dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

LITERATURA OD KUCHNI:
Smak Rzymu

Figle Bogusław Deptuła

Cudowne materii pomieszanie! Rzeczy zwykłe i niezwykłe, proste i najbardziej wyszukane na rzymskim stole znajdowały się obok siebie

„Uczta Trymalchiona” to fragment „Satyriconu”, powieści Petroniusza, który został przełożony przez Leopolda Staffa i wydany w osobnej książeczce w 1923 roku (wznowienie 1963). Niestety nie wiemy właściwie, o którego z licznego zastępu Rzymian noszących to imię chodzi w tym przypadku. Najchętniej identyfikujemy go z Trymalchionem z czasów Nerona, opisanym przez Sienkiewicza w „Quo vadis”; sławnym próżniakiem i sybarytą, który ze względu na swój niezawodny smak nazwany został arbitrem elegancji.

Tematem tej zachowanej tylko we fragmentach skomplikowanej, awanturniczej powieści są przygody dwóch przyjaciół – Enkolpiusza i Gitona, najpewniej uciekających przed gniewem bożka Priapa. Jak wiadomo, w opowieści mitycznej odpowiedzialny jest on za nasze seksualne wyczyny, a Enkolpiusz za jego obrazę został dość dotkliwie ukarany – impotencją.
Powieść jest na tyle fascynująca, że stała się inspiracją dla Felliniego, który w roku 1969 nakręcił swoją wersję przygód dwóch młodzieńców. Powstał film rozedrgany, nerwowy i jakby porwany, w czym podobny jest do trybu powieściowej narracji Petroniusza. Opis uczty u bogatego wyzwoleńca, a właściwie parweniusza, Gajusza Pompejusza Trymalchiona jest najbardziej znanym fragmentem powieści. Sporo w nim opisów jedzenia i potraw podawanych w czasach dojrzałego Cesarstwa Rzymskiego, wiele z klimatu tego czasu. Zarazem „Uczta Trymalchiona” jest absolutnym klasykiem literackiej biblioteki czytanej „od kuchni”, choć właściwie nie wiadomo, czy opisy te bardziej odstręczają, fascynują, czy niepokoją.

Może na początek ten najbardziej spektakularny: „Potem wniesiono tacę, na której leżał pierwszej wielkości dzik, i to w czapce na głowie, a z kłów jego zwisały dwa z palmowych gałązek plecione koszyki, jeden pełen suszonych, a drugi świeżych daktyli. Małe warchlaki, z twardego ciasta, leżące wokoło, jak gdyby dobierały się do wymion, wskazywały, że zwierzę przedstawia maciorę. Te były przeznaczone do rozdania między gości. Dla pokrajania dzika nie zjawił się ten sam krajczy, co dzielił drób, lecz brodaty chłop z owijakami na nogach i w płaszczu myśliwskim, i dobywszy myśliwskiego noża, przebił potężnym ciosem bok dzika, z którego rany wyleciały kwiczoły. W pogotowiu stali ptasznicy z prętami pomazanymi lepem i natychmiast pochwycili latające po jadalni ptaki”. Do filmu scena ta może i się nadaje, ale do strawienia jest trudna. Dość ciężko wyobrazić sobie zjadanie pochwyconych właśnie na lep kwiczołów, nawet jeśli byłyby bardzo smaczne.

Podobno największym przysmakiem w czasach Petroniusza był ptasi móżdżek, wysysany przez ucztujących. Nieco dalej w jego dziele opisany został sposób podania kwiczołów „w pszennej mące, nadzianych rodzynkami i orzechami” – brzmi to nie najgorzej, ale upodobanie do jedzenia niewielkich ptaszków jednak zanikło, raczej na szczęście. Najmniejsze, co dziś jemy, to chyba jednak przepiórki, i może niech już tak pozostanie.

rys. Malwina KonopackaW trakcie uczty Trymalchiona jeden z gości relacjonuje inną ucztę – i jest to fragment, którego również nie można opuścić, bo zawiera mnóstwo cennych detali: „Nasamprzód mieliśmy kiełbasami obwieszonego wieprza, a wkoło słodką przyprawę i wnętrzności kur, doskonale przyrządzone, i oczywiście buraki, i w domu pieczony chleb razowy, który wolę od białego, bo dodaje siły i gdy idę za potrzebą, nie uskarżam się. Na drugie danie był zimny placek, a do tego wyborne wino hiszpańskie, na ciepłym miodzie. Więc placka nie zjadłem ani odrobiny, ale miodem zakropiłem się porządnie. Wokoło groch i bób, orzechy wedle upodobania i po jednym jabłku. Wziąłem jednak dwa i mam je tu zawiązane w serwecie; bo jeśli nie przyniosę jakiegoś podarku dla swego niewolniczka, to złaje mnie. Moja pani małżonka słusznie mi przypomina: jako danie zapasowe mieliśmy kawał niedźwiedziny; gdy Scintilla nieostrożnie skosztowała, o mało nie zwróciła wnętrzności. Ja natomiast zjadłem przeszło funt, bo czuć ją było dzikiem. I jeśli, powiadam, niedźwiedź zjada człeka, o ileż bardziej człek powinien jeść niedźwiedzia? W końcu mieliśmy miękki ser, w moszczu rodzynkowym i po jednym ślimaku, i flaki, i wątróbki w garnuszkach, i jaja w kapturkach, i rzepę, i musztardę, i do pełna napaskudzoną misę: kropka i koniec. Podawano w naczyniu kminek w occie, którego niektórzy brali bezwstydnie po trzy garście. Co do szynki, to daliśmy jej spokój”.

Cudowne materii pomieszanie! Rzeczy zwykłe i niezwykłe, proste i najbardziej wyszukane na rzymskim stole znajdowały się obok siebie. Dbano o perystaltykę – chleb razowy, warzywa i przyprawy, jak ów wspomniany kminek w occie. A do tego niedźwiedzina, której my najpewniej już nigdy nie spróbujemy, bo jedzenia niedźwiedzi także poniechaliśmy – i to czas jakiś temu. Może na szczęście, bo jest to mięso chyba najtrudniejsze do strawienia.

Wyraźnie widać u starożytnych upodobanie do podrobów. W ich relacjach flaki i wątróbki powracają często. A do tego jeszcze rzeczy, których pewnie byśmy nie tknęli, jak kurze flaki czy owe drobne ptaszki. Pamiętam jednak przed wielu laty podczas mojego pierwszego pobytu w Lizbonie, w miejscowej knajpie pod domem, wielką patelnię wypełnioną tłustym sosem, w którym dryfowały nieznane mi z nazwy drobne ptaszki, które ponoć zjada się w całości, zgryzając ich drobne kostki.

Wśród wymienianych potraw i przypraw nie pada nazwa najpowszechniej używanej, którą doprawiano niemal wszystko w czasach antycznych, z winem łącznie – czyli garum (gr. garon). Można ten fakt objaśnić właśnie jego powszechnością i wszechobecnością. Garum powstawało ze sfermentowanych wnętrzności makreli lub sardeli zmieszanych z solą i wyciągiem z aromatycznych roślin. Amfory z tą zawartością zakopywano na plażach lub wystawiano na słońce, którego ciepło sprzyjało maceracji. Choć opis ten może wywoływać przerażenie, zapewniam, że byłoby ono zupełnie niesłuszne, bo w gruncie rzeczy jest on podobny do tego, co doskonale znamy z kuchni azjatyckich – czyli sosu rybnego. W czasach starożytnych garum było niemal tak cenne jak złoto. Oczywiście z garum, jak każdą mocną przyprawą, nie wolno przesadzać, ale zarazem nawet niewielka jej ilość znacznie poprawia smak potraw.

Zastanawiam się właśnie, jaką potrawę zaproponować Państwu tym razem. Sprawa wydaje się niełatwa, bo jak widać przepisów na rzymskie specjały chyba lepiej uniknąć, żeby naszych gustów kulinarnych nie narazić nazbyt wielki szok poznawczy. Zaproponowanie czegoś azjatyckiego z użyciem sosu rybnego, vel garum, byłoby wykrętnym posunięciem, więc może jednak przepiórki, które dość łatwo można kupić w lepszych sklepach. Przyrządzimy je jak owe kwiczoły z powieści Petroniusza.

Ponieważ dokładnego opisu nie ma, możemy sobie pozwolić na pewne modyfikacje i ulepszenia, uciekając się do kucharskiej fantazji. A zatem…

Przepiórki natrzeć oliwą, potem solą i pieprzem. Przygotować farsz z tartej bułki, ulubionej, niemalże dowolnej zieleniny, jajek, masła, drobiowych wątróbek, rodzynek i orzechów. Napełnione farszem ptaszki owinąć jeszcze cienkimi plastrami boczku i zrumienić na patelni. Podlewać czerwonym winem, dorzucając posiekane szalotki, czosnek i może nieco posiekanego boczku dla intensywniejszego smaku. Wino można zaprawić odrobiną garum, nie zaszkodzi. Uduszone do miękkości ptaszęta wyjąć, sos zmiksować. Podawać z pieczonymi ziemniakami lub polentą. Trymalchion, choć parweniusz, na pewno by je docenił.

Podobno Petroniusz, opisując osobę Trymalchiona, miał na myśli samego Nerona. I już nie wiem: śmiać się czy bać?

Bogusław Deptuła, redaktor naczelny „Art&Business”, współpracuje z dwutygodnik.com.

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.

Teatr

PROJEKT: PERSONA
Poza Marilyn Monroe

Ewelina Godlewska-Byliniak

Sztuka

HISTORIA JEDNEGO OBRAZU:
Dama w czerni

Grażyna Bastek

Teatr

PROJEKT: PERSONA
Sekcja na Marilyn Monroe

Anna R. Burzyńska

Literatura

JESZCZE NIE W POLSCE:
„Samotność liczb pierwszych”

Joanna Ugniewska

Muzyka

Czerwona koszula

Rozmowa z Marią Iwaszkiewicz

Felietony

ALFABET
NOWEJ KULTURY:
B jak blog

Mirek Filiciak / Alek Tarkowski

Literatura

„Ho, ho, pisali –
nie próżnowali!”

Jan Strzałka

Felietony

PÓŁ STRONY:
Zbiór pusty;
Plaga nawróceń

Joanna Tokarska-Bakir

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Niewyraźny wieczór

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Będę pamiętał ten obiad, póki żyję

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Śmierć i omlety

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI: Niewinna czarodziejka Holly

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Słodkie wino z ostrygami

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI: Jedyna taka kolacja

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Usta o smaku wina Pommard

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Particolare. Sztuka, która wznieca niepokój” w Wenecji

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Zbrodnie nad laguną

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
„Człowiek, który patrzył na przejeżdżające pociągi”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Stręczyciel codzienności

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
O błędach i grzechach kuchennych Filifionki

Bogusław Deptuła

Sztuka

Huculszczyzna w 40. rocznicę śmierci
Stanisława Vincenza

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Na wspak

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Psoty i gałgaństwa

Bogusław Deptuła

Literatura

„Nowe kroniki wina”
Marka Bieńczyka

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Juliusz Żórawski – przerwane dzieło modernizmu”

Bogusław Deptuła

Sztuka

Tomasz Kowalski, „Kominiarz na dachu kościoła”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Miłośniczki mięs

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Domownicy” Ania Witkowska, Adam Witkowski

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Powidoki. Władysław Strzemiński i prawa dla sztuki”

Bogusław Deptuła

Wstępniak

DRŻENIE.
O fizjologii procesu twórczego

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Wstyd głodu

Bogusław Deptuła

Muzyka

Powrót rozpustnika

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Apetyt Kotta

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Bitwa pod Grunwaldem” Edwarda Dwurnika

