Muzyka 2.1: Teoniki Rożynek
fot. Ola Gołczyńska

13 minut czytania

/ Muzyka

Muzyka 2.1: Teoniki Rożynek

Jan Topolski

Swobodnie czuje się na czterech kontynentach: muzyki współczesnej, nieakademickiej elektroniki, muzyki teatralnej i filmowego sound designu. Kompozytorkę napędza  niecodzienna chęć działania w kolektywach oraz swoiste twórcze ADHD

Jeszcze 3 minuty czytania

Muzyka Teoniki Rożynek ma w sobie moc kreowania obrazów. Wydaje się ona wyrzeźbiona wprost w materii brzmieniowej, bez pośrednictwa nut. Rozgrywa się w wielu warstwach i pasmach, jak sugeruje tytuł „Halocline II” na trzy akordeony i elektronikę, czasem przesuwanych względem siebie, jak w „Nox” na amplifikowany zespół smyczkowy i... metalowe pulpity (oba z 2016). Słychać w niej wyraziste efekty dźwiękowe (czasem tak wyraziste, że aż efekciarskie, jak w „Ścianie” na skrzypce, wiolonczelę i taśmę), mające swoje źródło w starannie dobieranych i obrabianych samplach (jak w przeglądzie technik smyczkowych w elektronicznej „Palinopsji” z 2018). Podobnie jak wielu kompozytorów z jej pokolenia, Teoniki jest zorientowana bardziej na brzmienie niż na wysokość dźwięku oraz pracuje na modelach i symulacjach zamiast na partyturach. Odmiennie od nich, stroni raczej od muzyki relacyjnej, postinternetowej czy performatywnej. Co jeszcze bardziej ją wyróżnia, to uprawiana z pasją twórczość kolektywna, czy to przy spektaklach i filmach, czy w duetach i kolektywach kompozytorskich.

Drogi Teoniki Rożynek wiodące do obecnej pozycji również nie do końca były typowe. Z jednej strony skrzypce i szkoła muzyczna. Z drugiej improwizacje z didżejami. Do tego wyczuleni na dźwięki rodzice, często nasłuchujący odgłosów lodówek czy betoniarek. I wujek robiący muzykę do reklam, który podarował Teoniki stary program z softwarowymi syntezatorami. W rozmowie kompozytorka zwraca uwagę, że obaj odegrali ważną rolę w rozwoju jej wrażliwości dźwiękowej. Szumy sprzętu AGD oraz regularny, lecz czasem zaburzony rytm betoniarki (coś w rodzaju brumiącego groove’u) przełożyły się na jej późniejsze zainteresowanie motoryką i powtórzeniem. Echa tego można odnaleźć zwłaszcza w „Palinopsji” – powstałej na zamówienie Warszawskiej Jesieni Klubowo 2018 – gdzie z glitchowych sampli wyłania się regularny puls. Wyjściowe próbki pochodzą z autorskich nagrań różnych omsknięć, usterek, fałszy i innych, bynajmniej nie najczystszych dźwięków skrzypcowych. To druga fascynacja Rożynek, której źródła tkwią w przestarzałych programach do montowania dźwięku (używanych po wspomnianym wujku) oraz niezliczonych godzinach spędzonych nad obróbką z początku szorstkich i płaskich brzmień.

Te elementy spotykają się także w fascynującym performatywnie i brzmieniowo utworze „the most satisfying music” (2017) na perkusję i audio playback inspirowany audiosferą ASMR (którą zgłębiali już tacy polscy kompozytorzy, jak Mikołaj LaskowskiPiotr Peszat). Autorzy tych podbijających internet filmików produkują różne delikatne, zmysłowe dźwięki – jak pocieranie skóry, mlaskanie i głaskanie – by wywoływać w odbiorcach tzw. mózgowy orgazm. W wersji Rożynek wszystkie odgłosy wytwarza duet perkusistów Michał Jedynak i Aleksander Wnuk, obsługujący tylko dwa instrumenty (hi hat i werbel) oraz parę przedmiotów. Na amplifikowanych stołach leżą taśmy klejące i magnetofonowe, które są powoli rozwijane tuż przed mikrofonami, zaś pokryte gąbką główki tychże pocierane są pędzelkami. Utwór robi piorunujące wrażenie, zwłaszcza w finale, gdy z szmerów i szelestów spada nieoczekiwanie kaskada rytmów. Jak głosi wskazówka na soundcloudowym nagraniu, „proszę słuchać na słuchawkach” i faktycznie „the most satisfying music” zdaje się wymarzona do takiego bezpośredniego, intymnego medium. Do fenomenu ASMR nawiązał także Kamil Szuszkiewicz w performansie „Satin Made of Triggers”, zrealizowanym wspólnie z Teoniki Rożynek na skrzypcach i przy elektronice oraz z wokalem Antoniny Nowackiej z WIDT na tegorocznym Unsound Festival. To ona szeptała i  głaskała mikrofon w pozornie uspokajającej narracji, w istocie podszytej drażniącymi pytaniami o granice przyjemności i relaksu („now all the relax is done”).


Muzyka Rożynek jest zazwyczaj jak najdalsza od uspokajania, zmierzając raczej w stronę mrocznych wizji. Tak jest już od czasu elektronicznego „T.R.I.P.” (2016), który rozgrywa się w kilku warstwach: od wysokiej pozytywki do posuwistych basów. Pomruki i klekoty przypominają sound design języka olbrzymich heptapodów z filmu science fiction „Nowy początek” (reż. Dennis Villeneuve), wnoszą coś tak organicznego, jak i nieziemskiego zarazem. Niskie brzmienia to zresztą specjalność Rożynek, podobnie jak obłe, kroplowate dźwięki dynamicznie opadające po skosie lub pionie albo wyprofilowane obwiednie rezonansów.

To właśnie one zapewne spodobały się Jagodzie Szelc, która odwiedziła jeden z koncertów kompozytorki, a potem od razu podeszła i powiedziała, że chce zawrzeć utwór w swoim filmie. „Wieża. Jasny dzień” (2017), osobliwy pełnometrażowy thriller rodzinno-apokaliptyczny, został okrzyknięty jednym z najodważniejszych debiutów reżyserskich roku i ogólnie polskiej kinematografii. Za wykreowanie niepokojącej i dusznej atmosfery odpowiada właśnie głównie warstwa dźwiękowa, na pograniczu sound designu i alternatywnej elektroniki. Dotychczas kompozytorka pracowała raczej przy krótkich i studenckich filmach, w tym dwukrotnie z Arkiem Biedrzyckim („Staje się”, 2016 i „Słabi”, 2018) oraz trzykrotnie z Filipem Bojarskim („Nigdy nie byłem...”, 2015; „W grudniu po południu”, 2016 i „Wakacje”, 2018). Choć to prywatnie jej partner, Rożynek przyznaje, że stworzenie ilustracji do jego komedii stanowi spore wyzwanie: jak przekroczyć własny styl?

To podobna sytuacja intensywnego kontaktu z innymi, burzy mózgów i twórczej gorączki, poczucia, że wszystko można zrobić, stanowiła inicjację Teoniki w świecie filmu. Chodzi o „Spełnia się” (2013, reż. Gaweł Kownacki), kolektywnie wymyślony w krakowskiej knajpie F.A.I.T. w godzinach późnych (albo wczesnych inaczej), który początkowo miał być dokumentem o Jerzym Beresiu, a zmienił się w surrealistyczną przygodę. Podobną stymulację kompozytorka znajduje w środowisku teatralnym, zwłaszcza że tu jeszcze istotniejszy jest aspekt pracy na żywo i ze współudziałem aktorów. Dwukrotnie stworzyła muzykę do spektakli Tomasza Węgorzewskiego: „Listopad” (Teatr Fredry w Gnieźnie, 2017) i „Wampir. Trauerspiel” (Teatr Polski w Bydgoszczy, 2018). Za pierwszy dostała wyróżnienie na Opolskich Konfrontacjach Teatralnych, a profesor Juliusz Tyszka pisał w recenzji, że „znaczące jest muzyczne tło, które rytmicznie wspomaga ślamazarną akcję. Basowe, głębokie dźwięki, które teraz słychać, dodają scenicznym sytuacjom powagi. Później dojdą jeszcze jakieś pogłosy, szepty… Muzyka w tym spektaklu fascynuje, budując umiejętnie nastrój tajemniczości”. Aleksander Karwowski na swoim blogu dodawał: „Świetna muzyka Teoniki Rożynek jest wirującym niepokojem, tą Strzygą, która wisi cały czas nad spektaklem, wwierca się w umysły bohaterów, wpędzając ich w histerię, wywołując ból trzewi, tej busoli w brzuchu odpowiedzialnej za sumienie i działanie”.

Jednak chyba największy udział miała kompozytorka w spektaklu „Hymn do miłości” (Teatr Nowy, Poznań, 2017), który przyniósł jej także nominację w plebiscycie na najlepszy debiut sezonu miesięcznika „Teatr” oraz nagrodę na festiwalu Boska Komedia. Wykształcona i wrażliwa muzycznie reżyserka spektaklu Marta Górnicka od lat realizuje ze swoim Chórem Kobiet kolejne przedstawienia komentujące rzeczywistość. Wyrafinowane aranżacje i pomysły Teoniki Rożynek wniosły do kolażu hymnów, pieśni i przemów nowe jakości – także te szmerowe, zdające się odpowiadać na teksty z ich moralnym szumem współczesności. Pochodząca z Krakowa, lecz studiująca w Warszawie autorka stała się także współtwórczynią kolektywu gen~rate wraz z Aleksandrą Kacą, Rafałem Ryterskim i Żanetą Rydzewską. Ta kompozytorska grupa powstała trzy lata temu głównie w celu autopromocji oraz organizacji koncertów. Choć obecnie przeżywa pewien kryzys mocy przerobowych, stała się jednocześnie symbolem cyfrowej rewolucji na dotąd skostniałym Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina. Rożynek jednak nie zatrzymuje się w swojej pasji do kolektywów: utwór „Can you Hear Colors?” (2017) napisała w duecie z Moniką Szpyrką, zadając sobie ogólny temat synestezji oraz określony zbiór sampli i niskich instrumentów (flet basowy, kontrabas).

Teoniki Rożynek urodziła się w 1991 roku, skończyła Państwową Szkołę Muzyczną im. Władysława Żeleńskiego w Krakowie (klasa skrzypiec Janusza Miryńskiego), jest studentką kompozycji Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie (klasa Krzysztofa Baculewskiego). Brała udział w kursach i warsztatach kompozytorskich Synthetis w Radziejowicach oraz podczas Donauschinger Musiktage. Jej utwory były wykonywane na festiwalach typu Warszawska Jesień, Musica Electronica Nova we Wrocławiu, Sacrum Profanum w Krakowie czy Bendigo w Australii, a także na koncertach w Kolonii, Ostrawie i innych. Współpracowała przy licznych performansach, produkcjach filmowych i teatralnych, z takimi twórcami jak Marta Górnicka, Katarzyna Kozyra, Jagoda Szelc, Tomasz Węgorzewski, Arek Biedrzycki i Filip Bojarski. Była członkiem kolektywu kompozytorskiego gen~rate, w ramach którego organizowała liczne koncerty w Warszawie, także Embody wraz z Delirum Ensemble na Warszawskiej Jesieni.

„Strzyga wwiercająca się w umysły” – tak w istocie potrafią działać dźwięki wykreowane przez kompozytorkę, które w większości wypadków pochodzą z instrumentów akustycznych, lecz są albo poważnie wzmocnione, albo przetworzone przez elektronikę. Temat gry między realnym a wirtualnym to także jedno z istotniejszych zjawisk muzyki nowej, czego dowodem wirtuozowskie utwory Michaela Beila, Simona Steena-Andersena czy Stefana Prinsa. Teoniki Rożynek realizuje ją na swój sposób w „Bilokacji” (2015) na fortepian, dwóch pianistów i sampler, gdzie preparacje strun kartami, linijkami i prętami zanurzone są w basowym tle. Z brzmieniowej i bardzo niepianistycznej magmy wyłaniają się proste ozdobniki i repetycje na klawiszach, zdradzając instrumentalny kontekst całości. Dialogują także akordeon i altówka w miniaturze „deep-frozen_2/17” (2017), podczas gdy elektronika je otacza, opływa, a nawet czasem, zgodnie z tytułem, zamraża. Odpowiednie relacje między obiema warstwami ściśle zależą od akustyki miejsca i reżyserii dźwięku na miejscu, co Teoniki nie zawsze może kontrolować. Jako fascynatka przypadku zaakceptowała wszakże premierowe brzmienie „Taśmociągu” (2018) na zespół, gdzie elektronika na żywo nie do końca przykryła motorykę partii instrumentalnych. Ich niemal robotyczna geneza (szybciej – taniej – taśmowo) wynikała z założeń programowego koncertu pod kuratelą Krzysztofa Stefańskiego, który po licznych przygodach zagościł w końcu na Sacrum Profanum 2018. Stanowił on próbę zdjęcia tabu z tematu pieniędzy w muzyce współczesnej, często starannie ukrywanego i pomijanego; dla Spółdzielni Muzycznej utwory napisali także wspomniani Peszat i Laskowski oraz Paweł Malinowski i Marta Śniady.


fot. Piotr Czyżfot. Piotr Czyżfot. Piotr Czyżfot. Piotr CzyżGdy jednak słuchamy miksów przygotowanych przez samą Rożynek (obowiązkowo na słuchawkach), to widać, jak istotne są dla niej nierozróżnialność źródeł i stopliwość brzmienia. „Halocline II” (2016) na dwa akordeony, akordeon basowy i elektronikę rozwija się w masywnych, niskich pasmach, na których barwę wpływają rozszerzone techniki instrumentalne. Szczególne znaczenie mają liczne odchylenia od wysokości dźwięku, bezgłośne glissanda po guzikach oraz ruch dłoni pomiędzy fałdami miecha („brzmi jak ptaki wzbijające się do lotu”). W tytule i wskazówkach kompozytorka wydaje się czasem sugerować oceaniczne konteksty, ale zazwyczaj unika odniesień do pozamuzycznych zjawisk. Ciekawym wyjątkiem pod tym kątem jest „Bol” (2017) na flet, akordeon, perkusję, elektronikę i wideo, który prawykonano podczas koncertu zespołu nazwanego później Kompopolex. W obrazie widać tu zbliżenie ust samej kompozytorki – choć bez zamierzonych odwołań do Becketta, Agaty Zubel i jej „Not I” – recytującej kolejne sylaby z hinduskiej metody mnemotechnicznej służące do pamiętania skomplikowanych schematów rytmicznych. To jeden z nielicznych przypadków, gdzie Teoniki tak się odsłania pod kątem inspiracji utworu, ale odbywa się to bez szkody dla czysto muzycznej złożoności. Utwór oparty na jaskrawo cyfrowych samplach nie może się rozpędzić, grzęźnie w zwalniających głosach i zapętlonych taśmach. Jednocześnie są tu poukrywane „postinternetowe” smaczki i cytaty, podobno czytelne głównie dla najmłodszych słuchaczy, nie wspominając o liderze zespołu Jacku Sotomskim, dla którego YouTube nie ma tajemnic. To przykład tego, na ilu poziomach pracuje Teoniki Rożynek w aspekcie samej percepcji, która zdaje się w jej utworach najważniejsza – i dlatego przynosi tyle satysfakcji odbiorcom. The most satisfying music?

Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL (Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych).