Wyblakłe widmo
kadr z filmu „Z-Boczona historia kina”

15 minut czytania

/ Obyczaje

Wyblakłe widmo

Jakub Majmurek

Žižek nieustannie powtarzał w ostatnich latach za Frederickiem Jamesonem, że łatwiej nam jest sobie wyobrazić uderzenie meteorytu w Ziemię, kończące życie na całej planecie, niż konkretną, całościową, systemową alternatywę dla liberalnej demokracji i gospodarki rynkowej

Jeszcze 4 minuty czytania

Slavoj Žižek jako filozof nigdy nie bał się aktualności. Sam porównywał siebie do szopa pracza, który zamieszkał na śmietniku globalnej popkultury i żywi się wszelkimi trafiającymi do niego na bieżąco odpadami. Efekty takiej diety widać było w kolejnych książkach Słoweńca: uczone filozoficzne egzegezy Hegla, Lacana i klasyków teorii krytycznej przeplatały odniesienia do współczesnych hollywoodzkich hitów, popularnych kreskówek, powieści Stephena Kinga i prasowych polemik. W te ostatnie Žižek zawsze chętnie się wikłał, Słoweniec jest nie tylko filozofem, który czasem zabiera głos jako publicysta, on niemal swoją filozofię uprawia jak zaangażowaną publicystykę. Pisał o atakach 11.09. („Witajcie na pustyni rzeczywistości”), wojnie w Iraku, wielkim kryzysie finansowym i jego politycznych implikacjach („Od tragedii do farsy”), protestach 2011 roku („Rok niebezpiecznych marzeń”), atakach terrorystycznych w Paryżu, kryzysie uchodźczym, klęskach nowej lewicy spod znaku Sandersa i Corbyna. Książka Žižka o epidemii COVID-19 była więc tylko kwestią czasu.

„Pandemia. Jak COVID-19 wstrząsa światem” ukazała się już 24 marca – co nawet jak na standardy niezwykle szybko piszącego filozofa jest imponującym osiągnięciem. Książka przypomina coś w rodzaju filozoficznego bloga czasów epidemii. Autor na bieżąco komentuje medialne doniesienia i wdaje się w publicystyczne polemiki – przypisy niemal wyłącznie odsyłają do tekstów z prasy codziennej. Žižek zastanawia się poza tym, jak sytuacja wymuszonego społecznego dystansowania wpływa na filozofa, który i tak na co dzień dystansował się z własnej woli, a większość pracy wykonywał z domu. Streszcza internetowe rozmowy z przyjaciółmi, radzi, jak nie oszaleć w zamknięciu, i dzieli się serialowymi rekomendacjami: nordic noir, najlepiej z Islandii, zwłaszcza „W pułapce” i „Valhalla Murders” (oba dostępne na polskim Netflixie).

Zwyczajowa dla Słoweńca gonitwa myśli krąży wokół dwóch czołowych problemów: po pierwsze tego, w jaki sposób powinniśmy rozumieć spadający na nas epidemiczny kataklizm, po drugie – co w sytuacji bezprecedensowego kryzysu zdrowotnego, gospodarczego, a najpewniej także politycznego możemy i powinniśmy zrobić jako obywatele. Sposób, w jaki Žižek stawia oba te pytania, pokazuje zarówno siłę jego filozoficzno-medialnego projektu, jak i jego ograniczenia – widoczne szczególnie w momencie, gdy błyskotliwe dekonstrukcje cudzych filozoficznych założeń i politycznych stanowisk trochę przestają wystarczać, gdy oczekujemy bardziej poważnych propozycji dotyczących tego, co właściwie robić.

COVID-19 i meteor Cattelana

Nowy Žižek jest najciekawszy w tych momentach, gdy pisze, czym pandemia koronawirusa na pewno nie jest. Gdy przestrzega, byśmy nie traktowali wydarzeń z ostatnich miesięcy jako „kary” za „grzech sodomii”, „konsumeryzm”, „globalizację” lub „okrucieństwo wobec zwierząt”. Nie, argumentuje Žižek, choć stopień globalnej integracji współczesnej gospodarki i przemysłowy chów zwierząt mogły przyczynić się do rozprzestrzeniania wirusa, to Natura nie jest żadnym świeckim odpowiednikiem Pana Boga, który za dobre nas wynagradza, a za złe karze, komunikując się z nami przez takie wydarzenia jak susze, powodzie, inwazje szarańczy czy zarazy.

Doszukiwanie się w globalnej ekspansji wirusa jakiegoś głębszego sensu to dla Žižka pozostałość przednowoczesnego, teologicznego myślenia. Słoweński filozof, mówiący o sobie „chrześcijański ateista”, proponuje radykalnie ateistyczne spojrzenie na zarazę jako na zdarzenie całkowicie przygodne, mające tyle wspólnego z pojęciami „winy” i „kary” co uderzenie w Ziemię gigantycznego meteorytu gdzieś pod koniec kredy, które najpewniej zapoczątkowało proces kolejnego w historii naszej planety wielkiego wymierania, kończącego okres dominacji wielkich gadów.


Tym razem zagrożenie przychodzi nie spoza Układu Społecznego, ale z mirkokosmosu, z ukrytego przed nieuzbrojonym w specjalistyczny sprzęt okiem świata, gdzie dokonują się namnażanie i mutacje wirusów – fragmentów materii, o której trudno nawet powiedzieć, czy tak naprawdę jest żywa czy martwa. „Powinniśmy zaakceptować i pogodzić się z istnieniem podszewki życia, z faktem nieumarłej, idiotycznie repetytywnej egzystencji wirusów, która […] zawsze będzie nam towarzyszyła jak mroczny cień, stwarzając zagrożenie dla naszego biologicznego przetrwania, gotowa wybuchnąć w momencie, gdy najmniej się tego spodziewamy”.

Gdy czytam te słowa, w których Žižek wykłada swoją filozoficzną lekcję pandemii, przypomina mi się inny meteoryt: ten z pracy „Dziewiąta godzina” włoskiego rzeźbiarza Maurizio Cattelana. Rzeźba, przedstawiająca figurę papieża Jana Pawła II przygniecioną meteorytem, w doskonałym, symbolicznym skrócie pokazuje absurd przygodnego wszechświata, całkowicie obojętnego na ludzkie świętości, religijne wyobrażenia i narodowe fetysze. Dzieło Cattelana mogłoby posłużyć jako komentarz nie tylko wobec obecnego pandemicznego kryzysu, ale też takich wydarzeń jak katastrofa w Smoleńsku, w której kontrast pomiędzy banalnymi przyczynami rozbicia się samolotu – mgła, stan techniczny lotniska, brak szacunku dla procedur – kontrastuje z siłą towarzyszących jej kulturowych wyobrażeń i narracji: kolejna śmierć polskiej elity na rosyjskiej ziemi; prezydent, który ginie, oddając hołd żołnierzom bestialsko zamordowanym przez radziecki komunizm itd. Z katastrofy próbowano uczynić religijny symbol wzywający Polaków do nawrócenia; kolejną stację na drodze polskiego męczeństwa; akt oskarżenia wobec „elit III RP”. Jak dobrze wiemy, z tych dwóch ostatnich narracji bardzo szybko skonstruowany został wyjątkowo toksyczny polityczny mit, przez lata pustoszący polską sferę publiczną.

Pandemia COVID-19 także ma potencjał do tworzenia podobnych, zakorzenionych w paranoicznej wyobraźni politycznych mitów. Książka Žižka, wzywająca czytelników do pogodzenia się z przygodnością epidemii, z tym, że w ogóle nie daje się ona opisać w kategoriach jakiegoś głębszego „znaczenia” i „sensu”, nie zahamuje oczywiście takich mitotwórczych procesów – dostarcza jednak przeciw nim czegoś w rodzaju „intelektualnej tarczy”.

Komunizm epidemiczny

Wezwanie do zaakceptowania radykalnej przygodności obojętnego wobec nas wszechświata ma też u Žižka wymiar mocnego etycznego projektu. Efektem pogodzenia się z rządzonym przez bezmyślny przypadek światem nie ma być bowiem rezygnacja, ale działanie, podejmowanie prób uczynienia takiego świata możliwie najbardziej zdatnym do życia. Czyli innymi słowy, polityka – bo świata, tak by nadawał się do zamieszkania, nie da się uczynić w pojedynkę, w ramach prywatnych, przedpolitycznych działań.

Pytanie, „jakiej politycznej odpowiedzi udzielić na epidemię”, stanowi drugi, najważniejszy myślowy problem książki. Žižek bez wahania i zbędnej nieśmiałości pisze, że jest nią komunizm. Pandemia pokazała bowiem niewydolność rozwiązań opartych czy to na rynku, czy na państwie narodowym. Znaleźliśmy się wszyscy w sytuacji, w której polityki, które jeszcze niedawno traktowane były jako rojenie marksistowskich dinozaurów, nagle zaczęły wydawać się zdroworozsądkowe nawet w gabinetach najdalszych od lewicy polityków, prezesów banków centralnych czy redaktorów naczelnych finansowych gazet. Zachodnie państwa nagle sięgają po mechanizmy, których efekty mają być zbliżone do efektów, które przyniosłyby wprowadzenie dochodu podstawowego, rządy oferują przedsiębiorstwom pomoc w zamian za przejęcie w nich części udziałów. Chyba nawet Amerykanie przekonują się o zaletach publicznej służby zdrowia. Coraz częściej słyszymy wezwania, by państwo wzięło na siebie odpowiedzialność za zorganizowanie produkcji i dystrybucji środków ochrony, wentylatorów, leków, żywności i innych rzeczy koniecznych do przetrwania epidemii.

Znajdujemy się – przynajmniej na razie – w rzeczywistości odwrotnej do tej, którą Naomi Klein opisywała w swojej „Doktrynie szoku”. W książce kanadyjskiej dziennikarki widzieliśmy, jak kapitalizm wykorzystywał różnego rodzaju katastrofy – naturalne, wojenne i gospodarcze – do wyjmowania kolejnych obszarów życia spod władzy polityki w celu podporządkowania ich logice rynku. Obecna pandemia wymusza odwrotną dynamikę: w sytuacji, gdy widać czarno na białym, że rynek i rynkowe mechanizmy nie działają, otwiera pole dla ekspansji państwa dla polityki.

„Tu właśnie pojawia się moje pojęcie komunizmu, rozumianego nie jako niejasne marzenie, ale po prostu nazwa […] środków, które już są rozważane, a czasem nawet wdrażane. Taki komunizm nie jest wizją świetlanej przyszłości, to »komunizm katastroficzny«, pomyślany jako antidotum na kapitalizm katastroficzny. Państwo powinno przyjąć o wiele bardziej aktywną rolę, organizując produkcję najbardziej potrzebnych towarów […], przejąć hotele i inne ośrodki wypoczynkowe, zagwarantować jakieś minimum socjalne każdemu, kto stracił pracę itd. Wszystko to będzie wymagało porzucenia mechanizmów rynkowych. […] Konieczny będzie także jakiś mechanizm efektywnej współpracy międzynarodowej […]. Jeśli państwa zdecydują się po prostu odizolować, skończy się to wojną. […] Tak właśnie rozumiem komunizm i jedyną alternatywą dla niego jest barbarzyństwo” – tymi słowami Žižek definiuje swój polityczny program na czas epidemii.

Komunizm czy konserwatywny paternalizm?

Tak zdefiniowany program „komunizmu epidemicznego” budzi jednak szereg wątpliwości, a przynajmniej skłania do pytań, które najnowsza książka filozofa wygodnie dla siebie omija. Po pierwsze, można spierać się o sam sens terminu „komunizm” w odniesieniu do wszystkich proponowanych przez filozofa rozwiązań. Czytając nową książkę Žižka, często miałem wrażenie, że słowo „komunizm” nie służy w niej niczemu więcej niż intelektualnej prowokacji, która raczej zaciemnia, niż rozjaśnia obraz.

Bez wątpienia epidemiczny kryzys wymusza zwiększoną rolę państwa w zarządzaniu gospodarczą produkcją. Od tego do jakiegokolwiek realnego znaczenia terminu „komunizm” droga jednak daleka. Wyzwania logistyczne drugiej wojny światowej zmusiły wiele państw zachodnich do przyjęcia bezprecedensowej roli w organizacji życia gospodarczego. To daleko idące uspołecznienie sił wytwórczych nie zmieniło jednak fundamentalnie ani ustroju gospodarczego, ani związanej z nim stratyfikacji społecznej zachodnich społeczeństw, choć otworzyło drogę do powojennego konsensusu, w ramach którego demokratyczne państwo silnie regulowało rynek, tak by dostarczał pożądanych efektów społecznych.

Dziś nikt nie potrafi powiedzieć, czy nadzwyczajne, zrywające z ortodoksjami ostatnich trzech dekad, środki, po jakie sięgają rządy na całym świecie, przekształcą się w trwały, nowy model relacji państwa i rynków. To, czy po zakończeniu epidemicznego zagrożenia wyłoni się jakiś nowy model bardziej społecznej gospodarki rynkowej, zależy w dużej mierze od politycznej dynamiki towarzyszącej pandemii.

Globalna eksplozja wirusa przychodzi w momencie bezpośrednio następującym po dwóch ważnych dla lewicy klęskach: Partii Pracy Jeremy’ego Corbyna w wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii w grudniu 2019 roku oraz kampanii Berniego Sandersa w amerykańskich prawyborach. W pewnym sensie obie te porażki zamykają „dekadę niebezpiecznych marzeń”, zaczynającą się od protestów Occupy, Ruchu Oburzonych i Arabskiej Wiosny. Dekada ta przynosi eksplozję nowych ruchów społecznych i nowej, bardziej radykalnej lewicowej polityki w zachodnich demokracjach – z którą, jeśli nawet nie Žižek, to na pewno jego czytelniczki wiązały nadzieję na realną zmianę społeczną. Bilans tych ostatnich lat nie skłania jednak do entuzjazmu. Większości nowych lewicowych i progresywnych sił nigdy nie udało się zdobyć władzy. Te, które po nią sięgnęły – jak grecka Syriza – okazały się niezdolne do realizowania swojej polityki. Od nowej lewicy w rozbijaniu starych politycznych układów sprawniejsza była mniej lub bardziej populistyczna prawica.