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pod kandyzowanym niebem

Bogusław Deptuła

Literatura

Wojciech Modest Amaro, „Natura kuchni polskiej”

Bogusław Deptuła

Sztuka

Gosia Turzeniecka, „Senność”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Nieuleczalna nuda

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pan Samochodzik
i kogut w winie

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pokarm dla zaświatów

Bogusław Deptuła

Sztuka

Ars Homo Erotica

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Hawańskie picadillo

Bogusław Deptuła

Literatura

LITERATURA OD KUCHNI:
Idiotyzm doskonałości

Bogusław Deptuła

Sztuka

Fijałkowski, Gierowski i Sempoliński

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Cynik we łzach

Bogusław Deptuła

Sztuka

Zwierzoczłeko…

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pod wzgórkiem

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa obrazów Aleksandry Waliszewskiej

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Papuga Flauberta – na słodko

Bogusław Deptuła

Sztuka

Dobrze malować rzeczy naturalne…

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Monsignore insalata

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa obrazów Pawła Janasa

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
W oparach Porto

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Jana Berdyszaka

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Opus magnum hrabiego Sandwicha

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Kochanek i czekolada

Bogusław Deptuła

Muzyka

O koncercie
Valerego Gergieva

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Chłód, głód i ucztowanie

Bogusław Deptuła

Sztuka

Konstelacje relacji

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Wyobraźnia i wnętrzności

Bogusław Deptuła

Sztuka

Awangarda i Holokaust

Bogusław Deptuła

Muzyka

Rossini
według Marka Minkowskiego

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Szatańskie szampany
albo bezczelność Gomory

Bogusław Deptuła

Sztuka

Pył barwny

Bogusław Deptuła

Sztuka

Huculak w Latającej Galerii

Bogusław Deptuła

Sztuka

Retrospektywa Libery

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Jesienna szarlotka jako remedium

Bogusław Deptuła

Sztuka

O budynku Muzeum Historii Polski

Bogusław Deptuła

Sztuka

QUEER OPERA: Queer as opera

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI: Kuchnia przemienienia

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pasztet z Geparda

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Paniczna Angina

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Schizma. Sztuka polska lat dziewięćdziesiątych” w CSW

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pontorma kłopoty z żołądkiem

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
We władzy rzeczy

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Tajemnica kotleta Pożarskiego

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Jana Kudlički

Bogusław Deptuła

Sztuka

Album Fontainebleau w CSW

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wieczny powrót

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Światobranie Oty Pavla

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Duszę zjeść, albo lipografia

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa rysunków Sempolińskiego

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Baku, Erywań, Tbilisi: Odbiór!”

Bogusław Deptuła

Sztuka

WSPOMNIENIE:
Bałagan i rygor

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pamiętnik powstańczego podniebienia

Bogusław Deptuła

Sztuka

Dwie wystawy w Awinionie

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Cesarska namiętność do kurczaków

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Constantin Brâncuşi – fotograf”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Karasie, trudna ryba

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wielość Maziarskiej

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Rosjanin w podróży

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Michała Szuszkiewicza

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Lunatyk lizboński

Bogusław Deptuła

Sztuka

CAMP:
„Notatki” Susan Sontag

Bogusław Deptuła

Sztuka

Powołanie: fotograf

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pieczone gąski

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Święto Baroku. Sztuka w służbie prymasa Michała Stefana Radziejowskiego”

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Wojciecha Gilewicza

Bogusław Deptuła

Sztuka

Daniel Buren w Muzeum Sztuki w Łodzi

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Cafe Babilon

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa nowych prac Leona Tarasewicza

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Inwazja dźwięków” w Zachęcie

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Soczewica Jakubowa

Bogusław Deptuła

Sztuka

Nagrobki, diabełki, duszki

Bogusław Deptuła

Sztuka

WSPOMNIENIE:
Między widzieć a pisać

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Iryzujące szparagi à la Proust

Bogusław Deptuła