Sauna egalitarna

Sauna egalitarna

Rozmowa z Joonasem Berghällem

Fińscy mężczyźni są wyciszeni i skryci, tymczasem w „Parze do życia” nie potrafią przestać mówić! Odnoszę wrażenie, że ogromny wpływ na takie zachowanie ma pozycja, w jakiej toczą się rozmowy. W saunie ludzie siedzą tak, że nie widzą dokładnie swoich twarzy

Jeszcze 2 minuty czytania

BŁAŻEJ HRAPKOWICZ: „Para do życia” składa się z rozmów, które Finowie odbywają w saunie. To miejsce stanowi integralną część fińskiej kultury.
JOONAS BERGHÄLL: Finlandia liczy nieco ponad pięć milionów mieszkańców, a saun mamy dwa miliony – to wiele mówi o ich znaczeniu w naszej kulturze. Sauna znajduje się w każdym mieszkaniu. To bardzo ważne miejsce zwłaszcza dla mężczyzn – przestrzeń, w której oczyszczają nie tylko ciało, ale i duszę.

Z filmu można wyciągnąć wniosek, że przebywanie w saunie to w Finlandii szeroko przyjęty sposób spędzania wolnego czasu z przyjaciółmi. Jak impreza w pubie, który też jest mocno zmaskulinizowaną przestrzenią życia towarzyskiego.
Coś w tym rodzaju. Istnieją sauny publiczne, sauny przy basenach. W piątki ludzie dzwonią do siebie z pytaniem: mam przyjść do ciebie z kilkoma butelkami piwa, a potem pójdziemy do sauny, czy ty zajrzysz do mnie z kilkoma butelkami piwa, a potem pójdziemy do sauny? To niezbywalny element wspólnych wieczorów.

Joonas Berghäll

Ur . w 1977 roku w Kemi w Finlandii. W latach 2000–2005 studiował na wydziale produkcji filmowej w Tampere University of Applied Sciences, School of Art and Media. Od 1998 roku pracuje w branży filmowej. Jest producentem i właścicielem Oktober Production Company. Wyprodukowane przez niego dwa filmy dokumentalne: „The Smoking Room”„A Shout into the Wind” otrzymały w 2007 i 2008 roku wsparcie finansowe ze strony państwa. Joonas jest również reżyserem filmowym.

A także rytuał: powtarzane czynności, za którymi idzie charakterystyczna forma komunikacji.
W saunie wszyscy przestrzegają reguł kulturalnej rozmowy – ludzie nie przerywają sobie nawzajem, lecz pozwalają rozmówcom skończyć wypowiedź i dopiero wtedy rozpoczynają własną. Atmosfera sprzyja więc intymnym rozmowom, których nie brakuje. Kiedy pracowałem nad „Parą do życia” w Helsinkach, zadzwonił do mnie przyjaciel z innego miasta i zapytał, czy wybrałbym się z nim do sauny w następną sobotę. Odpowiedziałem, że jestem zajęty. Pięć minut później zorientowałem się, że skoro mowa o saunie, sprawa musi być poważna. Wsiadłem więc w samochód i przejechałem dwieście kilometrów. Okazało się, że rozpada mu się rodzina i musiał o tym porozmawiać w saunie.

W saunie ludzie okazują sobie szacunek?
Tak. Panuje też egalitaryzm. Nieważne, czy się jest właścicielem fabryki papieru czy sprząta się toalety. Pisząc scenariusz „Pary do życia”, odwiedziłem publiczną saunę w Helsinkach. Siedziałem w grupie złożonej z kilku mężczyzn. Nagle zaczęliśmy rozmawiać, dwie i pół godziny minęło jak z bicza strzelił, musieliśmy już opuszczać saunę. Wtedy jeden z moich towarzyszy zauważył, że nawet nie znamy swoich imion. Przedstawiliśmy się sobie i wyszło na jaw, że oprócz mnie był tam kierowca autobusu, nauczyciel akademicki oraz... lokaj prezydenta. Wtedy zrozumiałem, jak to działa – pochodzimy z różnych sfer, ale w saunie jesteśmy nadzy i równi.

