Oszuści wszystkich krajów

Maciej Jakubowiak

„Impostor Roster” pomaga poradzić sobie z syndromem oszusta. Zanim ktoś nas przyłapie na niekompetencji, zadenuncjujmy się sami

Zajmuję się zawodowo pisaniem i redagowaniem tekstów od 96 miesięcy i wciąż nie potrafię zapamiętać, czy poprawnie pisze się „w cudzysłowie”, czy w „cudzysłowiu”. Podobno nie jestem w tym sam.

Pod koniec lat 80. psycholożki Pauline Clance i Suzanne Imes opisały zjawisko, które nazwały „syndromem oszusta” (ang. impostor syndrome). Dotyczy ono osób, które coś w życiu osiągnęły, lecz są głęboko przekonane, że im się to nie należy. I że za chwilę ktoś je zdemaskuje. Osiągnięcie nie musi być wielkie: dobra szkoła, wysoka ocena na sprawdzianie, ciekawa praca, podwyżka, parę lajków na fejsie. Ba! to nie musi nawet być osiągnięcie, wystarczy znaleźć się w sytuacji, w której – według własnych wyobrażeń – coś powinno się wiedzieć bądź umieć na pewno.

Użytkownik Excela od 240 miesięcy wciąż nie potrafi zapamiętać różnicy między wierszami a kolumnami.

Clance i Imes analizowały przypadki amerykańskich studentów, którzy osiągali wysokie wyniki w nauce, ale wciąż byli przekonani, że są niewiele warci. Pewnie znamy te wymówki: „mieliśmy szczęście”, „trafiliśmy na łatwe pytania”, „akurat zwolniła się posada”, „szef miał dobry dzień”, „ktoś pomyślał, że umiemy coś, czego nie umiemy”, „to po znajomości”, „to chyba przez ten krawat”, „chyba zmyliła ich fryzura”.

Inżynier oprogramowania od 100 miesięcy wciąż nie potrafi pisać kodu bez używania Google.

Pewnie znamy te wymówki, bo syndromu oszusta doświadcza – według badań – około 70% ludzi. A ich – naszym – najgorszym lękiem jest to, że ktoś ich zaraz zdemaskuje. Dlatego pracują więcej, żeby nadrobić możliwe braki – ale jeśli to zadziała i, w najgorszym wypadku, doprowadzi do kolejnego sukcesu, sytuacja się tylko pogorszy, bo potencjalna demaskacja stanie się jeszcze większa. Albo uchylają się od pochwał – żeby na wszelki wypadek nie brać odpowiedzialności za to, co im się udało.

Tancerka breakdance od 170 miesięcy wciąż nie potrafi zrobić helikoptera bez używania kartonu.

Syndrom oszusta najczęściej dotyczy osób wywodzących się z mniejszości lub grup nieuprzywilejowanych. Jedne z badań wskazują, że w Stanach Zjednoczonych jest regularną przypadłością osób, które trafiły na studia dzięki akcji afirmacyjnej. Kiedyś wiązano go przede wszystkim z kobietami sukcesu, ale nowsze badania wskazują, że w równej mierze jest doświadczany przez mężczyzn. Co jest chyba dobrą wiadomością.

Nauczyciel od 3 miesięcy wciąż nie potrafi tolerować dzieci.

W syndromie oszusta nie chodzi o jakieś wrodzone wady charakteru czy skłonności depresyjne, ale o różnice między samooceną a oceną życia i osiągnięć innych osób, jaką wydajemy na podstawie towarzyskich fikcji: zdjęć z wakacji publikowanych na fejsie, błyskotliwych dowcipów rzucanych od niechcenia, brawurowych prezentacji wygłaszanych na spotkaniach. Porównując siebie do innych, zapominamy, że zdjęcia przecież są przebrane, dowcipy wykuwane tygodniami, a prezentacje ćwiczone przez cały wieczór w łazience. (Poradniki dla przyszłych pisarzy dodają, żeby nie zniechęcać się skończoną formą ulubionych tekstów, bo stoją za nimi tony maszynopisów, skreśleń i poprawek redaktorskich, które skrzętnie się ukrywa. Franz Kafka, największy z oszustów, pojechał kiedyś od Weimaru, żeby obejrzeć rękopisy Goethego. Podobno przeraził się, kiedy zobaczył, że nie ma na nich jednego skreślenia). Ten sympatyczny filmik, niestety wyłącznie po angielsku, świetnie wyjaśnia – na pewno lepiej niż ja – w czym rzecz:


Psychologowie i terapeuci twierdzą, że najlepszym sposobem poradzenia sobie z syndromem oszusta jest, po pierwsze, zdanie sobie sprawy, że inni też tak mają, po drugie, pogodzenie się z własnymi niedoskonałościami i zdobycie się na ich ujawnienie. Łatwo powiedzieć. Z kwerendy wśród współpracowników „Dwutygodnika” udało mi się wydobyć dwa anonimowe wyznania:

Ktoś zajmujący się redakcją tekstów od 120 miesięcy wciąż za każdym razem musi sprawdzać w słowniku definicję eseju.

Ktoś zajmujący się redagowaniem internetowego pisma od 100 miesięcy wciąż nie lubi czytać dłuższych tekstów na ekranie.

Podobne autodenuncjacje można złożyć na niezwykle prostej, choć nadzwyczaj pożytecznej stronie „Impostor Roster” [Lista oszustów]. Mechanizm jest prosty: wpisuje się dziedzinę, w której się pracuje, doświadczenie liczone w miesiącach i charakter własnej niekompetencji.

Impostor Roster

Najwięcej jest tu informatyków: inżynierów oprogramowania, administratorów sieci, projektantów stron internetowych.

Ktoś zajmujący się inżynierią systemów od 240 miesięcy wciąż nie potrafi stworzyć symlinka bez sprawdzenia właściwych opcji.

Ktoś zajmujący się inżynierią sieci od 30 miesięcy wciąż nie potrafi skonfigurować routera albo switcha bez zaglądania do dokumentacji.

Ktoś zajmujący się tworzeniem oprogramowania od 120 miesięcy wciąż nie potrafi uwierzyć, że zaszedł tak daleko bez dyplomu.

Zdarzają się też przedstawiciele innych dziedzin. W tym klubie anonimowego oszusta jest paru prawników, nauczycieli, lekarzy.

Ktoś zajmujący się humanistyką od 242 miesięcy wciąż nie potrafi zrozumieć, dlaczego ludzie są ważni.

Ktoś zajmujący się sztuką od 363 miesięcy wciąż nie potrafi poprawnie wymówić nazwiska Rembrandt.

Część wpisów jest wygaszona: to dowcipy wykorzystujące tę formułę. Niestety nie znalazłem ani jednego, który nadawałby się do zacytowania. Zdarzają się tu jednak wyznania, najwyraźniej autentyczne, spoza określonego pola zawodowego:

Ktoś będący człowiekiem od 400 miesięcy wciąż nie potrafi odróżnić lewej od prawej.

I jest to jedno, które chyba wszystko tłumaczy:

Ktoś zajmujący się życiem od 500 miesięcy wciąż nie potrafi powiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi.