dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

KULTURA NA RAUSZU:
Bal Tysiąca i Drugiej Nocy

Figle Paweł Soszyński

24 czerwca 1911 roku w Paryżu odbył się bal, na którym orientalny kicz rodem z kolonialnych fantazji oraz ostentacyjny zbytek pierwszego w historii króla mody zawróciły w głowach znudzonej arystokracji. Wraz z nim osiągnęła swoje apogeum i skończyła się era belle epoque


Słynny bal Paula Poireta z 1911 roku wywoływał rumieniec na paryskich salonach jeszcze zanim się odbył. Najpikantniejsza plotka głosiła, że Isadora Duncan i Wacław Niżyński mają w jego trakcie, na oczach zgromadzonych gości, spłodzić dziecko w tańcu. Ten punkt programu był jedynie chwytem marketingowym, pomyślanym zapewne przez samego Poireta. Zawiedzionym gościom oznajmiono, co samo w sobie było uszczypliwym żartem, że Niżyńskiemu na ekscentryczny „występ” nie zezwolił roztrzęsiony Diagilew – szef Baletów Rosyjskich, a prywatnie – wyjątkowo zaborczy kochanek baletmistrza. Choć ten seksualny eksces nie wypalił – „Bal Tysiąca i Drugiej Nocy” odbył się w aurze prawdziwie orgiastycznej: barbarzyńskie zestawienia barw, skandaliczne kroje kostiumów, scenografia perskiego haremu z inkrustowanymi złotem namiotami – wszystko to elektryzowało dekadenckie gusta trzystu gości.

Przybyłych witało sześciu czarnych jak heban Murzynów nagich do pasa, ubranych jedynie w bufiaste spodnie. Zieleń Veronesa, cytrynowa żółć, pomarańcz jedwabiu – intensywne kolory podkreślały czarne torsy, natłuszczone oliwą twarze, z których wydobywało się jedno słowo: „Wejdźcie!”, wypowiadane wraz z głębokim ukłonem. Podobno już z oddali słychać było perską muzykę graną przez kilkanaście orkiestr, które Poiret rozmieścił w różnych częściach pałacyku i ogrodu. Po przekroczeniu progu goście trafiali do wnętrza olbrzymiego, wyrafinowanego ornamentu, stworzonego z lśniących tkanin, malowanych plateau, kompozycji z pereł i egzotycznych owoców. W jego centrum na tronie wezyra siedział gospodarz – najsłynniejszy paryski kreator mody ubrany w arcydzieło z nowej, orientalnej kolekcji.

Suknia z kolekcji Poireta,
„La Gazette du Bon Ton” 1912
W 1927 roku „New Yorker” pisał, że Paul Poiret „był jednym z tych Europejczyków, którzy zmienili współczesną optykę”. Jako kreator mody wywarł znacznie silniejszy wpływ – niż Matisse czy Bakst – na potoczny smak, wyczucie barwy. Całkowicie zmienił kolorystyczne widmo, na które wyczulone było oko paryżan, a wraz z nimi – oko Europejczyków i Amerykanów. Dzikość fowizmu wtargnęła wraz z jego kolekcjami do arystokratycznej toalety. Krwiste czerwienie, złoto i turkus rozjarzyły się na salonach, drażniły przechodniów na ulicy, biły z witryn wpierw francuskich, później nowojorskich i berlińskich pracowni. Zresztą to właśnie Poiret wymyślił na nowo witrynę: od tej pory miała ona – jak obrazy postimpresjonistów – szokować, epatować brutalnością formy. Poiret także radykalnie zerwał ze służebną rolą krawca. Od teraz krawiec miał być kreatorem, artystą; moda – gałęzią sztuk pięknych, konkurującą z nowymi trendami w malarstwie, nową wizją teatru.

Paul i Denise Poiret w trakcie balu Tysiąca
i Drugiej Nocy, Paryż 24 czerwca 1911
Młody Poiret przyjaźnił się ze studentami z École des Beaux-Arts, później wspierał artystów, kolekcjonował sztukę. Jego kolekcja, sprzedana w 1925 roku, zawierała obrazy Deraina, Dufy’ego, Utrilla, Matisse’a, van Dongena, Picabii i Vlamincka. Część z nich wisiała w jego pracowniach, nad stosami migotliwych aplikacji i belami szkarłatnych aksamitów oraz malowanych jedwabiów. Rewolucyjność jego strojów nie polegała jednak jedynie na doborze kolorów – Poiret całkowicie zmienił krój sukni belle epoque. „To był wciąż wiek gorsetów. Wypowiedziałem im wojnę” – pisał w „En Habillant l'époque”, autobiografii opublikowanej w Paryżu w 1930 roku. I to był prawdziwy skandal, bo jego smukłe, drapowane suknie redefiniowały kobiece ciało, utkane były z erotycznych aluzji, prezentowały nową wizję kobiecej anatomii. To nowe ciało było nadzwyczajnie dynamiczne – pod luźną materią płynącą wzdłuż nóg, bioder i ramion każdy ruch był doskonale widoczny, odzwierciedlały go naprężenia draperii, wędrówka szwów. Tuniki, luźne pantalony zwężane na kostkach, kimona – nowe stroje zaczęły się poruszać, stwarzały dziesiątki narracji na marginesie ramion, kołyszących się bioder. Jednocześnie stroje Poireta wyprowadziły buduar na ulicę, kojarzyły się z przestrzenią prywatną, nieformalną: nagle sypialnia znalazła się w gościnnym salonie. 

To właśnie w sypialni odbywał się bal Poireta. Tak swoją rezydencję zaaranżował gospodarz. Kolorowe poduszki leżały w stosach na podłodze. Dufy i Dunoyer de Segonzac zaprojektowali malowane dywany, które wyściełały główny salon, orientalne malowidła ich projektu rozpostarte zostały w formie namiotu nad barem, w korytarzach piętrzyły się perskie chodniki, meble przykryto grubymi kocami w fantastyczne wzory. Scenografia balu wcielała wszelkie orientalne fantazmaty, Poiret wymyślił swój własny Orient – wizjonerski i wulgarny, wyrażający nostalgię Francji za kolonialną potęgą. Poiret-sułtan w jedwabnym turbanie z piórem i diamentem, ze szmaragdową szarfą, w pantoflach z jedwabiu i drogich kamieni, dzierżący bicz z rączką z kości słoniowej i bułat, pod baldachimem przetykanym złotą nicią, był fantastycznym Napoleonem patrzącym z podwyższenia na piramidy.

Tego wieczoru piramidy ułożono z cytrusów i zakąsek, przetykanych turkusami, papuzimi piórami i sznurami pereł. Na dziedzińcu biegały różowe flamingi i strusie – tym ostatnim założono biżuterię. Zbytek miał być perwersyjny, teatralny gest trącił nieznośnym kiczem. Orient Poireta miał być czymś więcej niż dziewiętnastowiecznym zamiłowaniem kurtyzan do wypchanych kolibrów, z czego drwił Gustaw Flaubert w „Szkole uczuć”. Miał zdetronizować baletową wystawność Rosjan, którzy rok wcześniej podbili Paryż pod przewodnictwem Diagilewa. Miał to być Orient najbardziej orientalny. 24 czerwca 1911 roku Poiret postanowił wyczerpać jego estetykę, w swoim pałacu zamknąć na zawsze jego definicję.

Denise Poiret w sukni-tunice
projektu męża
Poiret zaprzeczał, jakoby pomysł balu wziął się z sukcesu „Szeherezady”, przedstawienia z 1910 roku. Ale z pewnością to właśnie „Szeherezada” wylansowała modernistyczny Orient w Paryżu. Balet w choreografii Fokine’a, w scenografii Baksta, z elektryzującymi rolami Niżyńskiego i Idy Rubinstein, był taneczną orgią rozpisaną na wielu tancerzy-eunuchów i wiele tancerek-niewolnic. A to właśnie do haremu zaprosił swoich gości Poiret. Dość powiedzieć, że jego żona i muza (a także uliczna modelka-testerka pomysłów męża), Denise, o której kreator mówił w 1913 roku: „wyraża się w niej moja cała idea”, w trakcie balu była zamkniętą w wielkiej złotej klatce niewolnicą, którą Poiret uwolnił w szczytowym momencie imprezy. Testerką i modelką jego kolekcji była także Ida Rubinstein – postać w tamtejszym Paryżu równie sensacyjna, co Isadora Duncan. Ta szczupła, wysoka Rosjanka co niedziela przechadzała się po francuskiej stolicy w strojach wielkiego kreatora mody, budząc zdziwienie i zgorszenie turbanami, z których wystrzeliwały na kilkadziesiąt centymetrów pióra oraz płaszczykami, które mieszczanom kojarzyły się bardziej ze szlafrokami czy podomkami, a nie ze strojem wyjściowym.

Produkcję Diagilewa z modą Poireta łączyło jednak coś głębszego: nowe spojrzenie na rolę kobiety w stosunkach damsko-męskich. W „Szeherezadzie” delikatny, ekspresyjny, sfeminizowany Niżyński-niewolnik został zderzony z władczą, męską Rubinstein w typie la garçonne. W balecie to ona pożąda mężczyzny, mężczyzna jest obiektem namiętności. Było to odwrócenie ról nie mieszczące się w skali dotychczasowej wyobraźni. Podobnie u Poireta, kobieta ubrana w nowy strój, „odgorsetowana”, przestaje pełnić rolę lalki, ciało staje się jej osobistą własnością. Wraz z jego kolekcjami kobieta otrzymała szansę wyrażania się poprzez swój strój, więcej – strój stał się polem artystycznego eksperymentu, w kórym słynne tuniki-klosze Poireta, wzięte z kubistycznej wizji ciała-bryły, przenoszą talię i uda w świat abstrakcji. Pożądanie mężczyzny z belle epoque nie rozumie takiego ciała, nie potrafi przetłumaczyć go sobie na użyteczne, erotyczne kody. Oto więc kobieta otrzymuje zmysłowość na własny użytek.


Czym więc był ten bal? Z pewnością bardzo kosztownym żartem. A także z rozmachem przygotowaną, nowoczesną kampanią reklamową. W trakcie balu goście byli zobowiązani włożyć jeden ze strojów z jego nowej orientalnej linii, a w ten sposób oswoić się i przetestować publicznie ryzykowną modę projektanta. Był wreszcie jednym z pierwszych pokazów mody, tak przynajmniej jest interpretowany przez jej historyków. Do legendy przeszedł jako bardzo paryski, bardzo dekadencki i bardzo sprośny akt erekcyjny nowego króla światowych trendów, pierwszego kreatora mody z prawdziwego zdarzenia.

Paweł Soszyński, redaktor działu teatralnego w dwutygodnik.com.

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.

Felietony

PÓŁ STRONY:
Nasz!; Jam to sprawił; Przed nowym Grossem

Joanna Tokarska-Bakir

Produkty uboczne

2010

Produkty uboczne

Cover story

Katarzyna Tórz

Film

Cantona

Jakub Socha

Literatura

Dzieci Edypa

Błażej Warkocki

Figle

Z KIM SYPIA AGNIESZKA WOLNY-HAMKAŁO?????

PUDELIT

Produkty uboczne

Internet nie jest chaosem

Rozmowa z Kennethem Tin-King Hungiem

Film

Człowiek z bólu

Jakub Socha

Muzyka

„Medeamaterial” Dusapina w reż. Barbary Wysockiej

Paweł Soszyński

Teatr

Efekt Kasandry

Paweł Soszyński

Teatr

Uwięzieni w Szekspirze

Paweł Soszyński

Teatr

„Nosferatu” Grzegorza Jarzyny

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Virginia Woolf w Bloomsbury

Paweł Soszyński

Teatr

Wysiadanie

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Bankiety z diabłami

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Zagłada Białego Domu

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Trzeźwienie Kleista

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Kinoteatr „Tęcza” w latach 90.

Paweł Soszyński

Teatr

„Mała narracja” Ziemilskiego

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Niewidzialne wino z Oksfordu

Paweł Soszyński

Teatr

Śmierć we Wrocławiu

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Rzymska orgia

Paweł Soszyński

Teatr

„Księgi”
w komunie//warszawa

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Lunch Mistrzyń

Paweł Soszyński

Literatura

Virginia Woolf „Noc i dzień”

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
„Fucky birthday”

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Uczta Grudniowa

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Wściekłe królowe. Zamieszki w „Stonewall Inn”

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Wino pod Grunwaldem

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Bal czarno-biały

Paweł Soszyński

Teatr

Persona. Książka Lupy

Paweł Soszyński

Figle

KULTURA NA RAUSZU:
Bankiet na cześć Rousseau

Paweł Soszyński

Fikcje

Osoby

Paweł Soszyński

Teatr

„Yerma”, reż. Wojtek Klemm

Paweł Soszyński

Teatr

UWAŻNOŚĆ:
Grotowski – mit percepcji

Paweł Soszyński

Film

Lustro Almodóvara

Paweł Soszyński

Sztuka

Komiksy Sieńczyka

Paweł Soszyński

Literatura

Andrzej Stasiuk, „Czekając na Turka”

Paweł Soszyński

Teatr

Król-Ciało

Paweł Soszyński

Teatr

Grotowski i czego robić nie trzeba

Paweł Soszyński