Moje niekonieczności

14 minut czytania

/ Sztuka

Moje niekonieczności

Rozmowa z Karoliną Wiktor

Afazja nie zabrała mi wszystkiego, np. samoświadomości, że jestem artystką. Codziennie robiłam jakiś krok do przodu. Nazwałam to literowaniem luk codzienności. Powoli odzyskuję swój intelektualny dorobek – rozmowa z laureatką nagrody im. Katarzyny Kobro

Jeszcze 4 minuty czytania

MONIKA STELMACH: W swojej sztuce dużo miejsca poświęcasz możliwościom mózgu i języka. Napisałaś książkę „Wołgą przez Afazję”. Czym jest afazja z perspektywy czasu, który minął od twojej choroby? 
KAROLINA WIKTOR: Krainą, którą z jednej strony trochę sobie wyobraziłam, a z drugiej głęboko odczuwałam przez kilka lat. W rzeczywistości niemożnością porozumiewania się ze światem, która następuje w wyniku uszkodzenia mózgu. Jesienią 2009 roku pękł mi tętniak, miałam wylew krwi do mózgu, a kilka dni później udar niedokrwienny z niedowładem połowicznym prawostronnym i afazją sensoryczną. Choroba zerwała moje wszystkie kody komunikacji.

W jaki sposób?
W afazji początkowo mówisz monosylabami albo wcale, nie piszesz i nie czytasz. Ludzie cię nie rozumieją i wydaje się, że tak będzie już zawsze. Wtedy nie rozumiałam nawet sama siebie. Nikt mi nie tłumaczył, czym jest afazja, ani co czeka mnie w przyszłości. W tym najtrudniejszym momencie żaden lekarz nie powiedział mi: słuchaj, Karolina, jeśli będziesz nad tym pracować, to wrócisz do sprawności intelektualnej. Absolutny brak perspektyw.   

Dość otwarcie przyznajesz się do depresji.
Wiele osób przechodzi depresję i nie trzeba do tego udaru. W kontekście afazji zwykle mówi się o niekoniecznościach językowych, a przecież afazja zabiera nie tylko możliwości komunikacji, ale w pewnym sensie również tożsamość – język i dorobek intelektualny, który konstruujemy przez lata. Ta dysfunkcja mózgu częściowo pozbawia też człowieka pamięci o minionych zdarzeniach. Czasami proces przypominania uruchamia jakieś zdjęcie czy fragment tekstu. Dzwonię wtedy do Olki (Kubiak, drugiej połowy duetu Sędzia Główny) z pytaniem: powiedz, czy to faktycznie tak było, czy mi się tylko tak wydaje. Moja pamięć i rzeczywistość podziurawiona jest jak sito, które ciągle łatam.

Karolina Wiktor

ur. 1979 w Koninie, artystka wizualna. W latach 2001–2010 razem z Aleksandrą Kubiak tworzyła słynny duet performerski Grupa Sędzia Główny. W 2009 r. w wyniku udaru mózgu nastąpił całkowity zwrot w jej karierze. Od tamtej pory zajmuje się tworzeniem poezji wizualnej. Autorka  blogów www.afazja.blogspot.com
www.poezjawizualna.blogspot.com oraz strony Kultura i Neuronauka na FB.  Swoje doświadczenia opisała w książce „Wołgą przez Afazję”, wydanej nakładem Korporacji Ha!art  w 2014 roku. Organizuje też cykliczne konferencje „Kultura i Neuronauka” w Zachęcie Narodowej Galerii Sztuki. W 2017 roku otrzymała nagrodę Katarzyny Kobro. Mieszka w Warszawie.

W „Wołgą przez Afazję” piszesz, że schowałaś się przez światem „pod chodnikową płytą”? Czego ci tam najbardziej brakowało?
Bliskości Oli, ale też możliwości bycia z ludźmi na równych zasadach. Niemożność komunikacji spycha w samotność. Chociaż wciąż krzywo wychodzą mi rozmowy, to są one czymś niezmiernie ważnym i inspirującym. Brakowało mi też literatury. Kiedy na nowo nauczyłam się czytać, to najpierw wróciłam do poezji, szczególnie futurystów, których uwielbiałam od zawsze. Natomiast nieoczekiwanie zaczęły mnie nudzić powieści fabularne. Życie w Krainie Afazji jest na tyle niewyobrażalne, że trudno to przebić. Więcej niż przed udarem czytam książek naukowych i SF – kocham Lema, braci Strugackich, Grina. Gorzej idzie mi pisanie, bo choć literki często już grają, to zdarza się, że przy trudniejszych słowach składam broń.

Dlatego stworzyłaś własny system językowy w „Alfabecie brakującej czcionki”?
Tak. Początkowo były to zwielokrotnione znaki przystankowe. W grudniu 2010 napisałam tekst „Znaki przystankowe w labiryncie” – mówiący właśnie o tym. To był początek mojego zachwytu literą, tekstem wizualnym. Alfabet skonstruowałam, inspirując się słowem „brak” oraz nowofalowym zespołem muzycznym o tej samej nazwie, który posługiwał się brutalną, czerwoną czcionką, z której wycięto elementy liter. Różnica jest w minimalistycznej linii, moje litery mają bardzo konstruktywistyczny charakter. Mój udział w wystawie Andrzeja Turowskiego w Atlasie Sztuki w 2016 był taką tekstową opowieścią o Krainie Afazji. Dlatego bardzo mi zależało, by odwiedzili ją ludzie z niemożnościami. Zrobiłam audioprzewodniki, które sama czytam – i słychać w nich moje niekonieczności.

Co pomogło ci wyjść z afazji?
Terapia niemal 24 godziny na dobę – fizyczna, neurologopedyczna, neuropsychologiczna. Możliwości mózgu są niesamowite, jest plastyczny i ma ogromne możliwości rekompensacyjne. W trakcje rehabilitacji zrozumiałam, że mój świat jednak się nie skończył, a choroba nie zabrała mi wszystkiego – np. samoświadomości, że jestem artystką. Codziennie robiłam jakiś krok do przodu. Nazwałam to literowaniem luk codzienności. Powoli odzyskuję swój intelektualny dorobek. Jest już całkiem dobrze, choć ten proces nie jest ani łatwy, ani szybki.

Karolina WiktorKarolina WiktorJury nagrody im. Katarzyny Kobro doceniło cię za „konsekwentną i emancypacyjną twórczość, w której opór wobec kryzysu ciała posłużył do stworzenia nowego języka. Za wyjątkową wiarę w sztukę jako narzędzie do opisu doświadczeń ciała i umysłu, a także środek do pokonywania ich ograniczeń”. Twój blog i książka „Wołgą przez Afazję” jest pewnego rodzaju zapisem procesu terapii. Na ile sztuka pomogła ci poradzić sobie z chorobą?
Bez sztuki nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem. Chodzę, mówię, piszę, organizuję wystawy i konferencje, pomagam innym. Robienie sztuki dało mi siłę do działania; a choroba impuls, żeby przyjrzeć się rzeczywistości z nieco innej perspektywy. Pomimo całej grozy sytuacji, pojawiła się we mnie pewna ciekawość sytuacji, w której się znalazłam. Mówiłam: OK, zobaczmy, co będzie, jak przejdę jeszcze kawałeczek; przekonajmy się, co jest za rogiem.

Czy znajdowałaś tam również coś pozytywnego?
Jeszcze niedawno powiedziałabym, że absolutnie nic, bo afazja to jeden wielki regres i brak. Ale to nieprawda. Ludziom po udarach lewostronnych uaktywnia się intuicja i empatia, czyli cała sfera rzeczywistości, którą wypieramy, dopóki jesteśmy zdrowi. Działa to tak, że skoro nie masz do dyspozycji języka, to dostajesz narzędzia do komunikacji niewerbalnej, zaczynasz odczuwać drugą osobę, porozumiewać się poza słowami. Nasz mózg to oferuje, najpierw żeby przeżyć, a potem żyć coraz lepiej. I to jest ten pozytywny aspekt, który wnosi afazja.

Plemie ploletariatuPlemie ploletariatu

Na ile afazja to dla ciebie już przeszłość?
Czasami mogę o niej zapomnieć na dłużej. Jednak kiedy jestem bardzo zmęczona, mam gorszy dzień, zaczynam przekręcać więcej słów, nie mogę czytać, prawa strona ciała odmawia posłuszeństwa a koncentracja jest znikoma. Znowu jestem w Krainie Afazji, na szczęście mój pobyt tam jest krótki. Ale wybuchy mózgu zmieniły wszystko. Dlatego czasami mówię, że mam 8 lat.

Aż tak?
Doświadczenie otarcia się o śmierć spowodowało, że dojrzałam. Przeżycie granicznej sytuacji powoduje, że nic już nie jest takie samo. Do tego niecałe dwa lata po wylewie urodziła się Iga. Moja rzeczywistość nabrała zupełnie innego znaczenia.

W którym momencie wróciłaś do robienia sztuki?
Trudno powiedzieć, że był jakiś konkretny moment powrotu. Nigdy nie przestałam się nią zajmować, nawet w czarnej dupie afazji. Zmieniłam jedynie narzędzia: z performansu na robienie bloga, poezji wizualnej, konferencji. 

SchematSchemat

Stajesz przed ludźmi i mówisz: przeszłam afazję, mam „niekonieczności” neurologiczne. Twoja sztuka jest bardzo osobista.
Jeszcze jako Sędzia Główny zależało nam z Olką Kubiak, żeby być szczerymi w swoich komunikatach. Dzisiaj już nie pracujemy razem, ale nadal jest to dla nas obu kluczowe. Gdybym udawała, że nic się nie zdarzyło, to pewnie robiłabym dekoracyjne obrazki na ścianę, a nie sztukę ze środka mnie samej. Nie polega to na wywewnętrzaniu się w celu wyrzucenia z siebie emocji. Wychodzę z własnych doświadczeń, żeby przejść na poziom uniwersalny. W afazji musisz pokonywać kolejne stopnie powrotu do sprawności. W podobnej niemożności jest wiele osób z neurologicznymi problemami poznawczymi: udarem, depresją, Alzheimerem, stwardnieniem rozsianym. Chcę mówić o deficytach, ale też pokazać możliwości mózgu, robiąc konferencje, instalacje i książki.

Myślałaś o tym, żeby wrócić do performansu i Grupy Sędzia Główny?
Nie, ponieważ moje ciało nie daje mi takich możliwości. Ono ciągle jest trochę drewniane. W pewnym momencie zrozumiałam, że jest mi potrzebne do życia, a nie robienia sztuki. Nasze performanse od początku były cielesne. Co więcej, przestało mi zależeć na kreacji performatywnej jako takiej. Nie uczestniczę też w życiu artworldu. Ale nie przestało mi zależeć na robieniu sztuki, kontakcie z Olką, naszych wymianach myśli, wspólnego działania w innych obszarach, siostrzanego porozumienia między słowami.

Mówisz, że nie działasz w obszarze artworldu. Jak to rozumieć?
Myślę o bywaniu, z którego niewiele wynika. Trochę jak w opowiadaniu Jerzego Kosińskiego „Wystarczy być”. Mam wrażenie, że artworld stał się gettem, w którym ludzie rozumieją siebie nawzajem, ale nie wychodzą z tym na zewnątrz. A przecież sztuka jest o wiele bardziej pojemna i ciekawsza niż zapatrzony w siebie światek artystów. Przeraża mnie ten narcyzm, dlatego się dystansuję.  

StwórStwór

Wiele lat uczestniczyłaś w tym świecie. Co się zmieniło?
Wszystko. Kiedy „obijasz się o sprawy ostateczne”, inne rzeczy zmieniają się w „pył nieistotności” – tylko tyle albo i aż tyle.

Nie boisz się, że wypadniesz z obiegu?
Nie boję się, bo co to jest ten obieg? Robię wystawy, konferencje i warsztaty. Spotykam się z artystami i kuratorami, ale też ludźmi nauki i publicznością. Rozmawiamy o książkach, o sztuce, o własnych doświadczeniach i możliwościach mózgu. Nadal dużo się dzieje, tylko w moim odczuciu jest to bardziej wartościowe.

Podczas cyklicznych konferencji Kultura i Neuronauka w Zachęcie połączyłaś naukę, terapię i sztukę.
Mózg jest niewiarygodną maszyną, której działania nie rozumiemy i w pełni nie wykorzystujemy. Osiem lat temu nie mogłam nawet o tym przeczytać. Pomyślałam, no dobrze, skoro nie mogę czytać, to może ktoś mi opowie. Może jest więcej osób, które chcą na ten temat usłyszeć nieco więcej. Na pierwszej konferencji w 2014 roku była prof. Małgorzata Kossut, która zajmuje się funkcjami poznawczymi. Ona mówiła o teorii, a ja o doświadczeniach, jak to przejechałam ultramarynową wołgą przez afazję i dotarłam do Zachęty. Okazuje się, że sztuka jest pojemna i łączy bardzo różne dziedziny.

Dzisiaj znowu wracasz w sztuce do tematów polityczno-społecznych, jak wtedy, kiedy z Sędzią Głównym w 2003 r. rodziłyście jajka, wkładając je sobie do ust i wyjmując z pochwy.
Do portu we Władysławowie zawinął holenderski statek nazywany „kliniką aborcyjną”. LPR i Młodzież Wszechpolska chcieli go stamtąd usunąć. Zrobiłyśmy performans o uprzedmiotowieniu, o władzy nad drugim człowiekiem. Prywatne jest polityczne.

FryzFryz

Nie oszczędzałyście ani siebie, ani odbiorców.
Żyjemy w czasach, kiedy jak nie uderzysz ręką w stół, to nic się nie wydarzy. Pewne rzeczy są na tyle istotne i tak silne, że aby je przerobić i zrozumieć, trzeba znaleźć dla nich odpowiednią formę. Nigdy nie byłyśmy nastawione na skandal dla skandalu. Zarówno jako Sędziny, a potem osobno bardzo dobrze wiedziałyśmy, w którą stronę idziemy i co chcemy osiągnąć przez nasze działania.

Teraz znowu prawa kobiet są zagrożone. Poruszyła cię próba zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej?
Bardzo. Kiedy rok po wylewie byłam w ciąży, lekarze proponowali mi aborcję, ponieważ zagrażała życiu. Wybrałam inaczej. Najważniejsze jest jednak to, że sama mogłam podjąć tę decyzję. Chciałam urodzić Igę, miałam ogromne wsparcie rodziny i partnera. Przeżyłam, a Iga jest zdrowa. Ale wyobraźmy sobie, że kobieta po wylewie zachodzi w ciążę, która zagraża jej życiu, może urodzić chore dziecko, znikąd nie ma pomocy i nikt jej nie daje tego wyboru. Dlaczego ma cierpieć z powodu czyichś ideologii. Nie zgadzam się na to. Dlatego napisałam, że to „wsteczny bieg zniewolenia”.

W pracy „Gra w litery” zachęcałaś do obywatelskiego nieposłuszeństwa.
„Gra w litery” z 2016 roku to puzzle polityczne aktywujące odbiorcę do tworzenia haseł, tekstów na podstawie brakującej czcionki. Mówiłam: spróbuj przeliterować własną wolność. Kiedy politycy postanowili zmieniać ustrój, naprawdę zaczęłam się bać, że nasza demokracja niekoniecznie jest dana raz na zawsze. Dlatego uważam, że nadszedł czas nieposłuszeństwa obywatelskiego.

Jeden ze swoich ostatnich poematów wizualnych zatytułowałaś „Pustostan nienawiści”.
Kilka lat temu na Bielanach, na opuszczonym budynku zobaczyłam ogromny napis „NIENAWIŚĆ”. Iga, miała wtedy 1,5 roku, chodziła wokół tego domu. Ten obraz wdarł mi się pod pazury. Wówczas mogłam zrobić tylko zdjęcia. Po czym nastąpiła zmiana władzy i nienawiść nas zalała. Widzę, jak zła polityka wpływa na społeczeństwo – strach rodzi nienawiść. Jesteśmy podzieleni, warczymy na siebie. Tkwimy w okopach braku komunikacji. Zastanawiam się w poemacie, czym jest definicja nienawiści. Nie staram się opiniować, tylko wizualnie opisywać świat z pozycji muchy.