Spojrzenie zza kotary
fot. A. Zagrodzka

10 minut czytania

/ Sztuka

Spojrzenie zza kotary

Karol Sienkiewicz

Dzielą je pokolenia i podejście do rzeźby. W Galerii Studio w Warszawie Alicja Bielawska rzuca nowe światło na „Poduszki erotyczne” Barbary Falender, ale nie wciela się przy tym w rolę drugoplanową

Jeszcze 3 minuty czytania

„Poduszki erotyczne” są najczęściej eksponowaną pracą Barbary Falender. Dlatego też sam pomysł kuratorki Galerii Studio Pauliny Olszewskiej, by uczynić z nich punkt wyjścia wystawy, nie wydaje się szczególnie oryginalny. To jedno z kanonicznych dzieł polskiej historii sztuki, w których – co rzadkie – znalazła swe ujście kobieca seksualność. Oto kobieta, artystka, w środku przesiąkniętego dulszczyzną PRL-u opowiada o erotyce bez zażenowania i bez zbędnego woalu. Jej „Poduszki…” są nie tylko przejawem warsztatowej biegłości rzeźbiarki, są po prostu uroczo bezwstydne. Nic dziwnego, że poświęca się im tak wiele uwagi.

Chociaż idea wystawy „Materia(l)nie” polega na zestawieniu artystek z różnych pokoleń na zasadzie dwugłosu, to młodsza artystka, Alicja Bielawska, nadaje jej ton. W dolnych salach Galerii Studio z falujących półprzezroczystych zasłon stworzyła instalację „Zaproszenie”, która – w odpowiedzi na zaproszenie kuratorki – służy jako tło dla „Poduszek erotycznych” Falender. Na górnej kondygnacji Bielawska prezentuje kilka nowych prac w otoczeniu rysunków Falender, głównie szkiców do „Poduszek”. 

Zapraszając do wystawy Bielawską, kuratorka wykazała się wyczuciem i intuicją. Bo powstał wyjątkowo udany duet. Bielawska buduje atmosferę, w której rzeźby Falender sprzed pół wieku czują się wybornie. Prace Falender podkreślają zaś te wątki w twórczości Bielawskiej, które trudniej byłoby wskazać czy nazwać. Wszyscy na tym spotkaniu zyskują.

Ciało i kamień

MATERIA(L)NIE

Alicja Bielawska, Barbara Falender, kuratorka: Paulina Olszewska, Galeria Studio, Warszawa, do 17 kwietnia 2022

Niezawodny poszukiwacz przedstawień nagiego męskiego ciała Paweł Leszkowicz kilka lat temu dopatrzył się u Falender prekursorstwa w przedstawianiu penisa we wzwodzie na gruncie polskiej sztuki. W „Poduszkach…” też go, penisa, znajdziemy, wśród cielesno-kamiennych fałd. Ale trzeba byłoby naprawdę wiele złej woli, by móc się zgorszyć. Falender po odkryciu, że jej własne ciało zostawia ślad na poduszce, na której siedziała, zainteresowała się nią jako obiektem o erotycznym potencjale. Poduszki, gdy wyrzeźbiła je w glinie, pod jej palcami nabierały cielesności. To morficzność tych rzeźb jest tak pociągająca. Jeszcze nie ciało, ale już nie przedmiot. 

Chociaż Falender powtarzała „Poduszki erotyczne” w różnych materiałach (od gliny, przez epoksyd, kamień, po porcelanę), to te zakupione do kolekcji Galerii Studio, odkute w marmurze karraryjskim, są najbardziej znane i najczęściej pokazywane. Obecna wystawa wpisana została w obchody rocznicy działania galerii i odnosi się do pierwszej prezentacji „Poduszek” na wystawie w 1987 roku, zaaranżowanej przez męża rzeźbiarki Grzegorza Kowalskiego. 

Tym razem podobne zadanie otrzymała Alicja Bielawska. Ale chociaż podeszła do dzieł Falender z ogromnym szacunkiem, wręcz namaszczeniem, anektuje „Poduszki erotyczne” na potrzeby własnego nastrojowego spektaklu.

fot. A. Zagrodzka, dzięki uprzejmości galerii

Woale ścian

Gdy Falender na co dzień zmaga się z kamieniem – marmurem, bazaltem, granitem, młodsza od niej o pokolenie Bielawska operuje mniej trwałymi materiałami. Rzeźbiarską materię odnajduje nawet w zwiewnych firanach, ręcznie tkanych materiałach, czułej na odciski palców modelinie. Widzowie na wystawie „Materia(l)nie” z lubością fotografują cienie rzucane na podłogę przez półprzezroczyste zasłony. Za ich pomocą Bielawska stworzyła przytulne nisze, w których stanęły pokryte jasną tkaniną postumenty z „Poduszkami” Falender. Transparentność tkanin powoduje, że instalację można jednocześnie odbierać jak rzeźbę ujawniającą swe wnętrze oraz architekturę wystawy. 

Właśnie w przestrzennych instalacjach, nierzadko pełniących określone funkcje, Bielawska czuje się wyjątkowo dobrze. Na zaproszenie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie zaprojektowała kurtynę-zasłonę wyodrębniającą przestrzeń audytorium, gdy Muzeum mieściło się jeszcze w pawilonie Emilii, a później zwisającą z sufitu dekorację, definiującą przestrzeń kawiarni w muzealnym Pawilonie nad Wisłą. Bielawska jak mało kto potrafi za pomocą prostych środków uczynić przestrzeń bardziej przyjazną, wręcz intymną. 

W delikatnym „Zaproszeniu” w Galerii Studio można się z przyjemnością zagubić. Widzowie stają się częścią instalacji, która ich również zawłaszcza, tworząc przestrzeń dla spotkań, potencjał do flirtu i zabawy w odsłanianie i zasłanianie. To rzeźba, do której wnętrza się wchodzi – jak marzyła kiedyś Katarzyna Kobro, a po niej Oskar Hansen. Jednocześnie Bielawska nie boi się sięgać w obszary o jednoznacznych skojarzeniach, buduarową kolorystykę i materię woali. Wreszcie nie dba o zbytnią autonomię swych prac. Jeśli mają spełniać jakąś funkcję, proszę bardzo! Obronią się same. Jest to wyraz nie tyle młodzieńczej odwagi, ile pewności siebie, nabytej w wyniku wielokrotnie powtarzanych ćwiczeń z barwą i materią.

fot. A. Zagrodzka, dzięki uprzejmości galerii

W lustrze

Jako takie ćwiczenia odczytywać należy rysunki Bielawskiej, zazwyczaj ascetyczne, zdominowane przez proste formy i zestawienia kolorystyczne. Szczególny wybór kilku prac na papierze, zaprezentowanych w bezpośrednim sąsiedztwie instalacji „Zaproszenie” oraz „Poduszek erotycznych” Falender, w Galerii Studio wypełnia się nowymi znaczeniami. Po obejrzeniu „Poduszek” w rysunkach Bielawskiej zatytułowanych „Naczynia połączone” (2020), przypominających wczesnoszkolne grafy, nie sposób nie dostrzec ud i kobiecego łona, kuszącej bezwstydności. 

Rysunki Falender pokazywane na górnej kondygnacji galerii to przede wszystkim szkice flamastrem, jej przymiarki do „Poduszek”. Jeden rysunek jest inny. Przedstawia artystkę, wówczas dwudziestokilkuletnią, jak przygląda się odbiciu swego krocza w lustrze. Podstawowe feministyczne ćwiczenie, artystka przy pracy. Musi się napatrzeć, by móc się później wyrzeźbić.

Rysunki Falender są zestawione z kilkoma rzeźbami Bielawskiej. Miękkie materie w kolorach ciała i krwi zwisają ze szpitalnych parawanów czy owijają strukturę przypominającą pozostałość po placu zabaw. Ich tytuły sugerują doznania cielesne – „W miękkim ruchu powietrza”, „Pod opuszkami palców”, „W przymknięciu powiek”. By uzyskać pożądany efekt, Bielawska sięga po różne tkaniny. Raz będzie to zwiewny plisowany poliester, raz ciężka wełna. 

fot. A. Zagrodzka, dzięki uprzejmości galeriifot. A. Zagrodzka, dzięki uprzejmości galerii

Ręko-dzieło

Wspólna wystawa Falender i Bielawskiej przychodzi w momencie z różnych względów dla obu z nich wyjątkowym. Obie miały w ostatnich latach ważne wystawy. Falender podsumowała swą dotychczasową twórczość na retrospektywie, którą zorganizowała jej warszawska Galeria Opera. Do tego miała kilka ciekawych solowych pokazów. Instalacja „Playground” pokazywana w Państwowym Ognisku Artystycznym „Nowolipki” odsłaniała mniej znane, pełne humoru oblicze jej sztuki. Zaskakiwała swobodą, z jaką artystka potrafi podejść do materii (w tym wypadku ceramiki i szkła). Na kameralnej wystawie na warszawskiej Starówce pokazała rysunkowe autoportrety, od czasów szkolnych po pandemiczne. „Rzeźba to jest konkret, a papier możesz porwać i wyrzucić do śmietnika”, powiedziała przy okazji tej wystawy w wywiadzie, jaki przeprowadziła z nią Wiesława Wierzchowska. 

Z kolei Bielawska ma za sobą pracę nad wystawą „Dom odziany” w ramach Biennale Designu w Londynie w 2021 roku, przy której pracowała z architektami z Grupy Centrala. Wspólnie przyglądali się tkaninom jako materii tradycyjnie współtworzącej przestrzeń do zamieszkania. Przy tej okazji rozwinęła się przyjaźń Bielawskiej z tkaniną. „Dom odziany” zawieszony był w punkcie, w którym sztuka łączy się z użytecznością, a kultura wysoka z wernakularną.

Jeśli szukać wspólnego mianownika dla Falender i Bielawskiej, to będzie nim właśnie rękodzieło, wytwór rąk. Falender, miłośniczka Aliny Szapocznikow i Jean-Roberta Ipoustéguy, kuje dłutem w twardym materiale. Bielawska podkreśla ręczne wykonanie, a jej prace z ceramiką czy modeliną zdradzają często odciski palców autorki. Każdego nowego materiału uczy się od podstaw, przez dotyk. 

fot. A. Zagrodzka, dzięki uprzejmości galeriifot. A. Zagrodzka, dzięki uprzejmości galerii

Rozkoszne podglądactwo

Wrażliwość na materię jest istotnym elementem wystawy „Materia(l)nie”. Jednak gdzie Falender interesuje cielesne zbliżenie i zmysł dotyku, Bielawska zajmuje się raczej patrzeniem i projektowaniem układu spojrzeń. Dlatego tak dobrze obie artystki ze sobą współgrają. Pozostają bowiem wobec siebie w bezpiecznym dystansie. Na negliże Falender Bielawska odpowiada parawanami.

Jeśli przyjrzeć się dorobkowi Falender, łatwo zauważyć, że wiele z jej prac przeczy hieratyczności na rzecz iście łóżkowej horyzontalności, podkreślającej intymność i seksualne napięcie. Nie inaczej jest w przypadku „Poduszek erotycznych”. Bielawska tworzy zaś dla nich pionowe przesłony: półprzezroczyste ściany „Zaproszenia” i rzeźby parawany. 

Bo, jak podpowiadają nam rzeźby Bielawskiej, spojrzenie zza kotary jest bardziej ekscytujące. Fajniej jest być podglądaczem niż po prostu widzem. Jeden z jej parawanów ma nawet sugestywną dziurkę, obszytą starannie czerwoną nitką. Parawanowe obiekty Bielawskiej służą nie tyle zasłanianiu, ile budowaniu dla nas bezpiecznego schronienia. 

Zaś w momencie, gdy parawany i zasłony tracą swą funkcję użytkową, mogą posłużyć za ekran naszych własnych projekcji.