dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

LITERATURA OD KUCHNI: Jedyna taka kolacja

Figle Bogusław Deptuła

W „Kraksie” Dürrenmatta atmosfera zagęszcza się mniej więcej wtedy, gdy na stole zjawia się kurczak „według tajnego przepisu Simony”. A dla mnie na zawsze wzorcowym sposobem podania jest „kurczak po polsku” mojej mamy. Oczywiście nigdzie nie będzie tak smaczny jak u niej

Niewielka powieść Friedricha Dürrenmatta „Kraksa. Historia jeszcze możliwa” z 1956 roku została szybko przełożona na język polski przez Andrzeja Wirtha (1959), potem była w Polsce jeszcze kilkakrotnie wydawana. W latach 50. i 60. Szwajcar był niewątpliwie gwiazdą literatury, przede wszystkim dramatu. Wystawiano go niezwykle chętnie. Jako pisarz zaangażowany stawiał ważne i palące wówczas pytania. „Romulus Wielki” czy „Wizyta starszej pani” stały się żelaznymi pozycjami teatralnego repertuaru w czasach PRL-u. Niezwykle często też w Polsce bywał, miał tu swoje prapremiery. Czasy te opisuje znakomicie Erwin Axer we wspomnieniowym posłowiu do ostatniej powieści Dürrenmatta „Dolina pomieszania”.

Dziś z wystawianiem jest już nieco gorzej – wspomniane dramaty słabo znoszą próbę czasu. Ale sięganie do powieści Dürrenmatta, często o wątkach kryminalnych, zdaje się wciąż mieć sens. Skłamałbym mówiąc, że przeczytałem wszystko, co napisał. Nie wykluczam jednak powrotu do jego książek w „Literaturze od kuchni”, bo choćby w pierwszej powieści – „Sędzia i jego kat” (1952) – znaleźć można diaboliczny wprost opis kolacji, jawnie kryminalnej w charakterze. Gdy patrzę na portrety pisarza, odnoszę wrażenie, że jedzenie było mu bardzo bliskie, a czytając proponowane przez niego opisy dań i win, mogę właściwie mieć pewność, że był wielkim smakoszem. Dowodów na to dostarcza zresztą świadek epoki i „niemalże” przyjaciel autora, wspomniany już Erwin Axer.

rys. Malwina Konopacka„Kraksa” dzieli się na dwie nierówne części. Pierwsza jest króciutka i ma charakter wyznania wiary pisarza – a raczej jego niewiary w możliwość opowiedzenia historii, jej sensowności, jakości, wielkości. Wojna skończyła się całkiem niedawno. Świat zmienił się na dużo gorszy, bo istnieją w nim tygodniki takie jak „Life”, „Match”, „Quick” i „Sie und Er”. Zaśmiecają one rzeczywistość gonitwą za sensacjami, które znikają wraz z nastaniem nowego dnia. W tym sensie Dürrenmatt niezwykle trafnie przewidział wzrastającą rolę „superaków” w świecie. Mimo to postanowił opowiedzieć o „kraksie” człowieczej.

Pierwsze zdanie utworu przeradza się w pytanie: „Czy istnieją jeszcze jakieś historie możliwe, historie godne pisarza?” Po chwili autor zaczyna swoją opowieść o awarii samochodu „przedstawiciela handlowego z branży tekstylnej”, Alfredo Trapsa, która zmusiła go do pozostania na noc w małej wsi na szwajcarskiej prowincji. Narracyjny pomysł pisarza jest łatwy do przewidzenia: noc na wsi będzie musiała być brzemienna w skutki. Jak to się mawia w teatrze: zawieszona na ścianie strzelba musi wypalić. Tu też nieodwołalnie coś musi się wydarzyć, kraksa (czy raczej techniczna awaria: defekt gaźnika) samochodu – nowego, dobrego, sprawnego, amerykańskiego – przemieni się w „kraksę” głównego bohatera.

