dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Luty 2012

76 2012

Marzec 2012

77 2012

78 2012

79 2012

Kwiecień 2012

80 2012

81 2012

Maj 2012

82 2012

Muzeum – nowe
problemy – stare

Sztuka Karol Sienkiewicz

Wierzcie lub nie, mamy nad Wisłą muzeum sztuki współczesnej. Nazywa się MOCAK, wylądowało w Krakowie i – jak na muzeum przystało – wychodzi się z niego przez sklep z pamiątkami. A w nim lalki dla dorosłych i… duchy z filmu Spielberga

MOCAK, pierwsze zbudowane od postaw muzeum sztuki współczesnej w powojennej Polsce, otwarto 19 maja w Krakowie. Wydarzeniu nadano szczególną rangę – przemawiała sama głowa państwa, oczywiście, jak na prezydenta przystało, wąsata. (Znakiem, że „zwykli konsumenci sztuki współczesnej” mogą wejść do muzeum, był odjazd auta prezydenta Komorowskiego.) Wąsaty jest też prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, który gratulował wytrwałości i determinacji dyrektorowi muzeum Marii Annie Potockiej. Potocka wąsów nie ma, ale poczekamy – zobaczymy. Pani dyrektor, której nominacja na to stanowisko zdopingowała swego czasu krakowskie środowisko do powołania Komitetu Obywatelskiego na rzecz Przejrzystości w Polityce Kulturalnej Krakowa, gratulowała wytrwałości i determinacji prezydentowi Majchrowskiemu.
Muzeum znajduje się nieco na uboczu, na Zabłociu i wpisane zostało w program gentryfikacji  dzielnicy. Sąsiaduje z oddziałem Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, prezentującym czasy nazistowskiej okupacji, poprzemysłowymi ruinami oraz świeżo wznoszonymi luksusowymi apartamentowcami. Trudno się tu dostać, ale to ciekawa wycieczka: trzeba przejść przez tunel AUSCHWITZWIELICZKA Mirosława Bałki, pod wiaduktem kolejowym i obok zarośli pełnych pokrzyw.
Ochy i achy
Czas ucieka, a muzeów sztuki współczesnej jak na lekarstwo. W Warszawie proces przygotowań do budowy rozciąga się w nieskończoność i miłośnicy sztuki coraz częściej zadają sobie pytania: czy doczekam przed trzydziestką? czterdziestką? uwiądem starczym? Z tej perspektywy powołanie do życia MOCAK-u jawi się jako krok milowy czy skok cywilizacyjny. I słusznie, w końcu udało się zrealizować marzenia, od dziesięcioleci uznawane za mrzonki. Nic dziwnego, że ochom i achom towarzyszącym otwarciu nie było końca.
Przestrzenie wystawiennicze, chociaż muzeum nie imponuje gabarytami, są dobrze przystosowane do prezentacji sztuki. Tam gdzie trzeba, jest szaro, tam gdzie trzeba – czarno, szeroko, wysoko i przestrzennie. W tle pozostaje też kontekst miejsca – to była fabryka „dobrego Niemca” Oskara Schindlera, osławiona filmem Stevena Spielberga, w którym debiutowała Anna Mucha. Bagaż popkulturowo-symboliczno-historyczny nie jest jednak aż tak silny, jak by się początkowo wydawało. MOCAK nie musi spełniać roli przybudówki do z pewnością bardziej popularnego muzeum historycznego. Z oryginalnej fabryki pozostała jedna nieotynkowana, ceglana ściana oraz reminiscencje architektury przemysłowej w kształcie dachu.
Po co nam to?
MOCAK to skrót od Museum of Contemporary Art in Krakow. Tak, tak, operujemy w skali globalnej. Przynajmniej nikt nie będzie mylił krakowskiej placówki z projektowanym na placu Defilad w Warszawie Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Muzeum Współczesnym we Wrocławiu, które we wrześniu zainauguruje działalność w tymczasowej siedzibie zwanej Schronem czy Muzeum Sztuki w Łodzi, założonym jeszcze przed wojną przez artystów awangardy. Ale wsiądźcie w taksówkę w Krakowie, Łodzi czy Warszawie i poproście o kurs do muzeum lub galerii sztuki współczesnej – nawet tam, gdzie takie istnieją od lat, kierowcy się gubią.
Budynek MOCAK-u, jeszcze pusty, otwarto z pompą ostatniej jesieni. Pojawił się zarzut – nie podejmuję się oceny, czy słuszny – że impreza nieprzypadkowo zbiegła się z wyborami samorządowymi, bo władza, której zależy na reelekcji, bardzo sobie ceni ukończone inwestycje.  W podsumowaniu 2010 roku w sztukach wizualnych na łamach „Gazety Wyborczej” Dorota Jarecka wskazywała  na pozytywną stronę tego trendu – w końcu politycy zauważyli rangę muzeów, skoro włączyli je do swoich programów wyborczych, obok stadionów czy hal widowiskowych.
Jak pokazała dyskusja, która odbyła się w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie w marcu tego roku, włodarze miast zgadzają się co do potrzeby budowania muzeów, różnie jednak widzą ich rolę – od kwiatka do kożucha (kreowanie pozytywnego wizerunku miasta i regionu, „miejsce magiczne”), po edukację i modernizację. Jarosław Obremski, wiceprezydent Wrocławia, mówił wprost: „Muzeum Współczesne ma tworzyć nową jakość wobec dezercji mediów. Instytucje kultury są miejscami dialogu społecznego, budują kapitał społeczny”. Magdalena Sroka, wiceprezydent Krakowa, dostrzegła w sztuce współczesnej „narzędzie dialogu społecznego i debaty”. To budujące słyszeć takie deklaracje z ust (niektórych) polityków.
Kolekcja
Czy MOCAK spełni pokładane w nim nadzieje? Na razie otwarto tu aż sześć wystaw, dwie największe  to prezentacja kolekcji oraz „Historia w sztuce”. Kuratorką obu jest dyrektor Potocka. Prace przylepione do ścian, ale z oddechem.
Rozczarowuje ekspozycja, która powinna stanowić esencję muzeum, czyli kolekcja. Sprawia wrażenie powtórki z rozrywki z wystaw prezentowanych w Polsce w ostatnich latach: od Rastra (Ragnar Kjartansson), po Bunkier Sztuki (Beat Streuli, Krzysztof Wodiczko). Kilka decyzji zakupowych wydaje się pośpiesznych (Norman Leto, Bartek Materka) czy nazbyt lokalnych (Małgorzata Markiewicz). Kolekcja z założenia skupia się na ostatnich dwudziestu latach, ale główną zasadą rządzącą zakupami ma być „pochwała różnorodności”. Jak na razie metoda ta się nie sprawdza, kolekcja wypada blado i sprawia wrażenie, jakby dyrektor Potocka obraziła się na czołowych polskich artystów. A może jej na nich po prostu nie stać?
„Coś” w sztuce
Wystawa „Historia w sztuce” została zaprojektowana zgodnie z paradygmatem, wedle którego w sztuce coś się odbija lub – jeszcze lepiej – w sztuce się coś przegląda. Tym razem w MOCAK-u w sztuce przegląda się mniej lub bardziej podręcznikowa historia, druga wojna, Holokaust i jego echa. Czterdziestu czterech (to nie przypadek!) artystów i w dużej mierze ograne już prace: Krasiński, Robakowski, Żmijewski, Kozyra, Bartana…, ale też kącik o historii w sztuce historycznej: Malczewski, Wyspiański, Matejko.
Wystawa jest poprawna, ale niczym nie zaskakuje. Trudno się jednak obrażać. To w końcu muzeum, a nie laboratorium eksperymentu i z pewnością szeroka publiczność odnajdzie tu wiele interesujących wątków. Dominują prace dekonstruujące pisanie historii, zarówno tej oficjalnej, jak i znanej z kultury popularnej. Na przykład „Listy Schindlera”, która została prześwietlona w świetnym filmie Omera Fasta. Artysta naśladując metodę Claude’a Lanzmanna przeprowadził wywiady z Polakami, którzy w filmie Spielberga wystąpili jako statyści grający Żydów. Ale są tu też prace ukazujące historię z perspektywy jednostki („Nasz śpiewnik” Artura Żmijewskiego) czy tworzące fikcyjne historie alternatywne („Mary koszmary” Yael Bartany). Obok tej krytycznej perspektywy znalazło się tu wiele realizacji po prostu posługujących się motywami historycznymi (obrazy Pawła Susida czy „Bitwa pod Grunwaldem” w redakcji Edwarda Krasińskiego). Wreszcie w wielu przypadkach artyści występują w roli świadków historii (Deimantas Narkevičius, Józef Robakowski).
Następne w cyklu systematycznego przeglądu tematów mają być „Polityka w sztuce”, „Religia w sztuce” i – już nie mogę się doczekać – „Sztuka w sztuce”. Oby tylko dyrektor Potocka nie czerpała pomysłów z bestsellerowej powieści Łukasza Gorczycy i Łukasza Rondudy „W połowie puste”.
Książki i girlsy
Ciekawostką jest, że na stałe do MOCAK-u zawitała część zbiorów książkowych wybitnego historyka sztuki Mieczysława Porębskiego, zaaranżowana na wzór jego gabinetu, w którym znalazły się  też należące do profesora obrazy, m.in. Tadeusza Kantora, Jerzego Nowosielskiego, Jaremianki. Szkoda tylko, że ambitny projekt został już na wstępie ośmieszony prawdziwym kuriozum – wystawą „Bibliophilia” Maurycego Gomulickiego. Jego koncepcja „kultury rozkoszy” przybrała tym razem formę „wiosny w bibliotece”. Na fotografiach młode, ponętne modelki pozują w bikini z tomami w ręce, na tle półek pełnych książek. Mają  ucieleśniać „świeżość doświadczenia biblioteki”. Ważne nie musi znaczyć poważne, musimy powtórzyć za artystą. Ale czy niepoważne musi oznaczać jawnie seksistowskie? I nie chodzi mi o polityczną poprawność, lecz o świadomość. Bo poważne to nie jest z pewnością, ale mnie jakoś nie śmieszy.
Podobnie nie śmieszą mnie wcale „produkty artystyczne” z muzealnej księgarni. Może to drobiazg w skali całego przedsięwzięcia, ale w tym miejscu zapaliła mi się czerwona lampka. Oczywiście, muzeum wyprodukowało i długopisy, i ołówki, i notesy, i kubki, ale są tu też zamówienia „specjalne”. Nie zwróciłbym na nie uwagi, gdyby dyrektor Potocka się nimi nie pochwaliła na konferencji prasowej. Wszystkie sygnują artyści: poduszki w kształcie kobiecych piersi, rajstopy z aplikacjami naśladującymi krwawiące rany, różowe pluszowe serduszka z waginami oraz – aj! – lalki-przytulanki z nadmuchanymi ustami i znowu nieproporcjonalnie dużymi organami płciowymi odsłoniętymi przez podciągnięte spódnice. Jeśli już zdejmujemy majtki, to życzyłbym sobie zobaczyć tu także proporcjonalnie priapiczne organy męskie. Najlepiej – a co tam, skoro odstawiliśmy na bok polityczną poprawność – kusząco murzyńskie. To w muzealnym sklepiku postanowiłem się upewnić, czy dyrektor Potocka nie ma przypadkiem wąsów. Dziwny jest ten świat, powtórzę za naszym świętej pamięci bardem. I pieski.
Czego tu nie ma
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że MOCAK ma wszystko, czego muzeum sztuki współczesnej potrzebuje: budynek z betonu i szkła, kolekcję, ważkie pytania, katalogi grube i chude, konkurs dla młodych artystów z najwyższą w Polsce nagrodą (niestety jednorazowy i budzący kontrowersje), własny magazyn („MOCAK Forum”), bibliotekę, księgarnię i w niej gadżety. A jednak czegoś tu brakuje. Nowe muzeum sprawia wrażenie, że zastygło, zanim zdążyło się rozkręcić. Nie miało fazy eksperymentu, którą przechodzi właśnie muzeum warszawskie. Za swego patrona MOCAK obrał za to inżyniera Mamonia, autora głośnej sentencji „lubię tylko te piosenki, które już znam”. W sztuce panuje inne przekonanie – smutna konstatacja grupy Azorro „Wszystko już było” oraz wbrew niej nieustanne spoglądanie w przyszłość. Temu wyzwaniu  sprostać powinno również Muzeum Sztuki Współczesnej.
W efekcie poza dobrze nam znaną sztuką i Spielbergowską aurą, MOCAK na razie niewiele więcej ma do zaoferowania. Instytucja posiada jednak ogromny potencjał i miejmy nadzieję, że wkrótce zrezygnuje z raz obranego paseistycznego kierunku. Życzę tego sobie, Państwu i wszystkim kobietom z zarostem.

MOCAK – pierwsze zbudowane od podstaw muzeum sztuki współczesnej w powojennej Polsce – otwarto 19 maja 2011 roku w Krakowie. Wydarzeniu nadano szczególną rangę – przemawiała sama głowa państwa. (Znakiem, że „zwykli konsumenci sztuki współczesnej” mogą wejść do muzeum, był odjazd auta prezydenta Komorowskiego.) Prezydent Miasta Krakowa Jacek Majchrowski gratulował wytrwałości i determinacji dyrektorowi muzeum, Marii Annie Potockiej. Swego czasu jej nominacja na to stanowisko zdopingowała krakowskie środowisko do powołania Komitetu Obywatelskiego na rzecz Przejrzystości w Polityce Kulturalnej Krakowa. Maria Anna Potocka podczas otwarcia gratulowała wytrwałości i determinacji prezydentowi Majchrowskiemu.

MOCAK, Kraków.

Muzeum znajduje się nieco na uboczu, na Zabłociu, i wpisane zostało w program gentryfikacji  dzielnicy. Sąsiaduje z oddziałem Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, prezentującym czasy nazistowskiej okupacji, poprzemysłowymi ruinami oraz świeżo wznoszonymi luksusowymi apartamentowcami. Trudno się tu dostać, ale to ciekawa wycieczka: trzeba przejść przez tunel AUSCHWITZWIELICZKA Mirosława Bałki, pod wiaduktem kolejowym i obok zarośli pełnych pokrzyw.

Ochy i achy

Czas ucieka, a muzeów sztuki współczesnej jak na lekarstwo. W Warszawie proces przygotowań do budowy rozciąga się w nieskończoność i miłośnicy sztuki coraz częściej zadają sobie pytania: czy doczekam przed trzydziestką? czterdziestką? uwiądem starczym? Z tej perspektywy powołanie do życia MOCAK-u jawi się jako krok milowy – czy skok cywilizacyjny. I słusznie, w końcu udało się zrealizować marzenia, od dziesięcioleci uznawane za mrzonki. Nic dziwnego, że ochom i achom towarzyszącym otwarciu nie było końca.

fot. MOCAK

Przestrzenie wystawiennicze, chociaż muzeum nie imponuje gabarytami, są dobrze przystosowane do prezentacji sztuki. Tam, gdzie trzeba, jest szaro, tam gdzie trzeba – czarno, szeroko, wysoko i przestrzennie. W tle pozostaje też kontekst miejsca – to była fabryka „dobrego Niemca” Oskara Schindlera, osławiona filmem Stevena Spielberga, w którym debiutowała Anna Mucha. Bagaż popkulturowo-symboliczno-historyczny nie jest jednak aż tak silny, jak by się początkowo wydawało. MOCAK nie musi spełniać roli przybudówki do z pewnością bardziej popularnego muzeum historycznego. Z oryginalnej fabryki pozostała jedna nieotynkowana, ceglana ściana oraz reminiscencje architektury przemysłowej w kształcie dachu.

Po co nam to?

MOCAK to skrót od Museum of Contemporary Art in Krakow. Tak, tak, operujemy w skali globalnej. Przynajmniej nikt nie będzie mylił krakowskiej placówki z projektowanym na placu Defilad w Warszawie Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Muzeum Współczesnym we Wrocławiu, które we wrześniu zainauguruje działalność w tymczasowej siedzibie zwanej Schronem, czy Muzeum Sztuki w Łodzi, założonym jeszcze przed wojną przez artystów awangardy. Ale wsiądźcie w taksówkę w Krakowie, Łodzi czy Warszawie i poproście o kurs do muzeum lub galerii sztuki współczesnej – nawet tam, gdzie takie istnieją od lat, kierowcy się gubią.

Oddanie budynku / fot. R. Sosin

Budynek MOCAK-u, jeszcze pusty, otwarto z pompą ostatniej jesieni. Pojawił się zarzut – nie podejmuję się oceny, czy słuszny – że impreza nieprzypadkowo zbiegła się z wyborami samorządowymi, bo władza, której zależy na reelekcji, bardzo ceni sobie ukończone inwestycje. W podsumowaniu 2010 roku w sztukach wizualnych na łamach „Gazety Wyborczej” Dorota Jarecka wskazywała na pozytywną stronę tego trendu – w końcu politycy zauważyli rangę muzeów, skoro włączyli je do swoich programów wyborczych, obok stadionów czy hal widowiskowych.

Jak pokazała dyskusja, która odbyła się w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie w marcu tego roku, włodarze miast zgadzają się co do potrzeby budowania muzeów, różnie jednak widzą ich rolę – od kwiatka do kożucha (kreowanie pozytywnego wizerunku miasta i regionu, „miejsce magiczne”), po edukację i modernizację. Jarosław Obremski, wiceprezydent Wrocławia, mówił wprost: „Muzeum Współczesne ma tworzyć nową jakość wobec dezercji mediów. Instytucje kultury są miejscami dialogu społecznego, budują kapitał społeczny”. Magdalena Sroka, wiceprezydent Krakowa, dostrzegła w sztuce współczesnej „narzędzie dialogu społecznego i debaty”. To budujące słyszeć takie deklaracje z ust (niektórych) polityków.

Kolekcja

Czy MOCAK spełni pokładane w nim nadzieje? Na razie otwarto tu aż sześć wystaw, dwie największe to prezentacja kolekcji oraz „Historia w sztuce”. Kuratorką obu jest dyrektorka muzeum. Prace przylepione do ścian, ale z oddechem.

Paweł Susid, Bez tytułu. MOCAK

Rozczarowuje ekspozycja, która powinna stanowić esencję muzeum – czyli kolekcja. Sprawia wrażenie powtórki z rozrywki z wystaw prezentowanych w Polsce w ostatnich latach: od Rastra (Ragnar Kjartansson) po Bunkier Sztuki (Beat Streuli, Krzysztof Wodiczko). Kilka decyzji zakupowych wydaje się pośpiesznych (Norman Leto, Bartek Materka) czy nazbyt lokalnych (Małgorzata Markiewicz). Kolekcja z założenia skupia się na ostatnich dwudziestu latach, ale główną zasadą rządzącą zakupami ma być „pochwała różnorodności”. Jak na razie metoda ta się nie sprawdza, kolekcja wypada blado i sprawia wrażenie, jakby Maria Anna Potocka obraziła się na czołowych polskich artystów. A może jej na nich po prostu nie stać?

„Coś” w sztuce

Wystawa „Historia w sztuce” została zaprojektowana zgodnie z paradygmatem, wedle którego w sztuce coś się odbija lub – jeszcze lepiej – w sztuce coś się przegląda. Tym razem w MOCAK-u w sztuce przegląda się mniej lub bardziej podręcznikowa historia, druga wojna, Holokaust i jego echa. Czterdziestu czterech (to nie przypadek!) artystów i w dużej mierze ograne już prace: Krasiński, Robakowski, Żmijewski, Kozyra, Bartana…, ale też kącik o historii w sztuce historycznej: Malczewski, Wyspiański, Matejko.

Boaz Arad, „Pętla”, 2001, wideo prezentowane
na wystawie „Historia w sztuce”, MOCAK 2011.

Wystawa jest poprawna, ale niczym nie zaskakuje. Trudno się jednak obrażać. To w końcu muzeum, a nie laboratorium eksperymentu i z pewnością szeroka publiczność odnajdzie tu wiele interesujących wątków. Dominują prace dekonstruujące pisanie historii, zarówno tej oficjalnej, jak i znanej z kultury popularnej. Na przykład „Listy Schindlera”, która została prześwietlona w świetnym filmie Omera Fasta. Artysta, naśladując metodę Claude’a Lanzmanna, przeprowadził wywiady z Polakami, którzy w filmie Spielberga wystąpili jako statyści grający Żydów. Ale są tu też prace ukazujące historię z perspektywy jednostki („Nasz śpiewnik” Artura Żmijewskiego) czy tworzące fikcyjne historie alternatywne („Mary koszmary” Yael Bartany). Obok tej krytycznej perspektywy znalazło się tu wiele realizacji po prostu posługujących się motywami historycznymi (obrazy Pawła Susida czy „Bitwa pod Grunwaldem” w redakcji Edwarda Krasińskiego). Wreszcie w wielu przypadkach artyści występują w roli świadków historii (Deimantas Narkevičius, Józef Robakowski).

Następne w cyklu systematycznego przeglądu tematów mają być „Polityka w sztuce”, „Religia w sztuce” i – już nie mogę się doczekać – „Sztuka w sztuce”. Oby tylko Maria Anna Potocka nie czerpała pomysłów z bestsellerowej powieści Łukasza Gorczycy i Łukasza Rondudy „W połowie puste”.

Książki i girlsy

Ciekawostką jest, że na stałe do MOCAK-u zawitała część zbiorów książkowych wybitnego historyka sztuki Mieczysława Porębskiego, zaaranżowana na wzór jego gabinetu, w którym znalazły się też należące do profesora obrazy, m.in. Kantora, Nowosielskiego, Jaremianki. Szkoda tylko, że ambitny projekt został już na wstępie ośmieszony prawdziwym kuriozum – wystawą „Bibliophilia” Maurycego Gomulickiego. Jego koncepcja „kultury rozkoszy” przybrała tym razem formę „wiosny w bibliotece”. Na fotografiach młode, ponętne modelki pozują w bikini z tomami w ręce na tle półek pełnych książek. Mają ucieleśniać „świeżość doświadczenia biblioteki”. Ważne nie musi znaczyć poważne, musimy powtórzyć za artystą. Ale czy niepoważne musi oznaczać jawnie seksistowskie? I nie chodzi mi o polityczną poprawność, lecz o świadomość. Bo poważne to nie jest z pewnością, ale mnie jakoś nie śmieszy.

Maurycy Gomulicki, Patrycja, 15 lat, „Aesthetics Today”,
Morris Philipson, Cleveland/NY, 1961, Biblioteka artysty,
Warszawa, 2008, z cyklu Bibliophilia, 2011

Podobnie nie śmieszą mnie wcale „produkty artystyczne” z muzealnej księgarni. Może to drobiazg w skali całego przedsięwzięcia, ale w tym miejscu zapaliła mi się czerwona lampka. Oczywiście, muzeum wyprodukowało i długopisy, i ołówki, i notesy, i kubki, ale są tu też zamówienia „specjalne”. Nie zwróciłbym na nie uwagi, gdyby Potocka nie pochwaliła się nimi na konferencji prasowej. Wszystkie sygnują artyści: poduszki w kształcie kobiecych piersi, rajstopy z aplikacjami naśladującymi krwawiące rany, różowe pluszowe serduszka z waginami oraz – aj! – lalki-przytulanki z nadmuchanymi ustami i znowu nieproporcjonalnie dużymi organami płciowymi odsłoniętymi przez podciągnięte spódnice. Jeśli już zdejmujemy majtki, to życzyłbym sobie zobaczyć tu także proporcjonalnie priapiczne organy męskie. Najlepiej – a co tam, skoro odstawiliśmy na bok polityczną poprawność – kusząco murzyńskie. Dziwny jest ten świat, powtórzę za naszym świętej pamięci bardem. I pieski.

Czego tu nie ma

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że MOCAK ma wszystko, czego muzeum sztuki współczesnej potrzebuje: budynek z betonu i szkła, kolekcję, ważkie pytania, katalogi grube i chude, konkurs dla młodych artystów z najwyższą w Polsce nagrodą (niestety, jednorazowy i budzący kontrowersje), własny magazyn („MOCAK Forum”), bibliotekę, księgarnię i w niej gadżety. A jednak czegoś tu brakuje. Nowe muzeum sprawia wrażenie, że zastygło, zanim zdążyło się rozkręcić. Nie miało fazy eksperymentu, którą przechodzi właśnie muzeum warszawskie. Za swego patrona MOCAK obrał za to inżyniera Mamonia, autora głośnej sentencji: „lubię tylko te piosenki, które już znam”. W sztuce panuje zgoła inne przekonanie – smutna konstatacja grupy Azorro: „Wszystko już było” – oraz wbrew niej nieustanne spoglądanie w przyszłość. Temu wyzwaniu sprostać powinno również Muzeum Sztuki Współczesnej.

W efekcie, poza dobrze nam znaną sztuką i Spielbergowską aurą, MOCAK na razie niewiele więcej ma do zaoferowania. Instytucja posiada jednak ogromny potencjał i miejmy nadzieję, że wkrótce zrezygnuje z raz obranego paseistycznego kierunku. Życzę tego sobie, Państwu i światu.

Podobnie nie śmieszą mnie wcale „produkty artystyczne” z muzealnej księgarni. Może to drobiazg w skali całego przedsięwzięcia, ale w tym miejscu zapaliła mi się czerwona lampka. Oczywiście, muzeum wyprodukowało i długopisy, i ołówki, i notesy, i kubki, ale są tu też zamówienia „specjalne”. Nie zwróciłbym na nie uwagi, gdyby Potocka nie pochwaliła się nimi na konferencji prasowej. Wszystkie sygnują artyści: poduszki w kształcie kobiecych piersi, rajstopy z aplikacjami naśladującymi krwawiące rany, różowe pluszowe serduszka z waginami oraz – aj! – lalki-przytulanki z nadmuchanymi ustami i znowu nieproporcjonalnie dużymi organami płciowymi odsłoniętymi przez podciągnięte spódnice. Jeśli już zdejmujemy majtki, to życzyłbym sobie zobaczyć tu także proporcjonalnie priapiczne organy męskie. Najlepiej – a co tam, skoro odstawiliśmy na bok polityczną poprawność – kusząco murzyńskie. Dziwny jest ten świat, powtórzę za naszym świętej pamięci bardem. I pieski.

Karol Sienkiewicz, ur. 1980, historyk sztuki, krytyk. W latach 2004–2008 współredagował internetowe pismo o sztuce „Sekcja”.

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.

Produkty uboczne

Flaneur kulturalny, odc. 2

Sztuka

Efekt muzeum

Grzegorz Piątek

Film

Melancholie.
Rozmowy Larsa z von Trierem

Ludwika Mastalerz

Film

Gambit polityczny

Michał Oleszczyk

Sztuka

Muzeum – nowe
problemy – stare

Karol Sienkiewicz

Muzyka

DZIEŃ DZIECKA:
Nauka słuchania

Kalina Cyz

Literatura

Polemika z Kingą Dunin

Joanna Tokarska-Bakir

Felietony

NAJWAŻNIEJSZE CZYTAĆ:
Czytanie z niezrozumieniem

Beata Stasińska

Muzyka

Inna pozytywność

Rozmowa z Maciem Morettim

Sztuka

Efekt muzeum

Grzegorz Piątek

Sztuka

Nie składamy broni.
7. Berlin Biennale

Karol Sienkiewicz

Sztuka

W wietrze słyszę zew

Karol Sienkiewicz

Sztuka

„Wazony” Roberta Maciejuka w Starterze

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Ważkie potknięcia.
Akademia Ruchu w CSW

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Knaflewski
w Leto i Piktogramie

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Sasnal wchodzi do kina

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Poznański pat

Karol Sienkiewicz

Sztuka

„WroConcret” w Muzeum Współczesnym

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Milena Korolczuk
w Arsenale

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Zachęta – decydujące starcie

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Wolfgang Tillmans,
„Zachęta Ermutigung”

Karol Sienkiewicz

Sztuka

„Wspólnicy”
w Muzeum Sztuki Nowoczesnej

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Fabryka rzeźb Althamera

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Krok naprzód, dwa wstecz

Karol Sienkiewicz

Sztuka

W uznaniu zasług

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Samotne muzeum

Karol Sienkiewicz

Sztuka

"Mikołaj Smoczyński retrospektywnie"
w Lublinie

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Lekcja przyrody na Wspólnej

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Nie ma, ale będzie

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Szaman bródnowskiego plemienia

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Kamery skierowane do wewnątrz

Karol Sienkiewicz

Sztuka

„Out of the Ordinary.
Polish Designers of the 20th Century”

Karol Sienkiewicz

Sztuka

PRASKIE QUADRIENNALE:
Luzowanie gorsetu widowni

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Ryfka przychodzi i odchodzi

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Sztuka krytyczna
z perspektywy Czerwonych Indian
czyli prztyczek w nos Kuby Banasiaka

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Mirosław Bałka, „Arbeitsplatz”

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Żydowski surrealizm

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Sztuka przypisów

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Zagłada w niedzielne popołudnie

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Kozyra ma power

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Stambuł – Warszawa. „Diverçity”

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Teorii widzenia ciąg dalszy

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Od wojny do dziś
i z powrotem

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Pięćdziesiąty pierwszy stan USA

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Krytyczna strona awangardy

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Co dalej z CSW?

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Mirosław Bałka w Tate Modern

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Wystawa Wojciecha Fangora

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Zachęta w posadach drży

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Artystyczna kontrreformacja

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Kryzys w błogim nastroju

Karol Sienkiewicz

Sztuka

„Konceptualizm w PRL” Luizy Nader

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Twórcza autodestrukcja?

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Wśród
„niezgrabnych przedmiotów”

Karol Sienkiewicz

Sztuka

1989: Brukselski nalot
złotych kombinezonów

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Wystawa „Nieodkryte / niewypowiedziane” w Nowym Teatrze

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Morze
śródziemno-ludzkie

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Wystawa fotografii Ahlam Shibli

Karol Sienkiewicz

Sztuka

Instalacja Jakuba Wesołowskiego

Karol Sienkiewicz