dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

LITERATURA OD KUCHNI:
„Człowiek, który patrzył na przejeżdżające pociągi”

Figle Bogusław Deptuła

Muszę przyznać, że królika lubię nadzwyczajnie. I choć w powieści Simenona wywołuje pewne zniecierpliwienie, w istocie może być prawdziwym kulinarnym świętem

Tak w oryginale brzmi tytuł „Paryskiego ekspresu” Georgesa Simenona, który właśnie ukazał się w intrygującej serii „Nowego kanonu”, wydawanej przez W.A.B. we współpracy z „The New York Reviev of Books”. Niewiele wcześniej ukazała się być może najwybitniejsza jego powieść: „Wdowa Couderc”.

Simenon, znany przede wszystkim z siedemdziesięciu sześciu tomów przygód komisarza Julesa Maigreta, teraz zjawia się w polszczyźnie mocniej jako pisarz. Może nie trzeba od razu zapominać o niezbyt wylewnym i sympatycznym komisarzu, ale na pewno należy znaleźć nową perspektywę dla tego pisarstwa. Mamy się w nim odnaleźć i zachwycić. O ile „Wdowa Couderc” – połączona ze znakomitym filmem Pierre Granier-Deferre’a (1971), ze świetnymi rolami Simon Signoret i Alaina Delona – w polskim przekładzie Hanny Igalson-Tygielskiej idealnie do tego się nadaje, to ja z „Paryskim ekspresem” mam kłopot.

rys. Malwina KonopackaMistrz stylu, za jakiego uważali go liczni koledzy i krytycy, jakby nieco przesadził tutaj w swojej oszczędności. Nieprzyjemny główny bohater – wzorowy dotychczas urzędnik w holenderskiej morskiej firmie, Kees Popinga – z dnia na dzień, na skutek nagłej odmiany losu, wylatuje z codziennej orbity w stronę nieodwracalnej, mrocznej katastrofy. Niby wszystko jest możliwe, ale mnie pozostawia to za drzwiami zainteresowania i współczucia. Może i tak ma być w wystudzonej narracji Simenona, ale dla mnie, czytelnika lubiącego „empatyzować” z bohaterem, to sytuacja niezbyt sprzyjająca. Czytam zatem o kolejnych wyczynach niesympatycznego Holendra i nie wciąga mnie jego historia, dziwi, a nawet odstręcza nudzi.
Simenon zdaje się nim bawić jak owadem, którego pochwycił i za moment przyszpili do kart swej powieści, by objawić nam jego mroczną naturę. Czytając, wciąż miałem nadzieję na jakieś Nabokovskie spiętrzenie nikczemnego charakteru, które będzie wspaniale kulminować, ale nic takiego nie następuje. To nie taki pisarz, nie taka proza, nie ten literacki horyzont: sprawne, nader sprawne, bardzo sprawne, ale daleko nie genialne.

Nie zawsze jednak piszę o dziełach wybitnych, raczej interesujących z powodów kulinarnych – nie inaczej jest i w tym przypadku. Simenon, słynący ze skrupulatności i realności, nie mógł pomijać jedzenia. I oczywiście go nie pomija. Ono zjawia się niemal natychmiast, bo już na drugiej stronie: „… jak w większości holenderskich rodzin, kolację jadano lekką: herbata, chleb z masłem, cienkie plasterki wędlin i sera, czasem jakaś przystawka”. (Zadaję sobie tylko pytanie: czemu cienkie? Ze skąpstwa, czy dla pełniejszego wydobycia smaku?)

Najważniejszym momentem jedzeniowym w powieści jest historia z zupą ogonową, ujawniająca kompletną karłowatość osobowości głównego bohatera i pogłębiająca brak jakiegokolwiek z nim kontaktu.

„Zdarzyło się w zeszłym roku, gdy Jef Van Duren został mianowany profesorem medycyny. Van Duren, który był przyjacielem Keesa od zawsze, wydał uroczysty obiad. W chwili, kiedy podano wermut, Kees wymknął się do kuchni, gdzie zazwyczaj figlował z apetyczną służącą Marią.
Gdy jednak usiłował ją pocałować, oznajmiła:
- Skoro jest pan niepoważny, wrócę, gdy już tu pana nie będzie…
I zeszła do piwnicy, gdzie zapewne miała coś do zrobienia.
Było to tym bardziej upokarzające, że Maria była niemal jedyną kobietą, z którą pozwalał sobie na poufałość i która za każdym razem ogromnie go podniecała.
Mimo wszystko jednak pozostał spokojny, przerażająco spokojny […]. Na kuchni stał garnek z zupą ogonową – Van Duren podawał ją tylko przy wyjątkowych okazjach. Na półce znajdowały się równo ustawione puszeczki, a na dwóch z nich widniał napis ‘Sól’. Popinga otworzył jedną i wsypał do zupy sporą część jej zawartości. Potem z miną niewiniątka wrócił do salonu.
Efekt okazał się o wiele zabawniejszy niż się spodziewał. Puszka, oznaczona jako pojemnik na sól, zawierała, nie wiadomo dlaczego, cukier puder, toteż przez dobrą minutę można było obserwować wokół stołu jedynie zdumione twarze i zmarszczone brwi osób, które nabierały kolejną łyżkę zupy, lecz nie wypowiadały swych opinii”.

I taki to właśnie kulinarny figiel wyprawił główny bohater swemu powieściowemu koledze. Figura posłodzonej zupy ogonowej i utopionego konia szachowego – Popinga bardzo lubił grać w szachy, ale nie lubił przegrywać – powracają na stronach powieści jako swoiste zwiastuny dziwnych zachowań jej bohatera. Dla mnie w tych historiach czuć tylko sztubackość.

Najpewniej właśnie przepis na holenderską zupę ogonową podałbym teraz, gdyby nie dwie okoliczności: po pierwsze, pisząc o nieukończonej powieści Beardsley’a „Pod wzgórkiem”, zaproponowałem do przygotowania inną jej wersję; a po wtóre, kulminację swych doznań smakowych Popinga przeżyje na francuskiej ziemi, dokąd powieściowe losy i tytułowy ekspres go zawiodą. Może dodam tylko, że wyróżnikiem zupy holenderskiej, przy wszystkich różnicach, jest dodanie kaszy jęczmiennej, która całość zagęszcza i upodabnia do naszego krupniku. Oraz … wódki. Dla jednych bardzo dobrze, dla innych fatalnie. Ja wolę delikatniejsze ogony cielęce, ortodoksyjni Holendrzy wybiorą na pewno wołowe.

Jednak prawdziwe przygody kulinarne Popingi zaczęły się we Francji – wraz z przybyciem do Paryża. Dziwnym zbiegiem okoliczności, nie jedynym z resztą, miał sporo pieniędzy. Wiadomo było, że nie starczy mu ich na długo, ale póki co mógł zachowywać się dość swobodnie (choć był poszukiwany przez policję). Mówił biegle czterema językami, w tym po francusku. Niegdyś był już w Paryżu i choć niewiele pamiętał, to dość szybko odnalazł się w tym mieście i trafnie wylądował w Café de la Paix. Wieczór był wigilijny, więc „kelnerzy wieszali ostatnie girlandy i gałązki jemioły”.
Zamówił krwisty befsztyk i spytany potem przez obsługującego go, czy mu smakuje, odparł krótko i jednoznacznie: „Znakomite! […] W zły humor wprawiła go jedynie lektura gazet przy jedzeniu, uznał też, że ciastka są o wiele mniej smaczne niż w Holandii. Wolał słodsze. Pijał również kawę z bitą śmietaną i cukrem waniliowym, czego kelner nie mógł pojąć”.
Wyjawię, że gazety – i to nawet te paryskie – pisały o nim, o Keesie Popindze. Ale że ciastka były lepsze w Holandii? Brzmi to jakoś mało przekonująco. W dzisiejszym Paryżu ciastka sięgają cukierniczego zenitu, głównie za sprawą Pierre’a Hérmesa i jego kreacjom podawanym w cukierniach pod nazwą „Ladurée”. Wizyty w nich życzę szczerze tym wszystkim, którym cukier i jego pochodne wypełniają ważny obszar osobowości; ci, którzy wolą śledzie, mogą sobie darować – i poszukiwań, i wydatku. Smaku ulubionej rybki z cebulką nie uświadczą.

Powieściowy tok wygnał Popingę z Paryża i wypchnął na prowincję. Tam, ukrywając się przed policją, zakosztował prowincjonalnej, domowej, francuskiej kuchni: „jadł swego królika, maczając kawałki w gęstym sosie”. A nieco dalej: „I zabrał się do duszonej wołowiny z pieczonymi ziemniakami”. Za chwilę powraca znów królik, wywołując niejakie zniecierpliwienie kulinarną monotonią.

Muszę przyznać, że królika lubię nadzwyczajnie. To doskonałe mięso – chude, delikatne, a co ważne, ostatnio bardzo łatwo dostępne; a mrożone wcale nie jest gorsze od świeżego. I choć w powieści Simenona wywołuje pewne zniecierpliwienie swym ponownym pojawieniem się na stole, w istocie może być prawdziwym kulinarnym świętem. U nas wciąż niedoceniane, królicze mięso jest niezwykle zdrowe, przez co może być podawane dzieciom – choć lepiej nie ujawniać prawdziwego źródła pochodzenia...

Zatem zajmę się przepisem na królika, który w oparciu o liczne inne, sam wygenerowałem – i który sprawdził się wielokrotnie. Jeden królik wystarcza dla 6-8 osób; ugotowany, doskonale nadaje się do zamrożenia i do przechowania nawet dość długo. Zatem:

1 królik
0,5 szklanki musztardy Dijon, lub innej, bardzo mocnej
1 butelka czerwonego wina
1 opakowanie śliwek kalifornijskich, dla bardziej wyrafinowanych smakoszy lepsze są polskie, bo bardziej aromatyczne, ale można też pomieszać oba rodzaje
2-4 łyżki oliwy do smażenia
sól, pieprz, czosnek, cebula

  1. Mięso posolić, popieprzyć, nasmarować musztardą;
  2. Najlepiej zostawić na noc w lodówce do zamarynowania;
  3. Obsmażyć na patelni, albo w odpowiednim garnku, aż mięso będzie rumiane;
  4. Jeśli było w garnku, zalać winem, dodać czosnek i bardzo drobno posiekaną cebulę;
  5. Przykryć i dusić ok. 1h, przewracając; sos powinien zgęstnieć;
  6. Dorzucić śliwki, poddusić jeszcze nieco, żeby uwolnić ich smak;
  7. Sprawdzić ilość sosu, jego smak, doprawić wg uznania, ew. dodać śmietany;
  8. Podawać z ryżem, ale lepiej z kładzionymi kluskami.

Może ten przepis brzmi nieco jesiennie, ale trudno. Jadłem go w upalne dni, choć wieczorem, i też był wyborny.

Georges Simenon opublikował około czterystu powieści. Zostały one sprzedane w nakładzie około pięciuset pięćdziesięciu milionów egzemplarzy. W przedmowie do „Paryskiego ekspresu” Bogusław Panek pisze: „Osobliwa była technika pisarska Simenona. Jedna powieść z cyklu o komisarzu Maigrecie powstawała w ciągu czterech-pięciu dni. Nad powieścią psychologiczno-obyczajowa spędzał od sześciu do jedenastu dni”.
W pracy nic nie mogło mu przeszkadzać; pił dużo mocnej herbaty i palił fajkę. Podobno dwa-trzy razy dziennie zmieniał przepocone koszule; najwyraźniej walenie w maszynę było jednak fizycznie wyczerpujące. Słynął także z kobiecych podbojów. Sam twierdził, że miał dziesięć tysięcy kobiet, jego żona, że tysiąc dwieście. Jego pisarstwo zapewniło mu bogactwo, ale nie uwolniło od nieszczęść – samobójstwo córki – i fobii (w obawie przed robactwem siedział tylko na plastikowym krześle). Jak pisze Paul Theroux: „Prowadził życie feudała, pana na włościach, gdzie wszystko toczyło się według jego upodobań. Ten rozmach robi wrażenie: oto człowiek, który mieszka z byłą żoną, obecną żoną i oddaną służącą, sypia z każdą z nich i znajduje czas, by zdradzać wszystkie trzy z prostytutkami, a do tego ciągle pisze. Strasznie się to podobało Henry’emu Millerowi”.

Może gdyby takie życie prowadził jego bohater, Kees Popinga, do niczego by nie doszło. No ale nie mielibyśmy „Paryskiego ekspresu”.

Bogusław Deptuła, redaktor naczelny „Art&Business”, współpracuje z dwutygodnik.com.

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.

Felietony

PÓŁ STRONY:
Zapiski współwinnego widza; Do Agnieszki Sabor

Joanna Tokarska-Bakir

Teatr

UWAGA NA KULTURĘ!:
Partnerstwo Wschodnie dla teatru

Film

Nowe Horyzonty. Relacja 3. Ostatnia.

Jakub Socha

Sztuka

Kamery skierowane do wewnątrz

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Minaret pod ostrzałem

Rozmowa z Joanną Rajkowską

Literatura

Galicja. Re-kreacja

Dariusz Czaja

Muzyka

Meandry Pawła Mykietyna

Andrzej Chłopecki

Fikcje

Oświęcimki

Wojciech Albiński

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Niewyraźny wieczór

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Będę pamiętał ten obiad, póki żyję

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Śmierć i omlety

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI: Niewinna czarodziejka Holly

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Słodkie wino z ostrygami

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI: Jedyna taka kolacja

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Usta o smaku wina Pommard

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Particolare. Sztuka, która wznieca niepokój” w Wenecji

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Zbrodnie nad laguną

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Stręczyciel codzienności

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
O błędach i grzechach kuchennych Filifionki

