Nowa normalność w sztuce

38 minut czytania

/ Sztuka

Nowa normalność w sztuce

Adam Mazur

Dyrektorzy wiodących instytucji sztuki w Polsce mówią o tym, jakie zmiany będą konieczne w znormalizowanym stanie wyjątkowym. Które reformy należałoby przeprowadzić w pierwszej kolejności. I czy sytuacja kryzysu może wpłynąć korzystnie na świat sztuki.

Jeszcze 10 minut czytania

Trwa epidemia koronawirusa, lecz już wiemy, że konsekwencje kryzysu odczują wszyscy. Pakiety pomocowe i bailouty firm będą szły w parze z cięciami w wydatkach publicznych, a kultura, jak to bywało już w przeszłości, może stać się obszarem wyjątkowo źle traktowanym. Zapytałem dyrektorów wiodących instytucji sztuki w Polsce o to, jakie zmiany w funkcjonowaniu instytucji, ale także całego pola sztuki, będą konieczne w znormalizowanym stanie wyjątkowym. Prezentowany materiał zbiera wizje przyszłości, ale jest też rodzajem dziennika pozostającego w zamknięciu artworldu.

W listach rozesłanych do galerii w Krakowie, Bytomiu, Gdańsku, Sopocie, Wrocławiu, Białymstoku, Łodzi, Poznaniu, Szczecinie i Zielonej Górze prosiliśmy o przedstawienie wizji sytuacji po kryzysie. Ankieta była sformatowana tak, by nie zamykać, lecz otworzyć dyskusję i przygotować grunt pod konieczne zmiany. Czy i jak sytuacja kryzysu może wpłynąć korzystnie na „pocovidowe” instytucje sztuki? Jak będzie wyglądała w polskim świecie sztuki proklamowana przez premiera Mateusza Morawieckiego „nowa normalność”? Które reformy należałoby przeprowadzić w pierwszej kolejności?

Zebrane wypowiedzi pozwalają mieć nadzieję na solidarność i wsparcie instytucji dla artystów i prekariatu świata sztuki. W niektórych wypadkach za słowami już poszły czyny, a instytucje, tak jak mogą, wspierają środowisko artystyczne, bez którego nie mają racji bytu. Czy na długo starczy entuzjazmu, pomysłów i środków? Czy uda się uniknąć wyniszczającej wojny o pieniądze i przetrwanie poszczególnych organizacji?

Joanna Mytkowska
Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Warszawa

Podstawowym zadaniem jest w tym momencie skuteczna solidarność z tymi, którzy stracili socjalne zabezpieczenie. Instytucje w miarę możliwości, niestety skromnych, powinny wspierać swoje otoczenie, osoby i organizacje pracujące na umowy zlecenia, oferować pomoc, podtrzymywać możliwość współpracy, organizować stypendia. Zdecydowanie przesunąć akcent z produkcji programu na wsparcie środowiska. A ponadto lobbować, żeby w programach pomocowych władze centralne i samorządowe nie pomijały pracowników kultury, a pomoc docierała do osób działających na zasadzie samozatrudnienia oraz do organizacji pozarządowych. Obecny kryzys najbardziej uderzy w trzeci sektor, a w takiej formule funkcjonuje doskonała większość inicjatyw kulturalnych. Utrzymanie przy życiu tego różnorodnego świata oddolnych inicjatyw to być albo nie być polskiej kultury. To jest potrzeba najpilniejsza.

Po drugie, przemyślenia wymaga kwestia samej produkcji artystycznej i jej celów. Dyskusja, która toczy się od pewnego czasu na temat nadprodukcji w czasach późnego kapitalizmu, ze sfery teorii na naszych oczach przenosi się w praktykę. Priorytetem staną się relacje, współpraca, animacja i edukacja.

Zmieni się także relacja lokalne–globalne. Wsparcie najbliższego otoczenia będzie z pewnością w centrum uwagi. Z drugiej strony w czasie kwarantanny mamy do czynienia z globalną lokalnością. Niestety, z czasem zamykanie granic, ograniczenia w podróżowaniu z doraźnego problemu natury epidemiologicznej mogą przerodzić się w podszytą chęcią inwigilacji i nadzoru stałą tendencję. Trzeba zrobić wszystko, co można, by temu zapobiec.

Wreszcie, jak widać z obecnego doświadczenia kwarantanny, może nastąpić gwałtowne przyspieszenie rozwoju komunikacji cyfrowej oraz form obecności kultury w sieci. Może to przynieść wiele ułatwień. Ale też wymaga świadomego w niej funkcjonowania i brania pod uwagę ogromnej ilość znanych i nieznanych możliwych manipulacji, fake newsów oraz wszelkiego rodzaju nierówności w dostępie do umieszczanych w sieci treści. To nowe wyzwanie będzie wymagało nowej wiedzy i nowej świadomości.

Piotr Stasiowski
Gdańska Galeria Miejska

Dosłownie przed chwilą dostałem informację, że w tym roku musimy ograniczyć nasze wydatki o 15% w trybie pilnym. A prawdopodobnie nie będzie to ostatnie takie zalecenie w najbliższym czasie. Biorąc pod uwagę krach gospodarczy, który grozi nam w tym i prawdopodobnie w najbliższych latach, będziemy musieli przedefiniować nasze oczekiwania wobec artystów. Naszym standardem jest, by wypłacać honoraria artystom za udział w programie merytorycznym, i mocno wierzę w to, że tak pozostanie. Prawdopodobnie jednak będziemy zmuszeni zmniejszyć liczbę tych wydarzeń i ewentualną pomoc przy produkcji nowych realizacji artystycznych, nad czym ubolewam. Ubolewam też nad tym, że od kilku lat bezskutecznie staram się o podwyżki dla pracowników galerii, a obecna sytuacja prawdopodobnie po raz kolejny zepchnie tę kwestię na dalszy plan.

Pierwszą reformą, o którą powinno solidarnie walczyć całe środowisko sztuki, w porozumieniu i przy wzajemnym wsparciu, jest ustalenie statusu artysty zawodowego i rozwiązanie kwestii ubezpieczeń społecznych dla twórców niepracujących na stałych etatach. Może kryzys, który dotknie nie tylko artystów sztuk wizualnych, ale również inne branże kultury, da możliwość konsolidacji celów i wspólnego wystąpienia o takie zabezpieczenia zdrowia i życia, ponad środowiskowymi podziałami.

Myślę, że sytuacja ta może mieć pewne pozytywne konsekwencje. Przede wszystkim czas kwarantanny, którego obecnie doświadczamy, jest dla nas czasem namysłu nad nadprodukcją gestów artystycznych, za pomocą których ścigaliśmy się w ostatnich latach między instytucjami kultury. Być może powinniśmy zwolnić tempo kolejnych otwarć, festiwali czy jednorazowych wydarzeń i postawić na ściślejszą współpracę koncepcyjną z artystami, których zapraszamy do galerii. Pozwolę sobie tutaj zacytować mojego życiowego mentora, Pawła Jarodzkiego: „Po co robić cokolwiek, czy nie lepiej rysować kwiaty?”.

Piotr Bernatowicz
CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie

Sfera kultury zapewne zostanie dotknięta przez kryzys spowodowany pandemią, podobnie jak inne obszary gospodarki i życia społecznego. Przede wszystkim, niestety, ucierpią na tym artyści. Wielu z nich zostanie pozbawionych i tak szczupłych środków do życia. W takiej sytuacji ważne jest poczucie solidarności społecznej i wydatkowanie środków publicznych w taki sposób, który wśród grup szczególnie dotkniętych sytuacją uwzględni także twórców. To jest ważny test dla rządzących i wydaje się – sądząc po wdrażanych i zapowiadanych przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego projektach służących wsparciu artystów – mają oni świadomość wagi sytuacji i konieczną wrażliwość społeczną.

Nie jestem przekonany, czy jest to dobry moment, by dokonywać gwałtownych reform instytucji. Instytucja kultury różni się od komercyjnego przedsiębiorstwa, które w zaistniałej sytuacji musi radykalnie ciąć koszty, co najprościej zrobić, redukując zatrudnienie. To dla instytucji kultury jest ostateczność. Z pewnością konieczne jest zwiększenie dostępności instytucji online, efektywne wykorzystanie wszystkich możliwości, które daje technologia. Instytucje kultury muszą także przejąć na siebie zadanie wsparcia artystów w trudnym czasie. Wykazać się kreatywnością i niestandardowymi działaniami.

Mam jednak nadzieję, że jest to sytuacja przejściowa i instytucje kultury wrócą w nieodległej przyszłości do normalnego funkcjonowania. Jestem optymistą i dlatego sądzę, że cięcia środków publicznych, choć pewnie będą konieczne, nie spowodują drastycznych zmian w funkcjonowaniu instytucji. W sytuacjach kryzysowych rola kultury okazuje się bowiem o wiele bardziej istotna, niż nam się wcześniej wydawało. Mówię oczywiście nie o rozrywce czy popkulturze, ale kulturze, która odnosi się do zagadnień istotnych. Paradoksalnie, obecna sytuacja może wzmocnić właśnie takie jej rozumienie.

Wojciech Kozłowski
BWA Zielona Góra

Jestem instytucjonalistą. Mimo że miałem istotne i długotrwałe okresy NGO-sowe, od 36 lat pracuję w miejscu, które swoimi korzeniami tkwi w czasach, kiedy synonimami były instytucjonalność i zależność (od „państwa” w postaci „wydziału”, „związku” oraz „komitetu”). Mogę co najwyżej przypuszczać, że faktycznie będzie gorzej, bo system naczyń połączonych, jakim jest współczesność, ma tę podstawową cechę, że jak w jednym miejscu jest mniej, to w drugim podobnie. Z oczywistych względów nie wydaje mi się, żeby akurat dobrze dotychczas funkcjonujące instytucje wystawiennicze musiały wstydzić się samych siebie i za wszelką cenę wymyślać się na nowo. Najgorzej byłoby, gdyby zaczęły oszczędzać na swoich pracownikach, bo chyba bardziej już nie mogą. Nawet bez kryzysu wszyscy wiemy, ile się w nich zarabia. Wszyscy wiemy też, jak niewspółmierne są te wynagrodzenia w stosunku do wkładu pracy, czasu i zaangażowania.

Jeśli sytuacja pandemii ma stanowić cezurę nie tylko ekonomiczną, to być może pokazuje nam też, że próby przeniesienia działalności do internetu nie powinny przesłaniać nam oczywistej prawdy, że dystrybucja wystawy (nie mówiąc już o działaniach edukacyjnych) nie jest analogiczna do rozpowszechniania płyty, książki, filmu czy czegokolwiek, co reprodukowalne 1:1. Nie da się wszystkiego dedykować na VR, choć oczywiście interfejsy są już wymyślone, pozostaje tylko kwestia ich wdrożenia na masową skalę. To jest pewnie przyszłość, dla mnie mało nęcąca, ale dla młodzieży oczywista. Nie będę udawał, że nie obchodzi mnie przestrzeń fizyczna instytucji, choć być może jednym z efektów kryzysu będzie uprzytomnienie nam, że jej nadmiar nie musi być jednoznacznie pozytywny. Gdyby efektem pandemii miało być przyśpieszenie prac nad prawdziwą wirtualnością i lepszymi możliwościami funkcjonowania niefizycznego, to czemu nie, obawiam się jednak, że w gospodarce niedoboru to niekoniecznie będzie priorytet.

