Polska Rzeczpospolita Wujków Obmacywaczy

Darek Arest

„Totalnie nie nostalgia” demontuje przytulną fasadę PRL-u. Na każdą słodką watę cukrową i każde radio „Tatry” z urokliwym zielonym oczkiem przypada tu jakiś oblech wpychający łapę pod spódniczkę małej dziewczynki

Polska Rzeczpospolita Wujków Obmacywaczy

Jeszcze 3 minuty czytania

Polska Rzeczpospolita Wujków Obmacywaczy

Mała Wanda, brodząc po kostki w gigantycznej kałuży pod trzepakiem, w dwóch zgrabnych zdaniach przedstawia nam jednocześnie siebie i temat komiksu. „Pierwsze 11 lat życia spędziłam w odzyskanym-dla-macierzy-Szczecinie. Było to dzieciństwo katolickie, patriarchalne i pe-er-elowskie, czyli depresyjno-opresyjno-represyjne, całkiem banalne w tamtym czasie”. Banał poskrobany paznokciem odsłania jednak plątaninę wrogich dziecku żywiołów: dysfunkcyjną rodzinę i ochoczo dzielące się na nowe pseudoklasy (dopiero co „odklasowane”!) społeczeństwo. Najbardziej niszczycielskie jest jednak, odbierane przez bohaterkę i autorkę w jednej osobie, ponure „wychowywanie do dziewczęcości”. Matka raz po raz powtarza małej Wandzi, że „dziewczynka powinna być skromna”. Trzeba wielu lat przykrych doświadczeń, by zrozumieć, że skromność oznacza podporządkowanie własnych ambicji męskim potrzebom i ciche przyzwolenie na wypełzającą z każdego kąta seksualną opresję. Często schowaną pod postacią traktowanego pobłażliwie Wujka Obmacywacza.

„Totalnie nie nostalgia” jest jak nosorożec, który pojawia się się na pierwszej planszy komiksu – nie daje się zignorować, budzi szacunek gabarytem, choć chwilami słania się pod własnym ciężarem. To 250-stronicowy pamiętnik łączący bardzo osobistą, intymną perspektywę z bezlitosną społeczną wiwisekcją. Akcja rozciąga się na przestrzeni blisko pół wieku, między 1962 a 2016 rokiem, i obejmuje dzieciństwo oraz dorastanie w retrospektywnie diagnozowanej rzeczywistości Polski Ludowej. Dla autorów – Wandy Hagedorn i Jacka Frąsia – ważniejsza od zanurzenia się w PRL-owskiej scenografii jest opowieść o uwalnianiu się spod wpływów patriarchalnych wzorców, rzucających cień na relacje rodzinne i paraliżujących procesy tożsamościowe.

„Totalnie nie nostalgia”„Totalnie nie nostalgia”

Literatura pod wpływem

Dużym ambicjom towarzyszą proporcjonalne problemy. Jeśli pominiemy polski kontekst, „Totalnie nie nostalgia” jest, mówiąc delikatnie, nieprzesadnie oryginalna. Dziewczęce zmagania z opresyjną kulturą przywołują skojarzenia z „Persepolis” Marjane Satrapi, jednak szczególnie jaskrawą inspiracją jest tu twórczość Alison Bechdel, autorki zasłużenie słynnego, arcydzielnego „Fun Home”. Obecność pod postacią pośrednich i bezpośrednich cytatów nie wyczerpuje tematu. Oba komiksy są rodzajem terapii przez twórczość, Wanda Hagedorn korzysta z tych samych co Bechdel rozwiązań narracyjnych, a nawet bliźniaczych elementów opowieści. Poza dziewczynką-indywidualistką mamy tu rodziców troskliwie pielęgnujących swoje katastrofalne małżeństwo i stanowiącą oś zdarzeń relację ojciec–córka. Wspomnienia przepuszczane są przez filtr psychoanalizy i genderu. Hagedorn nawet w podobny sposób posługuje się tropami literackimi i przypisami, a także – podobnie jak Bechdel w „Jesteś moją matką?” – pojawia się na kartach swojego komiksu, odsłaniając proces twórczy. Trudno obronić się więc przed pokusą porównań.

W przeciwieństwie do elegancko skomponowanego „Fun Home”, „Nie nostalgia” mocno trzeszczy w szwach. Bogaty materiał podzielono na trzy rozdziały. Pozorują one porządek chronologiczny, ale za każdym z nich kryje się motyw przewodni. Pierwszy, opisujący szczecińskie dzieciństwo, analizuje wdrukowane na najwcześniejszym etapie dorastania wzorce rodzinne. Drugi skupia się na szczególnie bliskiej relacji Wandy z jej ukochaną babcią Heleną, która natchnęła dziewczynkę do pierwszych aktów buntu, eksperymentów i poszukiwania własnego głosu. Rozdział trzeci jest zbudowany wokół wspomnianej relacji Wandy z ojcem – oschłym, narcystycznym domowym tyranem. Mimo przejrzystej konstrukcji wkrada się tu czasem wrażenie niekonsekwencji i chaosu. Za plecami dorastającej dziewczynki niektóre wątki znikają z orbity zainteresowań, inne niespodziewanie zaczynają dominować opowieść, poszczególne części układanki nie zawsze chcą się złożyć w spójną całość.

Komiks taki jak ten prosi się o intymność, którą w tym medium najłatwiej zapewnia podpis jednego autora. „Nie nostalgia” to jednak owoc profesjonalnej współpracy. Swobodnie poruszający się między różnymi stylami plastycznymi Jacek Frąś w wywiadzie dla dwutygodnik.com opowiada o wyczerpujących zapasach z Wandą Hagedorn, która nie chciała pogodzić się z rolą autorki scenariusza, domagając się możliwości „reżyserowania” pracy rysownika. Warstwa plastyczna komiksu jest więc polem walki, na którym można obserwować, jak szala przechyla się to w jedną, to w drugą stronę. Czasem Frąsiowi udaje się kompletnie zerwać ze smyczy tekstu, jednak zazwyczaj nie jest to konieczne, bo niekontrolowany nurt opowieści dobrze mu służy. Rozmach scenariusza pozwala na wyjątkowo rzadką w realiach polskiego komiksu możliwość zabawy większą kompozycją. A także eksperymenty: testowanie różnych estetyk, nastrojów, zabawy kolorem. Wspomnienia odkształcone przez zawodną pamięć mogą być wystylizowane na dziecięcy rysunek, spod którego niespodziewanie przebija skrupulatnie oddany detal czy jakiś przebłysk fotorealizmu. Ta delikatna płynność rysunkowej formy współgra z epizodycznym i wspomnieniowym charakterem scenariusza, dostarczając dużo wizualnej przyjemności.

„Totalnie nie nostalgia”„Totalnie nie nostalgia”

Rewolucja niedemokratyczna

Trudno obrażać się na to, że w zasadzie wszyscy występujący w tej opowieści mężczyźni zostali jednoznacznie umieszczeni przez autorkę po ciemnej stronie mocy. Scenariusz Hagedorn zakłada, że wszyscy są w pewnym sensie ofiarami złej tradycji: księża i dorastający chłopcy przysposabiani przez rodziców do roli drapieżników. Najbardziej oddanymi strażniczkami piekła kobiet są zresztą same kobiety, ochoczo dające niezależnie myślącym dziewczynkom lekcje wstydu i „skromności”. Jeśli coś szczególnie uderza niesprawiedliwością, to rażące dysproporcje w gospodarowaniu szczegółem i wnikliwością, kiedy przychodzi do konstruowania postaci. Komiks to oczywiście sztuka skrótu – syntezy, esencji, karykatury – ale u Hagedorn socjologiczna i literacka ciekawość niemal zawsze przegrywa z potrzebą wymierzania sprawiedliwości. Autorka karze niektórych bohaterów w sposób, który szczególnie przypadłby do gustu jej ojcu – okazując im kompletny brak zainteresowania. Zaklina ich w proste figury, odmawiając prawa do stania się pełnoprawnymi postaciami.

„Dziś jasno widzę, że, istotnie, od wczesnego dzieciństwa tworzyłam sobie wyidealizowane ja, składające się z ról, które grałam w rodzinie, oraz z identyfikacji literackich i filmowych” – mówi narratorka. Potrafi wnikliwie się przyglądać, kolekcjonować szczegóły, siać wątpliwości i kłaść półcienie, gdy ktoś cieszy się jej szczególnymi względami (co w zasadzie zawęża listę VIP-ów do samej Wandzi i babci Helenki). Ale potrafi też zadowolić się bladym stereotypem, używając w roli budulca plotek i przypuszczeń. „Póki co czytałam Dickensa i Brontë, i dopiero za piętnaście lat Germaine Greer nałoży mi na nos genderowe okulary i nareszcie przejrzę na oczy”. Perspektywa człowieka, który „przejrzał na oczy”, a więc wie i rozumie, sprzyja tworzeniu ilustracji pod grubo ciosane tezy. Może dlatego pewne obrazki nie chcą się tu połączyć w całość, jak w przypadku matki, która wydaje się przypadkową ofiarą niedemokratycznego przydziału przestrzeni narracyjnej. Nie sposób zgadnąć, w jaki sposób wojownicza wileńska eksziemianka z pierwszego rozdziału zamienia się w ten spotykany później pustostan, przystający na rolę milczącego świadka i ofiary domowej przemocy.

Najsłabszym elementem „Nie nostalgii” jest jednak zdecydowanie postać ojca – czy raczej powierzenie mu funkcji superłotra. Czarnym charakterem „Nie nostalgii” jest cała patriarchalna kultura, ale to ojciec stanowi jej oficjalną reprezentację, cierpiąc przy okazji na najgorszą z łotrowskich przypadłości – nieciekawość. Na wielu poświęconych mu stronach dowiadujemy się niewiele. Hegedorn buduje go ze skłonności narcystycznych i kompleksu chłoporobotnika, którego komuna uwolniła od upokarzającego „czapkowania panom”. Oddany partii za szansę społecznego awansu, przenosi do miasta rodzinne wartości, szybko odnajdując się w roli karierowicza, rozdzielającego w domu rady i razy, chętnie bijącego żonę i córki, strategicznie posługującego się nimi jako seksualnymi obiektami. Odwrotnie niż ojciec z „Fun Home”, nie może być obiektem fascynacji czy lustrem pomagającym w samookreśleniu. Daleko mu do niejednoznaczności, w zasadzie nawet nie próbuje wymknąć się z roli kukły przyjmującej zasłużone ciosy. Prześwietlenie głowy, jakie robi mu Hagedorn, ujawnia nieciekawe myśli („Jestem przystojny”, „Wszyscy mnie szanują”) nieciekawego tyrana, który nie zasługuje na poświęconą mu uwagę. Przejęcie przez niego całego rozdziału, rzucającego potężny cień na resztę komiksu, wygląda na niezasłużony przez niego sukces.

„Totalnie nie nostalgia”, scenariusz: Wanda Hagedorn, rysunki: Jacek Frąś. Kultura Gniewu, Wydawnictwo Komiksowe, 242 strony, w księgarniach od stycznia 2017„Totalnie nie nostalgia”, scenariusz: Wanda Hagedorn, rysunki: Jacek Frąś. Kultura Gniewu, Wydawnictwo Komiksowe, 242 strony, w księgarniach od stycznia 2017Poławiacze brudu

Ale nawet kiedy komiks słabuje słabością swojego arcyłotra, ciągle ma dużo do zaoferowania. „Nie nostalgia” podsuwa odtrutkę na współczesne upiększanie minionej epoki miękkim filtrem retro. Hegedorn i Frąś pokazują, że na każde radio „Tatry” z urokliwym zielonym oczkiem, na każdą słodką watę cukrową – przypada jakiś stary oblech pchający łapę pod spódniczkę małej dziewczynki. Nie odwracają wzroku od tego, co niewinne i piękne, ale widzą też każdy objaw przemocy fizycznej i psychicznej, cierpliwie zbierają cały ten brud. Może być on szczególnie cenny teraz, gdy chętnie fetyszyzujemy całą epokę, czyniąc jej symbolem niewinne przedmioty. Zresztą kto da głowę, że rzeczywistość z „Nie nostalgii” należy do epoki jednoznacznie zamkniętej, że nie nosimy jej ciągle w sobie, w powtarzanych automatycznie zachowaniach i w ludowych mądrościach? Co lepiej tłumaczy strach przed złowieszczym genderem i zapędy do zaostrzania prawa aborcyjnego niż nieśmiertelna rada, że „dziewczynka powinna być skromna”? Co skuteczniej niż dziewczęca skromność obroni nas przez „zagrożeniami nowoczesności”?

W jednym z odcinków komiksowych „Fistaszków” nowe szkolne zarządzenie zmusza Peppermint Patty do porzucenia ulubionych sandałów i spodni na rzecz „porządnego dziewczęcego ubranka”. Patty – podwórkowa gwiazda baseballa, gwiżdżąca zarówno na stereotyp księżniczki, jak chłopczycy – postanawia walczyć o swoje. Wynajmuje psa Snoopy’ego w charakterze adwokata, staje wyprostowana przed dyrektorem, ale w końcu zmuszona jest ugiąć się przed siłą autorytetu. Jej przyjaciel Franklin komentuje sprawę bez odwoływania się do wyższej filozofii: „Każdy przepis, który wywołuje płacz małej dziewczynki, musi być złym przepisem”. Komiksowy pasek z tym epizodem został opublikowany w amerykańskich gazetach w lutym 1970 roku.