Wieś jest mała, domy porozrzucane, w gospodzie wszystkie miejsca zajęte. Traps podchodzi do pierwszego z brzegu piętrowego domku, pyta o możliwość przenocowania za opłatą i otrzymuje zgodę. Co więcej, gospodarz, starszy człowiek pracujący w ogrodzie, nie oczekuje zapłaty. Traps propozycję przyjmuje. Zostaje zaproszony na kolację i wieczór kawalerski tuż po niej. Choć właściwie wolałby zjeść w gospodzie, przystaje na miłe zakończenie niezbyt fortunnego wieczoru.

Wieczerzający świetnie się znają. Gotować ma Simona, służąca gospodarza. Kolacja jak kolacja. Jej początek zwiastuje poprawny i klasyczny przebieg. Najpierw pada propozycja, by Traps napił się campari, zaraz potem pytanie: czy nie zechciałby wziąć udziału w niewinnej zabawie emerytów? Wszyscy są emerytowanymi prawnikami – jest sędzia, prokurator i obrońca, brak tylko… oskarżonego. Może zatem miły przybysz chciałby na siebie wziąć brakującą rolę, ot tak, dla urozmaicenia sympatycznej kolacji? Traps jest zachwycony – już się bał, że będzie nudno.

Gospodarz częstuje znakomitym starym porto. Czas na zakąski: „Nasamprzód podano najrozmaitsze zakąski, wędliny, jajka po rosyjsku, ślimaki, zupę żółwiową. Nastrój był znakomity, zajadano ze smakiem, chlipiąc bez żenady.” Rozpoczyna się niewinna konwersacja, przewodzi jej prokurator, który oświadcza, że należy przeprowadzić śledztwo. Agent tekstylny jest zdziwiony, ma bezwzględne poczucie niewinności. Padają pytania natury obyczajowej, zaraz okazuje się, że agent dopuszcza się małżeńskich zdrad. Podają pstrąga. Wypływa kwestia szybkiego awansu Trapsa, który zastąpił niedawno zmarłego przedstawiciela generalnego. Na stole zjawiają się Champignons á la crème. Przy serwowanej następnie przez uwijającą się w pracy Simonę pieczeni cielęcej Traps tak się na nią zapatrzył, że wyznał: „najpierw musiałem wykończyć Gygaxa, a to była ciężka robota.” Do pieczeni podają Pichon-Longeville 1933. „Dobre Bordeaux do dobrej zabawy”, jak mówi gospodarz. Dla wyjaśnienia dodajmy, że to wino z drugiej w kolejności klasy win z Médoc, czyli samego wierzchołka bordoskiej piramidy winiarskiej. Niepokój zaczyna budzić nieumiarkowana ilość podawanych potraw. Wokół sprawy śmierci Gygaxa atmosfera zagęszcza się, gdy oto zjawia się kurczak, a wraz z nim doskonałe Saint-Émilion, Château Pavie 1921. „Kurczak smakował wyśmienicie. Był przyrządzony według tajnego przepisu Simony, jak oznajmił sędzia. Mlaskano, jedzono rękoma, wychwalając ten arcyprzysmak, pito, trącano się kieliszkami za zdrowie każdego, zlizywano sos z palców, wszyscy czuli się znakomicie i w atmosferze przytulnej swojskości proces znów ruszył z miejsca: prokurator, z serwetą zawiązaną wokół szyi, podnosząc kąsek ku układającym się w dziób, mlaskającym ustom, wciąż żywił nadzieję, że jako przystawkę do drobiu otrzyma jeszcze przyznanie się do winy. (…) Château Pavie przerósł oczekiwania.” Wtedy też okazuje się, że Traps miał romans z żoną Gyraxa. Ujawnienie tego faktu starcy uznają właściwie za przyznanie się do winy. Jawnie triumfują a gospodyni podaje sery: Camembert, Brie, Emmentaler, Gruyèr, Tête de moine, Vacherin, Limburger i Gorgonzolę. Zaiste imponujący zestaw za chwilę zostanie uzupełniony o Château Margaux z rocznika 1914. W tym czasie dowiadujemy się, że romans z żoną szefa został nawiązany cynicznie – w celu poniżenia, zniszczenia, a właściwe zabicia wiekowego przełożonego. Potwierdzać tę interpretację ma fakt, że Traps po śmierci Gyraxa nie odwiedził jego żony. Wszystko idzie jak po sznurku. Zarówno dania, jak towarzyszące im wina mają wprost klasyczny układ, tyle tylko, że z najwyższych półek. Zaczyna się mowa oskarżycielska. Zanim padnie ostateczny wyrok, wniesiona zostaje kawa, a do pękatych koniakowych kieliszków – nalany Roffignac, koniak rocznik 1891, bez wątpienia jeden z najbardziej nobliwych. Po zakończeniu mowy Simona wnosi tort – „dla ukoronowania wieczoru” , jak mówi. Niestety nie wiadomo, jaki to tort. Wiadomo natomiast, że ostatnią rzeczą podaną tego kulinarnie niewiarygodnego wieczoru jest szampan. Nie mogło go wszak zabraknąć.