Jeśli zawrócimy z drogi, którą podąża świat, jeśli agresywny kapitalizm zrozumie konieczność wymyślenia się na nowo, to pole sztuki także się zmieni. Jak będzie wyglądać ta zmiana, nie potrafię powiedzieć. Tak, to asekuracja, ale pamiętacie, co przytrafiło się kiedyś Francisowi Fukuyamie?

Zbigniew Buski
Państwowa Galeria Sztuki, Sopot

Na pewno trzeba się liczyć z poważnymi cięciami w wydatkach publicznych. Doświadczenie podpowiada mi, że w kulturze i sztuce cięcia te mogą być spore. Jestem przekonany, że w Sopocie władze samorządowe postarają się, żeby Państwowa Galeria Sztuki i pozostałe instytucje kultury przeszły przez ten kryzys w miarę bezboleśnie. Jak rzeczywiście będzie, czas pokaże. Galerie sztuki zamknięto razem z kinami i teatrami. O ile kina i teatry gromadzą na spektaklach po kilkaset osób, to w PGS tylu ludzi lub więcej gromadzi tylko wernisaż.

Olbrzymie konsekwencje dotkną artystów wizualnych. Brak możliwości sprzedaży dzieł, ich wystawiania, nieuchronne przesunięcia terminów wystaw itp. Dotyczy to szczególnie tych, którzy nie mają etatów na uczelniach, ale i posiadający etaty też sporo stracą (rezydencje, festiwale, wystawy). Trójka znajomych artystów malarzy z Berlina (Polacy zarejestrowani w tamtejszym Związku, ZUS-ie i Kasie Chorych) 16 marca wypełniła nieskomplikowany wniosek przez internet, a 18 miała na swoich kontach odpowiednio 15, 9 i 5 tysięcy euro, z czego około 40% musi wydać na materiały do pracy, a pozostałą kwotę według własnych potrzeb. Nie słyszałem o takiej akcji wobec ludzi sztuki w Polsce. Wprawdzie uruchomiono program stypendialny „Kultura w sieci” dedykowany artystom, ale czy to zrównoważy straty, czy to wystarczająca pomoc, to się dopiero okaże.

Instytucje przeniosły funkcjonowanie do internetu i muszą odnaleźć się w nowych warunkach, nie zapominając, że równie ważna jak ilość jest jakość działań. Ich nadmiar może być problemem i testem dla instytucji, artystów oraz odbiorców.  

Raczej nie wyobrażam sobie, żeby sytuacja kryzysu wpłynęła korzystnie na instytucje sztuki. Będzie wręcz odwrotnie. Czeka nas ciężka praca nad „odzyskiwaniem” widza. Mamy świadomość, że dużym problemem będzie edukacja artystyczna czy kulturalna. Strach jeszcze długo będzie paraliżował przed uczestnictwem w takich zajęciach. Najprawdopodobniej sezon turystyczny w Sopocie będzie gorszy od poprzednich, a co za tym idzie, i turystów wchodzących do galerii będzie zdecydowanie mniej. Obym się mylił.

Marek Wasilewski
Galeria Miejska Arsenał w Poznaniu

Wiadomo już, że czas po epidemii będzie naznaczony przez gwałtowny kryzys gospodarczy. Dla instytucji kultury oznacza to powrót do budżetowych realiów lat 90. ubiegłego wieku, kiedy pieniędzy nie było niemal na nic. Ponieważ jesteśmy bogatsi o doświadczenia, których nie mieliśmy wtedy (oraz ubożsi o złudzenia i marzenia, których nie mamy dzisiaj), warto zastanowić się, czego oczekujemy od instytucji sztuki, czym one są i czym powinny być.

Kiedy próbuję przypomnieć sobie, jakie wartości pozwalały dokonać najciekawszych rzeczy w czasach kryzysu lat 80. i 90., na myśl przychodzi mi tylko bezinteresowność. To nie chciwość, przedsiębiorczość czy zapobiegliwość były motorami sztuki w czasie, kiedy mało kogo było stać na profesjonalne ołówki, farby, papier… Ta bezinteresowność, która dzisiaj, kiedy wszystko przekłada się na umowę o dzieło, wydaje się naiwną nieodpowiedzialnością, była motorem takich miejsc jak Galeria Wielka 19 czy Akumulatory. To bezinteresowność i ciekawość sztuki, spotkań z innymi ludźmi wypełniały po brzegi najciekawsze pracownie na kilku uczelniach artystycznych. Nikt wtedy nie pytał, na ile wyceniony jest poświęcony przez nich czas. Kiedy o tym piszę, nie wzywam artystów i kuratorów do pracy za darmo. Ten czas nie może wrócić. 

To już nie będzie czas na organizowanie efektownych, drogich wystaw, na wydawanie pieniędzy na bilety lotnicze, duże honoraria dla ważnych artystów i artystek. To będzie czas inicjatyw lokalnych, zawierania sojuszy, współpracy z inicjatywami pozarządowymi, w realizowaniu projektów ważnych dla miejsc, w których żyjemy.

Waldemar Tatarczuk
Galeria Labirynt w Lublinie

Świat umiera a my nawet tego nie zauważamy”, mówiła Olga Tokarczuk w grudniu 2019 roku podczas wykładu noblowskiego w Szwedzkiej Akademii. Wtedy odbieraliśmy to raczej jako „poruszającą metaforę”, teraz widzimy to naprawdę, w realu. Umiera świat, który znaliśmy, do przeszłości odchodzą dawne formy aktywności, a ci, którym się wydaje, że będzie do czego wracać srodze się zawiodą. Nie będzie żadnego powrotu, nie będzie świata po pandemii. To co mamy teraz to jest nasza nowa rzeczywistość, tak już będziemy żyć, nosząc maski na twarzach, starając się trzymać dystans między sobą, sprawdzając temperaturę. Będzie to miało wpływ na formy aktywności artystycznej a w konsekwencji również na działalność instytucji. A może instytucje również przejdą do historii? A może, trawestując Jerzego Ludwińskiego, przekształcą się w coś zupełnie innego, coś, czego nie potrafimy jeszcze nazwać? Jeśli tak się stanie to będą miały o wiele większe możliwości, a jeśli nie, to znikną albo staną się skansenami przeszłości.

Piotr Lisowski
Muzeum Współczesne Wrocław

Z punktu widzenia instytucji ważne jest, aby pomimo przestoju zachowały zdolność do normalnego funkcjonowania, zarówno w kwestiach administracyjno-organizacyjnych, jak i programowych, co wiąże się w dużej mierze z utrzymaniem ich budżetów w niezmienionej formie. Jeżeli instytucje nie staną się ofiarami cięć budżetowych, mogą wyjść z kryzysu z dodatkową odpornością uwrażliwiającą na skracanie społecznego dystansu. Pandemia uderzyła w jedną z ważniejszych doktryn sztuki współczesnej – jej globalny charakter – zakazując kontaktów, przemieszczania się, pozbawiając ją czynnika bezpośredniości. Jednocześnie sankcjonuje wspólnotowość i solidarność. Izolacja jest dobrym momentem na przeprogramowanie wielu aspektów funkcjonowania instytucji koncentrujących się właśnie na tych kwestiach i zawalczeniu o sytuację artystów w myśl zasady, że instytucja powinna być wspierająca i eksperymentująca. W tym należałoby upatrywać użyteczności instytucji postrzeganej jako narzędzie umożliwiające i uruchomiające procesy znormalizowania kryzysu, nie tylko w polu samej sztuki.

Sytuacja artystek i artystów wydaje się bardziej skomplikowana. Postulaty głoszone przez środowisko, opowiadające się za wprowadzeniem przez państwo prostych procedur pozwalających na szybkie, doraźne wsparcie, wydają się właściwe. Nie ma sensu ich tutaj powtarzać. Instytucje powinny czynnie wesprzeć te postulaty. Z całą pewnością wymaga to bardziej kompleksowego planu, który nie powstanie bez dialogu pomiędzy środowiskiem a władzą, zarówno na szczeblu centralnym i samorządowym, oraz organizacjami pozarządowymi. Z rzeczy doraźnych ważne na ten moment wydaje się uelastycznienie procedur formalnych programów ministerialnych tak, aby projekty, które otrzymały granty, mogły zostać zrealizowane, rozpatrzenie odwołań, które wciąż są zawieszone, rozważenie możliwości przerzucenia części działań na przyszły rok. Jak bumerang powraca temat ubezpieczeń zdrowotnych i prekariatu. Ostatnio, przeglądając różne zasoby wirtualne, natrafiłem na wideodokumentację wystawy, którą ponad sześć lat temu miałem przyjemność zrealizować. Wystawa, nomen omen zatytułowana „Epidemic”, starała się przyjrzeć relacjom, jakie zachodzą w szczególności na linii artysta–kurator–publiczność–instytucja. Jedną z prezentowanych tam prac była dokumentacja akcji Arka Pasożyta, który deklarując, że nie może utrzymać się ze sztuki, wyszedł na ulice żebrać. Pod filmem zamieszczonym w sieci znajdował się anonimowy komentarz: „Jeżeli jesteś artystą i nie możesz utrzymać się ze sztuki znaczy się powinieneś zmienić zawód. Zostań dyrektorem banku albo hydraulikiem. Zacznij robić wreszcie coś pożytecznego, a nie czekać aż ktoś będzie ciebie utrzymywał… bo niby z jakiej racji masz żyć na koszt innych?”. Obecna sytuacja uświadamia, że zmiany dotyczą nas wszystkich, że kryzys może wpłynąć na każdą sferę życia i zostanie dyrektorem banku czy hydraulikiem niekoniecznie rozwiązuje problem. Może warto wykorzystać moment kryzysu, który dotyka wszystkich, na uświadomienie sobie, że sztuka posiada zdolności profetyczne, potrafi szybko reagować za zmiany, wskazywać niebezpieczeństwa. Nawet jeśli przekazywana jest drogą telepatyczną, zadaniem instytucji jest przemienienie się w widzialną rękę komunikującą ten fakt.

Agata Cukierska
Centrum Sztuki Współczesnej „Kronika”, Bytom

Według mnie należy robić wszystko, aby utrzymać miejsca pracy. Nie wiem, jakie są dobre rozwiązania. Być może podstawowy dochód na czas epidemii, a tam, gdzie to tylko możliwe, aneksowanie umów do możliwości pracy zdalnej. W końcu to, co robimy, nie ogranicza się do produkcji wystaw. Dodatkowym problemem są sygnały o obcinaniu dotacji samorządowych instytucji kultury, co jest szczególnie dotkliwe w mniejszych miejscowościach, gdzie i bez pandemii były kiepsko finansowane i działały trochę na zasadzie NGO-sów. Brakuje w tym polu sensownych rozwiązań w ramach zaproponowanej przez rząd tarczy antykryzysowej. Mówię też z własnej perspektywy.

Działalność CSW Kronika na mapie polskiej sztuki od lat była swego rodzaju fenomenem. Dysponując niewielkim budżetem i pracując w małym zespole, nauczyliśmy się funkcjonować jak superorganizm, gdzie wszystkie naczynia są ze sobą połączone. Trudno wyobrazić sobie dalsze funkcjonowanie miejsca bez części zespołu, której z powodów cięcia kosztów nie przedłużono bądź skrócono umowy cywilnoprawne. Planowanie dalszych działań jest w tej chwili oparte na niewiadomych. Wydawało nam się, że przed nami dobry rok. Nawiązujemy nowe współprace, planujemy działania rezydencyjne, wydanie kilku publikacji, otrzymaliśmy dofinansowanie ministerialne na trzy projekty – trudno będzie te plany zrealizować w okrojonym zespole. Być może powrót po epidemii będzie równoznaczny z redefinicją miejsca, w którym działamy.

Sama sztuka pewnie na kryzysie skorzysta. Wśród zmian, jakie obserwujemy już dzisiaj, są paniczne próby przenoszenia instytucji w przestrzeń wirtualną. W wielu miejscach wynika to z odgórnych nakazów i jest robione po omacku. Mimo wątpliwości traktowałabym to jako zjawisko pozytywne. Obecność w sieci daje nowe możliwości, jak chociażby dotarcie do większego grona odbiorców czy udostępnienie archiwów i wyprodukowanej wiedzy, choć oczywiście nigdy nie zastąpi bezpośredniego kontaktu ze sztuką (otwieranie wystaw w formie online nie jest według mnie dobrą formułą). Ważnym aspektem jest dla nas dotarcie do osób wykluczonych, które niezależnie od epidemii nie mogą bezpośrednio uczestniczyć w wydarzeniach przez nas proponowanych. Pracujemy w tej chwili nad szukaniem takich rozwiązań.

Kiedy myślę o korzyściach, przychodzi mi do głowy jeszcze jedno: solidarność środowiska i brak zgody na niesprawiedliwe traktowanie artystów i pracowników sztuki. W myśl pracy Rafała Jakubowicza prezentowanej kilka lat temu w Kronice: Workers of the artworld, unite!

Anna Mituś
BWA Wrocław

Instytucja i zmiana to brzmi jak oksymoron, ale nie można odwracać wzroku od takiej konieczności. Instytucje zmieniają się dziś w sieć wsparcia dla ludzi siedzących w domach – dostarczając im rozrywki, wiedzy, inspiracji, ucząc, jak szyć maseczki, ale czasem zajmując się też znudzonymi dziećmi. Równie ważne jest tworzenie narzędzi wsparcia dla artystów, którzy stracili możliwość nie tylko pokazania swoich prac w galeriach, ale również uzyskiwania dochodów z tytułu wykonywania innych zleceń, które stały się bezcelowe w obliczu odwołania wydarzeń. We Wrocławiu już wiadomo, że sytuacja ta potrwa do 31 sierpnia. To bardzo długo. Jeszcze nie wiemy, czy całkiem wyklucza to możliwość udostępniania naszych przestrzeni publiczności. Trudno jednak wyobrazić sobie uzasadnienie takich ostrych ograniczeń, kiedy ruszą szkoły, uczelnie i większość usług. Jesteśmy gotowi na wprowadzanie wszelkich zasad bezpieczeństwa i nowych formatów działania, by tylko móc uchylić drzwi galerii.

Brakuje w naszym kraju szerszego systemu wspierania i tworzenia zachęt dla umacniania pozycji zawodowej różnych pracowników sektora kultury, który jest – o czym wiemy od dawna – skrajnie prekarny. Bardzo na czasie mogą być w tej chwili wszelkie programy pomocy publicznej, zarówno bezpośredniej (takie jak programy ministerialne, wsparte przez transparentne komisje grantowe), ale też działającej w oparciu o sieć instytucji.

Wszelkie kryzysowe sytuacje uwalniają potencjał związany ze zmianą. Nasza instytucja choćby – działająca przecież od ponad roku w głębokim kryzysie związanym z brakiem lokalu – lubi takie wyzwania, choć ich wprowadzanie w obieg procedur bywa trudne. Pozwalają na otrząśnięcie się z przyzwyczajeń, ale też pokazują, co jest rdzeniem naszego funkcjonowania, a czego nie uda się przeskoczyć. Uczymy się o wiele intensywniejszego wykorzystywania narzędzi sieciowych, np. tych pozwalających dziś na elektroniczny obieg dokumentów (niestety tylko w niektórych przypadkach jest to możliwe). Jednak, co równie ważne, a może nawet ważniejsze, kryzysy konfrontują nas z pytaniami podstawowymi. Wiem, zabrzmi to patetycznie, ale co tam, napiszę: po co? i dla kogo działamy? Tak jak wtedy, gdy rok temu próbowaliśmy wystawą „Odjazd” pomyśleć moment przekroczenia „wyobrażalnego końca” w obliczu licznych katastrof, które spotykają świat, planetę, ale też miliony konkretnych ludzi, tak teraz próbujemy przyjąć perspektywę innych, jeszcze mniej uprzywilejowanych. Staramy się, budując nasz program, zbliżyć do artystów i innych aktorów pola sztuki wizualnej, z którymi powinniśmy być jako instytucja szczególnie solidarni, ale też używać języka sztuki, by nie zapomnieć o tych, którzy dziś nie mogą nawet umyć rąk.

Monika Szewczyk
Arsenał, Białystok

Od lat już nie wróżę z fusów i odwrotnie proporcjonalnie do doświadczenia mam coraz mniej zdolności podejmowania decyzji bez rozpoznania warunków bazowych. Niewiedza miota mną od optymizmu do czarnowidztwa. Nie jest łatwo rozstawać się ze światem, jaki znaliśmy, wiec pielęgnuję w sobie myśl, że w końcówce czerwca otworzymy planowane na kwiecień i maj wystawy. To by oznaczało, że praktycznie zrealizujemy plan swojej aktywności w Białymstoku w 90% i pozostaniemy lojalni wobec artystów. Opieram się oczywiście na pobożnych życzeniach, bardzo trudno jest cokolwiek zaplanować w dłuższej perspektywie. Wszystkie wystawy zagraniczne, które mieliśmy w tym roku zrealizować, właściwie już zostały przeniesione na przyszły rok ze względu na cięcia budżetu naszych partnerów. I może to jest bardziej realistyczne, może nie czerwiec i nie wrzesień, ale wręcz rok 2021, może jego druga połowa? A jeśli tak, to czy powrót jest w ogóle możliwy? Czy nasze plany będą miały jakieś znaczenie wobec głębokiego kryzysu, jaki nieuchronnie nastąpi?

Praca zdalna (z wyjątkami wyższej konieczności) uświadomiła nam, jak ważna jest dla nas nasza mała wspólnota. Tęsknimy za sobą. Chcemy nie stracić kontaktu z artystami, publicznością i sobą nawzajem, myślimy, jak nie zaprzepaścić naszej pracy. Próbujemy dostosowywać nasze projekty do realizacji w sieci, niektóre z nich nadają się do tego świetnie, platforma SEPPO hula, tak wirtualnie, jak w realu, cieszy się dużym powodzeniem, ciągle odkrywamy nowe możliwości. Próbujemy znaleźć dobrą stronę tej patowej sytuacji – możliwość realizacji projektu tu i teraz, uwzględniając dostępne narzędzia. Zwykle planujemy z półtorarocznym wyprzedzeniem, gorące tematy często przestają być gorące, ktoś nas uprzedza. Ogłoszony przez Galerię Arsenał Open Call „Koniec tej historii nie został jeszcze napisany. Solidarność i sprawstwo” zaprasza artystów do dzielenia się na gorąco obserwacjami z kwarantanny, przemyśleniami dotyczącymi solidarności społecznej, współpracy i tego, jak możemy wykorzystać sytuację kryzysową do budowania wspólnoty. Zawsze myślałam, że artyści widzą więcej i szybciej diagnozują sytuację – czekam więc na tę diagnozę.

Stanisław Ruksza
TRAFO Trafostacja Sztuki w Szczecinie

Hasło niemieckich aktywistów kultury „Wszystko odwołać, wszystkim zapłacić” wskazuje dobry punkt widzenia. Bo na pierwszym etapie należy zabezpieczyć lub uratować to, co funkcjonuje – twórców i instytucje. Ludzi, którzy tworzą ten organizm, a którzy pracują twórczo również w czasie epidemii. Docelowo do zrobienia jest wiele, na różnych poziomach, bo to naczynia połączone, i tak jak przedsiębiorstwa, kultura też domaga się strategii przetrwania. Instytucje kultury potrzebują gwarancji dalszego budżetowania na kolejne lata (najczęściej dziś mają minimum pozwalające na opłaty stałe i etaty), bo wykonują cały czas swoją pracę merytoryczną. Pracownicy potrzebują gwarancji zatrudnienia, nie tylko na etatach (casus Bytomia, gdzie bez należytego rozpoznania trybu pracy instytucji zwolniono część pracowników Kroniki na umowach śmieciowych), organizacje pozarządowe planu wsparcia, bo może za chwilę ich nie być, a artyści pomocy przy umorzeniu czynszów i opłat za pracownie plastyczne czy lokale wykorzystywane do działań na rzecz kultury, tak jak to umożliwiono w niektórych miejscach przedsiębiorcom. I last but not least pozostaje jak najszybciej ubezpieczyć artystów, a właściwie wszystkich obywateli, co nadal jest niezałatwioną kwestią.

Na tym pierwszym etapie potrzebna jest przede wszystkim komunikacja ze środowiskami, rozpoznanie potrzeb, aby pomoc została spożytkowana sensownie. Ona jest dziś zdecydowanie niewystarczająca i niekoniecznie trafia tam, gdzie jest naprawdę potrzebna. Źle rozdystrybuowane środki pogłębiają dodatkowo kryzys w całym środowisku. Tutaj publiczne instytucje służące spotkaniom artystów i publiczności są predestynowane do bycia instrumentem wsparcia artystów. Mogą też posłużyć wytworzeniu zasad, do których należy dążyć po stanie zagrożenia.