Podziały ulegają zawieszeniu, bo nagość pozbawia ludzi atrybutów społecznego statusu?
Dokładnie tak. To ośmiela do zwierzeń. Fińscy mężczyźni są raczej wyciszeni i skryci, tymczasem w „Parze do życia” nie potrafią przestać mówić! Odnoszę wrażenie, że ogromny wpływ na takie zachowanie ma pozycja, w jakiej toczą się rozmowy. W saunie ludzie siedzą tak, że nie widzą dokładnie swoich twarzy. Być może wiąże się z tym jakieś poczucie bezpieczeństwa, przeświadczenie, że łzy i ból nie są aż tak dostrzegalne. Jeśli to prawda, sauna jest dla Finów bez wątpienia najbezpieczniejszym miejscem na ziemi.

Mężczyźni w „Parze do życia” poruszają bardzo intymne sprawy, nawet jeśli przebywają w publicznych saunach. Sauna staje się przestrzenią publiczną i prywatną zarazem.
I jest jedynym takim miejscem. Finowie – zamknięci w sobie, wychowani w kulcie twardego mężczyzny – nie rozmawiają na osobiste tematy w restauracjach czy kawiarniach. Pomysł filmu zrodził się w mojej głowie, gdy przebywałem w saunie i zobaczyłem na własne oczy, jak zaciera się w niej granica między publicznym a prywatnym. W pewnym momencie do sali, w której byłem ja i dziesięciu innych mężczyzn, weszła dwójka młodych przyjaciół. Usiedli, jeden powiedział do drugiego, że znalazł kobietę swojego życia i zaczęli o tym rozmawiać. Później w tej samej sali pojawili się dwaj starsi mężczyźni, którzy dyskutowali o rozwodzie jednego z nich. Byłem zdumiony, że ci ludzie mówią o punktach zwrotnych swojego życia, nie przejmując się zupełnie, że słucha tego mnóstwo obcych facetów.

Rozmawiamy o mężczyznach, ale w filmie znalazła się jedna scena, w której widzimy kobietę i mężczyznę parę w podeszłym wieku. Czy panie udają się do saun wspólnie z panami?
Kobiety oczywiście przychodzą do saun, ale mają osobne pomieszczenia. Za to rodziny – dopóki dzieci nie skończą dziesięciu, jedenastu lat – chodzą do sauny domowej razem. To familijny zwyczaj.

Bohaterowie filmu czują się bardzo swobodnie ze swoim ciałem, nie zdradzają dyskomfortu, skrępowania.
Finowie nie wstydzą się własnego ciała. Przed rozpoczęciem zdjęć uprzedzałem każdego „aktora”, że film ukaże się na DVD, będzie też wyświetlany w kinach i na światowych festiwalach. Zawsze słyszałem odpowiedź: „no dobrze, ale w czym problem? Chodźmy do sauny i zacznijmy kręcić”. Finki nie są tak śmiałe. Zgaduję, że to efekt kulturowej presji – od kobiet wciąż oczekuje się, że dostosują się do obowiązujących kanonów piękna. Jeśli podczas domowego przyjęcia pada propozycja, żeby wszyscy poszli do sauny, kobiety raczej nie oponują. Ale gdybym chciał tam wejść z kamerą, zapewne nie wyraziłyby zgody.

Joonas Berghäll i Mika Hotakainen /
z materiałów prasowych Against Gravity
Polska artystka Katarzyna Kozyra zrobiła w 1997 i 1999 roku instalacje wideo „Łaźnia żeńska” i „Łaźnia męska”. Mówiła, że zafascynowało ją ciało w łaźni – zupełnie oderotyzowane. W saunie jest chyba podobnie.
Sauna jest kompletnie aseksualna. Dlatego nikogo nie szokuje, że ojciec, matka i dzieci wchodzą razem do sauny. Być może w Polsce komuś wydałoby się dziwne, że w publicznej saunie, gdzie przebywa nago piętnastu mężczyzn w różnym wieku, znajdują się również, dajmy na to, trzy dziewczynki, które przyprowadzili ojcowie. W Finlandii nikt się z tego powodu nie oburza.