„Zabawa grozi przerodzeniem się w rzeczywistość.” Te słowa Alfredo Traps wypowiada podczas kolacji na moment przed podaniem kurczaka, „według tajnego przepisu Simony”. Są one wynikiem jakiegoś przebłysku jego nadświadomości. W momencie wypowiadania tej kwestii bohater stanowczo nie przyznaje się do jakiejkolwiek winy. Zmienia się to diametralnie wraz z mową sędziego, oskarżeniem o zabójstwo i wyrokiem śmierci Alfredo Trapsa. Wtedy oskarżony przyjmuje swoją rolę. Kiedy starcy próbują bagatelizować zbrodnię, napomina ich, staje się winnym morderstwa i nie chce, by było inaczej.

Nietrudno odkryć kafkowskie inspiracje tekstu Friedricha Dürrenmatta. Wszak to nieco lżejsza i smaczniejsza wersja „Procesu”. Smaczniejsza, bo przepełniona najwykwintniejszymi potrawami, w finale jednak podobnie okrutna. Co prawda Traps nie zostaje zabity, lecz popełnia samobójstwo, czym zdaje się zasmucać starców prawników. „Alfredo, kochany Alfredo! Coś ty też sobie na miłość boską pomyślał? Zepsułeś nam nasz najpiękniejszy wieczór.” Bohater zrobił to dla dopełnienia swojego losu – losu przeciętniaka, który z chęci zdobycia lepszej pozycji, wyższego stanowiska posuwa się do świństwa, drobnego lub grubszego, w jego najgłębszym przeświadczeniu – całkowicie uzasadnionego. Taki morał płynął prawdopodobnie z tekstu Szwajcara w momencie publikacji. Dziś „Kraksa” zmienia się raczej w przestrogę przed mechanizmami kapitalizmu, wyścigiem szczurów, pogonią za bogactwem.

Złośliwie można by napisać, że samemu Dürrenmattowi to wszystko było odjęte, bowiem w swoim czasie jego twórczość odniosła niebywały wprost sukces i przyniosła znaczne dochody. Dramatopisarz był na ustach wszystkich, stał się pupilkiem prasy i publiczności, a przez chwilę niemalże wyrocznią moralną. Jednak nie trwało to zbyt długo. Dziś chyba podobnie jak Beckett, Pinter czy de Ghelderrode przebywa w dramaturgicznym czyśćcu.

Erwin Axer odwiedził Dürrenmatta w jego rezydencji w Neuchâtel w 1970 roku, by wspólnie pracować nad wystawieniem nowej, niezbyt udanej sztuki „Śmierć planety”. Przebywał tam dłuższy czas, korzystając z gościnności gospodarza i zasobów jego piwniczki umieszczonej w schronie przeciwatomowym wkopanym w głąb góry, na której stoi do dziś rezydencja pisarza, rozbudowana i zamieniona obecnie w muzeum. Axer wspomina: „Wino pochodziło ze schronu. Schronu przeciwatomowego, z którego [Dürrenmatt] był dumny. Najbardziej z grubych drzwi ufundowanych przez państwo. Były z filmu science-fiction. Otwierały się na korytarz prowadzący w głąb góry, pod pracownią. Korytarz był długi, jeżeli mnie pamięć nie zawodzi, rozgałęziony, albo kręty, cały uzbrojony w półki. Na półkach setki butelek wszelkich odmian, gatunków i roczników.”

Teraz już wiadomo, skąd brały się owe wszelkie winne wspaniałości, które wylądowały na kolacji w „Kraksie”. Dziwić może pęknięcie: wyrażona w utworze niechęć wobec dorobkiewiczostwa i równocześnie opisane zbytki i luksusy. Nawet biorąc poprawkę na to, ile czasu minęło dziś od powstania „Kraksy”, wina, o których pisze Dürrenmatt i po które sięgał do piwniczki- schronu, zawsze były drogie. Wypite dziś do kolacji butelki kosztowałyby prawdziwą fortunę.

Wracając do jedzenia z tej jakby niezamierzenie okrutnej kolacji, wciąż zastanawiam się, jaka była owa „tajemna recepta na kurczaka Simony”. Z przebiegu kolacji i podawanych dań można wnioskować, że Simona oddana była raczej kuchni francuskiej. Skoro jednak był to jej „tajny przepis”, nie znajdziemy go pewnie w przepisach kuchni francuskiej czy szwajcarskiej. Wyjściem nie będzie także przeszukanie przepisów niemieckich oraz włoskich, o polskich czy żydowskich nie wspominając. Mówiąc krótko i wprost – był to przepis własny Simony. I tyle! Nie poznamy go, bo i skąd, autor „Kraksy” nie podsuwa nam żadnej sugestii. Inna sprawa, że po co ktoś miałby się zajmować kurczakiem, wszak jest i pstrąg, i cielęca pieczeń, i jajka po rosyjsku, i pieczarki…

W wydanej w 1986 roku książce Danuty i Henryka Dąbskich „Potrawy z drobiu i dzikiego ptactwa” znajduje się ponad 400 przepisów na dania z kur, kurczaków i pochodnych. Lecz jeżeli pomyślimy o tym, że bażanty, indyki, kaczki czy przepiórki można przyrządzać często podobnie albo tymi przepisami się zwyczajnie inspirować, ilość wariantów jest wprost nieskończona. Wszystkich spisanych w książce Dębskich receptur jest 771, niezły wynik. Ale skoro mówię o „tajnym przepisie Simony”, nie mogę podać żadnego z nich. Powinienem chyba zaproponować czytelnikom opracowanie własnego. 

Dla mnie na zawsze wzorcowym sposobem na podanie kurczaka jest „kurczak po polsku” mojej mamy. Oczywiście nigdzie nie będzie tak smaczny jak u niej. Ostatnio chętnie robiłem kurczaka w cytrynie, ale on niezbyt pasuje do czerwonego wina serwowanego w „Kraksie”. Przyznaję zarazem, że trudno mi namawiać czytelników dwutygodnikowego kulinarnego kątka do wypijania win, którymi raczą się bohaterowie Dürrenmatta. Jak więc z tego wszystkiego wybrnąć?

Nie wiem, czy będzie to przepis oryginalny, ale w przytomności umysłu nigdzie wcześniej go nie czytałem, zatem niech będą:

Kieszonki na orzechy, dla czterech osób

– 4 piersi z kurczaka, niezbyt duże
– 100-150 gr łuskanych orzechów włoskich
– pęczek natki pietruszki
– 2 łyżki tartej bułki
– 2 łyżki oleju z orzechów włoskich lub oliwy
– 1 ząbek czosnku
– sól, pieprz
– oliwa i masło do smażenia
– szklanka białego wina

1. orzechy i natkę pietruszki posiekać lub zmielić w blenderze;
2. posolić, popieprzyć, dodać zgnieciony czosnek, tartą bułkę, olej z orzechów lub oliwę, wymieszać;
3. piersi z kurczaka nieco sformatować, okrawając najcieńsze brzegi, rozgnieść nieco dłonią;
4. zrobić kieszonkę, nacinając w środku;
5. natrzeć oliwą posolić, popieprzyć;
6. napełnić orzechowym farszem kieszonki w mięsie;
7. wrzucić na rozgrzaną na patelni oliwę;
8. smażyć na rumiano z obu stron;
9. podlać białym winem, przewrócić;
10. przykryć pokrywką, żeby mięso doszło, ale tylko 2-3 min;
11. mięso zdjąć z patelni, zdeglasować resztą białego wina;
12. powstałym sosem polewać mięso podawane z ziemniakami z wody lub purée.

Oczywiście nie mam pewności, że to przepis godny Simony z „Kraksy”, ale lubię połączenie neutralnego smaku kurzej piersi z orzechami włoskimi, czy to formie panierki, czy nadzienia. Gdyby panierować, sznycle powinny być cienkie, bo orzechy bardzo łatwo spalić. Jako nadzienie są znacznie bezpieczniejsze, a smak powinien być nawet intensywniejszy. Polecam oczywiście opracowanie własnego przepisu na „tajemnego kurczaka à la Simona”. W Polsce zapewne może to być klasyczny francuski kurczak w estragonie, bo nikt go tutaj nie podaje. Zachęcam jednak do eksperymentów!

Bogusław Deptuła, redaktor naczelny „Art&Business”, współpracuje z dwutygodnik.com.

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.

Muzyka

KONKURS WIENIAWSKIEGO:
Blog

Tomasz Cyz

Sztuka

Nie jestem przywiązana
do roli kuratora

Rozmowa z Joanną Mytkowską

Literatura

Grzejnik jako wola i wyobrażenie

Joanna Tokarska-Bakir

Literatura

O pisaniu z głębi trzewi

Rozmowa z Etgarem Keretem

Sztuka

Samotne muzeum

Karol Sienkiewicz

Felietony

KULTURA 2.0: Uroki życia na ogrodzonym osiedlu

Mirek Filiciak / Alek Tarkowski

Figle

DZIEWCZYNA BEZ ZĘBA NA PRZEDZIE

PUDELIT

Film

Bez narcyzmu

Rozmowa z Lambrosem Ziotasem

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Niewyraźny wieczór

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Będę pamiętał ten obiad, póki żyję

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Śmierć i omlety

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI: Niewinna czarodziejka Holly

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Słodkie wino z ostrygami

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Usta o smaku wina Pommard

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Particolare. Sztuka, która wznieca niepokój” w Wenecji

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Zbrodnie nad laguną

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
„Człowiek, który patrzył na przejeżdżające pociągi”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Stręczyciel codzienności

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
O błędach i grzechach kuchennych Filifionki

Bogusław Deptuła

Sztuka

Huculszczyzna w 40. rocznicę śmierci
Stanisława Vincenza

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Na wspak

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Psoty i gałgaństwa

Bogusław Deptuła

Literatura

„Nowe kroniki wina”
Marka Bieńczyka

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Juliusz Żórawski – przerwane dzieło modernizmu”

Bogusław Deptuła

Sztuka

Tomasz Kowalski, „Kominiarz na dachu kościoła”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Miłośniczki mięs

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Domownicy” Ania Witkowska, Adam Witkowski

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Powidoki. Władysław Strzemiński i prawa dla sztuki”

Bogusław Deptuła

Wstępniak

DRŻENIE.
O fizjologii procesu twórczego

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Wstyd głodu

Bogusław Deptuła

Muzyka

Powrót rozpustnika

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Apetyt Kotta

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Bitwa pod Grunwaldem” Edwarda Dwurnika

