Opowiedz mi jakąś historię

4 minuty czytania

/ Film

Opowiedz mi jakąś historię

Jakub Socha

„Nadejdą lepsze czasy” to film dosadny, Polak nie wyłącza kamery w sytuacjach ekstremalnych, ale znajduje też te mniej bolesne. Nie interesuje ją bagno, tylko to zaklęcie, które powtarzali już bohaterowie Gorkiego

Jeszcze 1 minuta czytania

Do bohaterowów dokumentu „Nadejdą lepsze czasy” Hanny Polak świat dobiega jak głuche echo z potrzaskanych radioodbiorników. Atak na teatr na Dubrowce, Czeczenia, Putin, Donbas to wszystko jest daleko, choć sama Moskwa leży przecież w pobliżu. Polska dokumentalistka, autorka słynnych „Dzieci z Leningradzkiego”, tym razem przygląda się mieszkańcom podmoskiewskiej Swałki, największego wysypiska śmieci w Europie, a szczególnie Julii. Gdy film się zaczyna, dziewczynka ma 10 lat, w ostatnich scenach jest już 24-letnią kobietą. Obserwujemy fragmenty tych wszystkich lat: pierwsze papierosy, pierwsza wódka, pierwsza miłość, ciąża. Zero nostalgii za przeszłością, żalu powodowanego upływem czasu tu nie ma. I tylko jedno świdrujące pytanie: czy to życie będzie już zawsze takie, czy przyjdzie mi umrzeć jak robak, wśród śmieci?

Film jest dosadny, Polak nie wyłącza kamery w sytuacjach ekstremalnych, ale znajduje też te mniej bolesne. Ludzie malują paznokcie, wysłuchują swoich historii, zataczając się od alkoholu, trzęsą się w delirce, szukając jedzenia, chowają się przed chłodem w domach wybudowanych z wszystkiego i niczego. Ktoś opowiada, że został przed chwilą zgwałcony, ktoś bawi się piłką, ktoś udaje przed sobą, że wrak bez kół i kierownicy jest samochodem, którym zaraz stąd odjedzie, ktoś śpiewa piosenkę o rosyjskiej armii. Wokół nich hałdy śmieci, nad nimi – chmara ptaków. Polak zostaje dopuszczona przez bohaterów do wszystkiego, każdy się przed nią otwiera. To mogła być piosenka o końcu świata, to mogła być piosenka o tym, że bardzo cienka granica dzieli nas od świata zwierząt, ale dokumentalistka nie daje się porwać żadnej z tych melodii. Nie interesuje ją bagno, tylko to zaklęcie, które powtarzali już bohaterowie Gorkiego – „Jeszcze nadejdą lepsze czasy”. Jakaś niedająca się stłamsić, całkowicie nieracjonalna nadzieja, że jeszcze karta się odwróci.

„Opowiedz mi jakąś historię”, mówi chłopiec do Julii, na co ta mu odpowiada: „W moim życiu nic się nie dzieje, więc co mam ci opowiedzieć?”. Hanna Polak opowiedziała za nią jej historię. W tym krajobrazie zadeptanym przez dokumentalistów, których od zawsze pociągała bieda, z cierpliwością szła przez lata za swoją bohaterką, szukając czegoś czystego. Kładka była wąska, można było tysiąc razy się wywrócić. Mogła z tego wszystkiego powstać niemoralnie sentymentalna bajka, turpistyczny wierszyk albo patetyczny apel. Powstał natomiast film zupełnie niebywały, który przełamuje granicę „Nadejdą lepsze czasy”, reż. Hanna Polak. Polska 2015, w kinach od 27 listopada 2015 „Nadejdą lepsze czasy”,
reż. Hanna Polak
. Polska 2015, w kinach od 27 listopada 2015
obcości, wydawałoby się, że nie do przełamania. Widać w nim trud dokumentalistki, no i oczywiście trud Julii, która sama za uszy próbuje wyciągnąć się z bagna. Te dwa trudy sumują się w historię ze szczęśliwym zakończeniem, która, kto wie, czy gdyby nie doszło do spotkania tych dwóch kobiet, w ogóle by się zdarzyła. A jeśli nawet, to i tak byśmy się o tym nigdy nie dowiedzieli i nigdy w to nie uwierzyli.

W polskim dokumencie powracają raz za razem dwa pytania, te same od lat. Pierwsze odnosi się do tego, na ile filmowiec może wchodzić w rzeczywistość, zaburzać jej samoistny rytm. Drugie – na ile jego praca wpływa na życie jego bohaterów, na ile determinuje ich przyszłość. „Nadejdą lepsze czasy” prowokują też jeszcze jedno – na ile ktoś z zewnątrz może wejrzeć do miejsca, które nigdy nie było i nigdy nie będzie jego, gdzie zawsze będzie kimś obcym, przyjezdnym, na trochę. Dokument polskiej reżyserki każde z nich niejako unieważnia. Oczywiście, że Polak zaburza rytm rzeczywistości, wpływa na życie Julii, oczywiście utopią jest myślenie, że odwiedzając śmietnisko nawet przez dziesięć lat, można wejść w to miejsce równie głęboko jak ci, którzy tkwią w nim na co dzień. Najważniejsza tu jest jednak sama zmiana, która się dokonuje w życiu Julii, i nie ma żadnego znaczenia, czy została ona sprowokowana i czy sprowokował ją ktoś, kto nie jest swój. Jeśli nawet, to co w tym złego? A że przy okazji powstał świetny film, to przecież tym lepiej.