podziękowaniu za siedlisko” będzie miał (ma) do czynienia, i nie pozostawia wątpliwości co do tego, że jego późna twórczość jest wynikiem świadomych wyborów, nie zaś banalną zniżką formy czy efektem życiowego pogubienia się. „Chciałbym zostać, jeśli to możliwe, / pomniejszym atlantyckim Goethem / z jego pasją do pogody i minerałów, ale bez tej głupoty / w kwestii Krzyża”, mówi. I przeciwstawia Goethego zwolennikom tak zwanej czystej poezji: „czasem przynudzał, ale / choć wiedział, że Mowa w najlepszym razie – cień odbijający milczące / światło – może być świadkiem prawdy, / a nie samą prawdą, to jednak chciał, by nią była, podczas gdy frankofilskie / stadko wyznawców czystego śpiewu / jest na to zbyt próżne”. Wywód kończy się jednoznaczną deklaracją: „Nie jesteśmy muzykami: nie wypada nam / cuchnąć Poezją, a ciągłe / zaskakiwanie świadczy o złym guście.”

W innym miejscu Auden w celnym skrócie pokazuje, jak na przestrzeni dziejów zmieniała się rola i pozycja społeczna poety, i w zaskakująco korzystnym świetle przedstawia jego dzisiejsze położenie. Fragment ten nie pozostawia jednak złudzeń co do wiary autora w jakąkolwiek pozapoetycką skuteczność wiersza: „W końcu to raczej przywilej / pośród strumieni dóbr i pieniędzy / służyć tej niepopularnej sztuce, której się nie da sprowadzić / do lirycznej tapety umilającej naukę / ani zawiesić na ścianie jako trofeum pnącego się członka zarządu, / której nie można «zaliczyć» jak Wenecji / ani streścić jak powieści Tołstoja, ale która uparcie nalega, by czytać ją / albo zostawić w spokoju”.

Wypowiedzi na temat sztuki poetyckiej pojawią się także w postscriptum do „Jaskini wytwórczości” (osiem poetyckich aforyzmów i jedna dłuższa rymowanka, przewrotna, jak sądzę) oraz w kolejnych częściach poematu. Świetnie wypadną te z „Jaskini nagości”, wiersza poświęconego sypialni, będą bowiem dotyczyć granic literatury, tak jak ją stary Auden pojmuje. Z sypialni tylko krok na „bezdroża pragnień”, tylko dwa kroki do stanu naturalnego, powie poeta. Relacje z naszych wyczynów w tej pierwszej dziedzinie nie mają waloru literackości, z drugą dziedziną jest jeszcze gorzej – nie dochodzą z niej żadne ludzkie komunikaty.

W dobrze urządzonym, funkcjonalnym domu raczej nie znajdziemy dwóch takich samych pomieszczeń. Poemat-dom Audena jest dobrze urządzony – niemal każdy wiersz opiera się tu na innym wzorze formalnym. Jak wiadomo, możliwości Audena były pod tym względem nieograniczone. Z jednej strony trafiają się tu wiersze zaskakująco swobodne (swoją drogą, te akurat sprawiały Audenowi pewien kłopot; w jednym z listów cytowanych przez Johna Fullera w „W. H. Auden: A Commentary” pada zdanie mówiące, że trudno utrzymać dykcję i rytm na granicy prozy i w tę prozę się nie osunąć), z drugiej mamy utwory niezwykle misterne, jak choćby poświęcony jadalni „Wieczorem o siódmej trzydzieści”.

Nie chciałbym posuwać się za daleko w interpretacjach, ale mam wrażenie, że w tym ostatnim przypadku zachodzi ponadto intrygująca zależność między wymową wiersza a jego formą. Rozliczne warunki, które trzeba spełnić, aby kolacja się udała, począwszy od właściwego miejsca posiłku, przez liczbę gości, ich usposobienie, wzajemne relacje, a skończywszy na stosunku uczestników kolacji do spożywanych pokarmów, znajdują odzwierciedlenie w skomplikowanej konstrukcji utworu. Każda z sześciu strof „Wieczorem o siódmej trzydzieści” (sześć osób przy stole, sześć strof wiersza?) składa się z czternastu zaskakująco, lecz konsekwentnie rymowych linijek o czterech różnych długościach. Wypadałoby przyjrzeć się pod tym kątem pozostałym wierszom, zachęcają do tego: weźmy choćby pokawałkowane i rozrzucone na stronie wersy „Encomium balnei”, wiersza między innymi o tym, jak wyzbywamy się w kąpieli swego społecznego kształtu.

Jeszcze jedno wydaje mi się warte podkreślenia: ideał, o którym mowa w wierszu tytułowym, realizuje się w okolicznościach zastanych. Auden nie obmyśla przecież i nie buduje swojego idealnego domu od podstaw, ale odnajduje go w realnej siedzibie, która istniała, zanim w niej zamieszkał. Chciałbym być dobrze zrozumiany: nie sugeruję, że poeta jest oportunistą, że nabył ładnie położoną nieruchomość po korzystnej cenie, a potem dorobił do tego poetycką ideologię. Nie piszę złośliwego kalendarium życia i twórczości Audena, ale czytam jego poezję. Lepiej zatem powiedzieć, że nie tyle ten ideał odnajduje, ile osadza go w realnie istniejącej siedzibie. Przypomnijmy, że nieufność wobec wyzwolonej wyobraźni i czystej spekulacji, respekt dla drugiego człowieka i świata widzialnego to stałe motywy poematu.

Poeta działa więc w pewnym sensie jak specjalista od wykończenia wnętrz, który musi i chce się liczyć z tym, co zrobili przed nim inni. Sporo zostało jeszcze do zrobienia, to jasne, ale i tu zdaje się na współpracowników: każdy wiersz dedykowany jest któremuś z przyjaciół poety i trzeba założyć, że licząc się z czyjąś obecnością w wierszu, Auden urządzał go inaczej. To także pokazuje, jak przemyślaną konstrukcją jest „W podziękowaniu za siedlisko”. I jak chybiony jest zarzut odgradzania się jego autora do ludzi.

Odwykliśmy w Polsce od takiej poezji, prawda? A może nie mieliśmy jej zbyt wiele i nie zdążyliśmy nawet przywyknąć? Dużo się mówi u nas o rozszerzaniu formuły wiersza, o przekraczaniu jego granic, kiedy jednak pojawia się po polsku tom, który w formule się nie mieści i wystaje poza granice, szybko się okazuje, że jednak wolelibyśmy coś bardziej oswojonego. Solidną krytykę społeczną, dużo postnowoczesnego, lecz ciągle mrocznego liryzmu i egzystencjalny dramat.

Cykl tekstów wokół tłumaczeń i tłumaczy publikowany jest we współpracy z Instytutem Kultury Miejskiej w Gdańsku – organizatorem Gdańskich Spotkań Tłumaczy Literatury „Odnalezione w tłumaczeniu”.








Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.