BACKSTAGE: Zanim się zacznie
fot. Piotr Bedliński

7 minut czytania

/ Teatr

BACKSTAGE: Zanim się zacznie

Piotr Morawski

„Kto się z kim ma tu godzić? Krakowiacy z Góralami?  Chłop z panem? Pracownik z pracodawcą? Zwyciężająca w transformacji elita z wykluczonymi przez siebie sierotami po rewolucji?” – pisze dramaturg przed premierą „Krakowiaków i Górali”

Jeszcze 2 minuty czytania

Jerzy Got zauważył kiedyś, że „Krakowiacy i Górale” mają ciąg dalszy. Napisał go sam Bogusławski już po doświadczeniach insurekcji. Jego melodramat, „Izkahar, król Guaxary”, to znów historia o najeździe obcych – wcześniej byli to Górale, teraz do Inkasów przybywają Hiszpanie, siejąc spustoszenie. Ich wódz, Don Alwados, bierze w niewolę króla i urządza miejscowym rzeź.

Inkasi i Hiszpanie to tylko kostium. W istocie chodzi o insurekcję: „Krakowiacy i Górale”  mieli w 1794 roku wyprowadzić ludzi na ulice. Dać hasło do rewolucji; „Izkahar…” to jej podsumowanie: „Co za straszliwe widoki! Jeszcze się w oczach moich snują ci mordercy! Oto krew! Pożar! Trupy i wszędzie walące się gruzy!”. Wizja insurekcji jak ta z „Wieszania” zafascynowanego krwawą rewolucją Jarosława Marka Rymkiewicza…

A co by było, gdyby banalną historię o miłości Stacha i Basi z „Krakowiaków i Górali” wpuścić w opowieść o rewolucji z „Izkahara, króla Guaxary”? Operę w melodramat; wiersz w prozę. „Krakowiacy i Górale” to sprawna maszynka teatralna, która raz po raz uruchamia mechanizm farsy; Izkahar… to patetyczne dialogi i monologi – niewiele się tu dzieje, dużo tu za to tyrad.

A co by było, gdyby Królem z „Izkahara…” był Stanisław August Poniatowski? W czasie insurekcji rzeczywiście przebywający w areszcie domowym – jego jedyna wyprawa na Pragę zakończyła się szybkim odwrotem: lud wołał „Niech żyje król, lecz niech nie ucieka”, a przerażony monarcha szybko wrócił na zamek. Najeżdżający Inkasów Don Alwados to tyleż hiszpański konkwistador, ile demon zniszczenia. Figura rewolucji, jeśli rzecz czytać w kontekście insurekcji 1794 roku. Domaga się monarszej krwi. Kościuszko niczym Jarko z „Izkahara…” pozostaje w rozdarciu – nie zostaje jednak polskim Robespierre’em, na ile może wstrzymuje wieszanie zdrajców na ulicach. Może nawet najchętniej wróciłby do Stanów Zjednoczonych, gdzie jest już niekwestionowanym bohaterem narodowym. Eleganckim i nieskalanym rewolucyjną krwią. Bez kwestii chłopskiej na głowie, której rozwiązać nie byłby w stanie, nawet jeśli sprawy insurekcji potoczyłyby się inaczej. Poprzestającym na dobrych chęciach i pięknie brzmiących hasłach: o równości i braterstwie.

Bogusławski pisząc „Izkahara…” w 1796 roku (premiera była już we Lwowie rok później) pokazuje skutki insurekcji, jednak wcale jej nie unieważnia. Grając jeszcze później „Krakowiaków i Górali”, wcale nie osłabiał ich wymowy: fraza „Pies na powrozie wyje / każdy pragnie wolności” była już po rozbiorach czytelna dla wszystkich. Hasło „wolność” uruchamiało więc kolejne rzezie.

A co się stało z równością i braterstwem? No właśnie. Bo insurekcja kościuszkowska nie była przecież pierwszym polskim powstaniem, lecz odpryskiem krążącej po Europie rewolucji, która brała na sztandary tak wolność, jak i równość oraz braterstwo.

