Wagnerfiesty
Bruna Schenkel CC BY 2.0

17 minut czytania

/ Muzyka

Wagnerfiesty

Weronika Murek

W Bayreuth drzwi w trakcie pokazów zamykane są na klucz, tak aby nikt nie mógł wyjść w trakcie. Krążą zresztą legendy, że ci, którzy zemdleją lub umrą, muszą pozostać na swoich miejscach aż do przerwy

Jeszcze 4 minuty czytania

Bym umiała rysować, bym narysowała:

***

To kółko to jest talerz, te dwie kreski z obydwu boków: sztućce.

Bo najważniejsze: jadł mięso czy nie jadł mięsa?

Podczas pierwszego proszonego obiadu w Tribschen Nietzsche zawiadamia, że jest wegetarianinem; dupa jesteś, odpowiada Wagner.

***

To «i to:».

Gra, którą uwielbiają Ryszard i Cosima Wagner: kto jest większy? Dante czy Szekspir? Kto lepiej pisał: Calderón czy Lope de Vega?

I tak dalej, i tak dalej. Nic innego ich nie interesowało.

***

Mahler: „Beethoven. Wagner. Oprócz nich – nikt”.

Karol Marks: „Gdziekolwiek by się nie pojechało, wszędzie pytają o Wagnera”.

W.H. Auden: „Prawdopodobnie największy geniusz, jaki się kiedykolwiek urodził”.

Mark Twain: „Wszyscy mówią mi, że muzyka Wagnera jest lepsza niż to, co się słyszy”.

Tomasz Mann porównuje jego utwory do gotyckich katedr.

„Uważa się – pisze Michael White – że jeszcze przed Freudem korzystał z metody psychoanalizy, że przed Lévi-Straussem wyczuwał znaczenie mitu w sztuce. Więcej miejsca w bibliotece narodowej USA zajmują tylko pozycje o Jezusie”.

W Izraelu publiczne wykonania wciąż budzą kontrowersje, protesty uliczne, pytania w Knesecie.

Mówi się: „W Bayreuth zajmuje miejsce po prawej stronie Boga”.

***

Napisałabym, że Bayreuth to senne miasto, ale Bayreuth to senne miasto, pa.

***

Pierwsza scena jak z wodewilu: malowane ściany, odgłos dzwonów, przydałaby się kanapa w połowie malowana na różowo, w połowie na niebiesko, i para drzwi farsowych, które zamykają się i otwierają – przechodzi przez nie Carl Friedrich Wagner, rzekomo biologiczny ojciec Wagnera, potem wchodzi Ryszard Geyer, rzekomo biologiczny ojciec Wagnera, na kanapie jego matka zaciąga szczelniej poły szlafroczka. Ach cóż to? Cóż to? Czy to syn piekarza?

Gdzieś przy podłodze płoży się ostatni dym po bitwie (Lipsk 1813).

We Włoszech przychodzi na świat Verdi.

***

Ten kwadrat centymetr na centymetr to symbol pierwszych sztuk pisanych przez Wagnera. Ten kwadrat obok, ten, który się zaczyna na lewo od was, a potem rozciąga się na prawo od was, i tak trwa sobie, i wzdłuż, i wszerz: to Wagnerowskie ambicje.

Wagner celuje w poziom „Króla Leara” i „Hamleta”, nic mniej, nic niżej go nie interesuje. W przebiegu akcji wymiera około czterdziestu osób, z czego część – ze względu na technikę (nie ma kim grać po prostu) – wraca na scenę jako duchy.

Za kolejnymi próbami – już typowo operowymi, choć pierwotnie muzyka miała być do słów tylko dodatkiem – idą kolejne prace: Würzburg, Magdeburg, Królewiec, Ryga. Najbardziej znaną operą z tamtego czasu jest „Das Liebeverbot”, luźno oparta na Szekspirowskiej „Miarce za miarkę”.

Richard_Wagner_silhouette_Otto_BöhlerRichard Wagner, rys. Otto Böhler

***

Tu trzy prostokąty obok siebie: wszystkie bilety sprzedane na pierwszy pokaz. Wszystkie trzy kupione przez Żydów, zbieg okoliczności.

