Dureń kontra świat
„Dureń”, reż. Jurij Bykow

5 minut czytania

/ Film

Dureń kontra świat

Jakub Socha

Bykow swoim rodakom nie odpuszcza – idzie twardo po ziemi, uparcie przegryzając się przez rosyjską rzeczywistość

Jeszcze 1 minuta czytania

Jeden dureń z drugim durniem (jeden stary, drugi młody; ojciec i syn) naprawiają ławkę przed blokiem. Robią to codziennie, bo codziennie niszczą ją miejscowe łebki, których nigdy nie udaje się złapać i chociażby porządnie sprać. Zwyczajna podwórkowa wojna, żaden z sąsiadów nie chce w niej uczestniczyć. Na górze, w mieszkaniu kolejna wojna – wojna domowa. Żony dwóch durniów suszą im głowy. Narzekają, że nie kombinują, nie kradną, nie radzą sobie w nowej rzeczywistości. Mówią, że przez ten ich durny idealizm można co najwyżej jeszcze bardziej zbiednieć. Biednie już jest. Matka-lekarka dorabia do emerytury jako sprzątaczka, syn dorabia do studiów, ojciec w pracy wdycha azbest. Rury ciekną, chciałoby się kupić jakiś samochód, gdzieś wyjechać, ale nie ma za co. Oto rosyjska inteligencka rodzina, która płynie w małej szalupie po groźnym rosyjskim oceanie, między tymi, którzy już wpadli do wody a tymi, którzy wdrapali się na suchą górkę, wciągając za sobą drabinę.

Rosja jest podzielona, jak ten blok, do inspekcji którego zostaje wezwany młodszy z durni (Dima) wraz z podległą mu ekipą remontową. Dwie głębokie rysy biegną równolegle po jego ścianach od parteru aż do dziesiątego piętra, fundament się sypie, budynek wyraźnie odstaje od pionu. Zaraz dojdzie do katastrofy. Trzeba natychmiast ewakuować mieszkańców, których jest prawie tysiąc. Z tą alarmującą wiadomością biegnie główny bohater „Durnia” Jurija Bykowa do pani burmistrz i jej współpracowników. Jest noc, pani burmistrz obchodzi urodziny, wszyscy zataczają się od lewej do prawej. Nikt nie chce Dimy słuchać. Gdy udaje mu się w końcu przebić przez ich obojętność, zaczyna się panika i przerzucanie zgniłego jaja. Jest problem z podjęciem jakiejkolwiek decyzji. Spasione towarzystwo nagle zaczyna się bać i obwiniać siebie nawzajem, licytując się, kto więcej nakradł i kto jest tak naprawdę winien. Młody chłopak, na którego patrzą jak na ufoludka, zburzył ich spokój. Teraz chodzi im o to, żeby go za wszelką cenę odzyskać. Dimie z kolei chodzi o uratowanie ludzi. Nie, nie znaczy to wcale, że chodzi im o to samo.

„Dureń”, reż. Jurij Bykow„Dureń”, reż. Jurij Bykow. Rosja 2014, w kinach od 22 maja 2015Zderzenie z władzą, a szczególnie z tą rosyjską, jest zawsze bolesne, można to było zobaczyć w kinie nie raz i nie dwa. Ale ta władza (i to zderzenie) ukazana jest w „Durniu” w sposób zniuansowany i arcyciekawy, co wyróżnia film na tle innych tego typu opowieści. Bykow niby maluje wszystkich ich na czarno, ale każdego inaczej. Kolejne sceny przy stole, na który wjeżdża na przemian kawa i wódka (kawa, by się obudzić; wódka, by się pocieszyć), wypełnione przekrzykiwaniem się i kłótniami, odsłaniają różne postawy, różne strategie i różne biografie. Mamy tu i podstarzałego inżyniera, który kradnie tylko dla dzieci, i wydaje się, że naprawdę przejętego sytuacją szefa straży. Mamy chirurga bawiącego się w politykę, przesiąkniętego nihilizmem policjanta, niby stanowczą panią burmistrz, i jej uwielbiającego tyrady o społecznym determinizmie męża-biznesmena, który pociąga za sznurki z tylnego fotela. Widzimy, jak pieniądz steruje nimi, rzeźbi ich charaktery, widzimy, jak tworzą tymczasowe sojusze, jak pracują ich umysły w sytuacji kryzysowej, jak wbijają sobie noże w plecy i jak równocześnie proszą Boga o przebaczenie. Widzimy ich odrazę do pozostałej części społeczeństwa, ale widzimy też, że poza tymi grubymi rublami, w które są poubierani, tak naprawdę niczym się od reszty nie różnią. Nie są to jakieś diabły wcielone, to po prostu ludzie z koneksjami, bardziej zdeterminowani od reszty.

Ciekawe, choć pewnie niesprawiedliwe, równie niesprawiedliwe, jak rozłożenie akcentów w rodzinie Dimy, w której to rycerzami są wyłącznie mężczyźni, a oportunistami jedynie kobiety, jest w „Durniu” to, że rosyjskie społeczeństwo składa się tu wyłącznie z dwóch warstw: władzy i marginesu. Jakiejkolwiek klasy średniej, która mogłaby na przykład być realną siłą wymuszającą zmianę, tu nie ma. Jest jeden dureń i jego rodzina. Jest władza, która chce, żeby było tak jak jest. I reszta, zbyt otępiała, by czegokolwiek chcieć. Jednym słowem – nie ma społeczeństwa, jest beton. 

Zwiagincew w niedawnym „Lawiatanie” podpierał się Philipem Glassem i wpisywał swój film w poważne książki, a całą Rosję ukazywał jako element wręcz kosmicznej miazgi, ofiarę sił, których nie da się powstrzymać. Bykow nie odlatuje tak daleko i tak łatwo swoim rodakom nie odpuszcza – idzie twardo po ziemi, uparcie przegryzając się przez rosyjską rzeczywistość. Towarzyszy mu dureń-idealista. Ktoś, kto nie chce wierzyć, że jedyną opcją w tym autorytarnie zarządzanym świecie jest po prostu jego opuszczenie. Ktoś, kto mówi proste i elementarne rzeczy, jak to, że dom, w którym mieszkacie, za chwilę runie. Ktoś, kto chce dobrze, ale nie zauważa, że ludzi okłamywanych od lat nie przekona jedno prawdziwe słowo – i tak uznają je za kłamstwo. Ktoś, kto przez moment może wydawać się jurodiwym, to w końcu Rosja, a tak naprawdę jest tylko kozłem ofiarnym.