Jezus Odpicowany
fot. Bartłomiej Sowa

Jezus Odpicowany

Michał Centkowski

„Testament psa” w reżyserii Remigiusza Brzyka to moralitet, w którym dobro i prawda płynie nie z metafizycznej obietnicy, a z człowieka – obcego, wykluczonego, pogardzanego

Jeszcze 1 minuta czytania

Poznańska inscenizacja tekstu Ariano Suassuny zręcznie demaskuje najistotniejsze ułomności wszelkiej zorganizowanej religii, czy szerzej – sformalizowanych porządków etycznych. Po pierwsze Remigiusz Brzyk, reżyser, a zarazem autor scenografii, poprzez przeniesienie „Historii o Miłosiernej” w przestrzeń cyrkowego widowiska, obnaża płytką fasadowość oraz skazaną na jarmarczną popowość naturę wszelkich porządków religijnych. Po drugie zaś, za Suassuną, podaje w wątpliwość etyczne fundamenty budowniczych Królestwa Ziemskiego – doczesnej wersji Królestwa Niebieskiego.

Ariano Suassuna „Historia o Miłosiernej czyli
Testament psa”, reż. Remigiusz Brzyk
. Teatr Nowy w 
Poznaniu, premiera 14 czerwca 2013
Za soczyście czerwoną kurtyną, na arenie wysypanej żwirkiem, rozgrywa się to ekstatyczne, pełne energii, przywodzące na myśl psychodeliczne wizje Lyncha widowisko cyrkowe. O powadze moralitetu przypomina jedynie ogromny, usytuowany w głębi sceny prosty krzyż, który jednak szybko okazuje się jedynie kolejnym rekwizytem błazenady. Głównie za sprawą tego, co w jego cieniu wyprawiać będą strażnicy i piewcy chrześcijańskiego porządku symbolicznego.

Przewodnikiem tej przedziwnej, nieco onirycznej podróży jest u Brzyka, jak przystało na widowisko cyrkowe, pajac, który w ujęciu Bartosza Nowickiego przypomina raczej bokserskiego konferansjera czy gospodarza amerykańskiego show telewizyjnego. Spektakl Brzyka ma w sobie coś z histerycznej, kiczowatej, płynącej pomiędzy rozpaczą a absurdalnym komizmem transmisji z nabożeństw telewizyjnego kaznodziei.  

Głupim kapłanom kolejnych szczebli dostaje się zresztą ze sceny nieustannie. Proboszcz (w tej roli Mariusz Zaniewski), chciwy koniunkturalista, za pieniądze gotów jest sprzedać wszystkie dogmaty pieczołowicie wkładane w głowy owieczek. Moralnie chwiejny, cyniczny Biskup Szymona Warszawskiego raczej nie przypomina mądrego i kochającego ojca – bliżej mu do padre Soprano. Jak sugeruje mikrokosmos relacji wspólnoty obserwowanej na scenie, zepsucie kleru wzrasta wprost proporcjonalnie do szczebli w hierarchii. Zresztą świecka wspólnota, na której struktura kościelna wzoruje się dalece bardziej, niż na świętych obcowaniu, również nie prezentuje się chlubnie. W spektaklu dostaje się głównie zidiociałym bogaczom przekonanym o zbawczej mocy kapitału. 

Cyrk Brzyka pyta o sens zapośredniczenia fundamentów etycznych nie tylko w instytucji kościelnej – pod znakiem zapytania stawia konieczność zakorzenienia dobra i prawdy w abstrakcji, poza dostępnym nam, poznawalnym porządkiem rzeczywistości, w mglistej obietnicy metafizycznej, w transcendencji, która przecież nie może, nie powinna zwalniać jednostki z elementarnej moralnej odpowiedzialności, a co za tym idzie – pozbawiać nas wspaniałej, choć przerażającej wolności. Wolność ta staje się egzystencjalnym wyzwaniem. 

fot. Bartłomiej Sowa

W finale spektaklu pojawia się Jezus/Bóg (Andrzej Machalica), który wraz z matką dokona sądu nad chciwymi bohaterami przypowieści. To sympatyczny mężczyzna z (jak się później okaże) doklejonymi pejsami, w jarmułce, okryty talitem. Wyraźnie zakłopotanych bohaterów, oraz zakłopotaną poznańską publiczność, wita serdecznym „szalom” na przemian ze swojskim „szczęść Boże”. Cały sens spektaklu zamyka się właściwie w tej prostej, przewrotnej scenie, w której Brzyk dobro wyprowadza z człowieka. Z innego, obcego, wykluczonego, pogardzanego i egzotycznego. „Zdejmij to, no zdejmij już” – ponagla syna Matka Boska. „Wiesz przecież, jak bardzo lubię to przebranie” – pada odpowiedź.

Lud na sugestię Brzyka pozostaje jednak głuchy. W chwilę później, w brawurowej scenie formatowania Absolutu odpowiadającej oczekiwaniom i wyobrażeniom przeciętnie rozgarniętej wspólnoty, lud przyodziewa bez skrępowania Mesjasza, podobnie jak jego Niepokalaną Matkę, w mitotwórcze ciuszki, wieńczy neonowymi aureolami i ukwieca po to jedynie, by pstryknąć sobie z tak odpicowanym stwórcą fotkę.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.