Jeszcze przed początkiem przedstawienia mąż jednej z aktorek wdaje się w bójkę z jej domniemanym kochankiem, również aktorem.

Te trzy prostokąty obok siebie: to bilety, które zostają oddane do kasy.

Tym, co pobyt w Magdeburgu zmienia w życiu Wagnera, jest spotkanie z pierwszą żoną, Minną Planer: nieco, jak pisze jeden z jego biografów Wiliam Berger, starszą od Wagnera, podróżującą po Europie z „młodszą siostrą, która w rzeczywistości okazywała się córką”. Wraz z nimi Wagner przenosi się do Królewca. Teatr w Rydze zapamięta z jednej rzeczy: podoba mu się jego konstrukcja, będzie potem próbował ją przenieść do Bayreuth.

Wagner w Paryżu, 1867Wagner w Paryżu, 1867

Z miasta ucieka przed wierzycielami: bierze żonę, żona bierze psa i papugę, podróżują przez Europę – do Paryża, do Paryża. 

***

Łuk: poziomo. Łuk wygięty w prawo, łuk wygięty w lewo – obok. Wieża Eiffla.

Wagner, z perspektywy czasu: „Nie wierzę w żadną rewolucję, która za swój główny cel nie będzie uznawała spalenia Paryża”.

Okres francuski kojarzy mu się z „najciemniejszym momentem życia”, za który odpowiedzialny miał być wiodący kompozytor Opery Paryskiej, Giacomo Meyerbeer, który staje się równocześnie symbolem konspiracji żydowskiej snującej spiski mające na celu uniemożliwienie Wagnerowi zrobienia kariery, na jaką według swojej opinii zasługuje. 

***

Tymczasem pisze jeszcze operę „Rienzi”: rzecz o rzymskim trybunie o mesjanistycznych ciągotkach, który poświęca samego siebie, aby oczyścić upadły Rzym. Ot, historia, która w 1906 roku ukręci niejedną łzę w oku Adolfa Hitlera. Legenda będzie głosić, że do końca życia trzymał przy sobie – nawet w berlińskim bunkrze – egzemplarz.

„Rienzi”, pierwsza opera bezlitosna – sześć godzin bez skrótów – okazuje się sensacją w Dreźnie. Wagner dostaje pracę. Wydaje się, że problemy są już zażegnane, ale ledwo siada na miejscu, już czuje się przeganiany, ledwo zaczyna pracę, a już jest niedoceniany, ledwo zarabia pieniądze, natychmiast je wydaje: lubi jedwab, atłasy, chętnie nosi futra, pozuje w kapeluszach nasuwających skojarzenie z Rembrandtem.

Franz Schott, wstrząśnięty wydawca, pisze: „Nie ma na świecie człowieka, który mógłby pozwolić sobie na łożenie na wszystkie twoje zachcianki – myślę, że powinieneś iść do księcia, a nie do opery”.

Trudno, Wagner zabiera się do pisania, tematy ma powtarzalne: Niemcy w kryzysie – świat w kryzysie – sztuka w kryzysie – wszystkiemu winni Żydzi i materializm, zaś jedyną opcją – rewolucja.

***

To jest bohomaz: przypadkowo wystają przypadkowe ręce, nogi, głowa.

W 1848 roku przez Europę przechodzi Wiosna Ludów.

Wagner przyjaźni się z Michaiłem Bakuninem, jednym z ojców anarchizmu. Zaczyna pracę w Gwardii Komunalnej. Później utrzymywał będzie, że pracę swoją wykonywał na tyle tylko, na ile pozwalały mu przepisy prawa, tymczasem świadkowie będą twierdzili inaczej: widziano go wrzeszczącego z wieży dzwonniczej zachęty do rewolucjonistów, których uznał za nie dość rewolucyjnie żywotnych i żwawych.

Pruskie wojska wchodzą w maju – wydaje się, że to koniec, trudno. Za Wagnerem wydano nakaz aresztowania, ucieka do Weimaru, gdzie rezyduje Liszt, o którym mówi się, że ma dużo pieniędzy, i o którym sądzi się (to już akurat Wagner tylko), że ma ładną córkę (Cosima).

***

To jest czaszka, to są dwie kości skrzyżowane.

Lata 50. Wagner przeumiera.

