Marne szanse na awanse
jsutcℓiffe / CC BY-NC-SA 2.0

15 minut czytania

/ Sztuka

Marne szanse na awanse

Rozmowa z Anną Gromadą

Na akademiach sztuk pięknych jest tylko 17 procent profesorek zwyczajnych. Młodsza kadra dostrzega problem nieobecności kobiet, wśród starszych zaś pokutuje pogląd, że studentki szybko zaangażują się w macierzyństwo i odejdą od sztuki, więc nie warto w nie inwestować

Jeszcze 4 minuty czytania

MONIKA STELMACH: Z badań, które przeprowadziłaś na uczelniach artystycznych wynika, że kobiety stanowią 77 proc. studentów, 35 proc. pracowników naukowych i już tylko 17 proc. profesorów zwyczajnych. Zaskakujące jest, w jakim stopniu ASP są zmaskulinizowane jako miejsca pracy.
ANNA GROMADA
: W Polsce są uczelnie plastyczne, gdzie nadal nie ma ani jednej profesor zwyczajnej. Nie jesteśmy w stanie wskazać żadnego innego typu uczelni, poza teologicznymi, gdzie są tak duże dysproporcje. Na przykład na akademiach medycznych 74 proc. studentów i 57 proc. pracowników naukowych to kobiety, czyli widać ciągłość w tym aspekcie między uczelnią jako miejscem studiów i uczelnią jako miejscem pracy. Na uczelniach plastycznych zaś ta ciągłość jest kompletnie zaburzona.

Co sprawia, że przy tak dużej liczbie kobiet na dole, tak mało jest na szczycie? Dlaczego kobiety przestają widzieć siebie w roli asystentek?
Powody dysproporcji są różne. Składają się na nie między innymi czynniki psychologiczne oraz relacje z nauczycielami akademickimi. Kobiety częściej są narażone na negatywne bodźce, takie jak niechciane komentarze dotyczące urody, ciała i erotyki. Jednocześnie bardzo nierówna jest dystrybucja pozytywnych bodźców otrzymywanych od kadry naukowej. Każdą z siedmiu odmian wyodrębnionych przez nas zachęt częściej otrzymują mężczyźni niż kobiety  od porady, poprzez indywidualną opiekę, aż do pomocy przy zostaniu asystentem. Np. zaproszenie na ponadprogramowe spotkania i wyjazdy zaproponowano połowie studentek i około 2/3 studentów. A to właśnie po godzinach często dzieją się ważne rzeczy: zawiązuje się grupy artystyczne, podejmuje się współpracę, nawiązuje nowe kontakty i cementuje stare. Z naszego badania wynika, że na pierwszych latach studenci i studentki uczelni plastycznych podobnie oceniają atrakcyjność asystentury. Po czym dla studentek wyższych lat ta ocena spada, a dla studentów rośnie.

Relacje z kadrą mają aż tak duże znaczenie dla kariery akademickiej?
Tak. W socjologii jest określenie „efekt św. Mateusza”, które zakłada, że zasoby pomnażają się nielinearnie: drobne różnice w zachęcaniu i zniechęcaniu z czasem przekładają się na istotne różnice w karierze, gdyż poprzednie sukcesy zwiększają prawdopodobieństwo następnych. Zaangażowany mentor daje przewagę na starcie tym, których otacza opieką, a w gorszym położeniu stawia osoby bez poparcia. Studenci cieszący się uznaniem profesorów mają łatwiejszy dostęp do środków niezbędnych do rozwoju, w tym kluczowego zasobu na początku kariery: rekomendacji osób w pozycji władzy. Ci, którzy nie otrzymują wsparcia są w o wiele trudniejszej sytuacji. 


Ten mechanizm istnieje na każdej uczelni, jednak w szkołach artystycznych znajdziemy go w formie zintensyfikowanej z powodu formuły pedagogicznej mistrz–uczeń. Na uczelniach artystycznych w Polsce przypada 4,2 studentów na nauczyciela akademickiego, a w podgrupie uczelni plastycznych – 4,7. To  absolutnie wyjątkowa sytuacja w skali świata. Nawet na Harvardzie jest 7 studentów na pracownika naukowego, a na Oksfordzie – 11. Średnia dla Polski to 16 studentów na jednego nauczyciela, drugi zaś kraniec spektrum to uczelnie ekonomiczne z relacją 27:1. ASP są w niezwykle uprzywilejowanej sytuacji. Pytanie, jak ten przywilej najlepiej wykorzystać.

xxx

Dlaczego mężczyźni częściej dostają wsparcie kadry pedagogicznej niż kobiety?
Część kadry uważa, że kobiety zaangażują się w macierzyństwo i odejdą od sztuki, więc nie warto w nie inwestować. Niektórzy z nich szczerze mówili, że czasami na radach wydziału spotykali się z komentarzami: po co brać kogoś na asystentkę skoro za chwilę będzie w kolejnych ciążach.

