Samotny squash

Agnieszka Słodownik

Czy robienie dziś w sieci czegokolwiek, co miałoby rozładowywać wzajemną obcość, ma jakikolwiek sens?

Kiedy wchodziłam ostatnio z dzieckiem na drewnianą łódź w Grecji, przypomniało mi się to zdjęcie.

U mnie był dok i tanie bilety. Wchodzeniu na pokład towarzyszyła lekka atmosfera turystycznej wycieczki. Młody załogant na łodzi powiedział, bym podała mu dziecko. Zrobiłam oczy i powiedziałam, że no gdzie, tak dziecko nad wodą, ba, przepaścią (50 cm szerokości pomiędzy burtą a dokiem, 2 metry wysokości nad wodą), dać obcemu facetowi. Może mi pan podać rękę, żeby nas asekurować. Jego pomocnik zapytał: „Nie ufasz kapitanowi?”. A więc to kapitan, ha ha, śmieję się i śmieje się kolejka pasażerów za mną. Jest miło i nieprzyzwoicie. Przypominają się kolejne zdjęcia.

I kolejne.

Miło i nieprzyzwoicie? Wstyd bycia białą z Europy. Kłopotliwy i wspaniały przypadek, który sprawił, że mogę sobie pozwolić na nieufność wobec kapitana.

Kiedy szwankuje instynkt samozachowawczy chroniący przed zbytnią empatią, trzeba coś zrobić. Paweł Mościcki, badacz związany z PAN, zrobił „Atlas uchodźczy” (2016). Najpierw były warsztaty i spotkania z migrantami w Warszawie, Bolonii, Paryżu i Antwerpii, potem kilka spektakli teatralnych, ostatecznie strona internetowa – kolaż obrazów migracji: amatorskich ilustracji i map, które powstały na warsztatach, reporterskich zdjęć i filmów z morskich przepraw i z obozów, rysunków satyrycznych i zdjęć street artu, klasycznych dzieł sztuki, zrzutów ekranowych map i stron internetowych; są też fragmenty książek i pieśni. Obrazy ułożono na planie czterech części: Toposy, Nauka o ciele, Tarcia i Wizje.

„Very bad”„Very bad” / refugeeatlas.com

Początek to Adam i Ewa wyrzuceni z Raju, ucieczka Marii i Józefa z Jezusem do Egiptu, Mohammed z teściem Abu Bakrem w drodze do Mediny, fragment „Eneidy” Wergiliusza o herosie uciekającym z ogarniętego wojną miasta. Na planszy „Shipwreck”, czyli wraki statków, znajduje się „Tratwa Meduzy” malarza Théodore’a Géricaulta, graffiti Banksy'ego inspirowane tym obrazem, podwodna rzeźba Jasona deCaires Taylora „The Raft of Lampedusa”.

Na planszy „Clinging”: widoki ludzi trzymających się ogrodzeń, okien pociągów, skał, drabinek ratunkowych statków. „Dangers”: zrzut ekranowy strony iraqbodycount.org (na zrzucie 251 000 ofiar od 2003 roku, na stronie w maju 2017 roku – 268 000) i mapa ze strony hoaxmap.org dokumentującej fałszywe doniesienia o imigrantach popełniających przestępstwa i naruszających bezpieczeństwo publiczne w Niemczech. „Wish images”: znów Banksy, tym razem jego wrzut na izraelsko-palestyńskim murze z dziewczynką wznoszącą się na kilku balonach; dzieci-uchodźcy dmuchający bańki mydlane.

Plansza Clinging / refugeeatlas.comPlansza „Clinging” / refugeeatlas.com

Obrazy uporządkowane są tylko na zasadzie przypisania do danej planszy i bardzo oszczędnie podpisane (po angielsku). Tuż po publikacji Mościcki mówił w wywiadach dla „Wyborczej” i dla „Krytyki Politycznej” o montażu jako potrzebie antropologicznej, sposobie radzenia sobie z cierpieniem. Nielinearność jest tu metodą stawiania problemów, a nie ich rozwiązywania. No i pokazuje bardzo wprost, że migracje – ruch ludzi – towarzyszą nam od zawsze.

Panel 47 z „Atlasu Mnemosyne”Panel 47 z „Atlasu Mnemosyne” przedstawiający różne ujęcia nimfy – od Giotta, przez Donatellego i Botticellego, do GhirlandaioFormuła strony inspirowana jest Atlasem Mnemosyne, w którym Aby Warburg zestawiał ze sobą obrazy reprezentujące różne symbole kultury europejskiej i pokazywał ich ewolucję od czasów antycznych aż po współczesność (pracę nad „Atlasem” rozpoczął w latach 20. XX wieku). Warburg uważał, że obrazy przemawiają przede wszystkim poprzez związki z innymi obrazami. Na kilkudziesięciu planszach sąsiadowały ze sobą dzieła sztuki, zdjęcia prasowe, reklamy, znaczki, strony z książek. Plansze pozostały bez komentarza, którym autor nie zdążył swojego dzieła opatrzyć (zmarł w 1929 r.).

To bardzo internetowe. Tymczasem inspirowany nim „Atlas uchodźczy” powstał do pewnego stopnia „przeciw internetowi”. Mościcki: „Internet jest ci w stanie na każde hasło dostarczyć tysięcy obrazów, ale nie jest w stanie tworzyć krytycznych, twórczych powiązań między nimi”.

Atlas jest więc przemyślanym i zamkniętym zbiorem. Nie jest to też jedna z modnych dziś stron z interfejsem, który chce się w szale natychmiast pokazać znajomym. Autor nie skorzystał z dzisiejszych możliwości interaktywnych esejów, a hiperlinki są zastosowane bardzo przewidywalnie (prowadzą po prostu do strony źródłowej, z której zaczerpnięty został dany obraz). Sama forma jest momentami wręcz toporna. Tekst opisu projektu lepiej skopiować do Worda, bo na stronie ciemna czcionka na czarnym tle męczy oczy.

Ten niedzisiejszy sposób publikacji wybranych obrazów mógł odrzucić wiele osób, do których w ogóle dotarł adres strony. Fantazjuję, że jeśli autor pokusiłby się o formę nową, zaskakującą, wychodzącą dużo dalej poza to minimum i poza aktualne standardy publikowania w sieci, być może przekłułby bańkę informacyjną, w której, jestem przekonana, ten link pozostał (i w której pozostanie ten artykuł).

Zapytany o to Mościcki mówi: „Robienie interaktywnej aplikacji o ludzkim cierpieniu, żeby było ją łatwo i przyjemnie obsługiwać, wydaje mi się nie na miejscu i nie zrobiłbym czegoś takiego. Wyjście z bańki (baniek) wydaje mi się kwestią o wiele szerszą i bardziej złożoną, niż technikalia funkcjonowania atlasu, a nawet internetu w całości”.

Zapewne sprawa nie jest taka prosta, ale czy „Atlas” ma potencjał „rozładowywania wzajemnej obcości”, jeśli nie dociera do ludzi, którzy tę obcość mocniej odczuwają? I czy operowanie wczorajszym językiem internetowym nie odrzuca jego dzisiejszych odbiorców?

„Ulica Antakia”„Ulica Antakia”

Ulica Antakia”, również z 2016 roku, została zrobiona w zupełnie innej konwencji. To projekt wrocławskiego Stowarzyszenia „Nomada”. Strona, stworzona przez agencję kreatywną Cyber Kids on Real, opowiada historie kilku mieszkańców wymyślonej ulicy Antakia. Pokazuje ich drogę ucieczki z Bliskiego Wschodu na Zachód i na Północ.

[SPOILER ALERT] Omar kończy swoją drogę w Berlinie, małżeństwo Alia i Abdullah – w Londynie, Gajda w „zimnym kraju, w którym ludzie mają gorące serca”, czyli w Polsce, Kamil umiera po drodze, jego serce pęka, Ali pozostaje w obozie. Historię trzeba trochę czytać, trochę oglądać na krótkich filmach animowanych. Całości towarzyszy jeden zapętlony utwór muzyczny, arabska melodia z nieco podkręconym beatem. Oprócz animacji na stronie można rozwiązać quiz „Czy możesz zostać uchodźcą?”, którego wyniki zawsze pokazują, że owszem, każdy może zostać uchodźcą.

„Ulica Antakia”„Ulica Antakia”Popowe, ikonograficzne obrazki mają być zapewne czytelne dla Polaka, czyli zachodniego odbiorcy, do którego strona jest skierowana. Bohaterowie przedstawieni są ze smartfonem, słuchawki w uszach, są z tej samej globalnej wiochy co my. Opis postaci również przykrojony jest do znanych nam ram. Dowiadujemy się z niego – o ile ktoś dotarł na sam dół strony i przeczytał tekst – że to ludzie ze swoimi zawodami, pasjami, lękami, a nie jacyś anonimowi uchodźcy-muzułmanie. Mają marzenia: założyć własny biznes – księgowość online, zostać sławną projektantką mody, urodzić zdrowe dziecko, odzyskać spokój. Ulubione powiedzenie konserwatywnego Abdullaha mówi o czterech rzeczach, których nie pragnie mędrzec: gwałcić losu, pytać o radę wrogów, zmieniać prawdy, zadowalać wszystkich ludzi. Te ich namacalne cechy, myśli, sprawiają, że bohaterowie są z krwi i kości, ale to uczłowieczenie następuje poprzez nadanie im zachodnich cech, nie ma tu miejsca na inność, która przecież jest. „Ulica” trąci więc jakimś fałszem. Jeśli chodzi o statystyki i bardziej ogólne informacje na temat uchodźstwa (w zakładce EDUKACJA), to są one zakotwiczone w historiach poszczególnych bohaterów „Ulicy”, więc automatycznie stają się bardziej przyswajalne.

Formalnie całość nie klei się, wygląda bardziej jak matryca projektu, który dopiero ma być obleczony jakimś bardziej intuicyjnym interfejsem. Filmiki przewija się jak w galerii zdjęć, o niektórych nie wiadomo, dlaczego są w danym punkcie opowieści. Wygląda to trochę tak, jakby zabrakło czasu, pieniędzy, twórczego programisty, żeby projekt skończyć. Katarzyna Pawlik, członkini „Nomady” i jedna ze współautorek koncepcji mówiła:

Uważamy, że źródłem nietolerancji jest zwykle po prostu brak informacji, który z kolei rodzi strach i nienawiść. Wierzymy, że warto przekraczać różne granice, w tym także granice naszej niewiedzy. Głębsze zrozumienie losów osób dotkniętych uchodźstwem pozwoli nam na empatię i uwrażliwi na ich potrzeby.

Tylko czy w ogóle robienie dziś w sieci czegokolwiek, co miałoby dostarczać informacje i rozładowywać wzajemną obcość, ma jakikolwiek sens? Czy to nie jest samotny squash? Piłka odbija się od ścian i leci wprost na ciebie. Służy tylko twórcy, który może się wyżyć, wyzbyć przykrych emocji, wstydu.

Jedną z alternatyw może być wyjście z sieci na ulicę, z goglami w ręku. Stowarzyszenie Otwarte Klatki, które również żywo zainteresowane jest zmianą postaw, zrealizowało nagrania kamerą 360 stopni w środku fermy klatkowej. Takie fermy są w Polsce domem dla może nawet 89% kur, od których bierzemy jajka. Stowarzyszenie wyszło na ulice dwunastu polskich miast, gdzie ludzie mogli założyć na głowę gogle do wirtualnej rzeczywistości i zobaczyć, co tak pieczołowicie skrywają właściciele ferm za estetycznie z zewnątrz wyglądającymi barakami bez okien, które mija się, jadąc przez Polskę. Fundacja Synapsis natomiast wyprodukowała w wirtualnej rzeczywistości film „Mój pierwszy dzień w pracy”, w którym pomaga doświadczyć świata, a konkretnie sytuacji biurowej, zmysłami autystyka. Fundacja pokazuje film na spotkaniach z firmami, dzięki czemu neurotypowy pracodawca może poczuć i zrozumieć charakterystykę takiej osoby i być może nawet kogoś takiego zatrudni. W kontekście tak pomyślanych działań sama sieć wydaje się dziś stratą czasu.