Powtarzają się wpisy z listów, w których donosi, że prawdopodobnie nie doczeka następnego poranka, pora się żegnać, zaś następnego dnia wstaje i znowu zabiera się do pisania, puentując: czuję, że jestem bliski śmierci, i nie spodziewam się przetrwać dłużej.

Jak pisze Berger, wielu biografów powiela tę opowieść, osadzając ją jednak poza romantycznym konceptem: tego, że w latach 50. XIX wieku wszyscy bardziej lub mniej umierali, a śmiertelność była jednym z najżywszych tematów: Chopin umierał całe życie, dlaczego Wagner miałby być zdrowszy?

Wagner i Cosima, fot. Fritz LuckhardtWagner i Cosima, fot. Fritz Luckhardt

***

Okrągła głowa, kreski nóg, rąk. Obok: okrągła głowa, kreski nóg, rąk, trójkąt spódnicy: romans.
A, dorysujmy serce między nimi i przebijmy je strzałą, proszę.

Pisze, że skoro nie jest w stanie doświadczyć miłości w prawdziwym życiu, musi jej doświadczać poprzez sztukę. To nieprawda: Wagner miłość życia znajduje już wcześniej.

„Opera «Tristan i Izolda» zaczyna mnie przerażać – pisze. – Ach, ten ostatni akt! Obawiam się, iż może zostać zakazana. Jedynym ratunkiem dla niej jest złe wykonanie. Oto co nas może uratować – kiepscy i przeciętni wykonawcy. Jeśli aktorzy będą zbyt dobrzy, widzowie popadną w obłęd”.

Minnie Planer uczy papugę mówić: „Ryszard Wagner to zły mąż”.

***

Bohomaz.

Wagner znowu ucieka przed wierzycielami, szukają go listem gończym. I wtedy, kiedy wydaje się, że nic już go nie uratuje, trafia pod opiekę Szalonego Ludwika, który już jako piętnastolatek, wysłuchawszy po raz pierwszy oper Wagnera, miał sobie powiedzieć, że celem jego życia będzie pomoc artyście w tym, by mógł tylko i wyłącznie tworzyć.

„Od dziś – pisze do Wagnera – twoje troski znikną!”.

Wagner nie próżnuje: życzy sobie willi. Wolny czas spędza, komponując lub siedząc z królem przy stole. Donosi: „Potrafimy spędzić godziny, patrząc sobie w milczeniu w oczy”.

Ludwik jest szalony, to prawda, ale na tle rodziny prezentuje się niemalże rozsądnie: jego matka spędziła życie, przechwalając się, że nigdy nie otworzyła nawet żadnej książki. Jego ciotka przekonywała wszystkich, że pewnego dnia połknęła szklane pianino. Jego brata trzymano pod kluczem po tym, jak któregoś dnia wbiegł do kościoła w trakcie sumy i wyznał głośno grzechy przed celebrującym arcybiskupem. Sam Ludwik wychowywał się w zamku, którego ściany pokryte były ilustracjami przedstawiającymi historię Świętego Graala, Tannhausera i Lohengrina. Jeśli chodzi jednak o muzykę, sam jego nauczyciel przyznawał, że następca tronu nie potrafi odróżnić nawet walca Straussa od sonaty Beethovena, i tyle. 

***

Wagner to brunatny dym – jedną z jego cech jest przemieszczanie się: w miejsca, które uznawał za stosowne, a za stosowne uznawał te, które mu się opłacały. 

Pisuje do gazet długie tyrady poświęcone obecności Żydów w kręgach artystycznych, opowiada się za Niemcami bez Żydów, dystansując od rosnących w siłę politycznych frakcji antysemickich, często za to współpracując z Żydami, jeśli tylko uznaje, że są dostatecznie utalentowani; jeden z jego znajomych mawiał, że gdyby chciał zrobić większą karierę w kręgach Wagnera, musiałby się najpierw zapewne obrzezać.

Za rewolucję uważał wszystko, co klarowałoby ducha niemieckiego, przy jednoczesnej opozycji do tego, co określano „intrygą żydowską, amerykańskim materializmem, francuską dekadencją oraz katolickim despotyzmem”. Podobnie, pisze Berger, rzecz się miała z niemieckim nacjonalizmem – wywyższającym Niemcy kosztem innych narodów. Nie można było powiedzieć tylko: Niemcy są najlepsi. Trzeba było w jednym wydechu dorzucić zaraz inne kraje, które w tym kontekście miały pełnić rolę służebną do oddania kontrastu wielkości. Jak zauważa zresztą Berger: to nie była sprawa typowo wagnerowska, i Nietzsche, i Goethe, i Luter – postępowali podobnie.

 

Poglądy narodowościowe Wagnera się zmieniały, zwłaszcza w kraju, gdzie naród niemiecki istniał bardziej jako koncept niż jako faktyczność.

Królowa Wiktoria pod wrażeniem jego muzyki pyta, czy nie dałoby się jej przetłumaczyć na włoski, żeby móc ją wystawiać w Anglii, auf wiedersehen

***

Pierwsze Gutenbergowskie wydanie Biblii, pierwszą stronę: wydrukowano w Niemczech, kraju przez Boga szczególnie ukochanym. 

***

Okrąg: talerz. Dwie kreski: sztućce.

Z dzienników jego żony Cosimy: przez pewien czas rozważał dietę opartą na samym nabiale – uważał ją za możliwe lekarstwo na wzdęcia. Raz wspomina o tym, że pożarł salami (w Pizie) i małżę (w Palermo), przy czym po obydwóch tych potrawach zrobiło mu się niedobrze.

W esejach i artykułach proponuje, aby wszystkie ludy północne przenieść w cieplejsze kraje, tak aby upał odstraszył je od spożywania mięsa.

***

To czaszka, a to dwie kości, krzyż tutaj.

Ma śmierć miejsce w Wenecji. Zastaje go nad pisaniem eseju na temat wiecznej kobiecości.

Cosima, pisze Berger, umiera po trochu razem z nim: nie chce odstąpić od ciała, nie chce jeść, nie chce pić. Ścina włosy, wsuwa je do trumny męża.

Na pogrzeb nie ma sił: obserwuje go z okna sypialni.

***

Dwie splecione maski: grymas w górę, grymas w dół: Bayreuth.

Festiwal finansowany miał być ze spadku Cosimy, z pieniędzy Ludwika, z pieniędzy wielbicieli Wagnera. Kompozytorowi przyszło nawet do głowy, aby zwrócić się do Bismarcka, mamiąc go, że w zamian za wsparcie finansowe Wagner uczyni z Bayreuth symbol niemieckiego zjednoczenia – kanclerz nie daje się naciągnąć.

Otwarcie festiwalu następuje w sierpniu 1878 roku: przyjeżdżają wszyscy, którym wypada przyjechać; Liszt, Czajkowski, choć ten ostatni gorzko notuje potem: „Raczej słyszy się tu rozmowy o kotletach i omletach niż o muzyce”.

Wagner jest uszczęśliwiony: ma własny teatr – imponującą budowlę o niewiarygodnie płaskiej i niehierarchicznej organizacji (bo trudno o hierarchię, skoro o wszystkim decyduje wyłącznie Wagner, czasami lekko manipulowany przez żonę), w której może organizować festiwale-święta własnej muzyki, celebracje własnej osoby, Wagnerfiesty. Wreszcie: Bayreuth jest doskonałym miejscem na eksperymenty. 

***

Jak zauważa Berger: wszyscy wiedzą o Wagnerze jedno: był ulubionym kompozytorem Hitlera. Co nie jest prawdą, bo w gruncie rzeczy ten laur należał do innego Austriaka – Antona Brucknera. Podobno przyjaźń między synową Wagnera Winifred Wagner i Adolfem Hitlerem sprawiła, że festiwal był wolny od nazistowskiej kontroli, nie wieszano tam flag hitlerowskich ani nie śpiewano pieśni partyjnych.

Nie zmieniało to faktu, że sposób, w jaki działała cała organizacja, sprawiał, że Tomasz Mann określał go jako „dworski teatr Hitlera”. 

***

Powiedzmy więc: „Parsifal”. Sztuka sztuk: północ możliwej zmiany.