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pod kandyzowanym niebem

Bogusław Deptuła

Literatura

Wojciech Modest Amaro, „Natura kuchni polskiej”

Bogusław Deptuła

Sztuka

Gosia Turzeniecka, „Senność”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Nieuleczalna nuda

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pan Samochodzik
i kogut w winie

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pokarm dla zaświatów

Bogusław Deptuła

Sztuka

Ars Homo Erotica

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Hawańskie picadillo

Bogusław Deptuła

Literatura

LITERATURA OD KUCHNI:
Idiotyzm doskonałości

Bogusław Deptuła

Sztuka

Fijałkowski, Gierowski i Sempoliński

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Cynik we łzach

Bogusław Deptuła

Sztuka

Zwierzoczłeko…

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pod wzgórkiem

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa obrazów Aleksandry Waliszewskiej

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Papuga Flauberta – na słodko

Bogusław Deptuła

Sztuka

Dobrze malować rzeczy naturalne…

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Monsignore insalata

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa obrazów Pawła Janasa

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
W oparach Porto

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Jana Berdyszaka

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Opus magnum hrabiego Sandwicha

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Kochanek i czekolada

Bogusław Deptuła

Muzyka

O koncercie
Valerego Gergieva

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Chłód, głód i ucztowanie

Bogusław Deptuła

Sztuka

Konstelacje relacji

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Wyobraźnia i wnętrzności

Bogusław Deptuła

Sztuka

Awangarda i Holokaust

Bogusław Deptuła

Muzyka

Rossini
według Marka Minkowskiego

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Szatańskie szampany
albo bezczelność Gomory

Bogusław Deptuła

Sztuka

Pył barwny

Bogusław Deptuła

Sztuka

Huculak w Latającej Galerii

Bogusław Deptuła

Sztuka

Retrospektywa Libery

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Jesienna szarlotka jako remedium

Bogusław Deptuła

Sztuka

O budynku Muzeum Historii Polski

Bogusław Deptuła

Sztuka

QUEER OPERA: Queer as opera

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI: Kuchnia przemienienia

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pasztet z Geparda

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Paniczna Angina

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Schizma. Sztuka polska lat dziewięćdziesiątych” w CSW

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pontorma kłopoty z żołądkiem

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
We władzy rzeczy

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Tajemnica kotleta Pożarskiego

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Jana Kudlički

Bogusław Deptuła

Sztuka

Album Fontainebleau w CSW

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wieczny powrót

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Światobranie Oty Pavla

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Duszę zjeść, albo lipografia

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa rysunków Sempolińskiego

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Baku, Erywań, Tbilisi: Odbiór!”

Bogusław Deptuła

Sztuka

WSPOMNIENIE:
Bałagan i rygor

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pamiętnik powstańczego podniebienia

Bogusław Deptuła

Sztuka

Dwie wystawy w Awinionie

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Cesarska namiętność do kurczaków

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Constantin Brâncuşi – fotograf”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Karasie, trudna ryba

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wielość Maziarskiej

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Rosjanin w podróży

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Michała Szuszkiewicza

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Lunatyk lizboński

Bogusław Deptuła

Sztuka

CAMP:
„Notatki” Susan Sontag

Bogusław Deptuła

Sztuka

Powołanie: fotograf

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pieczone gąski

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Święto Baroku. Sztuka w służbie prymasa Michała Stefana Radziejowskiego”

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Wojciecha Gilewicza

Bogusław Deptuła

Sztuka

Daniel Buren w Muzeum Sztuki w Łodzi

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Cafe Babilon

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Smak Rzymu

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa nowych prac Leona Tarasewicza

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Inwazja dźwięków” w Zachęcie

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Soczewica Jakubowa

Bogusław Deptuła

Sztuka

Nagrobki, diabełki, duszki

Bogusław Deptuła

Sztuka

WSPOMNIENIE:
Między widzieć a pisać

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Iryzujące szparagi à la Proust

Bogusław Deptuła