Najpopularniejszym wyznaniem w Finlandii jest luteranizm. Czy religia ma pańskim zdaniem znaczący wpływ na zachowanie Finów w saunie?
Bardzo istotny w tym kontekście wydaje mi się fakt, że w Kościele Ewangelicko-Luterańskim nie ma instytucji spowiedzi. Dla moich bohaterów konfesjonałem staje się sauna, w której mówią szczerze to, co leży im na sercu. Proszę sobie przypomnieć mężczyznę z końcówki filmu, który wyznaje, że prowadzony przez niego pociąg potrącił i zabił dwójkę ludzi. On trzydzieści lat dusił w sobie ten sekret, aż w końcu wyznał go niespodziewanie przed kamerą! Takich sytuacji mieliśmy dużo więcej.

Sauna jako gabinet terapeutyczny?
Jak najbardziej. Jeden z mężczyzn, którzy „wyspowiadali się” przed kamerą, podszedł do mnie po zakończeniu zdjęć i powiedział, że to najlepszy moment w jego życiu. Poczuł się tak wspaniale i lekko, że gotów był wyhodować skrzydła i odlecieć!

Mówił pan o kulcie macho, w którym wychowywani są Finowie. A jednak w „Parze do życia” mężczyźni nie tłumią emocji, rozmawiają bardzo otwarcie o uczuciach. Zrywa Pan ze stereotypem, czy pokazuje, że sauna jest wyjątkiem od reguły?
Zdecydowanie to drugie. Finowie robią postępy, ale musi jeszcze minąć sporo czasu, zanim się zmienią. To walka z nie byle czym, bo z dziedzictwem II wojny światowej – mężczyźni wrócili z niej straumatyzowani, nie byli w stanie ubrać swojego doświadczenia w słowa i praktycznie zamilkli. Emocjonalną atrofię przekazali synom i tak to się zaczęło. Dzisiaj Finowie – jak widać w filmie dopuszczają już do siebie myśl, że płacz nie jest niczym złym. Ale to długi proces.

Społeczeństwa europejskie się zmieniły, mężczyźni przejęli część ról, które uznawano za „naturalnie kobiece”.
Mam wrażenie, że to pomaga Finom – społeczeństwo akceptuje coraz więcej zachowań, które wcześniej robiły z mężczyzn pośmiewisko. Wszyscy moi przyjaciele, którzy mają dzieci, opiekowali się nimi na zmianę z partnerkami i nie czuli się z tym źle. Nie rozumiem zresztą argumentów przeciwko takiemu rozwiązaniu. Jeśli jedno z rodziców pracuje non-stop i rzadko bywa w domu, nie wykształci bliskiej więzi z dzieckiem. Podział zadań przy opiece nad potomstwem jest korzystny dla całej rodziny.

W filmie wystąpił człowiek, który stracił dziecko i nie wiedział, jak się zachować. Chciał płakać i krzyczeć, ale tłumił swoje uczucia. Nie potrafił przeżywać żałoby. To chyba w „Parze do życia” najtragiczniejsza konsekwencja kultu macho.
Przygotowując się do kręcenia filmu, przeprowadziliśmy wywiady z wieloma ojcami. Skarżyli się, że wszędzie wymaga się od nich opanowania i hardości – w pracy muszą być skuteczni, w domu stanowczy i wyważeni. Pewien mężczyzna opowiadał mi, że jedynym miejscem, gdzie może zapłakać, jest samochód, którym jeździ do pracy. Podróż trwa dziesięć minut. Kiedy wysiada z auta, nie ma już prawa okazać żadnej słabości.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.