Taka, a nie inna koniunktura polityczna, w czasie której uderza w nas wirus, każe dwa razy zastanowić się nad wyrażanymi przez Žižka, stwarzanymi przez pandemię nadziejami na komunistyczne otwarcie polityki i politycznej wyobraźni. Wszystkie środki, o których pisze Žižek – uspołecznienie całych sektorów gospodarki, jakieś formy dochodu podstawowego, państwo silnie kontrolujące wytwórczość kluczowych z punktu widzenia bezpieczeństwa zdrowotnego branż – można sobie wyobrazić jako część praktyki politycznej jakiegoś paternalistycznego, prosocjalnego konserwatyzmu. Sięgającego po jeszcze wczoraj wywołujące śmiech nadzwyczajne środki nie jako pierwszy krok na drodze do „komunizmu”, ale jako narzędzie mające ocalić rynkową gospodarkę i tworzoną przez nią hierarchię społeczną. Zapewne w praktyce łącząc opisywane przez Žižka jako „komunistyczne” środki z prawicową polityką tożsamościowo-symboliczną: „wartościami rodzinnymi”, antyfeministycznym backlashem, nacjonalizmem, niechęcią do „rozgadanej demokracji”, kultem silnej władzy.

Odważyć się myśleć

Žižek nieustannie powtarzał w ostatnich latach za Frederickiem Jamesonem, że łatwiej nam jest sobie wyobrazić uderzenie meteorytu w Ziemię, kończące życie na całej planecie, niż konkretną, całościową, systemową alternatywę dla liberalnej demokracji i gospodarki rynkowej. A przynajmniej taką, która nie byłaby nienadającym się do życia koszmarem. Czytając „Pandemię”, widzimy, że ta sentencja odnosiła się zawsze w dużej mierze także do samego Žižka.

Pandemic! Covid-19 Shakes The WorldSlavoj Žižek, „Pandemic! Covid-19 Shakes The World”, Wyd. OR Books,  146 stron, w  sprzedaży od kwietnia 2020Globalna ekspansja koronawirusa jest wydarzeniem, które można porównać do uderzenia w planetę meteorytu. Wszyscy mamy poczucie, że stare bezpowrotnie się skończyło, szukamy nowych recept i rozwiązań. Dla filozofa od lat domagającego się radykalnej zmiany naszego politycznego myślenia, wyciągającego w tym celu z historycznego pawlacza takie postaci jak Lenin, powinien być to idealny moment do tego, by w końcu przedstawić na poważnie swoje polityczne propozycje. W tym kontekście to, co w „Pandemii” proponuje Žižek, może wydawać się dość rozczarowujące. Widmo przywoływanego przez filozofa Covid-komunizmu jest niewyraźne, wyblakłe, nie sposób zobaczyć żadnych kształtów. Tam, gdzie Słoweniec przedstawia konkretne propozycje, brzmi dość defensywnie, zachowawczo, na tyle zdroworozsądkowo, że w zasadzie podpisać by się pod nimi mógł dowolny centrowy tygodnik opinii.

Ci krytycy Žižka, którzy zarzucali mu, że tak jak większość elit intelektualnych zachodu, jest tak naprawdę liberalno-konserwatywnym socjaldemokratą, a jego komunizm to tylko marketingowo-intelektualna prowokacja, mogą znaleźć w „Pandemii” potwierdzenie swoich przypuszczeń. Jednocześnie w politycznej części „Pandemii” jest jeden motyw niezwykle cenny, niezależnie od tego, jak rozczarowująco ogólne nie byłyby postulaty Słoweńca: powtarzane wielokrotnie wezwanie do odwagi w tym, co Kant nazywał „publicznym użyciem rozumu”. Być może ważniejszą polityczną stawką nowej książki Žižka niż „komunizm” jest upolitycznienie pandemii: spojrzenie na to, co się dzieje, nie tylko jako na zdrowotny czy gospodarczy kryzys, wymagający eksperckiej wiedzy i eksperckich rozwiązań, ale jako na kryzys polityczny, zmuszający do nielękającej się niczego politycznej refleksji. To właśnie to uparte, prowokujące wezwanie do odwagi myślenia poza horyzontami hegemonicznego zdrowego rozsądku stanowi o sile całego filozoficzno-medialnego projektu Žižka.