Źle odczytane

Agnieszka Słodownik

Przez pryzmat filmików kanału youtubowego „A Bad Lip Reading” można obejrzeć nawet ślub księcia Harry'ego i Meghan Markle

Rzeczywistość przekręcona przez psychodeliczny młynek kanału youtubowego „A Bad Lip Reading” (w skrócie „BLR”) może i jest niepokojąca, ale też znośniejsza. Anonimowy twórca krótkich filmów wpatruje się uważnie w ruch ust figur publicznych, takich jak politycy, aktorzy czy sportowcy, ale też bohaterów filmów oraz twórców piosenek, i wkłada im w usta nowe słowa. Czy jednak efekt jest dziwniejszy niż oryginał?

Przez pryzmat „BLR” oglądałam przesłuchania Marka Zuckerberga przed amerykańskim Kongresem:


Ślub księcia Harry'ego i Meghan Markle:


Oraz spotkanie Donalda Trumpa z Kim Dzong Unem:


Czasem można pogubić się w surrealistycznych dialogach w obcym języku. Trzeba niekiedy wsłuchiwać się w nie kilkukrotnie, bo z kontekstu nic się tu nie wysnuje. Jednak nawet sama stylówka odgrywania postaci przez dubberów robi swoje. W rozmowie Petera i Gwen z „The Amazing Spider-Man” rozbrajające jest nawet przełykanie śliny. Może dlatego, że ich głosy zostały nagrane bardzo blisko, nieomal jak w przypadku szeptanych filmików ASMR. Kiedy Peter w „BLR” ma... niestrawność, efekt jest... poruszający. No właśnie, „BLR” to nie tylko nowe słowa, ale też te wszystkie pomruki, wykrzykniki, mlaśnięcia.

Nieźle ograne są też głosem miny bohaterów filmów, jak w alternatywnym zwiastunie serialu Netflixa „Narcos” – „Soy Pablo”. Seria przeróbek „Gwiezdnych wojen” łasi się do nas nowym głosem Chewbacca, a złoty droid C-3PO mówi po angielsku z akcentem hindi, a nie brytyjskim (❤). Oczywiście przeróbki scen z części IV, V i VI „Gwiezdnych wojen” są znacznie milsze sercu. Oglądanie Carrie Fisher z porażonymi mięśniami warg jest dla mnie przykre nawet z zabawnym dubbingiem. A kiedyś miała mimikę:


W rękach twórcy „BLR” Luke Skywalker staje się raperem. W przypadku utworu „Hostiles on the Hill”, a także przeróbek faktycznie istniejących kawałków muzycznych, korzystamy z napisów, które pomagają ogarnąć kluczowe dla tego projektu teksty:


Na koniec jeszcze dwa filmy z udziałem niezawodnego Donalda Trumpa. Tu z  jego ówczesną konkurentką w wyborach na urząd prezydenta USA, Hillary Clinton. Jest 2016 rok i kandydaci spierają się w pierwszej debacie telewizyjnej w ramach quizów: „Ja to potrafię”, „Pięć ulubionych” i „Czas działać!”.


A tu już styczeń 2017 – inauguracja Trumpa na prezydenta. Źle odczytana, a jakże celnie.