Bogusław Deptuła

Sztuka

Huculszczyzna w 40. rocznicę śmierci
Stanisława Vincenza

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Na wspak

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Psoty i gałgaństwa

Bogusław Deptuła

Literatura

„Nowe kroniki wina”
Marka Bieńczyka

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Juliusz Żórawski – przerwane dzieło modernizmu”

Bogusław Deptuła

Sztuka

Tomasz Kowalski, „Kominiarz na dachu kościoła”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Miłośniczki mięs

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Domownicy” Ania Witkowska, Adam Witkowski

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Powidoki. Władysław Strzemiński i prawa dla sztuki”

Bogusław Deptuła

Wstępniak

DRŻENIE.
O fizjologii procesu twórczego

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Wstyd głodu

Bogusław Deptuła

Muzyka

Powrót rozpustnika

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Apetyt Kotta

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Bitwa pod Grunwaldem” Edwarda Dwurnika

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pod kandyzowanym niebem

Bogusław Deptuła

Literatura

Wojciech Modest Amaro, „Natura kuchni polskiej”

Bogusław Deptuła

Sztuka

Gosia Turzeniecka, „Senność”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Nieuleczalna nuda

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pan Samochodzik
i kogut w winie

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pokarm dla zaświatów

Bogusław Deptuła

Sztuka

Ars Homo Erotica

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Hawańskie picadillo

Bogusław Deptuła

Literatura

LITERATURA OD KUCHNI:
Idiotyzm doskonałości

Bogusław Deptuła

Sztuka

Fijałkowski, Gierowski i Sempoliński

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Cynik we łzach

Bogusław Deptuła

Sztuka

Zwierzoczłeko…

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pod wzgórkiem

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa obrazów Aleksandry Waliszewskiej

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Papuga Flauberta – na słodko

Bogusław Deptuła

Sztuka

Dobrze malować rzeczy naturalne…

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Monsignore insalata

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa obrazów Pawła Janasa

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
W oparach Porto

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Jana Berdyszaka

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Opus magnum hrabiego Sandwicha

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Kochanek i czekolada

Bogusław Deptuła

Muzyka

O koncercie
Valerego Gergieva

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Chłód, głód i ucztowanie

Bogusław Deptuła

Sztuka

Konstelacje relacji

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Wyobraźnia i wnętrzności

Bogusław Deptuła

Sztuka

Awangarda i Holokaust

Bogusław Deptuła

Muzyka

Rossini
według Marka Minkowskiego

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Szatańskie szampany
albo bezczelność Gomory

Bogusław Deptuła

Sztuka

Pył barwny

Bogusław Deptuła

Sztuka

Huculak w Latającej Galerii

Bogusław Deptuła

Sztuka

Retrospektywa Libery

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Jesienna szarlotka jako remedium

Bogusław Deptuła

Sztuka

O budynku Muzeum Historii Polski

Bogusław Deptuła

Sztuka

QUEER OPERA: Queer as opera

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI: Kuchnia przemienienia

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pasztet z Geparda

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Paniczna Angina

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Schizma. Sztuka polska lat dziewięćdziesiątych” w CSW

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pontorma kłopoty z żołądkiem

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
We władzy rzeczy

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Tajemnica kotleta Pożarskiego

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Jana Kudlički

Bogusław Deptuła

Sztuka

Album Fontainebleau w CSW

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wieczny powrót

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Światobranie Oty Pavla

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Duszę zjeść, albo lipografia

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa rysunków Sempolińskiego

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Baku, Erywań, Tbilisi: Odbiór!”

Bogusław Deptuła

Sztuka

WSPOMNIENIE:
Bałagan i rygor

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pamiętnik powstańczego podniebienia

Bogusław Deptuła

Sztuka

Dwie wystawy w Awinionie

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Cesarska namiętność do kurczaków

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Constantin Brâncuşi – fotograf”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Karasie, trudna ryba

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wielość Maziarskiej

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Rosjanin w podróży

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Michała Szuszkiewicza

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Lunatyk lizboński

Bogusław Deptuła

Sztuka

CAMP:
„Notatki” Susan Sontag

Bogusław Deptuła

Sztuka

Powołanie: fotograf

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pieczone gąski

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Święto Baroku. Sztuka w służbie prymasa Michała Stefana Radziejowskiego”

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Wojciecha Gilewicza

Bogusław Deptuła

Sztuka

Daniel Buren w Muzeum Sztuki w Łodzi

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Cafe Babilon

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Smak Rzymu

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa nowych prac Leona Tarasewicza

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Inwazja dźwięków” w Zachęcie

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Soczewica Jakubowa

Bogusław Deptuła

Sztuka

Nagrobki, diabełki, duszki

Bogusław Deptuła

Sztuka

WSPOMNIENIE:
Między widzieć a pisać

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Iryzujące szparagi à la Proust

Bogusław Deptuła