Anna Gromada

Socjolożka i ekonomistka, analityczka Fundacji Kaleckiego, pracownik naukowy oraz doktorantka IFiS PAN, absolwentka socjologii i politologii na Uniwersytecie Cambridge, ekonomii międzynarodowej w SGH oraz studiów nad rozwojem w Sciences Po Paris. Współpracuje z administracją publiczną, OECD, działem gospodarczym Agencji Reuters i Foundation for European Progressive Studies. Główna socjolożka omawianego tu raportu Fundacji Katarzyny Kozyry.

„Marne szanse na awanse? Raport z badania na temat obecności kobiet na państwowych uczelniach artystycznych w Polsce” to efekt badań, którymi objęto 9 najważniejszych ośrodków oferujących studia na kierunkach sztuk plastycznych. Dane zostały zebrane z trzech źródeł: zapytania o informację publiczną oraz przygotowanych przez FKK ankiet i wywiadów pogłębionych. Analizie poddano 783 kwestionariuszy. Indywidualne wywiady pogłębione z pracownikami i studentami ASP realizowali doświadczeni badacze, przeprowadzono ich w sumie 32. Raport ogłoszono w grudniu ub.r.

W obliczu obecnego niżu demograficznego to dość dziwaczny pogląd. 
Polska od '89 roku nie ma zastępowalności pokoleń. Jesteśmy jednym z krajów o najniższej dzietności na świecie, mamy 1,26 dziecka na kobietę. A środowisko artystyczne wydaje się jeszcze mniej zainteresowane rodzicielstwem niż reszta społeczeństwa. Zapytaliśmy, na czym zależy młodym artystom na początku swojej drogi. Kobiety (57 proc.) nawet nieco częściej niż mężczyźni (52 proc.) deklarowały, że dla aspiracji artystycznych byłyby w stanie zrezygnować z założenia rodziny. Piramidę wartości Polaków, publikowaną przez CBOS, można odwrócić i całkiem dobrze będzie odzwierciedlać to, co deklarują środowiska artystyczne. Dla Polaków najważniejsza jest rodzina, która w środowiskach artystycznych plasuje się niewysoko, a już na pewno niżej niż sztuka. Natomiast w badaniach CBOS poniżej błędu statystycznego jest kontakt z kulturą, co w środowisku artystycznym jest na samym szczycie.

Dlaczego więc kadra naukowa na uczelniach artystycznych prezentuje tak archaiczne poglądy?
Trudno mówić o poglądach wszystkich profesorów, bo to zróżnicowane środowisko, również jeśli chodzi o aktywność artystyczną. Inaczej też wygląda sytuacja  na uczelniach nowo zakładanych, np. w Szczecinie są najmniejsze dysproporcje w zatrudnieniu kobiet i mężczyzn. Widać jednak pewien podział pokoleniowy. Młodsi profesorowie częściej dostrzegają problem nieobecności kobiet w kadrze. Część starszych wykładowców zauważa, że świat się zmienia, ale niektórzy wciąż odwołują się do znanych im wzorców. Jeden z nich mówił, że w młodości tworzył w stuprocentowo męskich grupach.

zzzBo „prawdziwym artystą” jest mężczyzną – jak mówi jeden z badanych?
Z pewnością szowinistycznym poglądom sprzyja reprodukowany w historii sztuki wizerunek mężczyzny jako kreatywnego podmiotu i kobiety jako erotycznego przedmiotu. Prace grupy artystek Guerrilla Girls pokazują, że 85 proc. aktów w Metropolitan Museum of Art to nagie kobiety, podczas gdy twórczynie stanowią tam mniej niż 5 proc. Kobiety przez wieki musiały przeciwstawiać się siłom politycznym, społecznym i gospodarczym, a nawet udawać mężczyzn, żeby wejść do  świata sztuki. Zofia Stryjeńska, aby móc studiować, zarejestrowała się w monachijskim ASP pod imieniem i nazwiskiem swojego brata. A był to początek XX wieku, okres niezbyt odległy, biorąc pod uwagę, że historia sztuki sięga tysięcy lat. Dziedzina z tak bogatą historią ma wiele reprodukowanych klisz, dotyczących również relacji międzypłciowych. Tymczasem już przed II wojną światową kobiety stanowiły 1/3 studentów uczelni plastycznych, a tuż po wojnie – około połowy. Gdyby przyjąć założenie, że dzisiejsi profesorowie odzwierciedlają strukturę studentów z 30-letnim opóźnieniem, kobiety powinny stanowić mniej więcej połowę kadry już w latach 70. XX w. To pokazuje, że czas sam w sobie nie przynosi automatycznych zmian. Zmiany systemowe następują bardzo wolno i pod wpływem większej liczby czynników. 