A jak sztuka będzie wyglądała po pandemii? W naukach społecznych błyskawicznie przystosowano wirusa do wcześniejszych tez. W sztuce będzie pewnie podobnie. W Czechach jakiś artysta malował już koronawirusa (skądinąd organiczne motywy są szalenie zmysłowe) i paradował z nim na moście Karola. Instytucje prześcigają się w pomysłach online, trochę też zmuszone wykazać się aktywnością, choć zasobów dzieł w sieci wystarczy na stulecia. Ta żałosna logika promocji trwa. Sztuka na pewno posiada tradycyjną już funkcję kronikarza rzeczywistości. Oby w miejsce „gadżeciarstwa” i prac o przysłowiowym „siedzeniu na murku” pojawiły się autentyczne prace o potencjale granicznym czy egzystencjalnym.

Agata Wąsowska-Pawlik
Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie

Sektor kultury został dotknięty przez tę sytuację wyjątkowo mocno. Sednem działań w kulturze jest przecież umożliwienie odbiorcy czy widzowi bezpośredniego kontaktu z twórcą lub jego dziełem, kreowanie sytuacji doświadczenia, przeżywania i emocji. Kryzys ten dotyka w głównej mierze twórców tracących i tak niskie dochody, ale też tych, którzy upowszechniają dzieła czy teksty kultury. Ludzie kultury pracują w permanentnym kryzysie: niedoborze środków i czasu, dlatego mam wrażenie, że większość instytucji kultury dość szybko zaadaptowała się do nowej sytuacji, przenosząc część swojej aktywności do sieci. Ta elastyczność czy rezyliencja będzie nam jeszcze długo potrzebna i może, oprócz umiejętności budowania zaufania, będzie naszym najważniejszym wkładem w odbudowę naderwanych przez pandemię więzi społecznych.

Aktualny kryzys ma dla instytucji kultury podwójne oblicze. Z jednej strony publiczność, która poszukuje naszej oferty w internecie (choć zapewne nie cała), może nie zechcieć wrócić lub wracając, nie chcieć zapłacić za bilety wstępu (również z tego powodu, że nie będzie jej na to stać). Z drugiej strony organizatorzy naszych instytucji, szukając oszczędności, jak zwykle zaglądają wpierw do kieszeni „kultura”. Kryzys ten będzie miał zatem oblicze finansowe, ale też to związane ze zmianą modelu uczestnictwa w kulturze (ograniczenia zgromadzeń mogą być wydłużane). To, co wydaje się ważne teraz, to żeby nasz głos był słyszalny i docierał do decydentów. Głos, który udowadnia, że to w kulturze tkwi źródło inspiracji, możliwości i sposobów innowacyjnego działania, a kultura rozumiana jako przestrzeń komunikowania się, dialogu, wartości poszerza nasze perspektywy poznawcze, ułatwia porozumienie się i wspólne definiowanie sytuacji, a tym samym – współdziałanie, tak bardzo nam teraz potrzebne. Poza tym wykorzystajmy ten czas kwarantanny na dogłębne przemyślenie filozofii naszego działania, myślmy o alternatywnych scenariuszach, bo do tego, co było, powrotu już nie ma, a jeszcze nie wiemy, jaka będzie rzeczywistość „po”.

Jarosław Suchan
Muzeum Sztuki w Łodzi

Epidemia nie ujawnia niczego, czego byśmy nie widzieli wcześniej. Może tylko wyostrza i dramatyzuje obraz rzeczywistości. Środowisko artystyczne jest mocno sprekaryzowane i pozbawione socjalnych osłon, a wbrew nieustająco spotykającej je krytyce to instytucje publiczne stanowią silnik całego układu i nawet krótkotrwałe i częściowe ich „wyłączenie” skutkuje poważnymi turbulencjami w sytuacji twórców, sporej części tzw. klasy kreatywnej, rynku czy NGO-sów. Gdy nadchodzi kryzys, to nieodmiennie w kulturze widzi się rezerwuar nadwyżek, które można przesunąć tam, gdzie są „prawdziwe” potrzeby – co jasno dowodzi, gdzie w hierarchii ważności znajduje się w naszym kraju kultura. Epidemia i konieczność pracy w trybie zdalnym potwierdzają także znaną nie od dziś prawdę, że spokojnie można obejść się bez wielu biurokratycznych procedur, że tryb załatwiania różnych spraw da się uprościć, że dokumenty da się wysłać e-mailem, a nie w trylionach papierowych kopii na trylion różnych adresów. Słowem – że można się oprzeć na wzajemnym zaufaniu i, o dziwo, nie prowadzi to do katastrofy.

Obserwacja obecnej sytuacji utwierdza mnie jeszcze w jednym: internet wcale nie jest przyszłością muzeów i galerii. Doświadczenie, którego dostarcza kontakt ze sztuką w realnej przestrzeni wypełnianej obecnością innych ludzi, jest nie do zastąpienia. Nawet wówczas, gdy przedmiotem, z którym się w tej przestrzeni spotykamy, są gogle do VR-u. Zamiast więc ścigać się w podboju cyberprzestrzeni, powinniśmy raczej pomyśleć o tym, jak najlepiej wykorzystać fizyczną i materialną realność będącą naszym zasobem. Internet oferuje łatwość i bezkarność w artykułowaniu najbardziej głupich, obraźliwych, kłamliwych wypowiedzi, ponieważ odrealnia i pozbawia konkretności adresata. Ponadto jest środowiskiem, które ze względu na swoją specyfikę faworyzuje uproszczony i spłaszczony przekaz. Dlatego powinniśmy umacniać znaczenie muzeów jako miejsc fizycznego spotkania z drugim, niekoniecznie myślącym tak samo jak ja, i jako miejsc kontaktu z dziełem, którego sensu nie da się sprowadzić do prostego komunikatu, gdyż oddziałuje również za pomocą swojej materialności, tego, w jaki sposób zajmuje przestrzeń i wpływa na ruch naszego ciała.

Obecny wyjątkowy stan wymusza zmiany: uproszczenie procedur biurokratycznych, wprowadzenie prawa, które będzie sprzyjało, a nie przeszkadzało działalności kulturalnej, uznanie kultury za niezbędną dla zdrowego funkcjonowania społeczeństwa (a co za tym idzie, także dla jego rekonwalescencji po epidemii koronawirusa) i stosowne jej dofinansowanie, a wreszcie – wzmocnienie bezpieczeństwa socjalnego twórczyń i twórców oraz pracowników i pracownic kultury. Przy czym, w przypadku tej ostatniej kwestii, uważam, że problem będzie właściwie rozwiązany dopiero, gdy zostanie wprowadzony bezwarunkowy dochód podstawowy, czyli świadczenie dostępne bez względu na zawodową przynależność.

Bartosz Frąckowiak
Biennale Warszawa

Jednym z najważniejszych problemów kultury – wydobytym i wyostrzonym przez pandemię – jest ogromna prekaryzacja pola kultury i sztuki, jego pracowniczek i pracowników. Poza osobami, które mają dodatkowe dochody z pracy w sektorach kreatywnych (reklamie, telewizji, filmie), czy zatrudnionymi na etatach (zazwyczaj niskopłatnych, co pokazał raport Inicjatywy Pracowniczej na temat warunków zatrudnienia i poziomu płac w warszawskich instytucjach kultury) w instytucjach publicznych większość artystek i artystów, animatorek i animatorów, badaczek i badaczy, kuratorów i kuratorek pracuje na umowach cywilnoprawnych. Jak wiemy od dawna z niezliczonych tekstów na ten temat, bardzo trudno w takiej sytuacji o środki do życia, nie mówiąc już o stałym ubezpieczeniu zdrowotnym i emerytalnym, możliwości świadomego planowania przyszłości, przewidywalności dochodu czy jakiejkolwiek stabilizacji. Dzisiaj los tych osób jest szczególnie trudny. Z dnia na dzień straciły jedyne źródło dochodu, instytucje zostały zmuszone do odwołania ich projektów, a wysokość i tryb przyznawania „postojowego” wydaje się ponurym żartem. Ta sytuacja ujawnia konieczność wprowadzenia zarówno ogólnych rozwiązań, jak bezwarunkowy dochód podstawowy, który postuluje m.in. polska ekonomistka Zofia Łapniewska, jak też specjalnych zabezpieczeń skierowanych specjalnie do artystów (jak dedykowane ubezpieczenia społeczne). Równocześnie konieczne jest zwiększenie zarobków wszystkich pracowników etatowych w instytucjach kultury, zredukowanie liczby pracowników na umowach cywilnoprawnych na rzecz zwiększenia liczby etatów w instytucjach. Poza oczywistymi korzyściami społecznymi takiego rozwiązania pamiętajmy, że pracowniczki i pracownicy kultury i sztuki to również konsumentki i konsumenci. W sytuacji bezpieczeństwa socjalnego, pewności i stabilności egzystencjalnej chętniej wydawać będą pieniądze na rozmaite usługi i produkty, co dodatkowo stymulować będzie odradzającą się gospodarkę.

Po wielu miesiącach zamknięcia w domach prawdopodobnie z dużymi oporami i lękiem będziemy wracać do intensywnych relacji społecznych czy sytuacji wspólnotowych odbywających się w fizycznych przestrzeniach. Oznacza to bardzo powolne oswajanie się z uczestnictwem w wystawach, spektaklach teatralnych, spotkaniach, debatach, warsztatach, koncertach. Długo jeszcze towarzyszyć nam będzie lęk, niekiedy wręcz odruchowy i bezwarunkowy, przed spędzeniem kilku godzin w grupie kilkudziesięciu czy kilkuset osób znajdujących się w jednym pomieszczeniu. Widzę ogromną rolę instytucji kultury i sztuki w przywracaniu tych nadwątlonych relacji społecznych, w bezpiecznym integrowaniu ludzi na nowo, w tworzeniu warunków do spotkań i interakcji w realnej przestrzeni.

Równocześnie, wobec prawdopodobnego nasilania się w wyniku pandemii tendencji autorytarnych, zwiększonej inwigilacji i kontroli, instytucje sztuki powinny stać się miejscami praktykowania alternatywnych, nieautorytarnych polityk, wypracowywania nowych rozwiązań, analizowania nowych form władzy i przemocy powstałych w wyniku kryzysowej „doktryny szoku”, projektowania lepszej przyszłości: bardziej równościowej, skupionej na budowaniu mądrych translokalnych sojuszy, intersekcjonalnej, poszerzającej wyobraźnię społeczno-polityczną.

Ważnym wątkiem transformacji kultury będzie też wprowadzenie realnie proekologicznych rozwiązań. Nie chodzi tu tylko o działania w mikroskali, czyli ograniczanie drukowanych materiałów promocyjnych, stawianie na produkty z materiałów do recyklingu, powtórne wykorzystywanie elementów wystaw czy scenografii. Równie ważne jest działanie polityczne, służące odsłonięciu systemowych uwarunkowań obecnej katastrofy klimatycznej i zwracające uwagę na bezkarność podmiotów odpowiedzialnych za emisje. I w tym przypadku ważne jest tworzenie relacji pomiędzy mikroskalą (nasze codzienne instytucjonalne praktyki i nawyki) i makroskalą (ekobójstwo, kapitałocen).