Ze względu na akustykę Wagnerowi zależało na tym, żeby utwór nie był grany w żadnym innym miejscu niż teatr w Bayreuth. Jeden z obecnych na premierze gości miał później zauważyć, że po napisaniu czegoś takiego Wagner nie ma już żadnej innej opcji, jak tylko umrzeć. Kompozytor osobiście miał wybierać dekoracje pierwszego pokazu: inspirowała go katedra w Sienie, jej wystrój uważał za „najpiękniejsze wnętrze na świecie”. „Parsifal” miał być czymś więcej niż operą: miał być liturgią w teatrze, dlatego do dziś trzeba pamiętać, żeby nie bić braw po pierwszym akcie. 

The Rhinemaidens in the first Bayreuth production of Wagner's Ring cycle in 1876Pierwsze pełne wystawienie „Pierścienia Nibelunga” w Bayreuth, 1876

***

Martin Kettle, dziennikarz „Guardiana”: „Wyobraźcie sobie to: czarnoskóra brytyjska drag queen. Biała peruka. Szpilki. Różowe rajstopy. Wychodzi na scenę w Bayreuth i zostaje wygwizdana przez tak zwanych wagnerowskich ultrasów”.

***

O tym, jak dobra jest akustyka, przekonuję się, kiedy zaraz po wyciemnieniu próbuję rozłożyć wachlarz: plotki o tym, jak gorąco jest w środku, są przesadzone, ale nie są nieprawdą: poza tym uznaję, że piękny bambusowy wachlarzyk ze sklepu Polskie Sushi niepotrzebnie by się marnował w torbie.

Rozwijam go może do jednej trzeciej; kok przede mną zamiera, głowa surowo odwraca się, składam wachlarz i już po niego nie sięgam. Za jakiś czas próbuję akustyki znowu: kaszel jest zakazany, nie tyle zakazany – jest nie do pomyślenia. Nie do pomyślenia jest głębszy oddech, kobieta przede mną reaguje, nawet kiedy wypuszczam powietrze nosem. 

***

Wagnerowscy ultrasi: smoking. Garnitur. Sukienka z tafty. Drindl. Skórzane spodenki, wysoko podciągnięte skarpety, szelki. Od trzech do stu trzech metrów od Angeli Merkel, gościni honorowej. 

***

Testuję Bayreuth: paznokciem po rajtuzach – właścicielka koka sztywnieje, uszy kierują się w moją stronę. Paznokciem o paznokieć: głowa odwraca się.

Paznokciem o zamek błyskawiczny: skóra na karku się napina.

***

To, czego na pewno można się spodziewać po teatrze w Bayreuth: tego, że będzie słychać doskonale, i tego, że będzie bardzo niewygodnie. Kwestia wygody widza otwarcie zresztą została przez Wagnera nie tyle zignorowana, ile wręcz uniemożliwiona: drewniane krzesła, żadnych podłokietników, żadnej – wreszcie – klimatyzacji. Ciężkie kotary przy wyjściach sprawiać mają, żeby do środka nie przedostał się żaden dźwięk z zewnątrz.

Drzwi (poza tymi niezbędnie ewakuacyjnymi) w trakcie pokazów zamykane są na klucz, tak aby nikt nie mógł wyjść w trakcie. Krążą zresztą legendy, lekko tylko legendarne, że ci, którzy zemdleją lub umrą, muszą pozostać na swoich miejscach aż do przerwy. 

***

W kolejnych przerwach kwitnie życie: błyskają papierośnice, szeleszczą suknie, towarzystwo pcha się do barów z piwem, z winem, z kiełbaskami, z preclami.

Jakiś chłopak krzyczy do telefonu: podobno jest tu ktoś, kto ma mieć najlepszy głos w Europie, najlepszy głos swojego pokolenia – podobno! Kto? Nie mam pojęcia! 

***

Ktoś inny napisze: najjaśniejszą częścią festiwalu w Bayreuth był występ Le Gateau Chocolat: w parku między fontannami, między ścieżkami, między drzewami, kwiatami – w przerwie między jednym arcypoważnym aktem a drugim arcypoważnym aktem – wyjeżdża na trawę na dmuchanym jednorożcu ubrana w cekiny drag queen i śpiewa arię: ot tak, po prostu, poza całym sanktuarium, poza kontekstem.