Komentarz

Katarzyna Kozyra

Katarzyna Kozyra

Artystka, absolwentka Wydziału Rzeźby warszawskiej ASP (gdzie uzyskała stopień doktora) oraz Hochschule für Graphik und Buchkunst w Lipsku. Założyła Fundację Katarzyny Kozyry, która koncentruje się na wspieraniu działań kobiet w obszarze kultury i sztuki.

 Trzeba by się pozbyć większości męskiej kadry 

Moje doświadczenie częściowo pokrywa się badaniami. Kończyłam rzeźbę, zabawne było to, że niektórych rzeczy studentkom zabraniano wykonywać bez obecności mężczyzn. Na przedmiocie, na którym waliło się w blachę i spawało, obowiązywał zakaz dotykania się do spawarki przez dziewczyny, co w oczywisty sposób nas wykluczało. To nie były moje ulubione zajęcia, więc wisiało mi to, ale nasza angielska przyjaciółka Emma była oburzona, bo lubiła spawać i rżnąć piłą elektryczną. Podczas moich studiów i po studiach żadna kobieta nie została wyznaczona na przejęcie jakiejkolwiek pracowni.

Oczywiście artystki są obecne w sztuce, ale nie dopuszcza się ich na samą górę rankingów – Gagosian, Zwirner, Hauser & Wirth to faceci. Podobnie jak najlepiej opłacani artyści: Koons, Hirst. Produkcja facetów traktowana jest jako „cenniejsza” niż produkcja kobiet.  Określenie „sztuka kobieca” brzmi jak „nagroda pocieszenia”. Płeć nie może tu być kategorią. Takie myślenie sprawia, że głos kobiet jest marginalizowany w wielu aspektach. A przecież kobiety poruszają się w podobnych tematach, pracują w takich samych technikach i w takim samym wymiarze czasowym, co mężczyźni. Raczej nie spotykałam się z określaniem mojej sztuki jako „kobiecej”, częściej „feministycznej”. To chyba działa w ten sposób, że skoro jestem kobietą, to wszystko, co zrobię, jest feministyczne. Staram się jednak w stosunku do swoich prac unikać szufladkujących określeń nie dlatego, że nie jestem feministką – po prostu tak jak produkcja większości artystów, moja też jest wielowymiarowa.

A co należy zrobić, żeby uzdrowić sytuację? Myślę, że trzeba by się pozbyć większości męskiej kadry, która trzyma pozycje i zabezpiecza ciągłość. Zresztą nie chodzi wyłącznie o to, by zmienić proporcje kobiet w kadrze pedagogicznej na ASP, ale by studia były przede wszystkim miejscem studiujących, a nie wykładających. Właśnie przerwanie tego zatrybiającego się ciągu zakonserwowanych, źle pojętych tradycji, jak eliminowanie kobiet, byłoby milowym krokiem w uzdrowieniu całego szkolnictwa artystycznego.

Wydaje się, że uczelnie artystyczne powinny być ośrodkami najbardziej postępowymi, nastawionymi na otwartość myślenia.
Uczelnie plastyczne są światem pełnym paradoksów. Jako miejsca, które zrzeszają nawet 1,5 tys. studentów, są też bardzo zróżnicowane. Część pytań zadałyśmy w identycznym brzmieniu, w jakim występują w Europejskim Sondażu Społecznym, żeby moc porównać, jak studenci uczelni plastycznych różnią się od swoich rówieśników w Polsce. W sferze deklaratywnej są zdecydowanie bardziej równościowi, jeśli chodzi o pracę zawodową kobiet oraz podział obowiązków między kobietami i mężczyznami, niż statystyczny Polak, który wziął udział w ESS.

Na ile po skończeniu studiów wyrównują się szanse na awans kobiet i mężczyzn?
Nie badałyśmy tego aspektu. Wydaje się jednak, że sytuacja kobiet w środowisku artystycznym jest zróżnicowana w zależności od instytucji. Z jednej strony na ASP jest tylko 17 proc. profesorek zwyczajnych, a z drugiej wśród kuratorek i kadry zarządzającej galeriami sytuacja jest bardziej wyrównana.