BACKSTAGE

Cykl w dziale teatru, stworzony z myślą o tym, „czego nie widać” (pamiętacie głośną farsę Michaela Frayna?). W tym wypadku mniej chodzi o to, co dzieje się za kulisami i w garderobach, bardziej o intelektualne zaplecze powstających przedstawień. Czego zazwyczaj nie widzą widzowie i recenzenci? Tygodni prób, czyli procesu dyskutowania, czytania, oglądania, słuchania, projektowania, burzenia, budowania na nowo. Myślenia. BACKSTAGE ma być miejscem, gdzie autorzy spektakli (reżyserzy, dramaturdzy, muzycy, scenografowie, choreografowie, aktorzy i cała reszta) będą mogli ten proces, jego fragmenty, dokumentować. Pokazać marginesy i przypisy, konteksty, źródła. W formie notatek, esejów, dzienników, opowiadań, może zapisów nutowych, albo rysunków przestrzeni.

Kościuszko przegrał swoją sprawę i przegrywali ją kolejno wszyscy; niektórzy nawet stwierdzali po latach: „Byliśmy głupi”. Tak, byliście! Nie na tym polega rewolucja! Nawet gdy wygrywaliśmy wolność, równość i braterstwo szybko szły w zapomnienie.

Tylko kto powie, że nie jest za wolnością? A równość wymaga przecież jej ograniczenia. Aby wszyscy byli równymi, niektórzy muszą powściągnąć chęć zysku, wbrew temu, co twierdził ojciec oświeceniowego liberalizmu Adam Smith. Tyle, że wolność łatwiej wziąć na sztandar. W imię wolności – kompletnie abstrakcyjnej kategorii – można się jednoczyć i można się godzić. Znów zapominając o równości i konfliktach interesów.

A Bogusławski buduje fasadę. Jego „Krakowiacy i Górale” to przecież sielanka. Jego chłopi – i ci z Mogiły, i ci z gór – zgodnie z oświeceniową konwencją teatralną pięknie tańczą i pięknie kochają. Żadnego pana nad nimi nie widać, choć jest podobno nad nimi jakaś ksieni, bo to dobra klasztorne. Nic więcej! No więc jak to jest?

I co z tą zgodą? „Krakowiacy i Górale” są o zgodzie, o porozumieniu ponad podziałami, o jedności i zapominaniu o urazach. W imię wolności. Brzmi znajomo? No właśnie!

Kiedy ostatni raz „Krakowiaków i Górali” realizowała w Teatrze Telewizji Olga Lipińska opowiadała, że to spektakl o zgodzie; że Polacy są tak podzieleni i że konieczna jest zgoda i zawieszenie wojny polsko-polskiej. Znamy, znamy: „Zgoda buduje”…

Ale czy naprawdę tak? Bo kto się niby z kim ma tu godzić? Krakowiacy z Góralami?  Chłop z panem? Pracownik z pracodawcą? Zwyciężająca w transformacji elita z wykluczonymi przez siebie sierotami po rewolucji? Zgoda jest doraźna i nikomu nie służy. Bo nie ma zgody, jest oczywisty konflikt – różnice światopoglądów i interesów, a mówienie o zgodzie wcale ich nie eliminuję, a jedynie nie pozwala na ich artykułowanie. Rozmawianie o rzeczach nieistotnych – a tym w gruncie rzeczy jest miłosna historia z „Krakowiaków i Górali” – odwraca uwagę od rzeczy ważnych.

A to spór jest przecież solą demokracji. Nie, nie chodzi o to, żeby się wzajemnie mordować, ale też nie wolno udawać, że w społeczeństwie nie ma konfliktów. Może więc warto z Bogusławskim i o tym rozmawiać? Bo czy nie za dobrze nam na tych wszystkich manifestacjach, gdy tak się wszyscy ze sobą zgadzamy? Tworzymy wspólnotę, ale interesy mamy w gruncie rzeczy różne. Dlatego właśnie dziś warto się krytycznie tej zgodzie i jedności przyjrzeć.  

Zanim się zacznie. Bo już się dzieje.

.Wojciech Bogusławski, „Krakowiacy i Górale”

Teatr Polski w Poznaniu, premiera: 19 grudnia 2015

 reżyseria:  Michał Kmiecik
 dramaturgia:  Piotr Morawski
 scenografia i światła:  Justyna Łagowska
 kostiumy:  Julia Kosmynka
muzyka:  Mateusz Górny „Gooral