Podczas badań w wywiadach pojawiało się określenie „sztuka kobieca”. Co ono właściwie oznacza?
Kilkoro badanych spontanicznie użyło sformułowania „sztuka kobieca”. Okazało się, że określenie to może być używane jako pośrednio upokarzające, w znaczeniu sztuki drugiej kategorii, służącej do ozdoby, nieskomplikowanej i w żaden sposób niezmieniającej świata.  Co takie myślenie oznacza w praktyce? Otóż bardzo dużo, bo skoro kobieca sztuka jest niepoważna, to przecież niepoważnych artystek nie namaszcza się na następców, tym bardziej niepoważnymi artystkami nie obsadza się kluczowych stanowisk. Wszelkie tego typu uwagi mogą też mieć wpływ na niższą samoocenę kobiet.

zzz

Jaka jest samoocena kobiet?
Z licznych badań prowadzonych w różnych krajach wynika, że kobiety mają niższą samoocenę niż mężczyźni. Tak jest również w naszym badaniu. Zadałyśmy pytanie o wiarę w swoje możliwości, którą należało ocenić w skali od 0 do 6. Największe różnice widać na krańcach spektrum. Wśród osób, które zaznaczyły 6, czyli niezwykle pewnych siebie, jest 40 proc. badanych mężczyzn i ponad 20 proc. kobiet. Natomiast do kompletnej niewiary we własne umiejętności przyznało się 2,5 razy więcej kobiet niż mężczyzn.

Na ile wiara w siebie ma znaczenie dla sukcesu artystycznego czy awansu na uczelni? Wydaje się, że najważniejsza jest jednak ciekawa twórczość.
Wiara w siebie wpływa nie tylko na to, jak widzimy siebie, ale też jak widzą nas inni i o jakie miejsca pracy się ubiegamy. Osoby z niską samooceną postrzegają dobre miejsca pracy jako trudniejsze do dostania i częściej kapitulują już na starcie, sądząc, że i tak temu nie sprostają. Wydaje się też, że sztuka jest dziedziną życia, gdzie pewność siebie jest jeszcze bardziej potrzebna niż w innych zawodach. Artyści, szczególnie młodzi, muszą przekonać innych do swoich działań, a trudno to zrobić, jeśli sami w to nie wierzą. Wyjątkowo często są też wystawieni na krytykę. Co więcej, krytyka może być bardziej bolesna niż w innych zawodach, w których praca nie odwołuje się do osobistych doświadczeń. Bez wiary w siebie trudno jest przetrwać w świecie sztuki.

xxx

Czy praca na uczelni jest atrakcyjna dla absolwentów ASP?
Bardzo dużo odpowiedzi jest pośrodku skali. Nie uchodzi więc za wielki rarytas, ale niepodważalnym atutem jest poczucie bezpieczeństwa, jakie niesie etat. Szczególnie w pokoleniu „czekam na przelew” i przy tak trudnym rynku sztuki. Jednak niekiedy to bezpieczeństwo jest mirażem: na niektórych uczelniach warunki pracy na pierwszych etapach kariery są bardzo trudne zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn: niskie dochody, umowy o dzieło lub zlecenia przedłużane co kilka miesięcy, czasem nawet konstruowane w taki sposób, aby uniknąć wypłacania wynagrodzenia w wakacje.

Jakie zmiany musiałyby zajść, żeby zmienić proporcje kobiet w kadrze pedagogicznej na ASP, ale też i w sztuce?
Można zacząć od większej transparentności procesu zatrudniania. Badania pokazują, że w otwartych konkursach startuje większa proporcja kobiet niż w zamkniętych. I tak jak w przypadku innych instytucji naszego życia publicznego: trzeba tępić dyskryminację i kolesiostwo, obserwować gremia decyzyjne, wprowadzić rotacyjność komisji oraz jawność warunków i konieczność uzasadniania wyboru, ale też obalać mity i budować pewność siebie u kobiet.

Ważną funkcje pełni też informacja. Gdy na prezentacji w Zachęcie pokazałyśmy statystyki, które każdy może sobie ściągnąć z GUS-u, część pracowników ASP była zszokowana. Nie zdawali sobie z sprawy z dysproporcji zatrudnienia kobiet i mężczyzn. Czasami postawienie diagnozy już jest już pierwszym krokiem do zmiany.